Legalne prawo, z którego mogą korzystać kobiety, jednak o nim zapominają.

napisała 07/08/2017 Moim zdaniem, Szczesliva dba o skórę, Szczesliva po godzinach, Uroda

Obiecałam sobie jakiś czas temu i to zupełnie prywatnie, że skończę z moim kobiecym narzekaniem, którym bombardowałam jakiś czas temu mojego Męża i świat cały, i zamiast tego będę podkreślać moje atuty. I to na tym zacznę budować świadomość własnej osoby.

Pewnie część z Was wie, co mam na myśli. Wybitnie łatwo jest wpaść w ten narzekający nurt i próbować postrzegać samą siebie przez pryzmat tego, jakie my jesteśmy pokrzywdzone, że tyle mamy na głowie. Jakie to my jesteśmy zarobione, że trudno nam wziąć łyk ciepłej kawy bądź jakie to my jesteśmy biedne, bo dzieci wchodzą nam na głowę 24/7.

Całe jednak moje szczęście, że spasowałam z tym moim narzekaniem i poszłam o krok dalej!

Zamiast biadolić, że padam na twarz i nie mam siły już o 8.00 rano, zaczęłam chwalić samą siebie, że dzień wcześniej dałam z siebie wszystko i jestem świetnym house managerem, o co nigdy wcześniej bym siebie nie podejrzewała.

Zamiast wisieć na telefonie z moją mamą i mówić jej, że dzieci roznoszą mi dom i chcą roznieść również mnie, to zaczęłam mówić, że dzieciaki mają chyba energię po babci i aż się boję, co przyniesie nam przyszłość ;-)

Zamiast wieszać psy na moim mężu za to, że znowu poleciał na drugą półkulę, kiedy ja akurat mam mnóstwo pracy, dzieci chorują a ciąża daje mi popalić, to zaczęłam cieszyć się z faktu, że w sumie to po pierwsze – mamy co jeść, po drugie – mam wokół siebie życzliwych, pomocnych ludzi, a po trzecie – w przeciwieństwie do drugiej ciąży, to ani razu jeszcze nie wylądowałam na patologii ciąży! Czyli jest się z czego cieszyć i … trzeba to robić! :-)

Co chyba najważniejsze, co wprowadziłam w życie, odkąd przestałam narzekać:

zamiast zajmować się wysyłaniem w świat negatywnej, umęczonej energii, to zaczęłam dbać o to, aby każdą “wolną chwilę”, poświęcić na regenerację!

I tym oto sposobem, kiedy moja dwójka grzecznie się bawi, to ja wyciągam z zamrażarki zamrożony bigos i daję sobie na wstrzymanie z gotowaniem przez pół dnia. Albo robię tydzień odgruzowywania zamrażalnika, którego zawartością śmiało wykarmiłabym pół armii. Biorę do ręki książkę albo włączam audiobook i zaczynam prowizoryczną, ale jakże ważną regenerację! Ogarniam twarz, reguluję brwi, robię hennę, kładę na twarz maskę. Cokolwiek, byle tylko zrobić coś przyjemnego dla siebie. I co z tego, że i tak pewnie w połowie któreś z dzieci mi przerwie! Grunt, że chociaż próbowałam! :-)

.

..

 

.

Faktem jest, że matka, chyba jak nikt inny, ma wyjątkowe zdolności autoregeneracyjne. Nie wiem, jak my ładujemy nasze baterie, ale ładujemy je często od zera i taranujemy rzeczywistość lepiej od wielu mężczyzn! Czasami jednak musimy sobie pomagać i pozwolić na przyjemną bezczynność.

Nie zapomnę sytuacji, kiedy pewna osoba z mojego dość bliskiego otoczenia widząc mnie na sofie w totalnym bezruchu z maseczką na twarzy zapytała wyjątkowo bezczelnie:

– A Ty co, na wakacjach? Już wszystko zdążyłaś ogarnąć, że tak sobie teraz leżysz do góry brzuchem? – niby próbowała puścić do mnie oko i się uśmiechnąć, ale podejrzewałam, że chce wbić mi szpilkę, bo sama nigdy na to chwilę odpoczynku sobie nie pozwalała.

– No ba! Obiad dzisiaj z mrożonek a matce też się coś od życia należy. – ucięłam krótko i skutecznie.

Ja zasuwam, kiedy trzeba, ale kiedy nie trzeba – to się byczę! :-)

Pisząc to, pozdrawiam Was właśnie z sypialni, w której się zbunkrowałam zostawiając chłopców z tatą [a co!] z facjatą, na której wchłania się właśnie krem-maska z linii Rose Evita Expert od Eveline.  Powiedziałam im, że dopóki się matka nie nawilży, to nie wyjdzie z pokoju! To właśnie w ramach tej mojej auto-regeneracji ;P Następnie nałożę krem po oczy, który jest z tej samej serii antyoksydacyjno-regenerującej i dopiero wtedy otworzę drzwi od mojego schronu. Od początku lata mam bzika na punkcie różanych kosmetyków. W różanej serii Rose Evita Expert uwielbiam to, że nie jest ciężka na mojej skórze i natychmiastowo się wchłania. Nie zostawia tłustej warstwy a jednak czuję ewidentny efekt nawilżenia i rozświetla, co zauważalnie widać już po pierwszym razie. Poza tym uwielbiam zapach róży i tego lata mam bzika na jego punkcie!

Po ucieraniu konfitury z róży, którą dodaję do drożdżowych bułeczek, i zasuszaniu płatków, które dodaję czasami do kąpieli, przyszedł czas na pielęgnację ciała z różą w tle. Róża kojarzy mi się z Tajemniczym Ogrodem, na którego punkcie miałam kiedyś totalnego fioła. Ach…!

.

.

.

fot. Krzysztof Żabski

.

.Jeśli szukacie pielęgnacji, która doda Waszej cerze blasku i ją zregeneruje, wygładzi drobne zmarszczki, nawilży i odżywi, to to może być strzał w dziesiątkę. Seria Rose Evita Expert od Eveline jest oparta na technologii regeneracji komórek zainspirowanej badaniami nad mechanizmem naprawy uszkodzeń DNA, nagrodzonymi nagrodą Nobla w 2015r.

W składzie znajdziecie m.in. różę królewską –  która wyraźnie poprawia jędrność i elastyczność skóry, nawilża, wygładza i odżywia; Neo-dna complex– który stymuluje prawidłowy przebieg procesu tworzenia nowych komórek skóry, naprawiając wszelkie uszkodzenia DNA, jedwab – który pozostawia skórę aksamitnie gładką, miękką i odmłodzoną.

No i ten zapach…! Nic tylko walnąć się na hamak albo sofę i leżeć do góry brzuchem! :D Już to widzę, jak leże do góry brzuchem po trzecim porodzie :D ;-)

Konkludując już jednak – my kobiety mamy legalne i niezbywalne prawo odpoczywać, tylko często o tym prawie zapominamy bądź nie nauczyłyśmy się tak dowodzić naszą bandą, że oddelegowywać zadania do innych członków “armii”! ;-)

Jeśli części naszego otoczenia wydaje się, że mamy całe życie i 24/7 zasuwać jak ciągniki na ugorze, to warto skorygować to ich myślenie :-) Ja nie mam zamiaru wylądować w wariatkowie za to, że narzuciłam sobie obowiązek wykonywania 200% normy aż po kres moich dni. Ja wyrabiam 100% normy i szukam jeszcze zawsze kilku procent, aby zostało mi na chwilę odpoczynku.

Zasłużonego, żeby nie było! ;-)

Partnerem tego postu jest Eveline Cosmetics, które wspiera moją wizję nieumęczonego macierzyństwa :-)

Podobne wpisy

  • Dominika P.

    Podpisuję się pod tym rękami i nogami 😁 Jeden 5-latek, drugie w drodze-
    czasem najzwyczajniej w świecie nie mam siły poodkurzać a w skwar ogromny to bez wyrzutów sumienia nie wychodzimy z domu przed 16:00 i dotleniamy się otwartym balkonem i oknami. Nie będę się zażynać i padać na twarz w imię lśniącej łazienki. Nie będę mdleć na patelni placu zabaw z jedną marną ławeczą bo tak trzeba. Całe szczęście, że mój J to w pełni rozumie. Ale patrząc na moją własną matkę to mi jej żal bo ryje całe życie w domu i na podwórku “bo tak trzeba, bo co sąsiadka powie”. A przecież jak będzie dzień czy dwa obsuwy w plewieniu marchewki czy wietrzeniu pościeli to świat się nie zawali.

  • Odnoszę wrażenie, że bycie nieustannie zajętym stało się modne. Ciągła
    zajętość daje nam poczucie, że jesteśmy niezbędne. Bez nas, wszystkie
    projekty w pracy by się wywaliły, a dom zarósłby brudem. A później okazuje się – że wcale nie!! 😵 Dlatego moje tegoroczne postanowienie to: odpuszczam, upraszczam i eliminuję. Jak dotąd skutecznie realizowane :)