A mówili, żeby ćwiczyć mięśnie kręgosłupa przed ciążą? Mówili!
A mówili, żeby pracować nad kondycją na dobre przed planowaniem kolejnego potomka? Mówili!
A mówili, żeby już w tej ciąży będąc za wszelką cenę nie pozwolić, aby rzuciła się ona na głowę? Mówili!
I co zrobili? Ano, nic z powyższych! ;-)
To taki trochę paradoks. Kobieta z reguły wie, co będzie ją czekać w kolejnej już ciąży. Oczywistą sprawą jest, że nie przewidzi wszystkiego i z pewnością coś ją jeszcze zaskoczy, ale pewne sprawy są prawidłowe dla [chyba?] każdej przyszłej matki.
Bo to, że kręgosłup nasz dostanie po tyłku, to wiemy? Prawda? Nie ma tutaj żadnych niespodzianek. I to, że łatwiej będzie nam wchodzić z brzuchem na trzecie piętro [bo cholernej windy brak!], jeśli popracujemy wcześniej nad naszą kondychą? To też wiemy? I wiemy też chyba to, że musimy starać się opanowywać, kontrolować nasze emocje, bo hormony szaleją a nikt nie jest winny temu, że my sobie same nie dajemy rady z naszą rozchwianą psychiką? No jasne, że my to wszystko mamy w małym paluszku i zdajemy sobie sprawę, że wszystko jest w naszych rękach. I to w głowie zaczynają się te zmiany, i to nasze podejście, i to wszystko co później w czyny przeradzamy!
Tylko dlaczego mamy ten przeklęty problem z myśleniem zawczasu? Bo cóż z tego, że ja wiedziałam, że w pierwszej ciąży mój kręgosłup konał z każdym moim krokiem, że ledwo wchodziłam po schodach dysząc jak stara lokomotywa już w siódmym miesiącu? No nic z tego!
I Męża miałam oszczędzać, aby mi chłopak nie padł w przedbiegach. Miałam go przestać żyłować tym razem [jak już kiedyś obiecywałam, o tutaj, w poście „Nie żyłuj psychicznie swojego faceta!„]! I miałam go tak nie cisnąć, i nie zawiązywać sznura na gardle! Ale się nie udaje… No nic a nic! W tej ciąży powtarzam dokładnie te same błędy jak za pierwszym razem.
Biję się w pierś. Szlag mnie trafia i tłukę głową o ścianę. I nie pozostaje mi nic innego jak skwitować to komentarzem:
„No cóż, może za trzecim razem pójdę po rozum do głowy!” ;-)
Moja Mama, gdy usłyszała ode mnie, że planujemy za jakiś czas trzecie dziecko, wzięła głęboki oddech i cichym stanowczym szeptem oznajmiła:
„Ja Wam radzę zatrzymać się na drugim dziecku.”
I nie puściła przy tym oczka. Nie było uśmiechniętego emotikona. Ani żadnych cudzysłowów nie było. Nasze pokolenie lubi takie dodatki, prawda? One ugłaskują te nasze niektóre dobitne wypowiedzi. Tak po prostu, siedziała sobie na fotelu i bez większych emocji wypowiedziała powyższe zdanie. Moja siostra popatrzyła wtedy na nią lekko zmieszana, a ja wybuchnęłam śmiechem, jak to mam w zwyczaju kiedy ktoś zaskoczy mnie jakąś ciekawą puentą. Nie spodziewałam się, że od własnej Mamy, która urodziła i wykarmiła czwórkę maluchów, usłyszę takie słowa. Wychować zacną czwórkę bambrów, w tym dwóch dorosłych, i wyglądać przy tym jak żwawa czterdziestka mimo nieco innej metryki, to nie każdemu się zdarza? A jej się, skubanej, zdarzyło! ;-)
Co prawda nie zgadzam się z tym co powiedziała i o ile życie nam pozwoli mieć jeszcze jedno dziecko, to na nie się zapewne zdecydujemy, to jednak takie krótkie i dobitne zdanie wypowiedziane z zaskoczenia przez swoją Mamę każe się człowiekowi zastanowić. I trochę przystanęłam, zadumałam się. I pewnie powrócę do tych myśli za czas jakiś.
Tymczasem wisi nade mną wizja kolejnego cesarskiego cięcia. Moje spojenie daje mi zdrowo w kość, jak za pierwszym razem. I najchętniej trzymałabym się pazurami, aby tylko nie kłaść się na operacyjnym stole i by móc urodzić naturalnie. Najbliższe tygodnie same rozstrzygną za mnie ten dylemat.
I chyba czas najwyższy zacząć odświeżać wyprawkę po Iventym. Chęci do tego brak. Sił brak i motywacji też brak. Ale jak ktoś mi zaraz napisze, że już się wziął za pakowanie torby do szpitala i ma wszystko poprasowane, poukładane i pachnące, to ja się wezmę za siebie. Bo nie ma lepszego kopa w tyłek niż to, że ktoś już jest na coś gotowy, a ja nie! ;-P
Pamiętacie moje dylematy z ostatniego odcinka TCP związanego z oswajaniem Ivka z przyjściem na świat rodzeństwa? Dzisiaj jedziemy do marketu po taniego lalkowego niemowlaka i zaczniemy trochę reorganizować naszą codzienność. Mam nadzieję zaszczepić w nim kilka rzeczy. Wyciągnę kołyskę i zaczniemy klasyczne rytuały z bobasem w towarzystwie Ivka. Ciekawa jestem jak na to zareaguje, gdy będę czasami zajmowała się nie tylko nim ;-)

Mogę Was o coś poprosić? Za tydzień czekają mnie ostatnie w tej ciąży loty samolotem. Wybieram się na „Blog Conference Poznań”, na której chcę dostać zastrzyk energii w materii, którą zajmuję się od dwóch lat i której efekty widać w postaci tego miejsca.
„Moim najlepszym przyjacielem jest ten, kto pozwala mi wydobyć to, co we mnie najlepsze.” – Henry Ford
Dlatego od pewnego czasu otaczam się ludźmi, którzy dodają mi skrzydeł, a nie sprawiają, że słabnie moja motywacja i stoję w miejscu. Lubię przebywać w towarzystwie osób, które „chcą”, „potrafią”, „będą”, „mogą” i „starają się”, bo to dodaje wiary w to, że ograniczenia są tylko w naszych głowach i to od nas zależy, czy się ich pozbędziemy czy też pozwolimy tym hamującym chwastom rozsiać się po naszych myślach.
Proszę, trzymajcie kciuki, aby ciąża ta była dla mnie łaskawa 4 i 5 lipca, abym mogła być za tydzień w Poznaniu! :*







