Najważniejsza a zarazem najtrudniejsza rzecz, o której nie powinnyśmy zapomnieć będąc mamą!

napisała 04/12/2017 Varia

Pamiętam doskonale czas, w którym spodziewaliśmy się z mężem naszego pierwszego syna. Byłam ciekawa, jakie będzie miał włosy, jaki będzie miał głos i śmiech.

Zastanawiałam się również, kiedy po raz pierwszy powie niezapomniane „mama” i „tata”, i kiedy postawi swój pierwszy krok. Jeszcze będąc w ciąży wydawało mi się, że z pewnością będę mamą idealnego dziecka, którego nieskazitelny obraz próbowały przekazać mi poradniki i niektóre portale.

Byłam niemalże pewna, że niebawem urodzę jedno z najpiękniejszych i najmądrzejszych dzieci, jakie świat widział. I miałam rację! Dla mnie mój Syn był zawsze wyjątkowy. Wyjątkowy i indywidualny. Chociaż otoczenie próbowało czasami wmówić mi zupełnie coś innego.

Kiedy mój Syn mając pół roku jeszcze samodzielnie nie siedział, niektóre osoby sugerowały jego wolny rozwój i zapewne problemy z kręgosłupem. Wszak tyle dzieci już samodzielnie wtedy siedzi! ;-) Kiedy miał prawie rok a w jego buzi nie pojawił się jeszcze ani jeden ząbek niektórzy próbowali mi sugerować, że może ma problemy z kośćcem i podaję mu za mało nabiału. Wszak tyle dzieci ma już ząbki zanim ukończą szósty miesiąc życia! ;-) Z kolei kiedy mając dwa latka nie mówił jeszcze tak płynnie, jak niektórzy jego rówieśnicy, próbowano sugerować mi jego wolniejszy rozwój od innych dzieci podkreślając jednocześnie fakt, że zapewne nie poświęcam mu wystarczająco uwagi! Wszak, gdy dziecko ma roczek to powinno już mówić płynnie w ojczystym języku i próbować deklamować wiersze ;-)

W każdym półroczu słuchałam kolejnych wyssanych z palca rewelacji, które zupełnie nie miały potwierdzenia medycznego. Za każdym razem zaprzyjaźniona lekarka powtarzała mi jedną i tę samą mądrość, pod którą mogę podpisać się wszystkimi moimi kończynami:

– Pani Magdo, wszystko w swoim czasie! Każde dziecko jest inne i wyjątkowe na swój własny sposób.

Co ciekawe. Każda z sugerowanych przez otoczenie rewelacji i przepowiedni względem mojego dziecka nie znalazła potwierdzenia! Syn po prostu rozwijał się w swoim, indywidualnym i właściwym dla niego tempie! Nie w tempie przewidywanym przez ciotki i sąsiadów, dla których każdy odchył od ich wymyślonej normy, był czymś nienormalnym.

Ku zdziwieniu niedowiarków kiedy skończył osiem miesięcy już stabilnie i samodzielnie siedział. Kiedy skończył roczek za jednym zamachem zaczęły pojawiać się u niego wszystkie zęby. Kiedy skończył trzy latka rozwój jego mowy poszybował z prędkością światła, co zupełnie ucięło domysły otoczenia i skończyły się sugestie, że chłopak nie poradzi sobie w szkole. Nadrobił wszystko z nawiązką i zamknął buzie tych, którzy wątpili w jego zdolności.

A ja? A ja wierzyłam w niego w każdym momencie i wiedziałam, że on niejednego jeszcze zaskoczy! To było najlepsze co mogłam dla niego zrobić – być przy nim, obserwować go, dopingować i trzymać rękę na pulsie.

Postanowiłam być jego niewidzialną tarczą, która osłania go ataków otoczenia i pomaga mu w pokonywaniu własnych barier. I wiem, że to działa i procentuje!

To my, matki, jesteśmy największymi sprzymierzeńcami naszych dzieci i każdego dnia musimy rozprawiać się ze stereotypami, jakie uderzają w naszych najmłodszych. Dla przykładu, w chwili obecnej niektórzy nie mogą zrozumieć, że jeden z moich synów uwielbia spędzać czas w kuchni i pomaga mi podczas pichcenia, wszak wg nich gotowanie to podobno średnio męskie zajęcie i lepiej, żeby nauczył się majsterkować ;-) A bzdura!

Po pierwsze, najpyszniejsze dania jadłam w restauracjach, w których to mężczyźni komponowali kartę menu. Po drugie – mam przeczucie, że przyszła synowa podziękuje mi za to, że jej facet będzie potrafił ugotować pomidorową a przy okazji umyje jeszcze naczynia ;-)

Uwielbiam słowa Amelii Eerhart, amerykańskiej pilotki, skutecznie przełamującej stereotypy, która jako pierwsza kobieta w 1932 roku przeleciała nad Atlantykiem za sterami samolotu:

” Znam wielu chłopców, którzy po­win­ni piec cias­ta, i wiele dziew­cząt, które sprawdziłyby się o wiele le­piej przy zajęciach technicznych. Nie ma po­wodu, dla którego ko­bieta miałaby nie zaj­mo­wać wy­sokiej po­zyc­ji w lot­nic­twie. Pod wa­run­kiem, że po­kona up­rzedze­nia i wy­każe się umiejętnościami. „

Jestem niemalże pewna, że mama Amelii musiała jej dać solidne fundamenty pewności siebie i wsparcie, i dzięki nim udało jej się walczyć z uprzedzeniami. Mam nadzieję, że kiedy moja córa będzie już na świecie i w niej uda mi się zaszczepić żyłkę do przekraczania barier środowiskowych! :-)

To może nieskromne, co wcześniej napisałam, jednak głęboko wierzę w to, że to my jako matki jako pierwsze zareagujemy, kiedy otoczenie będzie próbowało wytykać niedoskonałości naszych dzieci. To my to dostrzeżemy i utniemy w porę falę uprzedzeń, a jednocześnie pokażemy naszym dzieciom, że mają prawo rozwijać się po swojemu i w kierunkach, które dla niektórych mogą być zupełnie niezrozumiałe!

Dokładnie tak, jak robiły to mamy tych małych-wielkich sportowców, którzy nie wybrali łatwej sportowej ścieżki i chcieli dokonać rzeczy wielkich w sportach, z którymi nie po drodze było ich otoczeniu.

fot. Krzysztof Żabski

Wspierajmy, dopingujmy, chrońmy nasze dzieci a jednocześnie pamiętajmy, że matczyna intuicja jest darem, z którego powinnyśmy korzystać. Trzymajmy rękę na pulsie i nie pozwólmy, aby ktokolwiek próbował zakłócić rozwój naszych dzieci i ich pragnienia, sugerując że nie wpasowują się w ogólnoprzyjęte przyjęte ramy.

To my same i nasze dzieci wyznaczamy te ramy, nikt inny! To jedna z najważniejszych rzeczy, jaką możemy zrobić dla naszych pociech, a często nie mamy nawet świadomości jej robienia, gdyż przychodzi ona nam naturalnie:

Wspierajmy i nie pozwalajmy, aby otoczenie blokowało nasze dzieci w rozwoju. Niech ich rozwój będzie ograniczany wyłącznie ich nieskończoną, dziecięcą wyobraźnią!

Partnerem tego postu jest Procter&Gamble, które w kampanii „Miłość ponad uprzedzenia” wspiera jakże ważną walkę z uprzedzeniami względem naszych dzieci i nakłania do jednoczenia się wokół rzeczy, które łączą mimo różnic.

Podobne wpisy