Jak przygotować dziecko do przedszkola? 10 prostych zasad.

napisała 15/03/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
jak przygotowac dziecko do przedszkola

Niewiele ponad tydzień temu mój prawie trzyletni starszak przekroczył próg przedszkola. Miałam poczekać z posłaniem go do placówki do września, jednak zmieniłam zdanie.

Po pierwsze, rozkręcamy Ivka logopedycznie, że tak to ujmę, i przebywanie wśród dzieci dobrze mu zrobi. Nie tylko ze względu na pobudzanie mowy, ale i budowanie relacji z równieśnikami. Po drugie, jako że mam ostatnimi miesiącami bardzo dużo na głowie, nie wspominając o tym, że w domu jest jeszcze półroczny Teodor, doszłam do wniosku, że mój prawie trzylatek zwyczajnie w domu się nudzi! I to bardzo!

Ileż można układać puzzle, bawić się ciastoliną, słuchać płaczu młodszego brata i czytać z mamą te same bajki. Z mamą, której energii życiowej ubywa a tata jest w dalekich zagramanicach. Przekichane, jednym słowem. Kiedy już pozbyłam się strachu związanego z tym, że w tym przedszkolu zepsują mi dziecko, rozchorują [choć na ten temat napiszę niebawem rozprawkę trzynastozgłoskowcem, bo od 5 dni zaliczamy właśnie 40’C infekcję…] i zabiorą mi tego malutkiego chłopczyka, którego to miałam „na własność”. No właśnie, kiedy już pozbyłam się tego strachu, to wzięłam telefon w łapę i obdzwoniłam wszystkie niemalże krakowskie przedszkola. Na publiczne placówki nie mamy co liczyć, bo jest ich mało a są bardziej od nas uprzywilejowani. Dlatego zaczęłam telefoniczny maraton po prywatnych placówkach i… okazało się, że wszystkie w naszym rejonie, okolicy, dzielni czy jak tam to zwał, mają już zapełnione listy rezerwowe na wrzesień! Rozumiecie to? 30 oczekujących na liście rezerwowej… Dupa! Cudem udało mi się znaleźć jedno miejsce dla Ivka w hebernastym przedszkolu, z którego akurat jeden chłopiec wyjeżdżał z rodzicami do Anglii. Triumf! Radość ogromna i stres wielki jednocześnie.

Ale! Ale! Cóż się okazało, kiedy zaprowadziłam go na pierwsze próbne godziny? Że on stamtąd w ogóle nie chce wracać! Widząc mnie w drzwiach, gdy po niego wracam, jest na mnie zły i mówi mi „Mama! Wyjdź!” ze łzami w oczach. Chyba nikt nie spodziewałby się takiej reakcji… Miłe zaskoczenie.

Porozmawiałam z paniami przedszkolankami, złotymi kobietami, o ciepłym głosie i matczynym spojrzeniu, co takiego zrobiłam, albo czego nie zrobiłam, że udało się bez perturbacji zacząć przedszkolakowanie. Podumały, pokiwały głową, nadziwiły się i podsunęły mi parę myków, które mam nadzieję pomogą i Wam. Oczywiście, że wszystko jest sprawą indywidualną każdego dziecka, ale można sytuacji dopomóc. Przy okazji, sprzedajcie mi i innym zainteresowanym Wasze sposoby na zderzenie z przedszkolem i Wasze tajne myki na łagodny wstęp.

Tymczasem z mojej strony i po oględzinach z naszymi paniami przedszkolankami proponuję tadaaaam! Kilka zasad:

1.Nie róbmy z tego przedszkolakowania jakiegoś „BIG STEP’u”!

Nie kreujmy ciśnienia. Nie rozmawiajmy o tym przedszkolu jak o czymś, co miałoby zmienić bieg świata, zawrócić wodę w Wiśle czy stopić zakopiańskie śniegi. Niech dziecko nie czuje presji tego, że świat stanie zaraz do góry nogami. My – rodzice lubimy wyolbrzymiać. Spokojnie. Wyluzujmy. Bądźmy dumni z tego, że nasze dziecko zmierzy się z nową sytuacją i stawi jej czoło, ale nie pękajmy i kolokwialnie nie róbmy w portki.

2. Nie obiecujmy złotych gór!

Nie opowiadajmy temu naszemu bąblowi jakie zajebiaszcze zabawki na niego czekają, albo jak wesołe i przyjacielskie dzieci będą w jego grupie. Jedno jest pewne: bedą zabawki i będą dzieci. Ale czy te zabawki będą fajne a dzieci okażą się super, to okaże się w praniu. Trzymajmy się faktów i zachęcajmy bez ochów i achów.

3. Nie wrzucajmy dziecka na głęboką wodę. Warto skorzystać z godzin adaptacyjnych.

W naszym przypadku adaptacja trwała 3 godziny. Zaprowadziłam mojego starszaka do przedszkola. Powiedziałam, że wrócę za 3 godziny, pożegnałam się z nim i pojechałam do domu napić się kawy. Obyło się bez krzyków w naszym przypadku.

Dni adaptacyjne mają za zadanie zapoznać dziecko z nową sytuacją, oswoić z dziećmi, z gwarem, nowymi zwyczajami. Nie żegnałam się z moim synem godzinami. Pomachałam na pożegnanie i dałam mu do zrozumienia, że teraz panie przedszkolanki mają nad nim opiekę. Nie machałam zza okna, nie posyłałam tysięcznych buziaczków. Krótki buziak na drogę, przytulenie i „głowa do góry!”.

4. Skompletujmy przedszkolną wyprawkę wspólnie.

Wybranie kubka, pasty i szczoteczki do zębów pozostawmy naszemu przyszłemu przedszkolakowi. Ivo wybrał sobie szczoteczkę z rekinem i jest wniebowzięty. Do przedszkola najchętniej ubiera bluzkę z Zygzakiem McQeenem, dinozaurem i tygrysem. Zawsze mam je na podorędziu i są one zachętą dla porannego wstawania. Kiedy dziecko ma na sobie coś ulubionego czuje się wtedy pewniej. Ja również gdy założę kieckę, w której dobrze wyglądam, czuję się lepiej, pewniej i mogę góry przenosić. Coś w tym jest ;-)

5. Poranne wycieczki do przedszkola mogą być frajdą.

Jeśli macie możliwość zamiennie jeżdżenia samochodem i komunikacją miejską, a warunki atmosferyczne są sprzyjające, to polecam to rozwiązanie. Ivo ze mną jedzie do przedszkola autobusem. Po drodze mijamy tramwaje, które uwielbia, widzi wznoszące się samoloty. Jest świadkiem ciekawych sytuacji i dialogów. Lubimy ten nasz poranny rytuał, a on rano nie może się doczekać, kiedy znowu zobaczy tramwaj. Może trafił mi się taki ciekawy „egzemplarz”, ale dla nas droga do przedszkola to frajda, serio.

6. Smaczne śniadanie i zmiana wieczornych nawyków. 

Od poniedziałku do piątku Ivo na pierwsze śniadanie, które je w domu, zajada swoje ulubione opcje. Zazwyczaj są to płatki kukurydziane z mlekiem, albo tosty z ketchupem, albo bezpieczna parówka. Nie katuję go jakimiś specjałami, za którymi nie przepada. Inne próby smakowe zostawiam na weekendy. Nie drażnię lwa i nie uprzykrzam nam porannych ceregieli. Nie przesadzam też z ilością. Pierwsze śniadanie w domu o 7.00. O 9.00 kolejne śniadanie w przedszkolu. Że tak powiem: „styka mu taka ilość.”

Przed pierwszą wizytą porę spania też zgrabnie przesunęłam o godzinę wcześniej, aby rano nie musieć się spieszyć i z wywieszonym jęzorem lecieć na łeb i szyję na autobus. Od kiedy Ivo jest już przedszkolakiem [akurat nie drzemkującym, w jego przedszkolu nie ma takiego rygoru], to sam domaga się spania ok. 19.00. Kiedyś było to nie do pomyślenia! Szedł twardo spać po 22.00. Co przedszkole robi z dziećmi, mówię Wam! :-) P.S. Oprócz chorowania widzę same plusy!

7. Rozmowa i oswajanie z nową sytuacją to podstawa. Jednak z umiarem.

Gdy już znalazłam dla Ivka miejsce w jednym z przedszkoli miałam 3 dni na przygotowanie nas do nowej sytuacji. Jednak nie maglowałam tematu 24/7. Raz po raz nadmieniałam o tym, że na dniach wstaniemy wcześniej. Że czeka nas wyprawa autobusem. Że w drodze powrotnej zahaczymy o księgarnię, wybierzemy nową książkę na wieczór. Z umiarem i nie do znudzenia.

8. A może by tak przynieść do przedszkola okolicznościowe „dobrotki”? ;-)

My akurat złożyliśmy się w czasie z Dniem Kobiet. Ivo był dumny z siebie, gdy kupiliśmy paniom po tulipanie. Co prawda wręczał kwiatki bardzo skrępowany, ale widział radość w oczach pań i na pewno „zaprojektował sobie” w związku z tym coś przyjemnego :-) Po drodze tych fajnych okazji w ciągu roku jest mnóstwo, dlatego jak nie urodziny, to imieniny, jak nie Dzień Kobiet, to Dzień Nauczyciela, Kota czy czegoś tam jeszcze ;-)

9. Niech droga do przedszkola i powrót z niego wiąże się z czymś przyjemnym. 

Naszą tradycją jest zahaczanie o kałuże w drodze powrotnej. Liczymy je z namaszczeniem a ja później łapię się za głowę, gdy przychodzi pora prania ;-D W słusznej sprawie, że tak to ujmę! :-)

Nie będę jednak odkrywcza, gdy powiem, że każde dziecko jest inne. Każde na swój sposób dojrzeje i zmierzy się z nową dla niego sytuacją. Dwójka dzieci wychowywana przez tych samych rodziców może skrajnie zareagować na nową sytuację, czego idealnym przykładem byłam ja i mój brat, który w przedszkolu czuł się jak ryba w wodzie, a ja chodziłam tam jak na stracenie…

I na koniec chyba najważniejsze z całej tej przedszkolnej układanki!

10. LUDZIE! Ludzie, to znaczy panie przedszkolanki prowadzące całą tą przedszkolną imprezę, to podstawa!

Trafiliśmy na wspaniałe kobiety, z serduchem na ramieniu, przytulające, tłumaczące. Pozwalające się ubrudzić, nie zmuszające do jedzenia, zachęcające do zabawy. Naturalnie, bez pośpiechu, w swoim tempie. Ufam im i widzę, że dobrze opiekują się moim dzieckiem. Takie drugie mamy niemalże! Nie żadne tam po-prlowskie matrony, jakie ja pamiętam w mojego przedszkola.

Teraz wiem, że to czego bałam się chyba najbardziej [nie żadnego rozstania, płaczu czy problemów adaptacji] to to, że moje dziecko trafi do nieczułych osób, które nie dadzą mu poczucia bezpieczeństwa. Zupełnie niepotrzebnie. Trafiliśmy na złote osoby. Które pozwalają dziecku na bycie sobą, na kreowanie świata wg siebie i tego, co kiedyś trafnie ujął Alan Rickamn: 

Pa­miętasz ten mo­ment, kiedy ja­ko dziec­ko, w wieku koło sied­miu lat, ma­lujesz ob­ra­zek i niebo to niebies­ki pa­sek u góry kar­tki? I wte­dy przychodzi ten mo­ment roz­cza­rowa­nia, kiedy nau­czy­ciel mówi ci, że tak nap­rawdę niebo zaj­mu­je cała wolną przes­trzeń na ry­sun­ku. I to jest ta chwi­la, kiedy życie zaczy­na być co­raz bar­dziej skom­pli­kowa­ne i nieco nud­niej­sze, po­nieważ za­malo­wywa­nie kar­tki na niebies­ko jest raczej nużącym zajęciem.

Nasze Panie pozwalają malować niebo nawet na czerwono! ♥  Wy też?
.

Podobne wpisy

  • Klaudyna

    Ja na samą myśl, ze za 3 miesiące mam oddać mojego Syna do żłobka mam dość, robi mi się słabo, boli mnie brzuch. :(

    • Głowa do góry! Poradzicie sobie lepiej niż Ci się wdaje! A jak zdążycie przez te kilka godzin za sobą zatęsknić! Są i dobre strony sytuacji, serio :-)

  • Ewelina Kaszkowiak

    Kiedy stałam po drugiej stronie (jako przedszkolanka) nie mogłam zrozumieć rodziców martwiących się o dzieci bardziej niż jest to potrzebne, szczególnie o dzieci które świetnie sobie radziły zaraz gdy rodzic opuszczał budynek. Teraz jest mi trochę dziwnie z myślą, że ja będę „musiała oddac” swoją córkę pod opiekę innego nauczyciela. Dziwne to. Przekonałam się, że to wcale nie musi być takie proste. Mimo, że znam wszystkie zasady adaptacji itd. I że problemem chyba nie będzie moja córka tylko ja. Obym jej tego nie pokazała.

    • Ewelina, myślę że powinnaś sobie zaufać. Każda nowa sytuacja generuje jakieś lęki. Całe szczęście one później mijają :-) Powodzenia!

  • Ania Krasoń

    My przedszkolna przygode zaczynamy w kwietniu z nasz trzylatkiem, jak narazie na 2 godziny dziennie, a od wrzesnia juz na 5 godzin. Jak powiedzialam malemu ze pojdzie do przedszkola to zareagowal: Ale ja nie chce tam byc sam, bede sie bal. Jak mu wytlumaczylam co i jak to po prostu przyja to do wiadomosci i zobaczymy jak to bedzie w kwietniu :-)

  • Ja z tych złych mam w tym temacie. Nie korzystałam z godzin adaptacyjnych. Był skok na głęboką wodę.
    I tutaj się sprawdziło. Moje dzieci od razu zostawały na 8 godzin a inne płakały po dwóch. Dzieci od razu kojarzą sobie fakty, momenty dnia z przyjściem rodzica i nie rozumieją, że od dzisiaj będą przychodzić za osiem a nie za dwie godziny.
    Super, że Wam się w przedszkolu układa :) Czerwony kolor kartki też jest fajny :)

  • Kasia Matoga-Sakłak

    Witaj.Wlasnie trafiłam na Twojego niezwykle inspirujacego bloga, z czego się bardzo cieszę?rowniez pochodzę z Krakowa i czekam na info czy moje bliźniaki sa w tej magicznej garstce ktora bedzie mogla chodzic do samorzadowej placówki. A do którego przedszkola chodzi Twoj synek? Pozdrawiam serdecznie! Kasia

  • Dorota

    Ja dzisiaj 01/09 oddałam Córcię 3,5-letnią do przedszkola. Chodziła wcześniej na kilka godzin, bo wiedziałam, że jej będzie łatwiej się zaaklimatyzować. Do tej pory z ukochaną Nianią w domciu, dzisiaj głos jej drżał, ale powstrzymywała się od płaczu. Wczoraj ból brzuszka i powtarzanie, że się boi. Każde dziecko jest inne i reaguje inaczej. Wiem jak ona to przeżywa i robiłam wszystko, aby dała sobie radę. Nawet pożegnania nie było, bo poszła z Panią zanieść przybory do łazienki:). I o mamie zapomniała:). Mam nadzieję, że każdego dnia będzie lepiej.

  • Reni

    Witam… My wlasnie po pierwszym dniu w przedszkolu… A dokladnie po 15 minutach… Placz niesamowity, az do sytuacji tracenia oddechu… Ale Pani kazała SIEDZIEĆ przy sniadanku… Bo w tych godzinach akurat trzeba to odsiedziec( 20 minut gdzie wszyscy wkoło ryczą, wyją, beczą…) KADRA= wszystko… Moje 3 letnie dziecko pewnie pójdzie do przedszkola jak zapomni o tej „traumie”… A tak bardzo nie mogła sie doczekac…