Nadszedł właśnie ten czas [uff!], kiedy to nasz Synal niespodziewanie wykazał zainteresowanie książkami. Kiedyś ewidentnie przechodził koło nich obojętnie. Próbowałam czytać wierszyki, bajki – entuzjazmu wielkiego w jego oczach nie było. Po minucie zainteresowania następowało wybitne znudzenie. Ot co. Chyba jednak zmężniał, spoważniał i dorósł w tej materii, ku mojej uciesze :-)
Nie mamy sumienia dawać mu pod nos/do buzi naszych książkowych zbiorów, toteż wpadłam na pomysł zaznajomienia go ze słowem pisanym w formie niepapierowej, plastykowej. I to może być strzał w dziesiątkę! Odwiedziliśmy już jedną krakowską księgarnię przy pl. Szczepańskim, w której ogrom asortymentu dla prawdziwego mola nas poraził! Oprócz książek były ciekawe, kreatywne zabawki, a nawet biżuteria. Misz-masz kontrolowany – polecam! Wrócimy tam jeszcze. Książki były niebelejakie!
Możecie polecić coś dla prawie roczniaka? Z dużym apetytem [dosłownie!] na słowo pisane?







