Co robię, aby moje dziecko dłużej spało i mniej chorowało – nawilżacz Oskar Stadler Form

napisała 04/01/2016 Dla dziecka, Polecane
moje dziecko (3)

Jesień i zima to są te pory roku, w których ja niestety chodzę lekko podminowana. Bo a to Słońca brak i średnio cieszy mnie aura za oknem. A to jest szaro, buro, mokro i zimno. Z domu nie chce mi się w ogóle wyściubiać nosa, najchętniej siedziałabym pod kocem, piła malinową herbę z prądem i delektowała się tym stanem do nieprzytomności ;-)

Człowiek chodzi non stop śpiący i wydawać by się mogło, że sen zimową porą to powinna być sama przyjemność. No właśnie, powinna. Bo jak się okazuje z tym dobrym snem zimą różnie bywa.

Nie wiem jak w Waszym przypadku, ale w przeciwieństwie do zimy, wiosną i latem sen przychodzi mi i mojemu pierworodnemu o wiele łatwiej i trwa zdecydowanie dłużej. Taka zagadka. Całe moje szczęście, że Męża to ja mam ogarniętego , który w mig rozwikłał tę zimową zagadkowość. Otóż pomierzył to i owo w naszym powietrzu i zawyrokował, że zimą mamy w naszym mieszkaniu masakrycznie przesuszone powietrze. I ta niska wilgotność zapewne wpływa na to, że śpimy zdecydowanie gorzej, krócej i oddychanie nie przychodzi nam wcale tak łatwo. I że to może być powód tego, że słabiutko z tym spaniem u nas.

I to był właśnie ten bodziec, który sprawił, że zaczęliśmy interesować się nawilżaniem powietrza w mieszkaniu. A od myślenia przeszliśmy do działania, bo serio – nie było na co czekać. Powietrze nawilżamy w mieszkaniu już od trzech lat, i zimowe noce znów nabrały dla nas uroku. Ja już nie budzę się tak często w nocy, jak to miałam wcześniej w zwyczaju. I nie sięgam już po wodę w trakcie snu. Co dla mnie również istotne: moja skóra wreszcie przestała razić suchością i nie budzę się ze spierzchniętymi ustami. Ivo sypia w domu jak suseł. A Teodora chwilowo przemilczę ;)

W ciągu tych trzech lat przeszliśmy już swoje z różnej maści urządzeniami. Wiemy już na czym warto nie tylko zawiesić oko, ale co okaże się również praktyczne i skuteczne. Wiemy też, czego unikać jak ognia. A wiele jest na rynku gadgetów, które są wspaniałe w reklamach producentów, jednak rzeczywistość bardzo szybko odziera je z tych papierowych przechwałek.

Dla przykładu wyliczę kilka irytujących cech naszych nawilżaczy z przeszłości, które to urządzenia szybko znalazły najkrótszą drogę do śmietnika.

  1. Głośna praca. W reklamach jeden z tych bubli był cichutki, na dowód czego zostały przytoczone wyniki pomiaru w decybelach. Okazało się jednak, że ten cichutki dźwięk jest tak irytująco „świerszczący”, że człowiek dostawał czkawki po 5 minutach pracy urządzenia. W nocy znalazł zastosowanie jako skuteczny zagłuszacz hałasów knajpy za naszymi oknami :)
  2. Smród w mieszkaniu. Po pewnym czasie pracy innego nawilżacza w niektórych zakamarkach urządzenia zalęgła się śmierdząca pleśń. Nie do wyczyszczenia, bo brak było dostępu do owych zakamarków. W reklamach ów model opisywany był jako „prozdrowotny”.
  3. Chlapanie wodą. Po kilku godzinach pracy wokół niektórych nawilżaczy tworzyło się wilgotne jeziorko. Biada panelom i parkietom.
  4. Pożeracz prądu. Były i takie, które wodę odparowywały poprzez podgrzewanie grzałką elektryczną. Bankructwo gwarantowane.
  5. Biały nalot na meblach. To mroczna strona wszystkich nawilżaczy ultradźwiękowych. Trzymamy się już od nich z dala.
  6. Szkaradny wygląd. Wybaczcie, ale jeżeli wstawiam coś do mieszkania, to chciałabym, by nie szpeciło. Większość jednak szpeciła niestety.

W chwili obecnej mamy wielki nawilżacz centralny, który pokrywa zapotrzebowanie na wilgoć w całym naszym mieszkaniu. Potwór z 30 litrowym zbiornikiem na wodę. Działa znakomicie, jednak jest olbrzymi, mało mobilny i wydmuchuje powietrze z siłą lokomotywy. Dlatego w dalszym ciągu szukaliśmy czegoś, co można byłoby trzymać wyłącznie w sypialni, byłoby ciche, skuteczne i jednocześnie pozbawione wszystkich wymienionych powyżej wad.

Dlatego kiedy dostałam do przetestowania Oskara od marki Stadler Form, powiedziałam sobie, że ktoś chyba czyta w moich myślach ;) Skąd oni wiedzieli, że akurat łasiłam się do Męża o coś podobnego? Oskar – ewaporacyjny nawilżacz, zagościł u nas jakieś dwa tygodnie temu. No i wygląda na to, że zadomowi się już u nas na stałe.

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia1

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia3

Przede wszystkim Oskar, na swoje szczęście, okazał się milczącym typem :-D Ale to naprawdę milczącym. Jego niemalże nie słychać. Ja szczerze nie znam innego urządzenia o takim zastosowaniu, które byłoby równie bezszelestne. Duży plus dla Oskiego za to ;-) Do tego jest on typem ogarniętym, a tam, gdzie on stoi, panele są suchusieńkie. No i działa znakomicie. Woda ubywa ze zbiornika jak należy a o właściwy poziom wilgotności w pomieszczeniu dba wbudowany higrostat, którym ustawiamy preferowany poziom nawilżenia powietrza – w zakresie od 40 do 55%. Jeżeli Oskar nawilży powietrze do optymalnego poziomu, wówczas samoczynnie wyłączy się, aby ponownie uruchomić się dopiero, gdy powietrze znowu osiągnie ustanowione minimum. Dodatkowo gdy braknie w nim wody wyłączy się on samoczynnie i za pomocą czerwonej kontrolki poprosi o jej uzupełnienie. Dzięki temu Oskar pracuje bardzo ekonomicznie nie zużywając niepotrzebnie energii elektrycznej. Wisienką na torcie jest kostka z jonami srebra zamontowana wewnątrz urządzenia, która ma działanie antybakteryjne. Dzięki niej mamy gwarancję, że powietrze, które wdychamy my i nasze dzieciaki jest po prostu czyste.

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia20

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia5

Kolejna sprawa. Oskar, wie że aromaterapia to genialna sprawa i ma specjalną przegródkę na olejki. Bo naturalne olejki eteryczne mają moc. A olejek sosnowy, który jest moim ulubionym, na zmianę z eukaliptusowym, nie tylko genialnie pachnie ale również zwiększa odporność organizmu, pomaga w przeziębieniach i ułatwia oddychanie. Obczajcie koniecznie tę sprawę z olejkami, bo one naprawdę działają.

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia18

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia19

Oskar, którego obecnie mam w sypialni, jest do pomieszczeń o kubaturze do 50 metrów kwadratowych. Jeśli potrzebujecie czegoś na większy metraż, musicie poznać starszych braci Oskara.

Oskiego kupicie > TUTAJ.

Minusem jest to, że Oskar ma filtry wymienne, co znaczy, że raz na jakiś czas musicie się w nie zaopatrzyć. Nie jest jak perpetuum mobile, które nakręcone będzie jechało bez prądu i bez wymiany części. I o tym będę musiała pamiętać ja osobiście, a że jestem sklerotyczką, już to sobie wpisałam do kalendarza. Kolejnym minusem jest to, że potrzebując wody nie czerpie jej automatycznie z kranu i nie teleportuje niestety bezpośrednio do urządzenia. Musiałam odkurzyć konewkę!

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia13

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia11

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia12

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia10

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia17

Mąż mi właśnie popatrzył przez ramię, przeczytał co napisałam i uściślił, że są też plusy wymiennych filtrów. Mianowicie powietrze przepuszczane przez wilgotny filtr jest oczyszczane z zanieczyszczeń znacznie skuteczniej, niż w przypadku filtra suchego. Również powietrze w ten sposób nawilżone jest najbardziej zbliżone do naturalnego i najzdrowsze. Oskar – mistrz ewaporacyjnego nawilżania [moim zdaniem zdecydowanie lepszego niż ultradźwiękowe czy parowe, bo również bardziej dla nas naturalnego] zna się na rzeczy, jak widać.

Ostatnio dość blisko jestem z Oskarem ;-) i podoba mi się również to, że Oski „wygląda”. Jego design do mnie przemówił i gdzie bym go nie postawiła, to wygląda zgrabnie, estetycznie i w sumie nawet dodaje temu miejscu takiego, hmmm… prestiżu :-D Mój Mąż się ze mnie śmieje, że lecę na wygląd. Coś w tym pewnie jest ;-)

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia7

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia9

Nawilzacz ewaporacyjny Oskar Stadler Form Szczesliva recenzja opinia6

A skoro mamy jeszcze drugą sypialnię przeznaczoną dla naszych chłopaków, to będę sobie mogła zaszaleć i zaprosić do nas kumpla dla naszego Oskara. A wybór będzie trudny, bo jego koledzy to typy dosyć egzotyczne – poza białym jest jeszcze srebrny, jagodowy, czarny, brązowy a nawet limonkowy!

No i którego tu teraz wybrać ? ;-) Pewnie postawię na limonkę, bo będzie pasowała do mojego nowego lumpeksowego łupu, limonkowego cardiganu DKNY ;-P

Podobne wpisy

  • Gotcha

    piękny jest. magda, jak często musisz go uzupełniać woda?

  • Marika

    Super, a czy jego działanie „przenika” między pomieszczeniami? Tzn. czy postawiony w sypialni rodziców będzie nawilżał powietrze również w sąsiednim pokoju dziecka, oczywiście przy założeniu otwartych drzwi? Czy lepiej żeby stał np. w przedpokoju pomiędzy pokojami?

    • Powietrze cyrkuluje w pomieszczeniach nieustannie i między nimi również. Postawiłabym go pomiędzy dwoma pokojami :-)

  • a ja na odwrót, szukam idealnego pochłaniacza wilgoci…

    • Taka specyfika Waszego lokum, po prostu? My się bijemy o każdy procent wilgotności na plus.

      • Tak, niestety, ja walczę, żeby pozbyć się każdej jej jak najwięcej. Niestety pochłaniaczy wilgoci jest na rynku dużo mniej i są kiepskie.