Ważna zasada, która pomaga nam dbać o odporność inaczej niż w poprzednich latach.

napisała 09/11/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Co roku jest ze mną dokładnie to samo. Przychodzi wrzesień i październik, a ja zaczynam pociągać nosem, czuję się śnięta i zastanawiam się, którego dnia jakaś infekcja dopadnie mnie i sparaliżuje na długie tygodnie.

Ale w tym roku było inaczej! O dziwo, w tym roku również moje dzieci wkroczyły w jesień bez kataru i kaszlu, i nie zaliczyły ani jednego przeziębienia nie licząc jednego kataru, który starszak przywlókł z przedszkola. Wiem na 100%, że wdrożenie mojego planu od wiosny pomogło!

Na czym polegał mój plan?

Nie tylko zaczęłam czyścić chłopakom nosy wodą termalną po przyjściu z przedszkola czy spaceru, co miało na celu oczyszczenie śluzówki z zanieczyszczeń i nawilżenie jej (jak wiadomo sucha śluzówka zwiększa podatność na infekcje), o czym zresztą już Wam wspominałam. Ale również:

Postawiłam na właściwą dietę!

Na jaką dietę postawiłam?! Przede wszystkim na dietę naprawdę bogatą w witaminy, a szczególnie w witaminę C!

Podawanie witaminy C latem jest banalnie proste, sami przyznacie. My jak tylko wyjeżdżamy na kilka dni do moich teściów, którzy mają spory ogród, to chłopcy właściwie mogliby zamieszkać w krzakach malin i w truskawkach! Po śniadaniu idziemy zawsze na mały ogródkowy rekonesans i się nam aż uszy trzęsą od tych wszystkich dobroci. Gorzej zimą! Zdecydowanie gorzej! Przynajmniej u nas. Moje dzieci mrożonych malin nie znoszą, a mam ich 1/3 zamrażalnika od teściowej! Pochłaniam je w ilościach hurtowych. Truskawki też tylko świeże chcą jeść, a nie mam sumienia fundować im tych z supermarketów, bo one świecą niemalże na odległość. Z cytrusami się nie polubili, chociaż próbuję.

Co zatem robię? Jesienią i zimą stawiam na soki i nektary!

Pamiętam pewien rytuał każdego lata, który kojarzy mi się wybitnie z moim dzieciństwem. Kiedy nadchodził sierpień, a czarne porzeczki na krzakach dojrzewały, ja wtedy przyjeżdżałam z rodzicami i bratem pod jedną z opolskich wsi, gdzie mieszkali moi dziadkowie, i zaczynaliśmy rodzinne zbiory czarnej porzeczki! Moja babcia miała ponad 50 krzaków w ogrodzie, które trzeba było jak najszybciej “opędzlować”, bo następnego dnia zaczynało się robienie z nich przetworów. Następnie dziadek robił rundkę do wiejskiego sklepu, gdzie kupował kilogramy cukru, i zaczynaliśmy rodzinny maraton z przetworami! Dżemy z czarnej porzeczki i sok z czarnej porzeczki to były gwoździe programu! Następnie obładowani słoikami wracaliśmy do Wrocławia :D

Smak czarnej porzeczki do tej pory kojarzy mi się z dzieciństwem!

Bardzo żałuję, że moja babcia już nie ma krzaków czarnej porzeczki, ale obiecałam sobie, że jeśli kiedyś uda mi się spełnić moje marzenie o posiadaniu domu pod lasem, to sprawię sobie tych krzaków co najmniej dziesięć!

A teraz, posiłkuję się tym, co mam pod ręką! Maliny mrożone z cukrem i śmietaną (taka ciążowa zachcianka :D) popijam nektarem z czarnej porzeczki Tymbarku! Pyszny jest. Przypomina mi smak błogiego dzieciństwa. Smakuje tak wyraziście, jak smakował sok mojej babci. Pewnie wiecie, że czarna porzeczka to źródło wielu witamin, m.in. witaminy C, która wzmacnia organizm i wspiera odporność. Jest też bogata w mikroelementy takie jak: potas, fosfor, magnez. Moje dzieci ją uwielbiają. Na nektarze robię czasami Juniorowi kaszkę o poranku. On sobie do niej każe jeszcze dodać odrobinę miodu spadziowego, na który mamy już pozwolenie od naszej lekarki. Taki smakosz ;-)

Czarne porzeczki – takie niepozorne owoce, a mają taką moc! #wielkamocmałychowoców

Zdrowej jesieni, kochani! Postawmy na naturalne sposoby dbałości o odporność!

Partnerem postu jest marka Tymbark.

Podobne wpisy

  • Joanna Kozłowska Krawiec

    Ja w lecie z malin robię taki gęsty sok do herbaty. Daję go dziecku i sama piję na początku i w trakcie każdej infekcji. Genialnie obniża gorączkę pomiędzy dawkami leków, działa napotnie i zwiększa odporność. U nas sprawdza się też do herbaty syrop z kwiatów czarnego bzu na infekcje, syrop z mniszka lekarskiego na kaszel ale też infekcje dróg moczowych oraz syrop z pędów sosny na kaszel.

  • Beata Przywózka-Sowa

    Moi synowie mogliby pić tylko sok z malin na przemian z sokiem z czarnego bzu. Oczywiście własnej roboty.

  • Magdalena Gorzelak

    Oooo widzę że mamy podobnie :) moja córcia rwała sobie z krzaczkai jadła ale niestety ktoś nam “zakosił” krzak! Dosłownie. Nie ma go :( i teraz posiłkujemy sie mrożonkami. Jagody i porzeczki jabłko i robie kompot :) moje dzieciaki uwielbiają kwasote więc piją aż miło :)