7 poważnych błędów, które popełniają rodzice wybierając BUTY dla dziecka❗

napisała 14/03/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Główną bohaterką a zarazem inspiracją do napisania dzisiejszego postu jest moja 15 miesięczna Gaia, którą nazywany w naszej rodzinie „Gazelą” ;-) W przeciwieństwie do moich chłopców to osobnik, któremu ze wszystkim było od samego początku spieszno :P

Dziewczyna w wieku 5 miesięcy już samodzielnie siedziała. W wieku 7 miesięcy zaczęła wstawać, a w wieku 8 miesięcy już samodzielnie stała na wyprostowanych nóżkach. Mając 11 miesięcy już biegała! Istne szaleństwo dla mnie. Ale przyznam się Wam bez bicia, że to wcale nie był u mnie powód do matczynej dumy ;-) Ja się autentycznie bałam tego jej nader szybkiego rozwoju motorycznego i upatrywałam w nim … pułapek. Dopiero nasza pani pediatra uspokoiła mnie, że nie powinnam się martwić i mam przede wszystkim nie panikować! Że jedyne co mi pozostaje, to ten jej szybki rozwój wspierać najlepiej jak tylko potrafię. I od tamtej pory tego się trzymam!

A co się stało, gdy nasza rodzina dowiedziała się, że Gaia już zaczyna samodzielnie stać i niebawem zacznie chodzić? Kochająca rodzina, jak to z kochającymi rodzinami bywa, zaszalała zakupowo! :D Nagle w Gaiutkowej komodzie pojawiły się buciki z jednorożcami, kapcie z syrenkami i kozaczki z różowymi motylkami! Ich cechą wspólną był różowy kolor i dużo ozdób :D Czy miały one inne zalety? I to jest właśnie kwestia sporna ;-) Wiem, że te buciki były podarowane z dobrego serca, dlatego mam nadzieję, że rodzina mi ten dzisiejszy post wybaczy :P, ale uprzedzałam, że się pojawi. A dzisiejszy post to idealna okazja do tego, aby podzielić się z Wami listą głównych błędów, które popełniają rodzice i ich rodzina przy wyborze pierwszych (i nie tylko) butów dla dziecka. Wszystko dla zdrowia tych najmłodszych, prawda?

Partnerem dzisiejszego postu są moje dzieci, których obecność nauczyła mnie najwięcej, a także marka Elefanten, znana z tego, że wspiera prawidłowy rozwój stóp dzieci i nie uznaje kompromisów w tej kwestii. Pierwszymi bucikami mojego Starszaka były właśnie „Elefanteny”, które do dzisiaj trzymam w sekretnym pudełku, jako pamiątkę mojego syna z jego pierwszego roczku. Sentymenciara ze mnie bez dwóch zdań ;-)

No to lecimy z koksem. Teraz będzie prawda w oczy, jak to się potocznie mówi! ;-)

7 głównych błędów związanych z kupowaniem butów dla dzieci!

1. Kupowanie bucików dziecku, które nie stoi, nie chodzi, ale zaczęło … siedzieć! :-)

To jest bardzo powszechny błąd, który popełniają młodzi rodzice i ich rodzina również. Z tej całej ekscytacji związanej z rozwojem ruchowym dziecka zapominają, że pierwsze „buty do nauki chodzenia” są przeznaczone dla dzieci, które … zaczynają chodzić. No właśnie! Dziwny ten zwrot – „buty do nauki chodzenia”! To brzmi co najmniej tak, jakby te buty uczyły dziecko chodzić, tymczasem ono samo uczy się chodzić, nawet bez butów! ;-)  Wracając do tych pierwszych butów – nie ma sensu zakładać ich na stopy dziecka w momencie, gdy dziecko dopiero siedzi albo tylko czasami samodzielnie stanie na jedną nóżkę. Pozwólmy tej małej stópce rozwijać się prawidłowo, swoim torem, i niech ta stópka najpierw wyczuje to podłoże i związane z nim odczucia, a dopiero gdy szkrab zaczyna stawiać pewniejsze pierwsze kroki, to pomyślmy o właściwych bucikach. Na pewno nie w wieku 5 miesięcy ;-)

Ponadto ja jestem zdania (i wielu specjalistów również, z tego co się orientuję), że w domu buciki nie są dziecku potrzebne. Niech ono te pierwsze kroki stawia bez butów, a dopiero gdy planujemy pierwszy spacer na zewnątrz i jego stopa potrzebuje zmierzyć się z różnorodnym dla niego podłożem, to wtedy zdecydowanie warto pomyśleć o odpowiednim obuwiu dla dziecka.

2. Kierowanie się wyglądem bucika (i wyglądem wyłącznie …).

Znam przypadek, w którym roczne chodzące już dziecko miało na stopach wyłącznie buciki, na których było widać Księżniczkę Elsę, ewentualnie w ostateczności Barbie. Mama dziewczynki nie uznawała innych bucików i twierdziła uparcie, że obecność tych dwóch postaci świadczy o tym, że te buciki są na pewno najwyższej jakości. Na nic zdawały się moje tłumaczenia, że to jest jednak „trochę” inaczej ;-)

Jasne, wygląd bucika jest ważny. A im dziecko jest starsze tym ten wygląd jest ważniejszy, znacie to, prawda? ;-) Jednak to od nas rodziców zależy, czy dokonamy prawidłowego wyboru obuwia, które nie tylko ładnie się prezentuje na stopie, ale również … wspiera rozwój stopy!

3. Kupowanie bucików sztywnych, za kostkę, wyglądem przypominających obuwie ortopedyczne, bo takie jest podobno … najbezpieczniejsze.

Taki właśnie mit jeszcze panuje wśród starszych pokoleń i bywa przekazywany młodszemu pokoleniu, mówiący o tym, że pierwsze buciki dla dziecka mają być najlepiej za kostkę, sztywne (aby tę kostkę przytrzymywać) i mają chronić stopy przed kamieniami, stąd podeszwa ma być twarda, by te stopy chronić. Tak właśnie wyglądały moje pierwsze buciki, podobno! Dziwię się, jak ja w nich chodziłam, ale jak to mówi moja mama – dla dziecka przeszkód nie ma, to i z tymi butami jakoś sobie musiałam radzić ;-)

I smutne jest to, że nadal takie obuwie bywa produkowane przez niektóre firmy. Tymczasem powinno być zupełnie odwrotnie – buty wcale nie muszą być bardzo wysokie i sztywne. Co jest natomiast ważne to to, aby podeszwa zginała się swobodnie w śródstopiu, by poruszała się bez przeszkód w każdym kierunku i by nie blokowała ruchów skrętnych w obszarze palców.

Oczywiście – w momencie, gdy ortopeda stwierdzi, że obuwie ortopedyczne jest wskazane dla rozwoju stopy danego dziecka, to warto podążać za jego zaleceniami. Jednak jeśli stopa dziecka rozwija się prawidłowo, to nie ma potrzeby „umieszczać” jej w obuwiu ortopedycznym. Warto natomiast zapewnić jej prawidłowy rozwój stopy przy pomocy właściwego, dobrze dobranego i nie blokującego ruchów obuwia.

4. Mierzenie właściwej długości bucika metodą „na palec”!

Z taką metodą spotkałam się w jednym z mniejszych sklepów obuwniczych, w którym dobierałam buciki dla mojego Juniora. Założyłam Juniorowi półbuty, a Pani wsadziła palec za jego piętę i odrzekła radośnie: „Idealne!”

No właśnie, że nie idealne! :D Po pierwsze każdy palec jest inny. Jeden mniejszy, drugi większy i jakim cudem włożenie palca z tyłu buta, będzie sygnałem, że rozmiar jest dobry? Po drugie – a co jeśli stópka dziecka ma przy palcach jeszcze centymetr luzu, bo dziecko nie włożyło stopy do końca? Nigdy nie stosujcie metody „na palec”. Jest złudna.

Wyznacznikiem perfekcyjnego dopasowania buta jest jego odpowiednio dobrana długość, którą otrzymuje się po dodaniu do długości stopy od 12 do 15 mm. Ta dodatkowa przestrzeń dzieli się na przestrzeń przesuwu i przestrzeń wzrostu. Przestrzeń przesuwu, która wynosi od 6 do 9 mm, gwarantuje palcom swobodę podczas chodzenia i zapobiega deformacji stopy. Przestrzeń wzrostu stanowi rezerwę dla rosnących stóp. Aby się nie pogubić w „rozmiarowych meandrach” z pomocą wszystkim rodzicom przychodzi marka Elefanten.  Buciki Elefanten opierają się na systemie T3 łączącym w sobie 3 cechy. Pierwsza to system WMS, gwarantujący idealne dopasowanie buta do stopy, druga to naturalnie wyprofilowana wkładka, która wspomaga rozwój stopy oraz trzecia to system Multi-Flex, dzięki któremu but jest nadzwyczaj elastyczny.

Przyznam się Wam, że dla mnie mierzenie stóp mojej trójki i dobieranie odpowiedniego rozmiaru zawsze wiązało się z duuużą dozą niepewności i trochę zgadywaniem. Mierzenie na drewniany patyczek nigdy mnie nie przekonywało, bo nigdy nie wiedziałam, czy patyczek jest w odpowiednim miejscu palców i ile (kurczę pieczone!), mam dodać jeszcze naddatku. Dopiero w grudniu przy kupowaniu „Elefantenów” dla Gai dowiedziałam się, że w każdym Deichmannie jest przyrząd do pomiaru stóp dzieci w oparciu o system WMS i on robi za rodzica całą robotę, czyli określa dokładną długość i tęgość stóp. Klasyfikacja ta odgrywa ważną rolę przy doborze odpowiedniego rozmiaru obuwia. Tylko tak dobrany but zapewnia stabilność stopy podczas chodzenia i wspomaga jej prawidłowy rozwój.

A tak na marginesie – wiedzieliście, że z wadami stóp rodzi się podobno zaledwie 2% dzieci, ale już w wieku dorosłym aż 60% z nich ma wady stóp?! O czym to może świadczyć? M.in. o tym, że pomiędzy wiekiem niemowlęcym a dorosłym dzieje się jakiś kataklizm z niemal 60% dziecięcych stóp! A stopa małego dziecka jest nadzwyczaj elastyczna, co znaczy, że jeśli będziemy ją w dzieciństwie wciskać w źle dobrane i uszyte buty, to ona się do tych butów po prostu dopasuje i skutecznie zdeformuje.

Przyrząd pomiarowy nie tylko mierzy stopę i od razu określa rozmiar buta (już wliczając w to odpowiednią przestrzeń przesuwu i przestrzeń wzrostu, która jest tą potrzebną rezerwą dla rosnących stóp), ale też określa szerokość stopy. Jeśli dziecko ma szczupłą stopę, to but nie może być za szeroki. Wtedy bez odpowiedniej stabilizacji stopa przesuwa się do przodu i ulega deformacjom. W takim przypadku należy wybrać but o tęgości S. Natomiast jeśli dziecko ma szeroką stopę, to należy wybrać tęgość M lub W, aby bucik nie uciskał stópki dziecka. Bo stopy dwojga różnych dzieci mogą być tej samej długości, lecz różnią się zazwyczaj szerokością i wysokością podbicia.

Ja sobie wzięłam z Deichmanna taką podręczną czerwoną miarkę z działu dziecięcego, którą można „na legalu” sobie zabrać do domu, zmierzyć stopę dziecka w domu i też mieć pewność, jaki rozmiar kupić, jeśli na zakupach jest się akurat bez dzieci. P.S. Zakupy bez dzieci – marzenie! :D Lepsze niż wakacje w tropikach :D ;-)

5. Kupowanie butów w „lumpeksie” bądź przekazywanie bucików ze starszego brata na młodszego.

Tutaj mi się zapewne od wielu z Was oberwie, ale i mi się oberwało przed trzema laty, kiedy „pochwaliłam” się panu ortopedzie, że Junior buciki, które ma na sobie, ma po starszym bracie. Pan ortopeda zadał mi kilka podchwytliwych, ale sensownych pytań, po których sama już wiedziałam, że buty po bracie to nie jest najlepszy pomysł. Pan ortopeda powiedział, że w „ostatecznej ostateczności” można buciki przekazywać młodszemu pokoleniu, ale tylko kiedy mamy pewność, że poprzedni właściciel nie miał np. dermatologicznych chorób stóp i o ile zaopatrzymy kolejnego właściciela w nowe wkładki, a stare wyrzucimy. Ale był sumarycznie zdania, że buty już noszone przez inne dziecko nie będą miały szans dopasować się do stopy nowego właściciela, są już częściowo zdeformowane i odradzał stanowczo to rozwiązanie. No i wyleczył mnie z nawyku przekazywania obuwia pomiędzy moimi chłopakami. W czym popiera mnie w 100% mój Teodor, który mawia: „Mama, a kto chciałby nosić „gacie po tacie i starszym bracie?” ;)

6. Niezwracanie uwagi na materiał, z którego wykonane są buty.

W lutym kupiłam sobie w internecie trampki, w których się zakochałam. Tak, ja z tych osób, które nawet zimą chodzą w trampkach. I to bez skarpetek. #TrueStory ;-) Wyglądały one genialnie, ale po godzinie ich noszenia w jednym z centrów handlowych podziękowałam tym trampkom za współpracę i odesłałam bez żalu. Materiał, z którego były zrobione, totalnie nie przepuszczał powietrza! A moja stopa po ich zdjęciu była cała „zaparzona”.

Mniej więcej to samo dzieje ze stopami dziecka, które „zapakowane” są w buty z nie oddychających materiałów, które zamiast zapewniać wentylację, zapewniają stopom saunę.

Człowiek mądry po szkodzie! I mimo mojego wieku i ja dałam się złapać na „wygląd”. Dzieci natomiast nie zakomunikują nam, że stopa im się „zaparza”! Dlatego tym bardziej musimy dbać o to, z czego buty są wykonane.

7. Traktowanie zakupu butów dla dziecka na równi z zakupem kolejnej zabawki.

Spotkałam się na jednym z „mamowych forów” z twierdzeniem, że z zakupu butów dla dziecka robi się aferę, a podobno wystarczy je … kupić. A jak nie będą dobre te, to następne będą lepsze i tyle.

Otóż ja jestem zdania, że jest … zupełnie odwrotnie! Dla mnie zakup pierwszych butów dla dziecka i zakup kolejnych par jest naprawdę ważny! Dlaczego? Bo w butach przechodzimy pół życia i jestem zdania, że zarówno buty jak i materac, na którym śpimy, odgrywają ogromną rolę w komforcie naszego życia :-)

Myślę sobie teraz głośno – niezaprzeczalny jest fakt, że pierwsze buty dla dziecka i kolejne również są wybitnie istotnym „punktem programu” każdego dzieciństwa. I obalę za moment argument, że (cytuję): „szkoda pieniędzy na buty, które i tak trzeba zmieniać co 2-3 miesiące, bo w pierwszych latach życia dziecka stopa szybko rośnie i potrzebny by był majątek, aby nadążyć za tymi zmianami.”- co kiedyś przeczytałam w internecie. Moja dobra koleżanka zaproponowała swojej rodzinie genialne rozwiązanie! Ponieważ jej rodzina dopytywała, co może jej córci sprezentować na roczek, to Andzia poprosiła najbliższych o cegiełkę na buty na najbliższy rok dla jej córy! Potraktowała buty jako inwestycję w zdrowie swojego dziecka, co ja „propsuję”, jak to się kolokwialnie mówi. Popieram w sensie ;-) Podobnie zresztą planuje zrobić na drugie urodziny, bo rodzina już się dopytuje o propozycje prezentowe.

Nie wiem, jak Wy na to patrzycie, ale buty zarówno moje osobiste jak i moich dzieci to inwestycja przede wszystkim w zdrowie i dobre samopoczucie. Kiedy mam na nogach fatalne buty (a zdarzało się!) to cały dzień mam do kitu i jedyne, o czym marzę, to je … ściągnąć… ;-)

Partnerem mojego apelu a także beztroskiego dzieciństwa i prawidłowego rozwoju małych stópek jest marka Elefanten, którą znajdziecie w sklepach Deichmann. Tutaj znajdziecie pełną ofertę butów Elefanten, w tym buciki, które ma na sobie Gaia na zdjęciach. Nasza „Gazela” ;-) śmiga w nich od ponad tygodnia, a matka z wywieszonym językiem ledwo za nią nadąża ;-) 

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli macie ochotę puścić go dalej w świat lub nie chcecie zgubić informacji w nim zawartych możecie go udostępnić – z góry dziękuję! :*

Podobne wpisy