O to, jaki jest Twój facet, możesz mieć pretensje do swojej Teściowej.

napisała 15/02/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
PRETENSJE (1)

Między innymi do niej. I do siebie samej również. Przecież to my – kobiety, dokonałyśmy wyboru z kim chcemy żyć, prawda? A nie nasza matka, babka czy swatka.

Może spróbuję jednak po kolei ;-)

Każdy usłyszał wyświechtane już do nieprzytomności słowa, że „z kim przystajesz takim się stajesz.” Oczywiście, że wypowiadane są zazwyczaj w znaczeniu pejoratywnym. To zdanie ma nas zaalarmować, abyśmy uważali na to, w czyje ręce oddajemy swą duszę, serce. I w czyją stronę kierujemy nasze czyny, a także komu poświęcamy czas. I tak dlaej. Blah, blah blah.

I pięknie-ładnie. Czasami rzeczywiście warto mieć zapaloną nad sobą taką lampunię, która nam od czasu do czasu powie, abyśmy zweryfikowali nasze znajomości. Zarówno te bliższe jak i te dalsze. I przyjrzeli się temu jaki wpływ mają one na to kim jesteśmy, co sobą reprezentujemy i jakiego kształtu i blasku mamy nad sobą naszą prywatną, bogato zdobioną aureolę.

A gdy weźmiemy na tapetę mężczyznę naszego. Mężczyznę, który jest już dorosłym osobnikiem. Pełnoletnim i pełnoprawnym tworem Matki Ziemi. I tworem jeszcze innej matki i pewnego ojca. To dochodzimy do wniosku, że ta druga matka, Jego [Wysokość] Matka, miała na niego wpływ przez większość jego cudnego [i oby owocnego] na tej planecie żywota. Zazwyczaj ta Matka, a Twoja [Może Przyszła albo Obecna] Teściowa, miała na niego wpływ przez co najmniej 18 lat jego niedorosłego życia. Ba! Przez pierwsze lata, aż po okres dojrzewania, to ona najprawdopodobniej mówiła mu co jest dla niego dobre, a co złe.

Co jest właściwe, a co nie.

Co wypada, a czego nie wypada.

Co to jest obowiązek, a co to jest przyjemność.

Czym jest pomoc, a co to takiego lenistwo.

Czymże jest miłość, rodzina i dlaczego to wszystko kupy się trzyma.

I kim są kobiety, i jak je należy traktować.

Do czego służą kwiaty, przeprosiny i czymże jest czułość, wsparcie i odpowiedzialność.

Czy mieszkanie trzeba sprzątać czy może #samosięcosobotęogarnia.

Czy kurz na meblach ścieramy ścierą czy tłuczkiem do mięsa.

Czy kotlety same-się wskakują na talerz i o której wypada tyłek z łóżka zwlekać, gdy obowiązków nam w życiu przybywa.

I tak dalej i dalej. Do us.rania mogłabym wymieniać. Jednak zakończę ten wstęp mój przydługi, prawie o puentę zahaczający.

Otóż, gdy tak sobie analizuję kimże jest ten Mężczyzna. Te Mężczyzna Ogólny. Niekoniecznie mój. Ale mój być może również. I że miał on przy sobie, przez te naście lat, swoją matkę, która była jego orędowniczką. Była niemalże jego wschodem i zachodem słońca. Karmiła go, przewijała, do szkoły pakowała, pokój mu urządzała, majtki mu prała, dupsko kremem na odparzenia smarowała. Zęby mu pomagała szczotkować, fryzurę układać. Zupę pod nos podstawiała. I ziemniaki kazała obierać. Oby! Syropki na łyżeczkę nalewała, gdy był chory. A gdy był zdrowy, to dopingowała go do działania. Kazała po sobie łóżko ścielić, wodę spłukiwać, kibel szorować. A może i nawet słabości swoje pokazywała. Łkała wieczorami, gdy sił jej brakło. Ze ścierą latała. Kto wie, może i razem to wszystko z ojcem robili. I oby tak było.  Oby razem! Razem wychowywali tego męskiego osobnika, który miał zasilić szeregi przyszłych dorosłych samców tego naszego nadwiślańskiego kraju. To dochodzę do wniosku, że mogła tę swoją robotę, robotę-matki, matki swojego syna, albo wykonać zajebiście dobrze, albo mogła [ją brzydko mówiąc] spierdzielić. Ze swoim partnerem włącznie.

No przecież, że wszyscy popełniamy błędy. No przecież, że nie jesteśmy nieomylni. I przecież, że życie mamy jedno a czasu mało. Ale my – matki same sobie wystawiamy opinię poprzez to jak wychowujemy naszą dzieciarnię. To, na jakich ludzi wyrosną, zależy również od nas. To czy kręgosłup moralny będą mieli na miejscu czy bliżej mu będzie to krewetkowego. A to dlatego, że nasze dzieci są naszym dziełem. A ich dzieciństwo jest naszym sprawdzianem. I obyśmy go zdali celująco, albo chociaż poprawnie.

I ja kiedyś zapewne będę teściową. I mnie będą oceniać czy w świat posłałam rączki lewe czy zaradnego i twardo po ziemi stąpającego człowieka. I obym nigdy nie musiała się wstydzić. Ani za siebie ani za niego.

Glina jest lepka, a ręce mamy sprawne. Tak mi dopomóż! Do dzieła, dziewczyny! I ojcowie również!

Podobne wpisy

  • magda_wi

    Ogólnie jest OK, mój mężczyzna jest w koncu moim wyborem swiadomym. Nie ma ideałów. Do tesciowej pretensji nie mam, wychowała jak potrafiła. Tyyyle lat temu :P Pozniej dłuuugo „leżakował” sam, tzn, mieszkał osobno i wtedy wlasnie nabrał złych nawyków ($#@#$$): nie sprzątał, nie gotowal, od wszystkiego kogos miał :/ A teraz żona/ domoholiczka sprzątająca 270m :) Czasem mam o to nerwy, ze on chociaz troche sie nie chce zajmowac domem, no ale odpuszczam……. :/

  • ula

    ostatnie dwa akapity dają do myślenia, w samo sedno! Brawo,chociaż jedna kobieta twardo stąpająca po ziemi. I pomyśleć,ze kiedyś wstydziłam się teściowej jak mój 6-letni syn łóżko ścieli… bo niby ja tak te swoje dzieci ciemięże ( dodam że mój mąż nawet nie wie jak to się robi)….no i niech ona się teraz wstydzi

  • ania

    Mój mąż. Hmm teściowa z tesciem polegli niestety… śmieje się ze teraz ja Go muszę wychować ale to trochę śmiech przez łzy. Wzięliśmy szybki ślub ale się kochamy tyle że mój mąż wstydził się tego jak żyją jego rodzice i ich zbytnio nie poznałam. Mój błąd. Dzięki nim mój mąż nie potrafi docenić ze ma żoną dwójkę dzieci. Ale staram się jak mogę i jest coraz lepiej. Zaczyna cieszyć fo czas spędzony z nami i sam proponuje wspólne spędzanie czasu a to duży postęp bo był czas ze uciekał w pracę żeby nie być z nami. Mam syna. Teraz ma 2,5 roku i obiecałam sobie, że moja synowa nie będzie musiała wychowywać Go tak jak ja muszę wychowywać mojego męża.

  • Krzysiek

    Brawo!
    Dziecko to nie własność do przytulania. To drugi człowiek. Człowiek, którego kształtujesz.
    To co mu dasz, odda w przyszłości Tobie lub innemu człowiekowi.

    P.S. Nie da się tego tekstu przemycić gdzieś w podstawie programowej gimnazjum czy innej szkoły? ;-)

  • Dużo prawdy jest w tym powiedzeniu, że córkę się wychowuje dla siebie, a syna dla innej ;) Ja też chce wychować faceta pracowitego, zaradnego, troskliwego Ciekawe, czy się uda :)

  • Od teściowej zależy wiele, ale jeszcze więcej od podejścia żony do męża, najgorsze jest to, że musi zachowywać się podobnie jak matka męża, bo pewne schematy są niezacieralne☺

  • Mam córkę, więc mogę się wypowiedzieć, tylko z punktu widzenia żony. Tak. Masz rację. Za to jakim człowiekiem jest dorosły facet odpowiadają jego rodzice. Fakt, można nad nim pracować, ale nie oszukujmy się, że fundamenty pozostają zawsze te same – pytanie czy jesteśmy w stanie je zaakceptować?

  • Basia Szmydt

    fenomenalny wpis Droga Moja! Upraszam się o audio :) tak CI dopomóż :D

  • Żonaelektryka.pl

    Super tekst! Ja też zamierzam mojego syna wychować tak by moja przyszła synowa miała w domu pomoc i by nie narzekała na to kogo jej oddaje?

  • Ruda

    Mój cudowny mąż do chwili przeprowadzki do innego miasta na studia nie miał pojęcia co to sprzątanie i gotowanie. Poza tym nie można było się przyczepić. Po kilku tygodniach jedzenia kanapek nauczył się gotować ziemniaki, a potem poszło jak z płatka. W domu mamy podział na to, co kto gotuje. Myślę, że to jest zdrowe podejście, bo przynajmniej nie zaglądamy sobie do garnków nawzajem. Natomiast do dziś gorzej ze sprzątaniem po sobie. Ciągle mu grożę, że będę chować mu porozrzucane ubrania i w końcu będzie musiał pójść do pracy w piżamie.
    W tej chwili mam 3,5 syna i długoletni plan nauczenia go gotować i sprzątać, tak żebym mogła wydać go w inne ręce bez kompleksów.

  • Kaśka

    Moja mama jak poznała moją przyszła teściowa i teścia to powiedziała tylko jedno-zastanów się w co się pakujesz…patrząc tylko na nich bo mojego przyszłego męża bardzo polubiła…jestem wdzięczna Tesciom za jedną rzecz…ze mój mąż obiecał sobie ze jego dom nie będzie wyglądał tak jak dom jego rodziców.Dzięki temu wie jaki ma nie być i taki nie jest…

  • To co mam powiedzieć ja, nie dość że syn swojej mamusi, to jeszcze były mąż.
    Zmienić w takim przypadku przyzwyczajenia to dopiero wyzwanie ;)
    http://www.kobietaniezgodna.pl