III trymestr ciąży – moje wspomnienie

napisała 18/05/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
Trzeci trymestr moje wspomnienie

Pamiętam, gdy całkiem niedawno [bo przecież było to latem ubiegłego roku], będąc w ciąży dostawałam wiadomości od Was w stylu: „Ej Ty, Szczęśliva, jak żyjesz z tym swoim brzuchem? To trzeci trymestr, co nie? Upały chyba wyciskają Cię jak cytrynę, a Ty wyglądasz, jakbyś nic sobie z tego nie robiła!”

I w tym właśnie momencie wkraczałam ja, z całą, calusieńką litanią. Musiałam uciąć jak najszybciej to mylne przekonanie o tym, że trzeci trymestr jest dla mnie łaskawy. Otóż trzeci trymestr podczas pierwszej i drugiej ciąży był chyba największym dla mnie sprawdzianem, zarówno pod względem fizycznym jak i psychicznym. I pewnie nie jestem odosobniona w tych moich odczuciach.

Porównując go do drugiego trymestru, w trakcie którego nie przypominałam jeszcze słonia ;-), i miałam się wyśmienicie, to był niezłym dla mnie poligonem doświadczalnym. Z wielkim przytupem od 30 tygodnia nawiedziła mnie zgaga, dała o sobie znać rwa kulszowa, a także ryzyko rozejścia spojenia łonowego czyhało na mnie 24/7.

Nie chcę nikogo straszyć, ale bezsenność również dawała mi popalić ;-)  A dodając do tego dwuletnie dziecko, którym trzeba się aktywnie zająć, to jest to tzw. „full wypas i pozamiatane” ;-) Bym zapomniała. Żeby było mało, to można śmiało spróbować dodać jeszcze do tego kompleciku: problem z nietrzymaniem moczu, puchnięcie dłoni i stóp, płytszy oddech spowodowany tym, że macica wywiera nacisk na płuca, niespodziane wypływanie mleka z piersi, i kilka innych niespodzianek.

Ale dziewczyny i chłopaki! Odrobinę podkoloryzowałam powyższą sytuację, bo tak naprawdę to trzeci trymestr jest tym czasem kiedy już namacalnie możemy wyczuć małą rączkę próbującą wydostać się z naszego brzucha, albo prawe kolanko usilnie napierające na naszą przeponę. Wtedy to nasze maleństwo tak jakby się materializowało, a nie było tylko małą anonimową fasolką, którą trudno sobie wyobrazić.

Dlatego jakiekolwiek nasze niedogodności szybko ulatują z naszej głowy i pozostaje tylko podekscytowanie związane z narodzinami: wszech-testem wszystkich testów, kolokwium wszystkich wymyślonych kolokwiów, egzaminem naszego życia.

Gdy pomyślę sobie, że te wszystkie niewygody, które kobieta doświadcza w tamtym czasie, to tylko przedsmak tego, jakie sprawdziany czekają na nas – matki podczas całego naszego macierzyństwa. I gdy dochodzę do wniosku, że przecież najpiękniejsze i najtrwalsze rzeczy budujemy często w bólach, z trudem i mamy z nimi zawsze pod górkę, to uspokajam się od razu i przestaję narzekać na żywot kobiety w trakcie trzeciego trymestru. Bo tak naprawdę, to po tym wszystkim czeka na nas najpiękniejsza nagroda. I chyba nikt nie mógłby wymyślić piękniejszego zwieńczenia jakiegokolwiek procesu. Cud narodzin przesłania wszystko inne, przynajmniej ja tak to odczuwam :-)  Macie podobnie?

Nie ma najmniejszego sensu przejmować się tym, że przybywa nam kilogramów z prędkością światła. Co dopiero ma powiedzieć ten mały człowiek, zamieszkujący naszą macicę, który przez najbliższe 20 lat będzie tylko przybierał na wadze i ani na moment wskazówka wagi nie zawaha się w lewą stronę ;-) Te zmiany, które zachodzą w jego organizmie, uparcie przeze mnie śledzone w różnych poradnikach i podręcznikach, jak wzmożone zwiększanie tkanki tłuszczowej, dzięki której maluszkowi nie będzie zimno, gdy zdecyduje przyjść na świat. Albo rozwijanie zmysłu węchu, które następuje w okolicach 29 tygodnia. Lub wzrost paznokci, które będziemy obcinać przez najbliższe 10 lat, bo przecież mama robi to najlepiej na świecie a Tata może tylko przyglądać się temu niczym zegarmistrzowskiej robocie ;-) To wszystko, co dzieje się w ciele tego maluszka, jest przecież sto razy bardziej postępowe niż te nasze dodatkowe 5 kilo, którymi będziemy się zamartwiać bez sensu. Albo ponad 25 dodatkowymi kilogramami, jak to miało miejsce w moim wypadku ;-) Prawda? ;-)

Pamiętam mój strach związany z przedwczesnym porodem i z tym, aby nie pójść za daleko z przeciążaniem się, szczególnie w ostatnich tygodniach. Jednak łatwo mówić, gdy trzeba wejść na któreś tam piętro z dwulatkiem u boku i brzuchem w gratisie. Uspokajał mnie fakt, że już od 32 tygodnia płuca maluszka są wystarczająco rozwinięte, aby mógł on przetrwać poza moim organizmem. A on robi się coraz sprawniejszy i silniejszy. Nie tylko zamyka i otwiera oczy na czas snu i aktywności, albo rozpoznaje melodie i ton naszego głosu. Ale przybywa mu aż 30 gramów każdego dnia! Zobrazowałam sobie ten przyrost masy, jak na prawdziwą kosmetomaniaczkę przystało, i to tak jakby codziennie ten mój synal dosztukowywał sobie jeden 30 gramowy krem pod oczy. Imponujące! :)

W trzecim trymestrze warto pamiętać o koniecznych badaniach, które od 34 tygodnia ciąży robimy nie co 4 a co 2 tygodnie! Dobrze, że mój ginekolog o tym pamiętał i „ścigał” mnie z każdym wynikiem i wymagał stawienia się przed swoją jednoosobową komisją ;-) Oprócz klasycznego badania moczu i krwi, dochodzi USG wykonywane między 28 a 32 tygodniem ciąży, ewentualne KTG po 25 tygodniu ciąży oraz badanie wysokości dna macicy. Nie można zapomnieć o regularnym ważeniu i badaniu ruchliwości płodu, które ma zadanie kontrolować ciężarna.


Ten post jest impulsem, który wysyłamy razem z Lovelą w stronę wszystkicSzczesliva--620x165h Mam. Razem z kilkoma innymi blogerami chcemy stworzyć pozytywnie motywujący poradnik dla przyszłych i obecnych rodziców. Chcemy im pomóc poruszać się w gąszczu nieznanych im zagadnień i nowych sytuacji, z których zdecydowanie można wyjść z tarczą :-)


Wspaniale tak sobie powspominać te „dawne” trzeciotrymestrowe czasy, które genialnie kontrastują z obecnym czasem, gdy maluch jest już na świecie i jeść woła co 2 godziny. Ach, i przewinąć szkodnika trzeba po każdej niespodziance. A będąc w brzuchu miał u  nas łazienkę i bufet w jednym! ;-)

I tak doceniając ten nasz matczyny trud związany z tą czasami problematyczną końcówką ciąży, mam dla Was genialną myśl od Tadeusza Fangrata:

„To me­ta, a nie start, mówi co kto wart.” :-)

Podobne wpisy