Są doświadczenia, które zostawiają ślad nie tylko na naszej skórze.

napisała 10/04/2017 Moim zdaniem, Szczesliva dba o skórę, Szczesliva po godzinach, Uroda

Jestem pewna, że większość z Was ma na ciele chociaż jedną bliznę. Gdy próbowałam policzyć, ile ich sama posiadam, okazało się, że nie wystarczyło mi palców u rąk.

Niektóre z nich są bardzo duże, jednak całe szczęście, że mogę je przykryć ubraniem. Inne z kolei są usytuowane w takim miejscu, że trudno je schować. Gdy spoglądam w lustro, jedna z nich przypomina mi o czymś szczególnie – o kruchości życia.

6 lat temu, gdy poznałam mojego męża zdecydowałam, że zrobię porządek z moim zdrowiem. Uznałam, że to odpowiedni czas, aby zadbać o siebie. Zaczęłam od klasycznych rutynowych badań. Zupełnie niespodziewanie skończyło się na wykryciu nowotworu, z którym rozprawiła się zdolna pani chirurg. Po tamtym wydarzeniu została mi pamiątka – blizna ciągnąca się od ucha wzdłuż całej niemalże szyi. Czy to jedyny ślad, jaki pozostał mi po tamtym wydarzeniu? W pakiecie z tą blizną, dostałam również nauczkę, że moje życie nie należy już wyłącznie do mnie i muszę się regularnie badać. Jednak nabyłam również wtedy pewien kompleks, do którego rzadko się przyznaję. Oprócz lekkiej asymetrii twarzy spowodowanej przerwaniem ciągłości tkanek, w pakiecie po tamtym wydarzeniu dostałam coś jeszcze. Coś co zwraca uwagę otoczenia – bliznę. Kiedy zwiążę włosy w kucyk, ona zawsze wzbudza ciekawskie spojrzenie, za którym nie przepadam, przyznaję. Zagryzam jednak zęby.

Opowiedziałam Wam dzisiejszą historię nie bez powodu. Zostałam zaproszona do wzięcia udziału w ważnej dla mnie kampanii, zainicjowanej przez markę Sutricon, uświadamiającej mi, że odmienność i defekty skóry w postaci blizny ewidentnie przyciągają ludzkie spojrzenia. Już wiem, że mogą one sprawić, że nasza pewność siebie i komfort przebywania wśród ludzi maleją, o czym za moment.

Podjęłam się nie lada wyzwaniu. Moim zadaniem było spędzenie dnia w miejscach publicznych i nawiązanie kontaktu ze spotkanymi ludźmi np. robiąc drobne zakupy w kwiaciarni czy oddając się luźnej rozmowie w autobusie. W czym tkwił szkopuł? Przez cały ten czas miałam mieć na twarzy ucharakteryzowaną widoczną bliznę, której zadaniem było sprawdzić z jakimi reakcjami zderza się każdy, kto takową bliznę posiada.

W tym celu tydzień temu spotkałam się z Klaudyną Góralską, profesjonalną filmową charakteryzatorką, z pomocą której udało się stworzyć realistyczny efekt blizny, a potem go uwiecznić na zdjęciach, w czym pomógł mi Krzysiek Żabski, fotograf. Po wykonaniu blizny, ruszyliśmy z Krzyśkiem w teren.

Zdecydowaliśmy się na charakteryzację blizny przerostowej. Warto pamiętać, że jeśli ma się tendencję do tworzenia takich wypukłych, ciemniejszych blizn (ja mam taką akurat po cesarskim cięciu) lub trudno gojących się ran, trzeba koniecznie sięgnąć po preparaty silikonowe jak Sutricon. Dzięki nim można tych defektów uniknąć i sprawić, że blizna będzie płaska, jaśniejsza i prawie niewidoczna.

Ze wszystkimi napotkanymi osobami najpierw luźno i nie zobowiązująco rozmawiałam dokonując jakiejś transakcji, wybierając towar ze sklepu czy pytając o drogę, a następnie próbowałam dopytać o to, jakie odnieśli wrażenie podczas kontaktu ze mną i zdradzałam pochodzenie mojej sztucznej blizny dopytując ich o resztę interesujących mnie spostrzeżeń.

Pewnie zapytacie, czy blizna na twarzy zwróciła uwagę napotkanych osób a jeśli tak, to z jakimi reakcjami się spotkałam?

Zdecydowanie blizna była wyraźnie rejestrowana przez napotykane kobiety. Podczas rozmowy widziałam ich wzrok skupiony na moim prawym policzku. Pomimo początkowo luźnej rozmowy na tematy nie związane z naszym eksperymentem, wzrok kobiet za każdym razem wędrował w stronę mojej blizny. Kiedy już wyjawiłam im tajemnicę jej prawdziwego pochodzenia, mogłam wtedy śmiało je zapytać o więcej szczegółów, czym chętnie się ze mną dzieliły.

Jakie było główne słowo, którym opisała swoje odczucia Pani Wiola – przesympatyczna pani kwiaciarka w średnim wieku? Współczucie i troska. Wspomniała, że kiedy mnie zobaczyła, to pomyślała: „jaka to wielka szkoda, że tak ładna dziewucha, a tak musi cierpieć”. Poczuła ulgę, gdy dowiedziała się, że to tylko charakteryzacja. I ja też poczułam ulgę, że zdjęłam z niej ten ciężar :-)

Z kolei bardzo młoda dziewczyna pracująca w kawiarni po raz pierwszy spoglądając na moją bliznę przestraszyła się mając trudność z opanowaniem swojego zmieszania. Widziałam w jej oczach strach i niezrozumienie. Kiedy podzieliłam się z nią informacją, że to tylko charakteryzacja, chyba nie do końca mogła w to uwierzyć. Wspomniała również, że chciała zapytać co mi się stało, jednak bała się, że potraktuję ją obcesowo, bo cytuję: „Pewnie ma Pani dość pytań o swoją bliznę. Każdy o to pyta, prawda?”

Co ciekawe, podczas gdy w oczach kobiet widziałam troskę, w oczach niektórych mężczyzn zauważyłam lekką odrazę. Pan ochroniarz pracujący w jednym z supermarketów nie krył krzywego grymasu, gdy zauważył moją bliznę, w momencie gdy sięgałam po koszyk zakupowy a następnie szukałam dojrzałych owoców. Z kolei młodsze pokolenie mężczyzn wydawało się nie zauważać mojego defektu na twarzy.

Może to znak czasu, że odmienność wcale nas już tak bardzo nie dziwi, a właściwie może wg niektórych świadczyć o wyjątkowości? O tym, że każdy ma inną historię swojego życia, a blizny są tylko przecinkiem w naszym życiorysie?

Z zapartym tchem czytałam Wasze komentarze pod moim pierwszym zdjęciem z ucharakteryzowaną blizną, które opublikowałam tydzień temu na Facebooku. Zorientowałam się, że część z Was odczuwa większy dyskomfort posiadając blizny zakryte, których nie widać gołych okiem. Już sama świadomość posiadania takiej blizny Was denerwuje, co potwierdzałaby poniższa wypowiedź, że niewidoczne dla oczu innych bywa niestety zawsze widoczne dla nas. Często też sami bardziej widzimy nasze mankamenty, niż widzi je otoczenie. Ja jestem tego doskonałym przykładem – zauważę u siebie każdy najmniejszy mankament, którego z kolei mój mąż nigdy nie zauważa…

Obejrzyjcie ten materiał video. Mam ochotę przytulić Agatę, jego bohaterkę, bo widzę, że dla niej pewne zdarzenie z życia jest właśnie tym doświadczeniem, które zostawia blizny nie tylko na ciele. Cieszę się jednak, że w tej walce o „lepszą wersję samej siebie” nie poddała się i zaczyna wygrywać! ♥

Są jednak miejsca, w których osoba z blizną może poczuć się niemalże niezauważalna, o ile jednak nie podejdzie zbyt blisko… W komunikacji miejskiej nikt na mnie nie zwrócił uwagi. Każdy był zajęty swoim telefonem, codzienną prasą a rozmawiając ze mną nie koncentrował wzroku na mojej twarzy. Czułam się tam anonimowo. Tylko ta świadomość odmienności przypominała mi, że nie jestem taka jak inni.

Przyznam się Wam, że kiedy moje przypadkowe rozmowy z kilkunastoma osobami dobiegły końca, poczułam pewną ulgę. Ucieszyłam się, że mam już za sobą dzień ludzkich spojrzeń. Zrozumiałam, że każdy kto posiada widoczną bliznę na twarzy, musi się mierzyć z takimi spojrzeniami każdego dnia. Możliwe, że część kobiet czy mężczyzn zdążyło się już do tego przyzwyczaić, tylko czy przypadkiem świadomość posiadania takiego defektu w postaci bardzo widocznej blizny nie wpływa na samoocenę i pewność siebie? Czy nie zaburza relacji i nie stanowi bariery podczas codziennych czynności i kontaktów międzyludzkich? Obawiam się, że na część z tych pytań odpowiedziałabym jednak twierdząco. Dla przykładu – 10 lat temu jedna z moich blizn na prawej dłoni dla jednej z bliskowschodnich linii lotniczych okazała się być przeszkodą podczas rekrutacji. Wtedy moje marzenie o byciu stewardessą legło w gruzach, a pani przeprowadzająca rekrutację oglądając moje dłonie pokiwała palcem i powiedziała, że „Niestety, ale z taką blizną nie mogę pracować na pokładzie samolotu.” Jak widać, nie wpasowałam się wtedy w standardy, które zakładały nieskazitelny stan skóry personelu pokładowego.

Konkludując – mam już pewność, że życie posiadaczy widocznych blizn nie zawsze bywa łatwe. Mierzenie się z ludzkimi spojrzeniami każdego dnia to wyzwanie.

Czy z perspektywy czasu cokolwiek bym zmieniła?

Żałuję że 6 lat temu nie miałam pojęcia, iż walka z bliznami jest możliwa i skuteczna, a im wcześniej ją zacznę, tym mam większą szansę uczynić moją bliznę niemalże niewidoczną. Aktualnie chcę się rozprawić z blizną po cesarskich cięciach i po wspomnianym guzie (którą dostrzeżecie na poniższym zdjęciu, tuż pod moim prawym uchem). Nie spodziewam się cudów, wszak minęło już 5 lat, jednak zdecydowałam się podjąć działanie. Mam nauczkę na przyszłość, że można i warto każdą bliznę pielęgnować, co zwiększyłoby komfort mojego życia nie zostawiając rysy na kobiecej pewności siebie. Warto też sięgać po najskuteczniejsze preparaty na blizny, jakimi są plastry silikonowe, które rekomendują międzynarodowi eksperci. Plastry Sutricon wiodą w tej kwestii prym.

Podczas konferencji, w której brałam udział przed kilkoma dniami, poświęconej budzeniu kobiecej świadomości w tej kwestii, przysłuchiwałam się wielu rozmowom związanym z brakiem samoakceptacji u kobiet posiadających blizny. Miałam też okazję podzielić się moimi wrażeniami z eksperymentu społecznego, o którym przed momentem Wam opowiedziałam.

Przyznam, że prywatna rozmowa z panią psycholożką Katarzyną Miller i jej celne rady zostaną ze mną na długo i pomogą mi na przyszłość aktywnie wspierać każdego, kto posiada uciążliwą bliznę czy inne defekty na ciele.

fot. Krzysztof Żabski

Zdecydowanie zgadzam się z twierdzeniem, że blizny są dla ich posiadaczy problemem natury emocjonalnej. Warto o nie zadbać, właściwie je pielęgnować, ponieważ ich zaniedbanie rzutuje w przyszłości nie tylko na naszą fizyczność, ale także na nasz komfort psychiczny i pewność siebie.

„Istnieje tylko jedna osoba, która kiedykolwiek może uczynić Cię szczęśliwym i tą osobą jesteś Ty (nieustannie walcząca o swoją pewność siebie ) ”

—D. Burns

Podobne wpisy