2 rzeczy, dzięki którym moje DZIECI nie mają KATARU i KASZLU❗(absolutne hity!💥)🤧 🗣️

napisała 15/11/2021 Post powstały przy współpracy

Z Waszych maili wiem, że tegoroczna jesień i zima to jest dla wielu z Was totalny infekcyjny armageddon. Co więcej – nie chorują tylko Wasze dzieci, ale również i Was dopadają infekcje. A katar tak jak się zaczął, tak nie chce Was opuścić…

W tym momencie mocno Was wirtualnie przytulam, bo zdaję sobie sprawę, jaki to może powodować rodzinny paraliż. :(

O braku matczynych czy ojcowskich sił nie wspominam, bo ja wiem, z czym to chorowanie się „je”. Choroby u dzieci potrafią wyssać rodziców z całej energii i ja to doskonale znam… Powiem Wam, że kiedy słyszę, że któreś z moich dzieci kichnęło bądź kaszlnęło, czy też zaczęło pociągać nosem, to mi się od razu włącza czerwona lampka i mam stan podwyższonej gotowości… Czuję się jakbym była na polowaniu (ale jako ofiara, a nie myśliwy…) i nie wiadomo, z której strony mam się spodziewać ciosu…

W ostatnich miesiącach sporo pisałam o tym, jak wspieramy naszą odporność – śmiało możecie sobie nadrobić lekturę, jeśli któryś z archiwalnych postów przegapiliście.

Dzisiaj z kolei podzielę się z Wami sposobem na to, jak udało mi się znaleźć przyczynę tego, dlaczego mój Starszak jeszcze 3-4 lata temu co chwilę mierzył się z katarem i suchym kaszlem w nocy i jak udało się temu zaradzić (dzięki czemu katar i kaszel ma naprawdę bardzo sporadycznie). A co jak się okazało powodowało pętlę infekcji, którą trudno było rozwiązać… Oraz dlaczego ja się kiedyś w ogóle nie wysypiałam! Ale to w ogóle!

A od 3 lat jest poprawa o 100%. :-)

U mojego Starszaka to była właściwie niekończąca się historia – kończył mu się katar, mijały 2-3 dni i znowu dostawał kataru. I tak w kółko. Później dochodził do tego kaszel. I tak cały rok z drobnymi przerwami. Ja miałam dokładnie to samo odkąd zaszłam w pierwszą ciążę, i do tego doszły notoryczne problemy z zatokami…

Dopiero mądra pani pediatra poleciła nam wizytę u alergologa, który znalazł główną przyczynę naszych problemów.

Powodem naszego kataru, kaszlu a nawet niskiej odporności (bo one też ją powodują) są ROZTOCZA KURZU DOMOWEGO a alergenem są ich odchody… :(

Także, kochani, jeśli mierzycie się u Was czy u Waszych dzieci z notorycznym katarem czy suchym kaszlem, problemami z odpornością, poproście Waszych lekarzy o skierowanie na testy alergologiczne. Może ich wynik będzie dla Was wskazówką?! W naszym przypadku częste infekcje wiązały się z tym, że Starszak ma alergię na roztocza, bo one wcale nie pomagają w tym, aby organizm odpierał w 100% ataki patogenów :(

Od naszego alergologa dowiedziałam się też, że w jego praktyce coraz częściej zdarza się, że nawet gdy testy wyjdą pacjentowi ujemne, to jest ryzyko, że mimo to jest on uczulony na roztocza kurzu domowego. :( Moja dobra znajoma mierzyła się z takimi samymi objawami jakie miałam ja. Zrobiła testy, które nic nie wykazały. Mimo to lekarz alergolog zrobił jej test prowokacyjny, podając roztocza do nosa, i jej organizm zareagował na nie silnym kichaniem, katarem i kaszlem, i dostała takie samie zalecenia jakie my dostaliśmy. U niej rewelacyjnie sprawdził się też MiteLess. Więcej o tych zaleceniach piszę niżej.

A co to są te: „roztocza” i skąd one się wzięły? To są mikroskopijne organizmy, które żyją m.in. w kurzu domowym. Idealnymi warunkami dla ich rozwoju jest temperatura powyżej 22 stopni Celsjusza i wysoka wilgotność. Niestety, osoby na nie uczulone mają z nimi problem przez cały rok, jednak problem jest najbardziej dla nich dotkliwy jesienią i wczesną zimą. Rzadziej wtedy wietrzymy mieszkania i ogrzewamy je dodatkowo, czyli sprawiamy, że stwarzamy tym pajęczakom idealne warunki dla bytowania i rozmnażania :(

Czym się żywią roztocza? Roztocza odżywiają się ludzkim złuszczonych naskórkiem i również zwierzęcym naskórkiem, jeśli w domu przebywają zwierzęta. Roztocza są obecne m.in. w materacach, poduszkach, w łóżkach, dywanach, w meblowej tapicerce, w pluszakach, kocach, etc. Są właściwie wszędzie.

A jakie dostaliśmy zalecenia? Co nam pomogło?

1) Wymieniliśmy całą naszą pościel!

Po analizie doszliśmy do wniosku, że to w niej musi być najwięcej roztoczy i ich odchodów, bo one również uczulają. Największy katar i kaszel obserwowaliśmy właśnie wieczorami, w nocy i nad ranem, czyli wtedy, gdy byliśmy w najbliższym kontakcie z pościelą i łóżkiem :(

Na początku kupiliśmy taką pościel, którą można prać w 60 stopniach Celsjusza. Z syntetycznym wypełnieniem, bo takie właśnie nadaje się do prania w wyższych temperaturach. Jestem zdania, że to wyjątkowo miłe, że rodzina podarowała nam kiedyś pościel z pierza ;-), ale sam fakt, że miała ona już np. 10 lat dyskwalifikowała ją w moim odczuciu do jej używania, także był w końcu pretekst do zmiany.

Później jak zaopatrzyliśmy się w MiteLess, to zdecydowaliśmy się na zakup kompletu porządnej pościeli z pierza, bo taka na zimę jest w moim odczuciu najlepsza, ale gdyby nie to urządzenie, to pierze u nas nie miałoby racji bytu, bo taka pościel z pierza to najlepsze siedlisko dla roztoczy. Teraz śpię pod pościelą z pierza i nie mam najmniejszy objawów alergii na roztocze, a 3-4 lata temu bez MiteLess’a to był dramat! Katar i suchy kaszel non stop i nigdy się nie mogłam wyspać, nawet jak spałam 8-9 godzin (ale to mogę policzyć na palcach jednej ręki :P).

2) Zaopatrzyliśmy się w MiteLess.

Słyszałam o tym urządzeniu kilkukrotnie, jeszcze gdy mój M. więcej przebywał poza Polską niż w Polsce. Jego znajomi mieli analogiczne urządzenie dla swojego syna alergika tylko z brytyjską końcówką do gniazdka, byli zachwyceni, ale nie sądziłam, że kiedykolwiek będzie nam to urządzenie potrzebne.

Nie zdziwię się, jeśli nie macie pojęcia czym jest MiteLess, także szybko tylko wytłumaczę. MiteLess działa poprzez emisję impulsów ultradźwiękowych, które przeszkadzają roztoczom. Urządzenie od 60 do 100% zmniejsza koncentrację roztoczy w środowisku, w którym jest zainstalowany. Ja zainstalowałam MiteLess najpierw w sypialni chłopców i naszej, a teraz mam już w każdym pomieszczeniu. Mamy też w samochodzie wersję przenośną MiteLess’a, bo tapicerka w naszym aucie łapie bardzo dużo kurzu. Pierwsze efekty zauważyłam już po 2-3 tygodniach od włączenia, a po 6 tygodniach zupełnie skończył się nasz kaszel i wodnisty katar. Dla mnie ważne było to, że jest bezpieczny dla ludzi. Jest również bezpieczny dla zwierząt domowych. (Jednak my na ten moment takowych nie mamy, chociaż dzieci coraz częściej przebąkują o czworonogu ;-) Ale raczej nie dla nas zwierzę domowe przy naszym trybie życia).

Zasięg jego działania to około 30 m2, czyli 90 metrów sześciennych. Ważne jest, żeby urządzenia niczym nie przykrywać i by było jak najbliżej miejsc, w których może być największa ilość roztoczy.

Oryginalny MiteLess w Polsce kupicie tutaj. Z kodem: ZDROWIE21 dostaniecie go 30% taniej.

Kod działa od dzisiaj do 22 listopada. Przyznam, że mnie się nigdy nie udało go wcześniej kupić w tak dobrej cenie, dlatego jak tylko dzieci pójdą spać, to robię zakupy.

Po 4-6 tygodniach od włączenia MiteLess’a wypierzcie co tylko się da, aby pozbyć się odchodów roztoczy i tego, co po nich zostało od momentu włączenia urządzenia. I zostawcie MiteLess w gniazdku, tak by mógł sobie cały czas działać.

Istnieje szereg naukowych badań, które potwierdzają skuteczność takiego rozwiązania walki z roztoczami kurzu domowego.  Cieszę się, że dystrybutor urządzenia zebrał te informacje w jednym miejscu, byśmy mogli się z nimi zapoznać.

P.S. Nie kupujcie MiteLess’a z niesprawdzonych źródeł. Już kilka razy dziewczyny mi pisały, że kupowały urządzenie w „dziwnym” internetowym sklepie i po tygodniu przestawało działać…Ja na to wtedy nie poradzę. :( Najlepiej kupujcie na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora. Ja mam stamtąd aż 5 urządzeń, w tym jedno przenośne, i wszystkie działają bez zarzutów non stop. Kupiłam też od oficjalnego dystrybutora kilka urządzeń moim bliskim na prezenty gwiazdkowe i działają bez zarzutu do dzisiaj. Ten zakup to jest inwestycja na wiele lat. Ja zabieram MiteLess też na wakacje i włączam do tradycyjnego gniazdka. :-)

Wiem od Was, że odkąd macie MiteLess, to Wasze dzieci też rzadziej chorują. To mnie ogromnie cieszy, a słyszałam, że jest związek alergii na roztocza i częstych infekcji…

Powiem Wam, że dla mnie to było objawienie, kiedy podczas kolejnej wizyty u alergologa dowiedziałam się, że alergia na roztocza może być przyczyną innych często spotykanych chorób, infekcji w tym np. zapalenia zatok, które mnie często nawiedzało. Wg mojej lekarki mogło być tak, że pierwotnie rzeczywiście uczuliły mnie roztocza, jednak następnie nastąpił obrzęk błony śluzowej nosa i były to idealne warunki do rozwoju mikroorganizmów wywołujących chorobę, a one w moim nosie się namnożyły i wyglądało to tak, jakbym miała bakteryjne zapalenie zatok. Ciekawa jestem, czy miewaliście podobne problemy. Analogicznie wyglądało to u mojej dobrej znajomej. Podobno bardzo często się zdarza, że ludzie latami bez efektów leczą „chore zatoki” i mają przepisywane na nie różne medykamenty, na antybiotykoterapii kończąc, a tak naprawdę to powinni oni zrobić sobie test alergologiczny i w przypadku jego dodatniego wyniku leczyć alergię np. na roztocza, gdyż w przeciwnym razie, bez znalezienie prawdziwej przyczyny ich problem będzie cały czas nawracał.

3) Pozbyliśmy się większości pluszaków.

Mieliśmy pozbyć się wszystkich, bo tak zalecała Pani alergolog, ale zdecydowaliśmy się najpierw zmniejszyć ich liczbę i sprawdzić, czy nastąpią jakieś zmiany. Bo opór dzieci był ogromny i matczyne serce pękało, gdy widziałam, jak oni się do nich tulą nie chcąc się z nimi żegnać :(

Niektóre osoby, które nie chcą wyrzucać pluszaków, decydują się na ich zamrażanie w zamrażarce. Temperatura poniżej 16 stopni „unicestwia” je, jak to mówi mój Starszak ;-) Ja natomiast regularnie je piorę w 60-70 stopniach, a później wrzucam do suszarki bębnowej i są gotowe do przytulania. :-)

4) Większość sprzętów do odkurzania mieliśmy już z filtrem HEPA, także te zmiany nam odeszły, ale to istotna zmiana, by wyposażyć się w urządzenia właśnie z filtrami HEPA.

W przypadku alergii na roztocza i np. alergii na pyłki warto zaopatrzyć się w odkurzacze i oczyszczacze powietrza z filtrem HEPA, który zatrzymuje nie tylko takie zanieczyszczenia jak smog czy brzydki zapach, ale również np. odchody roztoczy (należy pamiętać, że one też uczulają) i pyłki traw. Bez oczyszczaczy powietrza nie dałabym rady latem, gdy moja alergia na pyłki szaleje jak opętana! :( Dodatkowo – nasz oczyszczacz ma funkcję neutralizowania wirusów obecnych w powietrzu. Rzecz jasna – nie zneutralizuje wszystkich cząsteczek, natomiast zdecydowanie mniejszy ich liczebność i jest duża szansa, że np. w przypadku gdy jeden z domowników choruje, to pozostała część rodziny ustrzeże się przed chorobą, bo nie będzie miała styczności z aż tak dużą „ilością” wirusa w powietrzu, które wdycha.

Poza tym – szczerze? W Krakowie, w jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast Polski nie wyobrażam sobie nie mieć oczyszczacza ze względu przede wszystkim na smog, który truje mieszkańców. :(

5) Stosuję olejki eteryczne – od września aromaterapia u nas działa pełną parą!

W przypadku kataru czy to spowodowanego alergią czy też infekcją polecam Wam olejek tymiankowy i sosnowy. (Warto skonsultować z lekarzem). Cudowny jest też olejek z jodły. Ja zawsze wieczorem robię mój wieczorny rytuał: robię tzw. obchód mieszkania, jak to mówi mój M. :D Jeśli stan powietrza w Krakowie pozwala, to dzieci zaprowadzam do łazienki na wieczorne szorowanie. ;-) Ja wtedy otwieram wszystkie okna, robię przewiew min. 10-15 minut, sprawdzam czy żadne z dzieci nie wyłączyło mi z kontaktu MiteLess’a (to domena Teośka, który uczy się ostatnio stania na rękach i trenuje przy każdej możliwej ścianie wyłączając mi nieopatrznie z gniazdek wszystkie możliwe sprzęty :D). Po wywietrzeniu mieszkania dodaję do każdego dyfuzora 2-3 krople olejku tymiankowego i sosnowego, które uwalniają się z dyfuzora do 30 minut. Następnie dzieci kładę do spania.

Jeśli nie macie dyfuzora, to można dodać olejek do garnka z gorącą wodą bądź np. do kominka aromaterapeutycznego.

6) Jak tylko pojawia się u moich dzieci kichanie i mam podejrzenia, że jest o krok od infekcji, to robimy inhalacje z suszonych młodych pędów sosny, szałwii i majeranku.

Ja często takie inhalacje stosuję co 2-3 dni nawet gdy nie jestem przeziębiona. Bardzo dobrze działają na moje zatoki i lepiej mi się po inhalacji oddycha. Czasami dodaję do mieszanki również babkę lancetowatą, korzeń prawoślazu i miodunkę płucną.

Uwielbiam naturalne metody wspierania organizmu i u nas sprawdzają się z powodzeniem.

Zdrówka dla Was i Waszych pociech tej jesieni i zimy!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli ktoś z Waszych bliskich mierzy się z podobnymi problemami możecie go też udostępnić. Dziękuję! :*

Podobne wpisy