10 najlepszych gadżetów, które uratowały mi życie przy moich maluchach!

napisała 14/03/2016 Dla dziecka, Polecane
10 gadzetow ktore uratowaly mi zycie ceneo

Jestem bardzo, ale to bardzo praktyczną osobą. Czasami odrobinę ponosi mnie szał zakupowy i rozkręcam się niczym ruski ciągnik na wykopkach i najchętniej jechałabym z górki bez trzymanki ;-) Jednak całe moje szczęście, że mam przy sobie mojego męskiego anioła stróża, który te moje zakupowe zapędy hamuje i każe zwolnić.

Mówię, Wam – taki ktoś to skarb! Umiejętność obiektywnego ocenienia czy dany przedmiot nie jest przypadkiem kolejnym przydasiem rzuconym w kąt po tygodniu, jest w obecnych czasach na wagę złota. Dzięki temu nie mam w domu miliona szaf i szafeczek. A tylko 10 tysięcy ;-) [żarcik ;-)]

Oto moja must-have lista z gadżetami, które były eksploatowane tygodniami a nawet miesiącami. Które wydłużyły nasz sen, uratowały mój styrany kręgosłup, podniosły z letargu, naprawiły co było uszczerbione, zabezpieczyły co niebezpieczne. Na pewno wiecie, co mam na myśli. Wraz z podlinkowaniem każdego przedmiotu.

No to lecimy!

Mata edukacyjna skip hop Alphabet Zoo

Mata edukacyjna Alphabet Zoo Skip Hop 

Mata miooodzio! Ta mata spodobała mi się od pierwszego wejrzenia. Przede wszystkim dlatego, że nie była pstrokata, jak większość dostępnych na rynku mat edukacyjnych. Spokojne pastelowe kolory cieszą oko i współgrają z wnętrzem. Jednak nie to przecież jest najważniejsze, choć nie ukrywam, że dla mnie jest dość istotne ;-)

Mata okazała się nie tylko estetycznym strzałem w dziesiątkę, ale także funkcjonalnym udogodnieniem i świetną zabawką. Zawieszone na pałąkach miękkie, materiałowe zwierzątka zachęcają Teośka do zabawy i operowania rękami. Mój najmłodszy „koleś” już skubany sam ściąga z niej zwierzaki! Każda z maskotek wzbogacona jest różnymi dodatkami sensorycznymi: szeleszczeniem, dzwonieniem, melodią, lusterkiem. Podwieszane zwierzątka można odczepić z pałąka, aby maluch mógł bez przeszkód bawić się nimi, nawet poza matą.

DSC_6162

DSC_6169

DSC_6170

Materiał, z którego wykonana jest mata, jest dość gruby i miły w dotyku. Łatwo się czyści i pierze w pralce. Kolory po praniu nie bledną, co jest dodatkowym plusem. Prałam ją już kilkukrotnie przy moim drugim szkrabie – opanował ostatnio ślinienie się do perfekcji ;-)

Bardzo łatwo się składa na płasko, co ułatwia zabieranie jej w podróż. Mata pasuje do innych dodatków z serii Skip Hop Alphabet Zoo. Udanego kolekcjonowania! ;-) A wiem o czym piszę, bo skip hopowe cuda odrobinę uzależniają ;-) No i przechodzą na kolejne dzieci, bo są niemalże niezniszczalne!

Butelka Dr Brown's

Butelka Dr Brown’s

Jak dobrze wiecie, początki karmienia piersią przy dwóch moich szkodnikach były dość chwiejne. Posiłkowałam się mieszanką, co zresztą robię do tej pory. Mieszanka stanowi 20% dobowej podaży mleka, że tak to ujmę. Dlatego też szukałam butelki, która będzie miała w miarę miękki smoczek i będzie miała system odpowietrzający. Po kilkunastu próbach z butelkami i smoczkami wreszcie trafiłam na zestaw, który został zaaprobowany przez mojego pierwszego syna. Zależało mi, aby kształt smoczka mu odpowiadał i nie odbiegał znacząco od tego, do czego maluch jest przyzwyczajony podczas karmienia piersią.

DSC_6184

Wbudowany w butelkę system odpowietrzający znacząco zmniejszył dolegliwości kolkowe. Już po pierwszym dniu z butelką Dr Browns’a nasza nocka była spokojniejsza. Ulewanie po karmieniu również się zmniejszyło. Po tygodniu zauważyłam ogromną różnicę w zachowaniu malucha – Teosiek już się tak nie prężył po karmieniu i widziałam, że czuje ulgę. W tym momencie spadł mi kamień z serca – rodzice kolkowych maluchów doskonale wiedzą, co mam na myśli.. Teodor już sam podtrzymuje sobie tę butlę, co może świadczyć o tym, że butelka naprawdę daje radę, gdyż spełnia również funkcję odciążającą styraną codziennością matkę! ;-)

Żałuję, że wcześniej nie trafiliśmy na ten zestaw. Zaoszczędziłoby to nam wielu cierpień, a mi nieprzespanych nocy.

bepanthen

Maść ochronna Bepanthen

Bepanthen jest z nami od zawsze. W ilościach hurtowych ratował wrażliwą pupę naszego pierworodnego. Trzymam go w torebce, łazience, sypialni, walizce… Pomaga przy odparzeniach, suchej skórze, zaczerwienieniach, … Ratuje nawet moje spierzchnięte usta!

Gdyby ktoś zapytał mnie z jakiego kremu do pupy, który mieliśmy okazję używać przy naszych dwóch bambrach, byłam zadowolona w 100%, to moja odpowiedź byłaby jednoznaczna: z Bepanthenu! Nigdy mnie nie zawiódł i nigdy nie musiałam długo czekać na efekty. Ponieważ nasz maluch miał bardzo wrażliwą skórę, przy każdej zmianie pieluchy musieliśmy posiłkować się grubą warstwą Bepanthenu, która osłaniała skórę i chroniła ją przed pdparzeniami. Żadna inna maść nie potrafiła zabezpieczyć jego skóry i jej jednocześnie pielęgnować.Nie dla nas maści z dodatkiem cynku, który meeega wysuszał skórę jednego i drugiego naszego małego szkodnika. Tymczasem Bepanthen sprawdzał się na medal na każdym razem.

Fotelik Romer Baby Safe Plus

Fotelik Romer Baby Safe Plus

Po ostatnim naszym foteliku dla niemowlaka (0-13) używanym przez rok przez naszego starszaka, którego nazwę miłościwie tutaj przemilczę, wiedzieliśmy znakomicie jakiego fotelika NIE kupować. Oprócz faktu, że dzieciak siedział w nim w jakiejś dziwnej pozycji, w której non stop było mu niewygodnie (czytaj: siedząc w nim non stop marudził), to fotelik sam w sobie był super niewygodny w codziennym użytkowaniu.

Teo podczas pierwszej drzemki w nowym foteliku. Tutaj jeszcze z wkładką dla niemowlaka :-)

O kupnie tego fotelika w naszym przypadku zdecydowała przede wszystkim wysoka nota w testach bezpieczeństwa – mój mąż ma na tym punkcie bzika! ;-) Wygoda dla dziecka, bardzo dobra jakość wykonania i łatwe czyszczenie tapicerki to zdecydowanie plusy tego modelu. Nie po drodze mi z godzinnym doczyszczaniem plam po marchewce ;) Półleżąca pozycja i dobre wyprofilowanie pozwalało moim małym szkodnikom na dłuuugi i smaczny sen w trakcie przejażdżek.

Aha, nie byłabym sobą gdybym nie napisała, że pasuje kolorystycznie do drugiego romerowego fotelika, w którym jeździ nasz starszak ;-) Jak wiadomo – estetyka u mnie to wybitnie istotna sprawa ;-) Dla mojego M. kolory nie mają żadnego znaczenia, o czym zresztą świadczyła jego garderoba i wystrój auta przed naszym poznaniem :P

Kolysanki Utulanki

CD kołysanki utulanki

Jedyne kołysanki, które „działały”! Na mojego męża również! ;-) Zapuszczone raz utulały moje brzdące jak na komendę. Delikatne brzmienia pomagają moim maluchom przy zasypianiu nie tylko w domu, ale także podczas podróży. Teksty kołysanek w niezliczonych aranżacjach już na stałe weszły do naszego domowego repertuaru, w tym tego prysznicowego ;-)

Ja wiem, że nie każdy lubi głosy Pana Grześka i Pani Magdy. Pamiętajcie, że Magdy to zazwyczaj spoko dziewczyny, warto się przekonać na własnej skórze! ;-)

Ciepłe głosy tych dwóch osób koją do snu i zachęcają do wtulenia się w poduszkę. Kołysanki nie tylko pomagały nam w wieczornym zasypianiu, ale również podczas drzemek w ciągu dnia a także podróży samolotem czy spacerów w wózku.

Obecnie w moim codziennym repertuarze (nawet podczas nielicznych samotnych chwil pod prysznicem ;-)) jest : „AAA kotki dwa…” oraz „Z popielnika na Wojtusia iskiereczka mruuugaaa…” ;-)

Niania philips avent

Niania elektroniczna Philips Avent

To nasza pierwsza niania elektroniczna i jednocześnie strzał w dziesiątkę. Znakomicie wywiązuje się z obietnic producenta. Po pierwsze świetnie sprawdza się w naszym dość sporym mieszkaniu, w którym sypialnie są w najdalszym punkcie. Zasięg tego urządzenia nie zawiódł nas, a było to naszym priorytetem, abyśmy mogli usłyszeć naszych chłopców np. podczas oglądania filmów w pomieszczeniu, które było na drugim końcu mieszkania.

Przewody zasilające są bardzo długie, co pozwala na niemalże dowolne umieszczenie niani elektronicznej w miejscu oddalonym od gniazdka elektrycznego.

Niania jest bardzo czuła i dawała nam znać nawet gdy nasz maluch zaczynał cichutko kwilić. Funkcja lampki znakomicie sprawdza się w nocy. Co prawda nie korzystamy z melodyjek wbudowanych w urządzenie, jednak kto wie czy nie przydadzą nam się niebawem, gdy z naszego maluszka wyrośnie trochę większy meloman? ;-) Jeśli po mamię odziedziczy zdolności wokalne, to nie wróży to mu za dobrze ;-) No cóż, nie można mieć wszystkiego ;-)

Wozek Inglesina trip

Wózek Inglesina Trip

Służy nam nieprzerwanie od momentu, gdy nasz obecnie trzylatek, skończył 6 miesięcy. Pierwszy test zaliczył na Mykonosie, gdy mój małżonek w laczkach Kubota chciał zapiętemu w wózku synowi pokazać rybki pływające na samym dole klifu. Czy to nie jest wystarczająca rekomendacja? :-D Okay, jadę dalej ;-)

Sprawdza się nie tylko podczas klasycznych spacerów po krakowskich ścieżkach spacerowych. Towarzyszy nam dzielnie również podczas naszych podróży: na lotniskach, w środkach komunikacji publicznej, podczas zakupów, etc. Rozkłada się na płasko – dla dziecka miodzio, gdy ma już dosyć rodzicielskich wojaży i chce się zwyczajnie zdrzemnąć ;-)

Ivo na lotnisku w Los Angeles. Na rozległych lotniskach dobry i lekki wózek to podstawa!

Ivo na lotnisku w Los Angeles. Na rozległych lotniskach dobry i lekki wózek to podstawa!

Inglesinę sprawnie składam jedną ręką, w drugiej trzymając dziecko. Jest wyjątkowo kompaktowa niczym klasyczna deszczowa parasolka, i zajmuje minimalną ilość miejsca w bagażniku. Po jej złożeniu boczny uchwyt ułatwia jej przenoszenie.

Jesteśmy z mężem dość wysocy – to jedyny wózek-parasolka, który mieliśmy okazję testować i nie garbiliśmy się przy tym niemiłosiernie. Klasyczne spacerowe ścieżki będą w tym wózku Wasze! Bon voyage! ;-)

Bidon skip hop

Bidon Skip Hop

Ten bidon jest z nami niemalże od zawsze. To właśnie dzięki niemu nasz pierwszy syn nauczył się pić ze słomki. Dołączona do bidonu dość miękka rurka nie zniechęca malucha do pierwszych prób – przede wszystkim nie kaleczy dziąseł i potrafi służyć bez wymiany bardzo długo. Zapasową rurkę dołączoną do bidonu założyliśmy dopiero po roku intensywnego użytkowania poprzedniej. Także sami widzicie, że jakość wykonania pierwsza klasa!

Bidon Skip Hop

Ivo w porcie Fort Lauderdale na Florydzie. Było gorrrąco!

Bidon jest zgrabny i nie sprawia dziecku problemów w trzymaniu. Tworzywo, z którego jest wykonany, jest bardzo trwałe – zaliczyło kilkadziesiąt upadków i przetrwało tę próbę ogniową na piątkę z plusem ;-) Zamknięcie zapobiega wylewaniu płynów a półprzezroczyste ścianki pozwalają w łatwy sposób ocenić czy należy zaserwować maluchowi dolewkę, czy też nie. Myty w zmywarce w rozsądnych temperaturach nie stracił swojego blasku. Nie zliczę natomiast ile bidonów czy kubków zakończyło swój żywot w zmywarkowych czeluściach. Dołączony do bidonu pasek na rzep okazuje się całkiem przydatny w momencie, gdy maluchowi frajdę sprawia np. wyrzucanie bidonu z wózka, jak to miało miejsce przy naszym pierworodnym żartownisiu ;-)

Mamy obecnie 3 różne wzory bidonu Skip Hop i kolekcjonujemy do nich resztę akcesoriów ;-) A właściwie to ja zajmuję się tym kolekcjonowaniem, przyznaję bez bicia ;-) Talerzyk i sztućce z tej samej serii też są super!

Rogal do karmienia motherhood

Rogal do karmienia Motherhood

Nie wyobrażam sobie mojego żywota bez tego rogala. On pomaga mi ułożyć malca poprawnie podczas karmienia i odciąża moje plecy, co przydaje się szczególnie ze względu na moje problemy z kręgosłupem, i na rwę kulszową. Prawidłowa pozycja odciążąjąca plecy karmiącej matki to niesamowicie ważna sprawa – doceniam to teraz przy drugim dziecku. W końcu nie przypominam paralityka!

To drugi rogal, który posiadam, i widzę jego zdecydowaną przewagę nad poprzednikiem: przede wszystkim nie deformuje się po kilku miesiącach użytkowania a wypełnienie pozostaje nienaruszone. Pokrowiec, w który obleczona jest poduszka, łatwo się pierze i szybko wysycha. Wysoka jakość wykonania sprawia, że mogłabym śmiało myśleć o kolejnym dziecku, któremu towarzyszyłby ten rogal Motherhood ;-) Nie byłabym sobą gdybym nie dodała, że pastelowe kolory poszewki idealnie komponują się z naszym wnętrzem ;-)

Lezaczek mamaroo

Leżaczek Mamaroo 4 moms KLIK

Ten leżaczek to była moja zachcianka jeszcze zanim zaszłam w ciążę. Kiedy zobaczyłam mamaroo powiedziałam, że on po prostu musi być mój! Jestem technologicznym geekiem, przyznaję bez bicia ;-)

Mamaroo kupiliśmy dla naszego pierwszego syna, który co prawda nie zakochał się w nim aż tak bardzo jak nasz drugi synal, jednak zdecydowanie lubił w nim przebywać. Różne tryby bujania, regulacja ich prędkości a także szumy typu „white noise”, których głośność można regulować, to było to, co świeżutcy rodzice potrzebowali najbardziej ;-) I co również pokochały ich miauczące i dokazujące dzieci ;-)

Możliwość podłączenia smartfona do mamaroo i puszczanie melodii za pomocą leżaczkowego głośnika to też ciekawe rozwiązanie, chociaż korzystaliśmy z niego dość rzadko.

Przy okazji, obczajcie jeszcze inne rzeczy od amerykańskiej marki 4moms. Jej pracownicy tworzą od podstaw rzeczy mega przydatne. Nie są tanie, ale wiem że służą wielu dzieciakom i są „przechodnie”.

DSC_6210

DSC_6232

DSC_6238

DSC_6235

DSC_6220

Zapinane pasy i regulowana część leżąca, dla której można ustawić różny stopień przechylenia, to genialne rozwiązanie. Maluch czuje się dzięki temu bezpiecznie i w zależności od jego potrzeb: czy to spania czy też aktywnego oglądania świata, można pozwolić mu leżeć na płasko bądź bardziej na „siedząco”. Tapicerka mamaroo bardzo łatwo się czyści a białe tworzywo, z którego zrobiony jest stelaż i boczne elementy nie żółknie mimo już trzech lat, podczas których jesteśmy jego zadowolonymi właścicielami ;-)

Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to byłyby nimi gabaryty urządzenia i niekompaktowość, które zatrzymywały nas przed tym, aby pakować mamaroo na wakacje czy też w odwiedziny u naszej rodziny. Cena jest spora, jednak w momencie posiadania drugiego potomka zapominamy o tym. Co więcej, ponieważ przy drugim dziecku mamaroo chodziło niemalże 12h/24, to uznaję ten zakup nie tylko za trafiony, ale również ratujący nasze życie! Serio!

Jestem na TAK!

Tak na koniec, mam dla Was dialog z moim Teściem, który widząc u nas mamaroo po raz pierwszy, odburknął pod nosem do Teściowej:

„No, gdyby nie fakt, że nie wytrzyma on wagi mojej żonki, to wziąłbym dwie sztuki, skoro tak skutecznie uspokaja.” ;-)))

Podobne wpisy

  • Od kliku dni wałkuję temat butelek do karmienia, więc z poleceniem tej Dr Brown’s spadłaś mi z nieba! Dzięki!

    • świetnie! Olga, może uda Ci się karmic piersią?

      • Na to oczywiście liczę, ale na wszelki wypadek butelkę też muszę mieć. Podobnie, jak Ty, Lenę karmiłam piersią, ale bywało, że do picia pomiędzy karmieniami dawałam herbatkę ziołową, a gdy była już większa to i zdarzało się, że i dokarmiałam z butelki.

        • Słuszna uwaga! Zawsze warto mieć awaryjnie na podorędziu chociaż jedną butelkę zamiast zdawać się na byle co :-)

  • Dorota Socha

    Czy można wiedzieć jaki model nastepnego fotelika Romer polecasz?

    • Nasz trzylatek Ivo ma Romer King Plus – jesteśmy bardzo z niego zadowoleni :-)

      • Dorota Socha

        dzięki :) poszukuję właśnie fotelika 9-18

        • my jesteśmy bardzo z niego zadowoleni. dobre opinie w testach. swietnie sprawdza sie w uzytkowaniu. trzy poziomy przechylenia. i nie kosztuje majatku.

  • Magda

    fajne zestawienie. U nas bidon skip hop sie nie sprawdza , jakos corka go nie lubi, nie zaakceptowala go. Szukam niani elektr. ale przed zakupem powstrzymuje mnie obawa, ze nie sprawdzi się w systemie góra-dół (dom pietrowy) no a wydac kilka stów, zeby sprawdzic to troche burżujstwo :) nie mam nawet po kim odkupic zeby bylo taniej :/

    • Znam dwie dziewczyny, ktorych maluchy nie lubiły skiphopowej rurki. A tak reszta zachwycona. Kazdy maluch inny :-)
      A może masz od kogo pozyczyc na probe? Wiem, ze w niektorych miastach dzialaja wypozyczalnie :-) A kupisz po sprawdzeniu.

      • Magda

        kochana, z wielkiego miasta przeprowadzilam się na wies :) w sumie to przedmiescia no ale….! Tak wiec minusem jest brak dostepu do wielu rzeczy. Ale za to dla dzieci lepiej :) lasy, rzeki = fajne spacery :)

        • aaa czaję! to ja Ci tych lasów i rzek zazdroszczę! bo my właśnie na etapie dumania na temat przeprowadzki na wies :-)

    • Joanna Jankowska

      Szczerze polecam właśnie Avent na góra dół (dom piętrowy u teściów ponad 260 m) :) mam najzwyklejszy bez bajerów, ale Avent i sprawdza się rewelacyjnie!!!!! Zakupiłam go siostrze jak miała małe dzieci i kochana jest w naszym domu już 12 lat i nic się z nim nie dzieje!!! :) Także warto wydać te parę stówek ;)

  • Skip Hop sama bardzo lubię za fajny design i niestandardowe kolory, ale nigdy nie powiedziałabym, że ta mata jest w pastelowych barwach?! Przecież te kolory są jak najbardziej pstrokate, tyle, że dobrane i wykorzystane z wielkim smakiem :) Skip Hop chyba nie ma w swojej ofercie nic w kolorach pastelowych… :P I jeszcze jedna uwaga, taka cholernie prywatna, naprawdę uważasz, że gadżety „uratowały Ci życie”, taki bidon na przykład uratował Ci życie? Inny nie potrafi spełnić tej funkcji, jaką spełnia ten jeden, konkretny bidon (swoją drogą też go mamy i bardzo lubimy)? Ja rozumiem, że reklama dźwignią handlu, ale kurcze, niektóre sformułowania zwalają z nóg…

    • Dzięki za komentarz :-)
      Może od końca: to sformułowanie, że coś uratowało mi życie jest kolokwialne i w przenośni. I tak, uważam, że Inglesina uratowała nam tyłek na lotniskach. Jak widziałam jak niektórzy rodzice męczą się ze swoimi wózkowymi kolumbrynami a ja przemykałam między gate’ami, to miałam ochotę ich przytulić :-)
      Co do bidonu :-D Przypomniała mi się sytuacja z lotu na Mykonos, gdy Ivo miał 5 miesięcy. Szukam bidonu w torbie podręcznej, Ivo drze się wniebogłosy, Znalazłam ten „badziew”, którego markę przemilczę, i znalazłam cały zalany telefon w tym część dokumentów. Wiesz co to znaczy zalane dokumenty zagranicą? Tłumaczyc chyba nie muszę :-))) Tak, Skip hop by mi sytuację uratował. Przez ponad 2,5 roku żadna taka heca nam się z nim nie przytrafiła.

      I tak na koniec, lubię gdy sprawa jest jasna. Na blogu polecam wyłącznie sprawdzone przeze mnie produkty. Nie znajdziesz tutaj produktów marki „krzak”, których używałam przez 5 minut po czym je wyrzuciłam.
      Przy okazji zachęcam do sprawdzenia typów innych blogerek. Takie „life saving” gadgets to mimo wszystko prawda, a nie tylko chwyt reklamowy :-)

      http://www.ceneo.pl/lp/najlepsze_artykuly_dla_dzieci

      • No tak myślę, że nie piszesz o czymś z czym miałaś styczność przez kilka dni :P Miałam taką nadzieję i przyzwyczajona też jestem do Twoich bardzo chwytliwych tytułów postów, które nie raz mnie nabrały, bo spodziewałam się czegoś innego a tu wchodzę i…. niespodzianka. Chodzi mi tylko o to, że „ratowanie życia” a bycie „bardzo przydatnym”, czy „najlepszym” to jednak mała różnica… :P Przynajmniej dla mnie! :)

        • Rozumiem Twój punkt widzenia :-) Z mojej strony to nie był sprytny myk czy tam chwyt marketingowy, serio te sprawy uratowały mi żywot w pewnych kluczowych momentach naszego życia. Swoją drogą pomyślę o takiej typowo ratującej, zabezpieczającej liście gadżetów, które mogłabym zaprezentować kiedyś na blogu.

          Przy okazji, bo zapomniałam odpowiedzieć na temat tej pastelowości :-)) Skip Hop jak najbardziej ma w swojej ofercie pastelowe kolory.
          Mata piankowa jest stricte w pastelach http://bit.ly/1LlYinI
          Seria plecaczków i dodatków http://bit.ly/1U0wjNr
          Zerknij na zdjecie, ktore zalaczylam. Przeciez skip hop wypada przy tej poniższej pastelowo! :-)))

  • Ja z tych wszystkich gadżetów uwielbiam, polecam i wielbię butelki Dr Browna. Nasz synek też cierpiał, a po zastosowaniu butelek była widoczna poprawa. Niech żadna mama się nie waha, o ile karmi butlą :)

  • U nas tez tylko dr Brown’s. Wszystkie inne mialy za duzy otwór w smoczka i córka się krztusila. Żałuję że od razu na nie nie trafiłam, a tak mam pół pudełka innych butli. My lubimy bidony Nuk, może dlatego że w Niemczech najłatwiej je kupić. Tez są trwałe i maja ładne kolory.

    • Oj, nigdy bidonów NUK na oczy nie widziałam. Może słabo szukałam! Dzieki! :-)

    • Karolina

      My mamy nuk i tommy t. Sa super! Jade je w zmywarce od pol roki i wygladaja jak nowe. Ilosci upadków rzucania itp nawet nie zlicze ? przetwały wszystko!

  • Danusia

    Bardzo ciekawy artykuł. Tylko ten leżaczek mnie nie przekonuje, bo moja lekarka kategorycznie przestrzegała mnie przed tego typu urządzeniami. Dziecko jest wtedy w bardzo nieprawidłowej pozycji, która sprzyja powstawaniu skrzywień kręgosłupa. Podrążyłam temat i skonsultowałam się z fizjoterapeutami, którzy zajmują się niemowlętami i potwierdzili. Dowiedziałam się nawet, ze dążą do tego, aby przy takich sprzętach pisać ostrzeżenia o szkodliwości. Pozdrawiam

    • Danusiu, dzięki za Twój komentarz. Przyjrzę się sprawie. Nasz fizjoterapeuta [metodą Bobath] nic nie mówił na ten temat a przychodził do nas 2 razy w tygodniu. Sama jestem ciekawa jak sprawa wygląda. Raz jeszcze dzięki!

  • muffka

    Podpisuje się pod Bepanthenem i koniecznie Kołysankami-utulankami! Reszty niestety nie posiadałam ze względów na finanse:) Ale w tych dwóch kwestiach bardzo sie zgadzam:) Bujaczek miałam ale taki zwykły – też się bardzo przydał!
    ps. Zdjęcie stopek – bajeczne! :)

  • Centusie górą :D

    A kołysanki-utulanki u nas już któryś rok z rzędu do snu młode tulą :)

  • Ogólnie jestem zdania, że im mniej rzeczy tym lepiej, ale dobra spacerówka, to jeszcze by mi się przydała :)

  • moonchildowa

    Bidony skip hop są piekne ale z tą jakością to się nie zgodzę. Naszemu jeżyk zdarl się po 2 tygodniach choć myty był ręcznie. Jak młoda (21 mies.)rzuciła nim na płytki w kuchni ta część plastiku z rurką poszła w cholerę. Pękła praktycznie na pół i po bidonie. Kupilam 2 nastepne bo są piękne ale uważam bardzo a przy dziecku to wiadomo niełatwe.

  • qwerty

    Podobno leżaczki źle wpływają na kręgosłup… Ale wiadomo – przydają się. Mój syn na szczęście nie chciał w tym leżeć, używamy do karmienia i obcinania paznokci :) Z butelek Brownsa chętnie jadł, kolek nie miał ale to raczej nie dzięki butelkom… Po prostu nie miał :) Uważam, że gdy dziecko nie ma kolki to lepiej używać innych – mniej elementów do czyszczenia, nie trzeba tej rurki szorować specjalną szczoteczką – dla mnie to było uciążliwe. Polecam pojemnik na mleko Nuk, taki potrójny. Składa się z trzech osobnych pojemników, które można ze sobą połączyć lub stosować osobno, dodatkowo ma końcówkę z lejkiem, która ułatwa wspypywanie mm do butelki (szczególnie jesli sie używa brownsa wąskiej szyjki) – niezawodne w nocy i poza domem! Przy starszym dziecku można to zapewne wykorzystać na jakąś przekąskę – dla mnie absolutny must have! U nas furorę zrobiła takźe karuzela do łóżeczka canpol piraci – wiszące zabawki są w formie maskotek, które można odczepic – moje dziecko często się nimi bawi. Ale to już kwestia tego czy się dziecko akurat tym zainteresuje czy nie – u nas zdało egzamin :)

  • ewa

    U mnie MRB na kolki, termofor polskiej marki

  • Agata

    Butelki dr Brownsa używaliśmy i polecam mleczko czy inne napoje lecą wolno dziecko nie połyka powietrza. Minus to ilośc elementów do mycia.