A gdyby tak podarować jej jeden dzień bez dzieci? Dałoby radę? ;-)

napisała 03/06/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
jeden dzien wolnego dla matki

Cześć. Jestem Magda. Mam trzy dychy na karku i dwóch cudownych synów. Oprócz nich mam również wspaniałego Męża. Fajny z niego facet. Nie dość, że przystojny, to jeszcze inteligentny. W sumie mogłam napisać to w odwrotnej kolejności, jednak niech już tak zostanie. Ma chłopak głowę na karku i anielską cierpliwość. Tę cierpliwość ma głównie do mnie.

Czasami zastanawiam się, czy przypadkiem nie jest tak, że jedyną osobą na świecie, która kiedykolwiek była w stanie wyprowadzić go z równowagi, byłam właśnie ja. Nie pani sprzedająca ryby nie potrafiąca odróżnić makreli od pstrąga. Nie jego rodzona matka, która z uporem maniaka nakłada mu kolejnego gołąbka, zaczynającego już wychodzić mu oczami. Nie jego ojciec, który nie daje się przekonać do wspólnego wykopywania ziemniaków. Nie oni, tylko ja. Żona, która doprowadza go do wrzenia swoim narzekactwem, natarczywymi prośbami o szybszy powrót z kumplowskiego piwa. Żona, która każe czasami zwlec się z wyra mimo jetlaga i wczorajszego powrotu z maratonu po dalekich Alaskach, Singapurach czy innych Nowo Zelandiach.

Żona, która kocha i ma czasami ochotę zedrzeć z niego co tam tylko ma na sobie i rzucić się na niego niczym dzika lamparcica ;-) Żona, która mizia go po głowie podczas rzadkich wieczornych seansów z filmem. Która jak gotuje rosół, to głównie myśli o tym, aby jemu smakował. Bo fajnie by było, aby smakował lepiej niż ten od jej teściowej ;-) Żona, która jak wkłada opięte jeansy i zakłada push-upa, to nie robi tego tylko dla siebie albo jakiegoś samca układającego bruk na jednej z niedalekich przecznic. Tylko dla niego, małżonka swego. Wkłada te wszystkie ustrojstwa, aby pobudzić jego zmysły. Te podwiązki, co wiszą w szafie i kabaretki z czerwoną wstęgą to też dla niego, ale czasu  [cholera] nie ma, by to przyodziać.

Mam pisać dalej?

Kobieta jego życia, dla której zbierał kiedyś rano stokrotki i wyobrażał sobie, że cudownie by było założyć rodzinę. Matka jego dzieci, która w nocy czuwa, gdy maluchy zakatarzone, kaszlące. Kobieta pracująca, kochająca, myśląca. Nie żadna tam przypadkowa ziuzia spod monopolowego. Tylko laska jego marzeń. Z która kradł konie i jeszcze niejednego konia skradnie. Może odrobinę mniej energetyczna niż kiedyś i nie zawsze gotowa na wszystko, ale posiadająca naprawdę bujną wyobraźnię, potrafiąca kreować niesamowite życiowe fantazje i całkiem fajna dziewczyna, którą kilka tygodni temu zaczepił student, aby pójść z nią na kawę. Pewnie mu wpadła w oko. Albo uśmiechnęła się pod nosem do siebie, a on myślał, że to było do niego. Podziękowała za zaproszenie i poszła dalej myśląc sobie pod nosem, że nie jest chyba z nią wcale tak źle, jak jej się wydawało.

Tak, fajna z niej dziewczyna. Serio. To, że czasami narzeka, grymasi, to nie dlatego, że nie docenia, tylko często na pysk pada i potrzebuje wolnego. A z tym wolnym ciężko, żeby nie powiedzieć, że z lekka beznadziejnie. Dzieci marudne, mąż też zmęczony. Proza życia codziennego, chciałoby się rzec.

Ale tak sobie myślę, że może dojdziemy do jakiegoś konsensusu, dałoby radę? Myślisz, że moglibyśmy tak się jakoś podzielić tym, że raz Ty wybywasz przed siebie? Cały dzień Twój. Pojedziesz gdziekolwiek, chociaż i tak pewnie skończysz na śrubkach i gwintach w najbliższym Leroy Merlin, albo i innej Castoramie. Załatwisz te wszystkie sprawy, na które brakuje Ci czasu, albo nie pozwala Ci ta moja kobieca pazerność, aby mężczyznę swojego trzymać dla siebie, jak już wróci z tych zagramanicznych wojaży. Albo z kumplem się zobaczysz? Z tym, który pewnie mnie nie lubi, bo myśli, że jestem gorsza niż jego była, bo trzymam chłopa w domu jak na psim łańcuchu.

A następnego dnia Ty przejmiesz stery. Co zresztą często robisz, chociaż mi zawsze mało. Taka moja natura. Poniańczysz te nasze chłopaczyska, a ja wybędę na jakieś pazury, na spacer po lesie, na rossmanowskie duperele czy inne ciuchy? Wybiegnę z domu jakbym się ze smyczy urwała. Odpocznę, zrobię ze trzysta wdechów i wydechów, aby zapomnieć, że codzienność z dziećmi bywa cholernie męcząca. Pójdę skakać po kałużach, walnę sobie podwójne espresso, kupię truskawki na pobliskim targu i zjem je w ciszy myjąc je pod jednym z krakowskich hydrantów. Pójdę poprzymierzać bluzki z dekoltem i kupię tonę kobiecej prasy. Może nawet zacznę jedną z tych książek, które leżą na stosie i czasu nie ma, aby nawet zajrzeć do wstępu i spisu treści.

Powiedz, że się uda. Bo uda się, mam rację? :* Wynagrodzę. W dzieciach. Obiadach. I wspólnych wieczorach. Choćbym nie wiem co, to musi się udać!

Twoja na zawsze. I kochająca. I z lekka potrzebująca [choćby raz na jakiś czas dnia jednego, od dzieci wolnego…] ♥

Podobne wpisy

  • Taki dzień wolny to coś cudnego Ja liczę na 3 dni kiedy to teściowie maja zabrać mojego już prawie 4 latka nad morze To już za tydzień z hakiem Nie mogę sie doczejsc W końcu spotkan sie z koleżankami których nie widziałam chyba z dwa lata, odwiedzę koleżankę w jej nowym domu i jeszcze rozmrożę zamrażalnik bo niedługo lód z niego będzie wychodził na kuchnie
    Świetny wpis Taki dzień wolny dla matki powinien być ustawowo zagwarantowany i to by była „dobra zmiana ”

  • u nas to teściowa podbierała nam młodą abyśmy mogli nacieszyć się sobą :) teraz młoda ma 8 lat i w niektóre weekendy idzie do babci a my z ojcem mamy luz :D czyli on bieżące naprawy a ja pranie i sprzątanie :D