Gdy ktoś mówi o „ciężkiej zimie”, to ja mam swoje własne skojarzenie: trzy miesiące temu żyłam normalnie. Trzy miesiące później wyglądałam jak bohaterka taniego horroru o wiecznie nawracającej anginie.
To były czasy… takie, do których absolutnie nie chcę wracać.
Dwa lata temu, dokładnie na przełomie grudnia i stycznia, angina postanowiła urządzić sobie u mnie trzybiesiadę. Trzykrotnie. W równych trzech tygodniowych odstępach. Wiecie, jak człowiek po drugim antybiotyku zaczyna czuć niepokój?
To po trzecim chce mu się wyć do księżyca.
To był klasyczny maraton antybiotyków, w którym brałam udział a z każdym kilometrem było tylko gorzej.
Nic nie zadziałało.
Ani trochę.
Byłam wrakiem człowieka. Miałam wrażenie, że mój organizm zamienił się w pole bitwy, na którym ktoś ciągle podkręca poziom trudności.
Jak trafiłam na temat, o którym wtedy prawie się nie mówiło?
Pamiętam to jak dziś: pewnego wieczoru siedziałam zawinięta pod kołdrą w kulkę, już bardziej zrezygnowana niż chora, i scrollowałam internet w poszukiwaniu jakiejkolwiek nadziei.
Trafiłam wtedy przypadkiem na artykuł o… olejku z oregano. A następnie zaczęłam zgłębiać zasoby pubmed’u, w którym czytałam o badaniach naukowych właśnie z udziałem olejku oregano, który miał potencjał rozprawić się ze „streptokusami”. ;-) Zapewne wiecie już, że angina jest wywoływana przez paciorkowce ( Streptococcus pyogenes).
Gdyby ktoś mi wcześniej powiedział, że będę mieszać olejek z oregano z jogurtem albo sokiem pomidorowym, to bym się zaśmiała. A jednak – w tamtym stanie człowiek robi rzeczy, których normalnie by nie tknął.
Zrobiłam więc zapas w sklepie, w którym miałam pewność, że olejek będzie najlepszej możliwej jakości, i zaczęłam moją przygodę. Pamiętajcie – to nie może być olejek oscylujący w okolicach 10 zł, jaki znajdziecie w aptece. To musi być naprawdę dobry olejek z oregano. Mam nadzieję, że wiecie już, że to, że coś jest sprzedawane w aptece nie znaczy, że jest najwyższej jakości. ;-) Obecnie w aptekach oprócz leków i wartościowych preparatów mamy również tragicznej jakości produkty. Musicie być czujni.
Mój pierwszy raz z oregano (czyli: jak zdesperowany człowiek stworzy każdy koktajl)
Mieszanka wyglądała tak:
– jogurt naturalny albo sok pomidorowy
– oliwa,
– kilka kropli olejku z oregano.
Brzmi dziwnie?
Bo było dziwne.
To było ważne, by olejek nie był rozpuszczany w wodzie, gdyż w wodzie się nie rozpuści. ;-) ze względu na jego oleistość. Musiał zostać rozpuszczony w płynie, z którym stworzy emulsję, by nie podrażnić przewodu pokarmowego, gdyż sam w sobie olejek z oregano jest bardzo silną substancją i musi być rozpuszczany według odpowiednich wskazówek bądź podawany w formie kapsułkowanej.
Pierwszego dnia myślałam, że to jakiś kulinarny sabotaż. Ale po kilku dniach… coś zaczęło się zmieniać.
Tydzień później byłam w szoku.
Po nieco ponad miesiącu – koniec.
Spokój. Cisza. Zero powrotów anginy.
I tak jest do dziś.
Dlaczego o tym piszę? Choć uważnie czytający mój blog zapewne między wierszami już czytali w ubiegłym roku o tym, że przyjmowałam olejek z oregano.
Bo uważam, że szkoda, że o tym nadal mówi się tak mało. Odkąd jestem na kursie zielarstwa i fitoterapii dowiaduję się, o jak wielu rzeczach nie wiem jeszcze, a jak ogromny mają one potencjał we wspieraniu naszego zdrowia…Jest już naprawdę sporo badań wskazujących, że olejek oregano może wspierać organizm w walce z „inwazją” streptococcus, a jednak temat wciąż gdzieś ginie między poradami z lat 90.
A do tego dochodzi jeszcze to, że w formie kapsułek cała sprawa staje się po prostu wygodniejsza.
Tak po ludzku – łatwiejsza do ogarnięcia, kiedy człowiek ledwo żyje.
Dwa lata spokoju
Gdy dziś myślę o tamtym okresie, to mam ochotę objąć siebie z przeszłości i powiedzieć:
„Kochana, zaraz będzie lepiej, tylko trzymaj się oregano.” ;-)
Żebyśmy się dobrze zrozumieli – uważam, że w wielu przypadkach antybiotyki dobrze radzą sobie w przypadku anginy. Nie miałabym śmiałości wchodzić w kompetencje lekarza i uważam, że postępowanie zakładające przyjmowanie antybiotyku w przypadku anginy bakteryjnej jest zasadne. Jednak mój lekarz rozkładał już ręce. Chciał mnie niemalże „natentychmiast” brać na stół operacyjny, gdyż u mnie parametr ASO miał wartości czterocyfrowe. A kolejny antybiotyk sobie nie radził kompletnie. Ja wiedziałam, że temat muszę zacząć drążyć do skutku.
W moim przypadku odpowiedzią był olejek z oregano.

I wiecie co? Rzeczywiście było lepiej.
A przede wszystkim: od tamtej pory ani razu nie wróciła do mnie ta okropna angina.
Jakby ktoś po prostu wyłączył ten koszmarny tryb z mojego życia.
Jeśli więc ktoś z Was przechodzi bądź przechodził przez podobny rollercoaster – ściskam Was mocno.
Każdy z nas musi znaleźć swoją drogę do zdrowia, ale czasem warto usłyszeć, że istnieją rzeczy, o których rzadko się mówi, a które potrafią zrobić ogromną różnicę.







