Słuchajcie. Oj, Wy już dobrze wiecie, że jestem łasuchem nad łasuchy, a ja dobrze wiem, że i Wy macie trochę za pazurami. Zginęlibyśmy marnie, gdyby nie te wszystkie dobra, które nam podtyka pod nos matka natura.
Słuchajcie. Oj, Wy już dobrze wiecie, że jestem łasuchem nad łasuchy, a ja dobrze wiem, że i Wy macie trochę za pazurami. Zginęlibyśmy marnie, gdyby nie te wszystkie dobra, które nam podtyka pod nos matka natura.
To są te chwile, te nieliczne chwile, gdy siedzę jak teraz, w ciszy, dzieci już śpią a ja z jednej strony bardzo się cieszę, że mam chwilę dla siebie, a z drugiej jednak łapię się na tym, że biorę do ręki telefon i oglądam ich zdjęcia. Paradoks, prawda? Za chwilę w końcu opamiętuję się i korzystam z uroków bycia sam na sam ze sobą.
Ach! Mam wielką przyjemność pokazać Wam co stoi za MIMI&FOX, czyli Madzią, która zaczarowała mnie swoimi włóczkowymi tworami!
2016 zbliża się wielkimi krokami. Zaczynam pomaluchnu robić bilans kończącego się roku i dochodzę do wniosku, że forsa się mnie nie trzyma. Ba, ona nie tylko się mnie nie trzyma, a przelatuje mi między palcami jak woda z kranu.
Bardzo, ale to bardzo cieszę się, że nareszcie nadszedł ten dzień i mogę się z Wami podzielić tym, co kłębiło się w mojej głowie od dwóch miesięcy.
Jeszcze nie tak dawno byłam odpowiedzialna tylko za siebie. Jeszcze nie tak dawno jedynymi moimi zmartwieniami było wstanie na czas do pracy i zaplanowanie sobie ciekawych wakacji. To były moje „zmartwienia”.
Są takie miejsca na mapie Krakowa, w których nie byłam mimo iż niektórzy twierdzą, że powinnam. Mieszkam tutaj już ponad pięć lat i zwyczajnie wypadałoby. No :-) Ale pomalutku zapełniam tę swoją prywatną mapę.
Nie będę się skarżyć i narzekać. Bo mam krzepę i optymistycznie widzę tę sprawę. Jednak nie będę fałszować danych i mamić nikogo bzdurami na temat tej cudnej, lukrowo-chałwowej macierzyńskości.