Coś cennego, czego żadna rodzina NIGDY nie powinna się wstydzić!

napisała 23/05/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Doskonale pamiętam czasy (wcale nie takie odległe, bo miało to miejsce 7 lat temu) kiedy jako singielka musiałam się samodzielnie utrzymać studiując wtedy architekturę w jednej z podhalańskich szkół wyższych jednocześnie pracując w Krakowie za barem.

To są czasy, które nauczyły mnie czegoś bardzo ważnego, co zawsze mam z tyłu głowy. Ale o tym za moment.

Studiowałam w Nowym Targu od poniedziałku do piątku a do Krakowa przyjeżdżałam na weekend, aby pracując za barem zarobić na swoje utrzymanie. Przyznam, że było dla mnie ogromne wyzwanie. Obiecałam sobie wtedy, że nikogo nie poproszę o pomoc i jakoś dam sobie radę. Bywały momenty, że w lodówce miałam dwa plastry sera i jeden plaster szynki, a w szafce jedną bułkę, bo wynajmowanie pokoju w dwóch miastach i bilety autobusowe pochłaniały większość z moich wpływów nie przekraczających wtedy 1000 złotych miesięcznie. Ale zaciskałam zęby i dawałam radę nie dając po sobie poznać, że mam czasami pod górkę. Oszczędzałam na wszystkim, aby każdy miesiąc zakończyć na plusie, a nie na debecie.

Trzymałam się wtedy jednej rzeczy i trzymam się jej do dzisiaj:

Oszczędzanie to żaden powód do wstydu. To oznaka, że rozsądnie gospodaruję moim budżetem!

To właśnie w tamtym okresie nauczyłam się czegoś, czego do dzisiaj bardzo mocno się trzymam: porównuję ceny, zanim dokonam finalnego zakupu. Nie uważam tego za przejaw „sknerstwa”, jak to ktoś kiedyś próbował mi wytknąć. Albo oznakę „zakupowej nadgorliwości”, jak to jeszcze inna osoba próbowała mi wbić kiedyś szpilunię. Porównywanie cen na rynku uważam za przejaw rozsądku i gospodarnego zarządzania budżetem. Nie jestem typem centusia a raczej osoby, która nie lubi, gdy inni mnie robią w balona narzucając ogromne marże.

Począwszy od zabawek, których nie kupuję w pierwszym lepszym sklepie, tylko ich cenę konsultuję dzięki porównywarce cenowej, skończywszy na rachunkach za prąd, które lubię mieć pod kontrolą. Nie znoszę przepłacać. Niektórym może się to wydawać bezsensowne a nawet wstydliwe, ale zanim wydam złotówkę obrócę nią kilka razy w palcach. A jeśli jest szansa, że mogę ją zaoszczędzić nie wychodząc z domu, to ja chcę ją zaoszczędzić.

Powód do wstydu? Nie sądzę! Przejaw ogarnięcia życiowego? No raczej! ;-)

O to, jaki mam stosunek do oszczędzania zapytała mnie Po Prostu Energia, firma (będąca częścią szwajcarskiej grupy ALPIQ), która rozpoczęła unikatową na skalę ogólnopolską sprzedaż energii elektrycznej po preferencyjnych stawkach dla konsumentów detalicznych. Po Prostu Energia jest niezależnym sprzedawcą prądu i przyznam, że idealnie w punkt wytknęła mi coś ważnego w tej kwestii, o czym nie miałam pojęcia:

Nie wiedziałam, że dostawcę prądu można zmienić! Myślałam (o, ja głupia!), że dostawca prądu jest na stałe przypisany do mojej ulicy, przy której mieszkam, i że jest to sprawa przesądzona i nienegocjowalna, i ja muszę tego z góry przydzielonego dostawcy się trzymać.

Otóż bzdura, nic nie muszę!

Zmiany obowiązujące od 2004 roku dla przedsiębiorstw a od 2006 roku dla gospodarstw domowych sprawiły, że nie muszą oni korzystać z usług sprzedawcy prądu, który został z góry narzucony. Często nie zdajemy sobie z tego sprawy i aż 80 % z nas przepłaca za prąd totalnie nieświadomie! Sądzimy, że to co zaproponował nam nasz z góry przydzielony dostawca energii jest obligatoryjne i akceptujemy jego, często wygórowane, stawki.

 

zdj. Krzysztof Żabski

Zastanawiałam się, czy w ogóle powiedzieć Wam, ile zaoszczędzę na energii zmieniając sprzedawcę na Po Prostu Energia, bo wstydziłam się trochę tego, że byłam tak do tyłu nie znając wcześniej swoich praw konsumenckich.

Otóż przy naszym horrendalnym zużyciu prądu oraz klimatyzacji włączonej latem, która zimą pozwala nam dogrzewać nasze mieszkanie. A także przy piekarniku, który chodzi codziennie, bo ja z tych co to lubią piec ciasta i tarty. I czajniku elektrycznym, bo ja z tych, co to herbatę i kawę piją co pół godziny (czego mój Mąż nie potrafi zrozumieć). I moim Mężu, który zapomina o gaszeniu światła w pomieszczeniach, w których już nie przebywa…

Zużywając rocznie prawie 10.000 kWh po zmianie dostawcy zaoszczędzę prawie 1.000 złotych!

I tym tysiakiem zasilę naszą pomału zapełniającą się wakacyjną skarbonkę. I może w końcu uda się nam pojechać na jakieś wakacje, których nie mieliśmy od dwóch lat. Trzymajcie za nas kciuki, bo ja lecę już na oparach energii przy mojej trójce szkrabów :-)

Żeby sprawdzić, ile zaoszczędzicie przy zmianie dostawcy, obczajcie ten kalkulator. On szybko i idealnie oblicza to, ile kasy zostanie Wam w kieszeni przy zmiennych dotyczących Waszego gospodarstwa domowego.

Kamień spadł mi z serca, kiedy dowiedziałam się, że zmiana dostawcy energii elektrycznej jest tak prosta, bezpieczna, szybka i w 100% online. Bo dla mnie wyjście z domu z moją trójką to jest zawsze co najmniej 3-godzinny armageddon. Bez dodatkowych ceregieli i wychodzenia z domu czy pisania tysiąca podań z prośbą o „bla bla bla”. Co mega cieszy, Po Prostu Energia stawia na transparentność i rzetelność zapisów, dlatego nie obciąża Konsumentów dodatkowymi kosztami a zawierana umowa to nie tasiemiec, jak to bywa w niektórych miejscach. A jeśli nie ogarniamy co i jak i wolelibyśmy skonsultować te zmiany, to można wgrać do systemu nasze faktury za prąd i skontaktuje się z nami doradca, który pomoże dobrać najlepsze rozwiązanie oszczędzające nam maksymalnie dużo. 

Ciekawa jestem, czy myślimy podobnie, że oszczędzanie to przejaw zdrowego rozsądku i niemarnowania pieniędzy, a nie powód do wstydu :-)  Duża piąteczka, jeśli myślimy podobnie!

P.S. Zdradźcie koniecznie, gdzie wybieracie się na wakacje w tym roku, bo szukam inspiracji, i powiedzcie na czym udaje się Wam najwięcej zaoszczędzić i dzięki jakim rozwiązaniom!

„To nie pieniądze dają szczęście, ale to, co dzięki nim możesz zrobić ze swoim życiem.”

– Lois P. Frankel.

Partnerem postu jest Po Prostu Energia.

Podobne wpisy