Doceń to, z kim jesteś, zanim docenisz to, z kim byłeś.

napisała 07/07/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
docen to co masz

Pamiętacie wizje, które snuliście będąc jeszcze singlami? Te Wasze pierwsze wyobrażenia o miłości, czułości. Pamiętacie Wasze związkowe początki? Te chwile splatania rąk, te szepty do ucha? Dreszcze podczas pocałunku?

Pamiętacie, że trudno Wam było oderwać od siebie wzrok a rozłąki na pół dnia wydawały się być wiecznością? Co jeszcze pamiętacie? Może te bukiety stokrotek przyniesione o brzasku? Albo wspólne nocne spacery i równoczesne stawianie stóp po parkowych ścieżkach? Możliwe, że przypomnicie sobie również tę ogromną potrzebę przygotowania i zjedzenia wspólnego śniadania? Wzajemne celebrowanie posiłku? Rozmowy bez wytykania, kto ma rację? A wspomnienie takiego zwykłego-niezwykłego uśmiechu skierowanego w stronę drugiej osoby? Zalotne spojrzenia? Zamglone oczy? Rozchylone usta? Przywitanie po rozłące w podskokach rzucając się partnerowi na szyję? Dreszczyk emocji podczas rozpakowywania prezentu bez okazji? Najlepsze życzenia i pocałunki z okazji Twoich urodzin już o północy, zamiast czekania z nimi do rana? Zaproszenie na lody bez okazji? Otwarcie wina pocałunkiem i zakończenie go jeszcze namiętniejszym?

Pamiętasz to wszystko?

Kiedy wraca się na te przyziemne tory? Mam wrażenie, że czasami zbyt prędko. Z lewitowania przechodzimy w stan szorowania tyłkiem po rzeczywistości, o ile się nie opamiętamy. Cierpliwość jest na wykończeniu. Codzienność daje nam popalić. Wzajemne pretensje urastają do rangi niemożliwej do wyobrażenia. I w tym właśnie momencie zaczynamy pompować olbrzymi balon, który albo kiedyś pęknie na milion kawałków i nigdy nie damy rady do skleić, albo ujdzie z niego powietrze czyniąc go bezwartościowym.

A gdyby tak przerwać tę złą passę? Schować dumę w kieszeń, złamać swoje przebrzydłe wydumane ego i wyjść naprzeciw stworzeniu czegoś stałego, niechwiejnego, silnego mimo załamań i gorszych momentów? Gdyby tak przestać robić z siebie wszechwiedzącą istotę z monopolem na rację? Zejść z tego podium, na które samemu się wlazło? A może warto zamiast wylegiwać się w weekendowy poranek wstać wcześniej, jak nigdy, i udowodnić że można drugą osobę przywitać uśmiechem i śniadaniem? A gdyby tak rzucić wszystko i pójść się całować? Zrobić coś szalonego, by sprawić przyjemność drugiej osobie? I docenić to z kim jesteśmy, aby nie musieć czekać aż czas sprawi, że docenimy z kim byliśmy?

A może warto porzucić te utarte schematy i pójść pod prąd swoich dotychczasowych myśli?

Przeczytałam ostatnio świetne i trafne zdanie wypowiedziane przez jednego z polskich aktorów z pokolenia moich rodziców, które dało mi do myślenia. Zadałam to samo pytanie mojemu Mężowi, niestety jego odpowiedź w przeciwieństwie do tej poniższej nie zaskoczyła mnie. Co prawda opisywało ono trywialną sprawę, jednak śmiało można podciągnąć  ją pod wiele życiowych aspektów. Na pytanie zadane przez dziennikarza:

„Co robisz, gdy Twoja kobieta przynosi do domu kolejną parę butów?”

aktor odpowiedział:

„Idę kupić deski, żeby zmontować dla niej kolejną szafkę. „

Podobne wpisy

  • Zazwyczaj nie myślimy o tym, że właśnie teraz warto spróbować iść pod prąd… Niestety.

  • :)Może być pięknie? Może…