6 rzeczy, dzięki którym wszyscy rzadziej CHORUJEMY (a ja nie zarażam się od dzieci!)

napisała 25/11/2021 Post powstały przy współpracy

Powiem Wam, że aż boję się napisać kolejnych kilka zdań, bo jak to się mówi: „boję się zapeszyć!” ;-) Ale umówmy się, że napiszę to szeptem i zostanie to między nami, i dzięki czemu nie wywołam wilka z lasu. :P

Otóż o dziwo, nie licząc jednego epizodu związanego z moim dwudniowym katarem, co miało miejsce 3-4 tygodnie temu, to trzymam się w zdrowiu! Dlaczego jestem w lekkim szoku? Bo z kim nie rozmawiam to albo jest właśnie po infekcji, albo w trakcie albo coś go zaczyna rozkładać. Co się dzieje w tym roku z infekcjami? Nie mam zielonego pojęcia! Ale jest źle. Jak to jakiś czas temu podsumowała moja internistka:

– Ja nie pamiętam, żeby kiedykolwiek było tak źle.

Dlatego też przychodzę do Was dzisiaj z moimi pewniakami. Część z nich jest już z nami od dawna, część odkryłam dzięki Waszym poleceniom i zostały ze mną na stałe. I nie oddam. :P Jak to się mówi. Ale podzielić się z Wami mogę. Mam nadzieję, że ulżą Wam w tym infekcyjnym czasie, bo są naprawdę skuteczne. Oczywiście zakładam, że jest z Wami codzienna porcja witaminy D3, kwasów omega, pamiętacie też o czarnuszce w diecie, nie zapominacie o warzywach i owocach.

Ale co jeszcze możemy zrobić, by skrócić czas trwania infekcji bądź nie zarazić się od domowników?

1. „Nie rozsiewamy wirusa” po całym domu i nawilżamy powietrze.

Ponad rok temu podczas wizyty domowej u moich smyków Pan doktor, który nas odwiedził, poruszył bardzo ważny aspekt dotyczący zarażania się od domowników i chorowania. Na moje pytanie, dlaczego przeziębienie nie chce odpuścić i trwa tak długo powiedział coś w stylu.

– A mimo że nie wychodzi Pani teraz z dziećmi z domu, to pamięta Pani o tym, abyście wszyscy regularnie myli ręce i regularnie w miarę możliwości przecierali blaty i te powierzchnie, których dotykacie? Bo pacjenci się często dziwią, że jak jedna osoba zaczyna chorować w domu, to później wszyscy się zarażają. Brak regularnego mycia rąk, którymi dotykamy tego wszystkiego, czego i inni dotykają, to najszybszy krok do infekcji a później do reinfekcji. Reinfekcja to nic innego jak ponowne zakażenie tym samym zarazkiem, świadczące o braku odporności swoistej na ten patogen.

I od tamtej pory ja bardzo mocno tego pilnuję, jeśli ktoś z nas choruje, by każdy z domowników mył często ręce. Dodatkowo często wietrzę całe mieszkanie. A gdy ja sama męczę się z jakąś infekcją a reszta towarzystwa jest zdrowa, to idę nawet o krok dalej i śpię w innym pokoju. Wiem, że nie każdy ma taką możliwość. Żeby nie było – ja też nie mam osobnego pokoju, w którym mogę się schować. ;-), ale wybieram wtedy sofę w naszym salonie, by przez noc nie rozsiewać zarazków na resztę pomieszczeń. A z samego rana robię mega-wietrzenie. ;-) Pamiętam, że lekarz, który uświadomił mnie wtedy w temacie reinfekcji, powiedział też, że noszenie przez dorosłego z infekcją maseczki w domu, nie jest przesadą. Zmniejsza wtedy ryzyko zarażenia się innych domowników, szczególnie jeśli kaszle i ma duży katar z kichaniem na czele.

Dodatkowo – warto zadbać o to, by wilgotność w pomieszczeniach była na odpowiednim poziomie. Zaleca się 40-60% nawilżenia. Dla mnie 60% nawilżenie to odrobinę za dużo, jedno w naszym mieszkaniu nawilżenie powietrza oscyluje w granicach 45-50% i wtedy czuję, że np. śluzówka w nosie mi nie wysycha, a jak wiadomo – sucha śluzówka nie jest pożądana.

2. W przypadku infekcji moje dzieci piją tłoczony sok z czarnego bzu.

Jakiś czas temu znajoma podarowała nam swoje tłoczone soki z czarnego bzu, ale zbiory nam się już pokończyły i teraz muszę posiłkować się sokami, które kupuję od gospodarzy, którzy robią takie soki na własny użytek. Powiem Wam, że nie jest takie soki znaleźć łatwo, ale robię, co mogę. ;-)

W temacie soku z bzu i infekcji  – jest już udowodnione, że fitochemikalia z bzu czarnego zwalczają infekcje grypy wykazując silne i bezpośrednie działanie przeciwko drobnoustrojom wywołującym grypę. Jeśli macie więcej czasu, to polecam Wam zgłębić ten temat. To otworzyło mi oczy, jak niektóre naturalne produkty potrafią wspierać nasz organizm w walce z drobnoustrojami.

3. Preparat do gardła z trypsyną i glicerolem.

Z preparatów, które rzeczywiście działają polecam Wam spray do gardła z trypsyną i glicerolem. Trypsyna w tym produkcie ma naturalne pochodzenie i jest to enzym pozyskiwany z dorsza atlantyckiego. Efektywnie hamuje zdolność wirusów do wiązania się i infekowania komórek. Z kolei glicerol tworzy barierę, która wyłapuje i izoluje wirusy. Ja stosuję go od razu, jak tylko czuję takie jakby lekkie drapanie w gardle, bo to w moim przypadku zawsze zwiastuje początek infekcji. Świetnie sprawdza się też w przypadku mojego Starszaka, który mam wrażenie, zawsze ma bardzo podobny przebieg infekcji wirusowych do mnie. Najpierw mamy drapanie w gardle, kichamy na potęgę, później pojawia się katar i kaszel, a resztę historii to już znacie. :-)

Z tego co wiem, to na rynku jest chyba jeden jedyny preparat z takim składem i jest dostępny w większości aptek. Szukajcie go po nazwie ViruProtect STADA. Jest to wyrób medyczny w postaci spray’u do gardła, który wykazuje działanie przeciwwirusowe i dzięki swoim składnikom tworzy taką jakby barierę, która blokuje wchłanianie wirusów do organizmu przez śluzówkę.

Duży plus za to, że nie ma w składzie żadnego cukru ani słodzików, ani też konserwantów czy alkoholu. Ja mam wybitnie dużą skłonność do chrypki i on mnie od miesiąca ratuje. Ja go stosuję profilaktycznie i zawsze, gdy wychodzę ostatnio z domu i idę do miejsc, gdzie przebywają inni ludzie, i zawsze w przypadku pierwszych objawów infekcji, żeby skrócić czas trwania przeziębienia. Chociaż przyznam, że stosowany u mnie w sytuacji jak tylko czuję nawet lekkie drapanie w gardle (które kiedyś zwiastowało infekcję na całego…), sprawia, że na drapaniu w gardle się kończy. Odpukać – mój Starszak i Junior też coś kilka razy ostatnio narzekali na drapanie w gardle, ale ja nie zwlekałam ani chwili i od razu psiknęłam im do gardła. I też u nich nie poszła ta infekcja dalej. Przypadek? No chyba nie wydaje mi się patrząc na nasze doświadczenia z sierpnia i września… Jak przeczytałam na opakowaniu – ViruProtect STADA tworzy barierę ochronną w gardle która blokuje wchłanianie do organizmu wirusów dostających się do organizmu przez nos oraz przez usta i skraca o 3 dni czas przeziębienia w sytuacji zainfekowania, łagodzi objawy infekcji i łagodzi ból gardła. U nas by się to zgadzało. Zresztą – przeczytajcie informacje z oficjalnej strony tego preparatu. Tam jest jego działanie dokładnie opisane. Preparat ViruProtect STADA mogą stosować osoby dorosły i dzieci w wieku powyżej 4 lat.

 4. W trakcie infekcji nie pijemy czarnej herbaty!

Nie było mi z niej łatwo zrezygnować, bo ja jestem nie tylko kawoszką, ale też herboszką. ;P Ale od jakiegoś czasu piję tylko owocowe herbaty i ziołowe. A lipowa w czasie infekcji to tzw. „złoto”!

Poradziła mi to kilka tygodni temu pediatra moich dzieci sugerując, że składniki czarnej herbaty mocno wysuszają śluzówkę jamy ustnej i gardła, a tego w trakcie infekcji nie chcemy, szczególnie jeśli dotyczy to infekcji gardła. Wręcz powinniśmy ją nawilżać.

Także ja bazuję teraz jesienią głównie na herbacie owocowej, najchętniej malinowej. I z dodatkiem własnoręcznie robionych soków/syropów malinowych! :-) Cieszę się, że latem ubiegłego roku zrobiłam tak dużo malinowych przetworów. Jeszcze wtedy na kilogram ekologicznych malin płaciłam 7 złotych! W tym roku kilogram kosztował 12 złotych, co przy 50 kilogramach malin, jakie przerobiłam w zeszłym, daje dało mi bardzo dużą oszczędność.

5. Mimo wszystko ograniczam do minimum dezynfekcję rąk silnymi produktami dostępnymi w miejscach publicznych i preferuję dokładne + regularne mycie rąk.

A jeśli gdzieś podróżuję pociągiem i trudno jest o dostęp do czystego miejsca z umywalką, to stawiam na własne spray’e do dezynfekcji rąk i ściereczki. Po ostatnim roku z wiadomym wirusem w tle skóra moich dłoni była w dramatycznym stanie. I to nie dlatego, że z uporem maniaka codziennie dezynfekowałam dłonie. Ale wystarczyło dla mojej skóry, że 2-3 razy zdezynfekowałam dłonie i skóra moich dłoni po tym epizodach wracała do stanu sprzed przez dłuuugi czas…

6. Korzystamy z mocy olejków eterycznych.

Jakiś czas temu zaopatrzyłam się w dyfuzor do olejków, w dobrej jakości olejki eteryczne [niestety, te olejki które można znaleźć w aptekach za 5-10 złotych nie zakwalifikowałabym ich do dobrych :( ] Warto poszperać po internecie i znaleźć takie, których jakość jest naprawdę wybitna i wtedy ich działanie również takie będzie.

Z olejków, które stosujemy polecam Wam olejek tymiankowy, sosnowy, oregano, jodłowy, pomarańczowy, z trawy cytrynowej. Tak naprawdę temat olejków eterycznych to temat rzeka. Może bylibyście chętni, abym bardziej go Wam przybliżyła, jeśli nie jest Wam znany jeszcze? Później i tak wejdziecie w rewiry bardziej profesjonalne i specjalistyczne, i tego Wam życzę. :) Olejki eteryczne mają moc! :-)

Mam nadzieję, że moje dzisiejsze polecenie zdadzą i u Was egzamin. Życzę Wam przede wszystkim zdrowie tej jesieni i zimy!

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie kciuk pod facebookowym postem. :* Podzielcie się ze mną, co u Was sprawdza się przy wspieraniu zdrowia i odporności w Wasze rodzinie. Sprawdzonych sposobów nigdy za wiele! :-)

🙏

Podobne wpisy