Ta kontrowersyjna rzecz należy się każdej kobiecie po urodzeniu dziecka!

napisała 15/05/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Pamiętam moje początki macierzyństwa. Gdzieś tam w duchu zamiast cieszyć się z tych naszych pierwszych wspólnych chwil, to z tyłu mojej głowy generowałam pesymistyczne myśli.

A co jeśli ta żółtaczka mu nie zejdzie? A co to będzie, jeśli ten kikut po pępowinie mu nie odpadnie? A co w przypadku gdy ciemieniucha okaże się nie ciemieniuchą, a jakąś łuszczycą? A co jeśli zrobiliśmy mu zdjęcia stawów biodrowych o kilka dni za późno?

Mówię Wam! Tysiące kłębiących się w głowie myśli, które opanowywały moją głowę i odrobinę skrzywiały moją rzeczywistość. Matczyna troska matczyną troską, ale to było posunięte odrobinę za daleko. Ta dziecięca przestrzeń i troski z nią związane pomału spychały wszystkie moje potrzeby na dalszy plan. Właściwie na moje własne życzenie tak się stało. Doszło do tego, że zaczęłam obawiać się wychodzić z domu bez dziecka, choćby po bułki i mleko myśląc sobie wtedy:

– No a co jeśli mnie w tym momencie nie będzie i przez to przeoczę coś ważnego?

albo:

– Nie, on sobie z nim nie poradzi! Za późno zmieni mu pieluchę, albo poda mu zimny posiłek a ten wtedy nabawi się albo odparzeń albo niepotrzebnego bólu brzucha!

Szaleństwo, prawda? Dopiero z perspektywy czasu widzę, że zagalopowałam się w tym moim macierzyństwie w tamtym momencie zupełnie bezpodstawnie.

Kiedy mój pierworodny Syn miał 3 tygodnie, przyjechała do mnie moja mama. Pierwsze, co zrobiła, po wejściu do naszego mieszkania, to powiedziała coś w stylu:

– Dobra. To ja biorę młodego na spacer, a Ty idziesz spać! A jak się obudzisz, to „wyjdź do ludzi”. To Ci dobrze zrobi.

Ubrała młodego. Zapakowała go do wózka i poszła na 4-godzinny spacer! A ja nie mogłam wyjść z szoku, że oto nadeszła chwila, że mojego dziecka nie ma! A ja zostałam sama. I co tu robić?! Najpierw za jej namową zdrzemnęłam się, a później się wykąpałam. O luksusy! ;-) Ogarnęłam swoje włosy, zrobiłam delikatny makijaż i … wyszłam z domu! To było niczym objawienie! Okazało się, że ja Matka Polka Panikara wcale nie muszę być przywiązana do dziecka. A mogę sobie pozwolić na chwilę odpoczynku bez niego!

I tak właśnie czułam się kilka tygodni temu w sobotę! Szaleństwo! :D

Razem z cudowną piątką pięknych, mega pozytywnych kobiet, czytelniczek Szczesliva.pl spotkałyśmy się w ramach akcji #niewrazliwi, którą ogłosiłam wraz z marką Sensodyne, na obiedzie w warszawskiej restauracji Stixx. O Sensodyne i mojej przygodzie z nadwrażliwością zębów, a także wygranej walce o prosty uśmiech opowiadałam Wam miesiąc temu, bo to właśnie wtedy pytałam Was o Wasze historie związane z nadwrażliwością zębów i szukałam chętnych na obiadowe ploty ze mną w Warszawie ;-)

 

Mega pozytywne wibracje! Była pyszna, gorąca zupa, dania, których nazw nie pamiętam i punkt kulminacyjny programu, na który czekałam – lody! A tym wszystkim mogłyśmy się cieszyć w pełni, bez bólu wrażliwych zębów dzięki nowej Sensodyne Deep Clean :D

Kamila, Justyna, Dagmara, Magda i Dominika. Pięć kobiet, które wyrwały się z domu, zapomniały o dzieciach, kotach lub swoich facetach i … bezczelnie postanowiły spotkać się ze mną w sobotnie popołudnie i pogadać o życiu!

Mega doceniam i strasznie się cieszę!

Dziękuję :*

Matki Polki na Gigancie! :D Choć wśród naszej szóstki, cztery z nas były mamami, to ucieszyłam się, że język kobiet nie polega tylko na rozmawianiu o dzieciach i pieluchach (całe szczęście ;-), tylko można śmiało pogadać również o podróżowaniu, pasjach czy naszej pracy, którą mega lubimy! Odsapnąć o obowiązków dzieciowo-domowych i nabrać trochę sił, co w moim wypadku  dużo mi dało wielkiego powera! :-)

Jak to powiedziała wczoraj moja mama, która akurat przyleciała na kilka dni do mnie z Norwegii:

„Chwila dla siebie należy się każdej kobiecie, jak psu buda! ;-) „

Dla niektórych to mega kontrowersyjne, bo jak to możliwe, że mamy śmiałość wychodzić „do ludzi”, zamiast stać w kuchni, gotować, sprzątać i prasować pranie, jak to robiły kiedyś pokolenia kobiet ;-)

Tymczasem bycie kobietą nie polega na składaniu samej siebie w ofierze macierzyństwu czy partnerstwu! To wszystko da się małymi krokami zgrabnie pogodzić :-)

Piona! ;-)

 

Podobne wpisy