Ahoj, przygodo! – DUBLIN

napisała 10/09/2014 Podróżniczo, Szczesliva podróżuje

Dublin zaskoczył mnie tym razem. Po pierwsze piękną pogodą, po drugie przewracającym mnie i urywającym kapelusz wiatrem, po trzecie mewami, które w parkowych stawach udają kaczki, aby otrzymać kawałek suchej bułki i kwaczą jak najęte ;-)

Dublin nie jest miejscem dla rodzin z małymi dziećmi, które szukają tutaj atrakcji w centrum stolicy Irlandii. Wiedziałam o tym zanim tutaj przylecieliśmy. Moje poprzednie wspomnienia z Dublina są dość monotematyczne – dobre imprezy, równie dobra muzyka i całkiem dobre międzynarodowe towarzystwo. W sam raz dla singli ;-)

Nie nudziliśmy się, o nie! Uwielbiam dublińskie wąskie, brukowane uliczki w Temple District, pochowane małe i klimatyczne knajpki, cukiernie z oszklonym patio, kawiarnie z pyszną, ekologiczną kawą. Mogłabym tak wymieniać bez końca. Jednak mój Syn się wynudził. E-wi-den-tnie. Jego nie obchodzą magiczne miejsca. On chce mieć kilometry przestrzeni dla siebie i ludzi, w których mógłby wpadać a póżniej kosić ich przepraszająco skradającym serce uśmiechem ;-)

Dla mnie Dublin to idealne miejsce na zakupy. Jest tutaj LUSH, który dobrze pamiętam sprzed kilku lat, gdy mieszkałam w Anglii. Jest tutaj River Island, którego nie uświadczę w Krakowie. I Kiehl’s jest! [ Ola – moja droga czytelniczko, dzięki za polecenie genialnego kremu pod oczy!]. Przy okazji Kiehl’s otwiera się w Polsce! Gratka dla kosmetykoholików ;-) Grunt, że nasze wakacje był w sieprniu i mogłam conieco złowić w sklepach. Od września wdrażam na poważnie minimalizm i nie folguję sobie w aspekcie kupowania.

Z Dublina zapamietałam genialne fish & chips w Madigen’s na O’Connell Street. Pyszne cappuccino i scone with jam w The Woollen Mills. Genialną obsługę w The Brick Cafe. Cudownie serową Quessadilla w Hard Rock Cafe i bardzo uprzejmych Dublińczyków, którzy naprowadzali mnie na właściwy trakt, gdy zgubiłam się z wózkiem w śródmiejskich parkach ;-)

Przez te kilka dni czułam się jak w innej epoce. Hotel The Gresham momentalnie przenosi człowieka w inne czasy – ja czułam się jak w filmie „Tinker, Tailor, Soldier, Spy. ” ;-) Stare meble, długie i mroczne korytarze i elegancja, do której chyba nigdy się nie przyzwyczaję ;-)

I to już ostatni odcinek naszych wakacji 2014, którym nadałam tytuł: „Ahoj, przygodo!”. Te kilka sierpniowych tygodni było dla nas wyjątkowo intensywnym i rodzinnym czasem. Chętnie będę wracać do naszych zdjęć z Wrocławia, znad naszego pięknego, polskiego morza, Borów Tucholskich, Norwegii i Dublina :-)

P.S. Tutaj zobaczycie nasze poprzednie przystanki: [1], [2], [3], [4], [5].

 

Dublin by szczesliva (29)

Dublin by szczesliva

Dublin by szczesliva (23)

Dublin by szczesliva (19)

Dublin by szczesliva (26)

Dublin by szczesliva (25)

Dublin by szczesliva (16)

Dublin by szczesliva (14)

Dublin by szczesliva (10)

Dublin by szczesliva (12)

Dublin by szczesliva (31)

Dublin by szczesliva (34)

Dublin by szczesliva (28)

Dublin by szczesliva (21)

Dublin by szczesliva (32)

Dublin by szczesliva (36)

Dublin by szczesliva (30)

Dublin by szczesliva (15)

Dublin by szczesliva (13)

Dublin by szczesliva (11)

Dublin by szczesliva (17)

Dublin by szczesliva (9)

Dublin by szczesliva (1)

Dublin by szczesliva (2)

Dublin by szczesliva (27)

Dublin by szczesliva (35)

Dublin by szczesliva (5)

Dublin by szczesliva (4)

Dublin by szczesliva (3)

Dublin by szczesliva (8)

Dublin by szczesliva (37)

Dublin by szczesliva (7)

Dublin by szczesliva (18)

Feel free to read this post in ENGLISH [click]

Ten wpis możesz przeczytać także po ANGIELSKU [click]

Podobne wpisy