Za „dobre rady” już podziękuję. Podpisano: Matka.

napisała 24/01/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
Za dobre rady (4)

Jak łatwo oceniać, szufladkować, doklejać łatki, wydawać osądy, wyrokować i pieprzyć głupoty. Tak wspaniale przecież jest znaleźć ofiarę, taką matkę na ten przykład, i jechać po niej jak po łysej kobyle.

Taki świeżaczek w odmętach macierzyństwa, to cel idealny. To niczym papierowa tarcza, w którą można rzucać byle mięsem, byle świństwem, byle uwagą bez przemyślenia. I powiedzcie mi, jak niby miałaby się ona obronić, ta matczyna świeżynka? Skoro zaczyna dopiero swe macierzyńskie podboje? Doświadczenie żadne? No to „jechana”! I z palcem w tyłku, bez najmniejszego problemu można powodować jej wyrzuty sumienia. Wytykać błędy. Niedociągnięcia zapamiętywać i przytaczać je o każdej porze.

Przecież na dzień dobry można zahaczyć o to, że parówy wpycha swojemu pierworodnemu i za mało się stara. Za mało walczy o te warzywka na talerzu. Za dużo marketowego świństwa podaje. „Kaszy jaglanej nie ma na stole? Skreślona! Wyklęta!” O! I butlę w paszczy jej dziecko dzierży? Pozamiatane. Wyrodna bestia. „Smoczek, psze bani? Zgryz będzie fatalny i pierś odrzuci.” – jeszcze pod nosem musiała dorzucić.

Wystarczy być wszechwiedzącą matką, teściową albo sąsiadką. I z dumą lichą powiedzieć, że to nie tak być powinno. Że nie tak należy. Nie tędy droga i w ogóle do bani. Że co my – młode niby wiemy o życiu. O macierzyństwie i wychowaniu.

A właśnie, że my – matki często wiemy ciut więcej, niż by się mogło wydawać. Że mamy spojrzenie szersze niż węższe. Głowę nie od parady i na swoim miejscu. I mimo że młode, świeże, niedoświadczone, to wcale nie głupie, a wręcz „kumate” – kolokwializm ten mi wybaczcie. I te poprzednie również.

Dobra rada dobrą radę goni. Jedna za drugą. Mogę próbować hamować autorów, ale to jak grochem o ścianę. Bez efektu, bez zrozumienia i z uporem maniaka chcą udowadniać, że racja jest ich. Jedna, jedyna i najprawdziwsza. I farmazonów więcej ładują w tę rzeczywistość. I możesz próbować walczyć, tłumaczyć, prosić. To nic nie daje, bo „dobrych rad” przybywa bez zatrzymania. A Ty uginasz się pod nimi, przewracasz oczami i nie możesz uwierzyć, że tę tępotę i upór w eterze na litry mogłabyś sprzedawać…

Ależ doceniam troskę. Doceniam starania. Proszę, z umiarem te dziwne przytyki, uwagi i osobiste wycieczki.  Grzecznie werbalizuję te moje niechęci, żeby to po mojemu było, a nie po ichniemu. Że miłość i rozum idą mi w parze. Zdrowy rozsądek, dobre zamiary i wiedza. Doświadczenie życiowe rzecz zacna, wierzę!  Ale litości.

Zaufajcie tej matce. Ot, tak, po prostu, ponieważ …

„Nic bardziej nie wzmacnia człowieka niż okazane mu zaufanie.” – Adolf Harnack

Podobne wpisy

  • Wiesz, że wszyscy mają swoją rację. Rób jak ja (tak, to kolejna DOBRA RADA haha) -olewaj tyle litrów ile litrów inni wylewają na twoją głowę superaśnych rad ( które czasami wyglądają jakby powstawały tylko po to, żeby udowodnić naszą niekompetencję). Dobrze, oj jak dobrze wiem o co chodzi. Czasami tak sobie nawet myślę, że mój nastoletni bunt to był mój najważniejszy uniwerek – nauczył mnie, że o własne zdanie i autonomię trza walczyć pazurami, bo inaczej wlezą ci na głowę, jajo zniosą i jeszcze wmówią, że to dla twojego dobra. O. Tyle chciałam napisać :)

  • Często to też kwestia konieczności tych osób w ciągłym przekonywaniu się, że oni sami robili dobrze:) Ale mam wrażenie, że to dość trudny temat – bo z jednej strony, ciągłe rady – niedobrze. Ale z drugiej – brak zainteresowania – też nie dobrze. I człowiek sam już nie wie co ma robić:) Pozdrawiam

  • Jestem mamą od ponad dwóch miesięcy i na początku „dobre rady” powiedzmy, że po mnie spływały…ale teraz, kiedy nie widzę końca, kiedy każda moja decyzja, każdy mój ruch jest krytykowany chce mi się po prostu beczeć. Chyba jeszcze nigdy nie czułam się taką „złą” osobą i nie wiem kiedy będę w stanie powiedzieć dobitnie acz spokojnie: „Wiem, co robię, za rady podziękuję”.

    • Iggy

      Wiem co czujesz, moj mlody ma 9 miesiecy, a przez pierwsze pol roku jego zycia sie miotalam miedzy tymi dobrymi radami i wyrzutami (juz 4 miesiace, a nadal tylko na piersi, jak to nie prasujesz ubranek, oczywiscie, ze mozna klasc dziecko na brzuchu do spania, tym mlekiem z piersi to on sie ani nie napije, ani nie naje, bedzie lepiej spal jak dasz mu na wieczor kaszke, dopajaj go herbatka jak jest tak cieplo itd. itp., bez konca). 90% z nich nigdy nie zastosowalam i bardzo dobrze. Ale znam to uczucie kiedy chce ci sie ryczec bo kazdy wydaje sie byc ekspertem od twojego dziecka tylko nie ty. Ja doszlam do tego, ze wszyscy sa ekspertami, bo nikt nie siedzi w twoich butach. Po serii dobrych rad, jak sprawic zeby dziecko wiecej jadlo dalam mlodego mojej mamie i oswiadczylam, ze ja bede go karmic piersia jak zwykle, ale wszystkie inne posilki gotuje oraz podaje mu ona. Po jednym dniu dobre rady sie skonczyly, bo okazalo sie, ze jednak nie jest tak latwo :-)

      • Ha, otóż to. Też czasami mam ochotę „oddać” dziecko i powiedzieć: pokażcie, co potraficie. A mi się wydaje, że co dziecko, to inna historia i nie da się tak pod cudze dyktando jednostki ustawiać…ech, no cóż, powoli walczę z wszystkim życzliwymi ;)

  • Jest też drugie powiedzonko: Jeśli gadają za twoimi plecami, znaczy to tylko, że jesteś dwa kroki przed nimi :)

    Ja też serdecznie dziękuję wszelkiej maści „serdecznym” doradzaczom. A szczególnie tym, którym nie za bardzo wyszło wychowanie dzieci na szczęśliwych ludzi….

  • Nat

    Wydaje mi się, że tak do końca grzecznie to się z tym walczyć nie da. To jest wojna. Albo my (matki) albo oni (wszechwiedzący wścibscy ciecie). Z tą myślą krótko (choć na tyle, na ile się da jednak grzecznie) ucinam wszelkie próby mówienia mi, co mam/powinnam robić. Ewentualnie zdawkowo kiwam głową, milczę i szybko zmieniam temat. Albo – tłumaczę, że to-a-to to jest mój wybór, poparty badaniami naukowymi i doświadczeniem setek rodziców/pediatrów/whatever.
    Najgorsze co można zrobić, to słuchać potulnie. Włażą na głowę wtedy.
    Ale rozumiem. Czasem też mam po prostu dość. Bycia ciągle analizowaną i ocenianą jak na niekończącym się egzaminie z bycia czyjąś starą.

  • Ja na szczęście takich rad nie dostawałam wiele, więc nie musiałam się specjalnie bronić. Ale nie zapomnę afery kołderkowej przed narodzinami Tosi, kiedy to babcia z ciocią próbowały nas zmusić do zakupu kołdry, bo przecież dziecko zmarznie w tym śpiworku.

  • Po pierwsze: są tu też ojcowie! ;) Po drugie: też nie lubię porad starszego pokolenia jak mam traktować moje dzieci.

    • Kuba, słuszna uwaga. Nigdy sie nie ujawniają, ale zacznę kierować teksty nie tylko do dziewczyn ;-)
      W sumie ujawniają się. Głównie przy postach o partnerstwie ;-)

  • tonka

    Tyle juz tekstów na ten temat powstalo, oj cala masa. Czytam wszystkie bo temat na topie, poki syn choćby 2 na torcie nie zobaczy. Ale ten jest nijaki, bez urazy, nic mnie w nim nie urzekło a od polowy juz scroll i wylapywanie szeroko pojmowanego sensu. Takze witam, przepraszam bo tych dobrych nie komentowalam, i zegnam sie zostawiając smrodek.

  • Natalia

    Rady „wszechwiedzących” zawsze po mnie spływały ale raz,tylko raz w życiu nie wytrzymałam i proste aczkolwiek dosadne „odp****ol się,to moje dziecko” załatwiło sprawę.
    Minęło już prawie 6lat a sąsiadka „dobra rada” nadal się nie odzywa.

  • T.

    One nie maja dobrych intencji. To jest przykład walki o władzę i dominację we własnym otoczeniu oraz bardzo agresywna próba replikacji własnego ego. Troska o cudze dziecko jako pretekst do natarcia. Te rady jako zasługi mają w przyszłości przełożyć się na Pani wdzięczność i wieczną uległość.
    Poza tym, mogłaby Pani zupełnie nic nie robić, a i tak wzbudzałaby Pani niechęć, jeśli nie nienawiść starszych kobiet – młoda samica bowiem już samą swoją obecnością przypomina starej, że ta się starzeje.
    Co robić? Ja bym proponował uzbroić się w cierpliwość i grać „miękko”: przytakiwać, kiwać głową, uśmiechać się, grzecznie dziękować i robić swoje, a jeśli to za dużo kosztuje, to postarać się być asertywną, dbając o porządek w najbliższej przestrzeni oraz poprzez wytyczenie wyraźnych granic wokół siebie i dziecka. Matka jest dla dziecka najważniejsza, więc musi Pani zadbać o siebie i o swój układ nerwowy.
    Agresywna odpowiedź może takie suki tylko rozjuszyć. Na okazję do zemsty potrafią czekać latami. Grzecznością się je rozbroi. Przeważnie chcą tylko poczuć się ważne.

  • Pingback: Ze Źródeł #57 » Kuba Osiński()