Wakacyjna apteczka małego człowieka. Bez tych rzeczy ani rusz!

napisała 05/07/2016 Dla dziecka, Polecane

Wakacje na dobre już się zaczęły. To o czym marzyłam jeszcze zimą, stało się rzeczywistością. Jest ciepło, nareszcie! Ludzie ściągnęli z siebie szaro-bure płaszcze, odkryli trochę więcej ciała i wrzucili na luz. Nasze życie rodzinne życie z centrum mieszkania przeniosło się w końcu poza nie. Wypowiedzieliśmy wojnę domatorstwu skrzętnie pielęgnowanemu zimą… ;-)

Na dniach jedziemy na spotkanie z tajemniczym Fryderykiem, ale więcej szczegółów zdradzę dopiero na moim Instagramie ;-) Nasze walizki są cały czas w pogotowiu. Właściwie nie rozpakowuję ich, tylko częściowo wymieniam wkład. Tak się wycwaniłam ;-)  Pewne rzeczy w takiej walizce są niezmiennie, szczególnie w tej dziecięcej. Arsenał pieluch to podstawa. Mały resorak i gryzak dla najmłodszego też dają radę. I dyżurna apteczka. Kiedyś uważałam ją za fanaberię, teraz uważam, że to byłby szczyt nieodpowiedzialności, gdybym po raz kolejny wybrała się w jakieś dzikie rejony bez kilku podstawowych rzeczy.

Pisząc dzikie rejony nie tylko mam na myśli środek lasu albo bagna otoczone oceanem. Jak się okazało w zeszłym roku nawet takie miasta jak Wrocław i Kraków bywają miejscami, w których znalezienie tego, co akurat jest koniecznie potrzebne, przeradza się czasami w „mission impossible”. Nie mam ochoty przeżywać tego samego co rok temu, kiedy za mlekiem modyfikowanym akurat zalecanym dla Teodora i kremem z filtrem UV musiałam objechać pół Wrocławia z drącymi się w zgodnym duecie dzieciakami…

Dlatego teraz skład naszej dzieciowej apteczki jest stały i dbam o to, aby zawsze ją mieć przy sobie. Szczególnie, że wakacyjne lato to dla nas zawsze najbardziej ryzykowna pod względem zdrowotnym pora roku. Często zmieniamy miejsce pobytu, wyjeżdżamy bądź wylatujemy w miejsca bardziej egzotyczne, w których dieta i higiena to sprawa dyskusyjna. Więcej interakcji z ludźmi, tym samym zderzamy się ze sporą ilością wirusów i bakterii, którym trzeba stawić czoło. Szczególnie mam na myśli te natury żołądkowej, bo ona potrafią być bardzo dokuczliwe :/

DSC_6281

Nie zafunduję sobie na własne życzenie kolejnych wrażeń, dlatego taadam, to nasza obowiązkowa TOP 8!

PARACETAMOL

– i to najlepiej z takim dyspenserem, aby nie musieć biegać do młodego z łyżką w środku nocy. Nie wiem czy to ja mam takie „szczęście”, że pół zawartości łyżki rozlewam po drodze, zanim dobiegnę do łoża dziedzica. Dlatego taka pipetka ułatwia sprawę. Gdy gorączka atakuje go w nocy, co zdarzyło się już kilka razy, to ja go delikatnie budzę, otwieram dzioba, aplikuję potrzebną ilość do buzi, każę to połknąć i lecimy razem do spania.

DPN

– czyli Doustny Płyn Nawadniający. Must-have musthave’ów! ORSALIT® plus smektyn. – Ivo to „łazik”, tak go nazywany. Wszędzie musi wejść, wszystkiego musi dotknąć, posmakować. Biegunka trafiła nam się już kilka razy i nie było to nic przyjemnego. Tym bardziej, że nie byłam na to przygotowana i musiałam na sygnale jechać do najbliższej apteki, która to „najbliższa” na wakacjach może być oddaloną o 50 km dziurą, w której nawet paracetamol to towar deficytowy. Dziękuję, postoję. A właściwie: dziękuję – jestem już zaopatrzona.

ORSALIT® plus smektyn zajmuje bardzo mało miejsca w apteczce – występuje w postaci wygodnych saszetek, których zawartość rozpuszcza się w wodzie. Dlaczego warto mieć go pod ręką? Środek ten przede wszystkim skutecznie nawadnia organizm, a dodatek smektynu sprawia, że ilość stolców się zmniejsza a biegunka trwa krócej.

Warto też ogarnąć temat bardziej kompleksowo i mieć w zanadrzu już rozpuszczony płyn nawadniający. Szczególnie wtedy, gdy do najbliższego sklepu mamy kilometry, w domku letniskowym wody mineralnej niet – nie uświadczysz, za oknem upały, w domku ukrop, dziecko leci nam przez palce i na domiar złego nie ma w czym rozpuścić proszku. Znam to. Byłam, doświadczyłam, nie polecam. W ogóle choroby powinny omijać maluchy szeroki łukiem. I ich rodziców przy okazji też. W takiej sytuacji z pomocą przyjdzie ORSALIT® DRINK, który jest doustnym płynem nawadniającym i nie trzeba go rozpuszczać. Już jest płynny i ma do tego truskawkowy smak. Ivo prosił mnie żeby go rozrzedzać z wodą, był dla niego odrobinę za słodki.

DSC_6280

Ponieważ przeszliśmy już swoje w temacie okołobiegunkowym, nie omieszkam wspomnieć o tym, że nawadnianie to podstawa. Ale tutaj rodzaj płynu ma zdecydowane znaczenie! To nie może być sok, rosołek, pomidoróweczka. Aby najszybciej uporać się z biegunką powinniście sięgnąć po doustny płyn nawadniający, który uzupełni dziecięcy organizm o niezbędne elekrolity i pomoże skrócić czas trwania biegunki, tym samym zapobiec odwodnieniu.

Spray przeciw komarom

– koniecznie spray, bo łatwiej się wchłania. Kosmetyki o tym przeznaczeniu albo wykorzystują w swoim składzie odstraszające składniki, a dokładniej: olejki eteryczne, albo mają specjalną substancję chemiczną, która je odstrasza [kosmicznie brzmiące: DEET, IR3535, PMD, fajnie, gdy występują w składzie, niefajnie kiedy są w towarzystwie ogromu konserwantów]. Z olejków działają: mięta pieprzowa, paczulika wonna, eukaliptus, olejek goździkowy, olejek z melisy, olejek z trawy cytrynowej.

Z kremami nam niestety nie po drodze. Nasz starszak jest przewrażliwiony na punkcie lepiących kosmetyków. Im szybciej się wchłaniają tym lepiej. Na rynku jest teraz sporo naturalnych i skutecznych antykomarowych spray’ów. Ja stawiam na te o naturalnym składzie. I rzecz mega ważna: produkt z ubiegłego lata prawdopodobnie ma już przekroczoną datę ważności. Dlatego polecam go podmienić :-)

DSC_6283

Krem z fotostabilnym filtrem UV

– ja wybieram wysoką ochronę UV, co najmniej SPF 30. Wybieram kremy bądź spraye z filtrami chemicznymi i fizycznymi, to one zapewniają największą skuteczność i bezpieczeństwo. Szczególnie w przypadku maluchów. Nie, wbrew temu co piszą niektóre portale internetowe: same oleje roślinne czy masła nie wystarczą. Mają niskie SPF – tyle w temacie. SPF na poziomie 8 to prawie żadna ochrona przy dziecku, które jest ruchliwe, przebywa w wodzie, etc. Jeśli chcecie lepiej zgłębić temat, to obczajcie mój archiwalny post poświęcony temu tematowi [KLIK].

Synbiotyk

– dla niektórych fanaberia, dla mnie nie. Może jestem odrobinę przewrażliwiona, jednak byłam kilkukrotnie niemile zaskoczona na wakacjach z dostępem do punktu aptecznego we wsi obok, w którym nie było nic dla dzieci i nic co mogłoby ewentualnie pomóc dzieciakowi z bolączką i przebojami. Synbiotyki przywracają florę bakteryjną maluchom i pomagają przy częstych infekcjach, zatruciach, o które podczas wakacji nietrudno.

Plastry wodoodporne

– mój trzylatek to wymagające stworzenie. Każde większe skaleczenie związane jest z pewnym rytuałem: najpierw przychodzi do mnie i prosi o podmuchanie, następnie o pocałowanie tego miejsca. Jeśli wyraźnie widać skaleczenie, to muszę je zakleić plastrem w kolorze skóry. Kolorowe, o dziwo, nie wchodzą w grę :-D Także sami widzicie, że plaster to must-have. Inaczej dzień byłby do bani ;-)

Ibuprofen

– niektórym wystarcza paracetamol, działający do 6 godzin. Ja ubezpieczam się dodatkowo ibuprofenem dla dzieci. On nie tylko działa przeciwbólowo i przeciwgorączkowo, ale również przeciwzapalnie. Czyli działa nie tylko objawowo, ale także przyczynowo – likwiduje stany zapalne. Można go stosować już od 6 miesiąca życia. Ja wybierałam ibuprofen ze względu na jego dłuższe i szersze działanie – szczególnie w nocy się sprawdzał, bo miałam pewność, że gorączka tak szybko nie wróci.

Woda utleniona w żelu

– chciałam na początku napisać o propolisie, który w naszym domu jest używany na porządku dziennym, jednak wiem, że nie każdy jest do niego przekonany, ze względu na barwiące właściwości, duże stężenie alkoholu i pieczenie, które na początku wywołuje. Może zostawmy propolis w domu, a na wakacje weźmy wodę utlenioną w żelu. W Polsce mało popularna, ale jednak da się ją zdobyć. Z doświadczenia wiem, że dzieciaki za nią bardziej przepadają i nie boją się jej tak jak klasycznej, płynnej wody utlenionej :-)

Zachęcam Was także do pobrania Poradnika w PDFie, którego jestem jedną z autorek i mogłam podzielić się w nim swoim doświadczeniem [klik].

Udanego lata! Do zobaczenia na wakacyjnych szlakach! Pamiętajcie, że przezorny zawsze ubezpieczony! ;-)

Podobne wpisy