Ponieważ jestem dość mądrą dziewczynką [i idąc za pewną reklamą: jestem tego warta ;-)] to uczę się na swoich błędach i wyciągam wnioski. Wychodzi mi z tym różnie, nie oszukujmy się. Nikt nie jest alfą i omegą, ale akurat w tym temacie trafiłam bez pudła, dlatego mam ochotę się z Wami podzielić moimi sposobami na to, jak ogarnąć swoje włosy zanim nie wylądujemy ze 100% łysiną, jak ja po pierwszej ciąży ;-)
Zdajecie sobie zapewne sprawę, że w ciąży rozkwitamy. Jesteśmy takim wiosennym pączkiem [ja byłam jeszcze takim tłustoczwartkowym ;-)], a później rozkwitamy. Włosy nam lśnią. Paznokcie nagle przestają się łamać. Cera też jest niczego sobie. Istna sielanka. Wpływ na to mają m.in. estrogeny. Ale również i dieta, o którą dbamy w trakcie ciąży, jak i przyjmowane suplementy. Zwyczajnie: jesteśmy jak takie fermowe kurczaczki z fermy typu lux i tuczymy się ładnie, rośniemy i puszymy nasze piórka. Czadzior.
I ja dbałam o siebie w trakcie moich dwóch ciąż. Zdrowe jedzenie, wytłaczane soczki, witaminki i inne magiczne rzeczy. Jednak po pierwszej ciąży nastąpiły pewne zmiany. Po pierwsze: zupełnie zapominałam o łykaniu suplementów. Po drugie nie miałam totalnie czasu na przygotowywanie restauracyjnych posiłków i jadłam to co akurat podwinęło mi się pod rękę. Raczej było to wybitnie monotematyczne żarcie. Zresztą, przez chroniczne niewyspanie nawet nie miałam specjalnie sił aby gryźć :-D Taka była smutna prawda. W dodatku hulająca prolaktyna sprawiła, że było z moimi włosami coraz gorzej. A i stresior był, bo to było moje pierwsze dziecko, a jak wiadomo prolaktyna szaleje do upadłości właśnie w sytuacjach stresujących…
Toteż po 5 miesiącu od zakończenia ciąży moje skronia były totalnie łyse, w dodatku miałam na głowie istne prześwity. Jak patrzę na niektóre zdjęcia z tamtego okresu, to zastanawiam się jak to się stało, że nikt nie wysłał mnie wtedy na jakieś badania, bo to wyglądało naprawdę strasznie…
Po drugiej ciąży jestem już mądrzejsza o tamto doświadczenie. Serio. Już w trakcie ostatniego miesiąca ciąży przygotowałam sobie zestaw reanimacyjny dla moich włosów, aby nie wylądować z ręką w nocniku, jak za pierwszym razem.

Przygotowałam sobie zapas suplementów na pierwsze pociążowe miesiące, aby nie musieć pamiętać o ich kupnie.
Bo jak nie mam czegoś pod ręką, to na bank o tym zapomnę – takie prawidło u mnie niestety funkcjonuje. Ponadto zaopatrzyłam się w fajne pudełko na leki z alarmem, który codziennie o danej porze wkurza mnie swoim dźwiękiem i każe o sobie pamiętać. Postawiłam na suplement 2 w 1. Nie lubię łykać osobno witamin i osobno kwasów DHA. W tym preparacie akurat wszystko jest w jednej kapsułce. Pharmaton Matruelle – niestety trzeba dobrze poszukać albo najlepiej kupić go via internet. W przeciwieństwie do wielu innych preparatów, to w Pharmatonie znajdziecie składniki, które spełniają 100% lub nawet 200% naszego dziennego zapotrzebowania, a nie mamią nas, że ta witamina tam jest i tyle, a małym druczkiem widać, że to tylko 40% tego co nam się należy.

Spray wzmacniający i pobudzający wzrost włosów z witaminami B1, B6, H -Pervoe Reshenie
Ten spray stosuje na skórę głowy po każdym myciu Ma on bardzo przyjemny zapach i nie obciąża włosów. Ponadto jest napakowany składnikami, o których możecie śmiało zapomnieć w innych preparatach. Tam jest po prostu wszystko, co turbo-doładuje Wasze cebulki i pobudzi je do produkcji. A co najważniejsze: to kosmetyk w 100% naturalny i ekologiczny, i taaadam: nie kosztuje majątku!
Patrzcie na ten skład! Miodzio!
Prawoślaz Lekarski, Cytryniec, Żeń-szeń, Melisa, korzeń Łopianu, Pokrzywa, Owoce Brzozy (kotki brzozowe), a także aktywne składniki Kwas Pantotenowy (Prowitamina B5), drożdże piwne, wyciąg z papryki, Klimbazol.
Prowitamina B5 aktywizuje regenerację komórek skóry głowy, Kompleks drożdży piwnych zapewnia pełnowartościowe odżywienie włosów.
Proteiny są źródłem energii, witamin z grupy B i wszystkich podstawowych aminokwasów.
Papryka poprawia krwioobieg, dzięki temu substancje odżywcze docierają do korzenia włosowego.

Maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu – Pervoe Reshenie, Przepisy Babci Agafii,
Ta maska drożdżowa to genialny wynalazek. Rownież w 100% naturalny. Wpływa on na wzrost naszych włosów i cudnie nawilża skórę głowy i ją odżywia. Wpadłam na ten kosmetyki przy wizycie w jednej z drogerii i gdy powiedziałam ekspedientce o tym czego szukam, to ona odparła: to i tylko to! Te drożdże, te witaminy! Zresztą, nie będę Was dłużej przekonywać. Ten kosmetyk sam się obroni. I również jest ekonomiczny.
A skład!
• Drożdże piwne (Yeast Extract) – zawierają biotynę (H) oraz witaminę B5 (źródło kwasu pantotenowego),które przywracają włosom sprężystość ,hamują wypadanie włosów i ich siwienie, przyspieszają wzrost
• Sok brzozowy (Betula Alba Juice) – nadaje włosom blasku objętości ,wzmacnia je,stymuluje ich porost,a także pomaga usunąć łupież
• Oman wielki (Inula Helenium Extract) –działa antyseptycznie i przeciwbakteryjnie
• Mącznica lekarska (Arctostaphylos Uva Ursi Extract) – równoważy gospodarkę tłuszczową naszej skóry,działa przeciwbakteryjnie i antyseptycznie
• Ostrosept plamisty (Silybum Marianum Extract) – oprócz działania leczniczego ma działanie pielęgnacyjne i opóźnia efekty starzenia
Oleje z zimnego tłoczenia :
• Olej z kiełków pszenicy ( Triticum Vulgare Germ Oil)- wpływa kondycjonująco na skórę i włosy: kwas linolowy,witamina E, ceramidy posiadaja właściwości nawilżające,ujędrniające i wygładzające,stymuluje mikrokrążenie. Chroni przed nadmierną utratą wody oraz promieniowaniem UV
• Olej z nasion białej porzeczki (Ribes Aureum Seed Oil)-intensywnie odżywia włosy, wykazuje działanie przeciwzapalne
• Olej z orzeszków cedrowych (Pinus Siberica Cone Oil)- bogaty w nienasycone kwasy tłuszczowe oraz witaminę E oraz witaminy z grupy B. Poprawia kondycje włosów ,wzmacnia je ,przeciwdziała wypadaniu,zwalcza łupież,ogranicza łojotok
• Olej z owoców dzikiej róży (Rosa canina Fruit Oil)- działa przeciwbakteryjnie, odżywia,nawilża i uelastycznia włosy

Naturalne syberyjskie mydło ziołowe do kąpieli `Naturalne mydło Agafii`
To czarne mydło w postaci takiego a la żelu, to moje odkrycie tego roku! Szkoda, że trafiłam na nie tak późno, ale grunt, że jest już ze mną. Używam je do całego ciała, ale tak naprawdę głównie do skóry głowy. Dzięki niemu dokładnie oczyszczam głowę i włosy, a to przecież od tego jak dokładnie umyjemy głowę i usuniemy nadmiar sebum, zależy jak składniki z innych kosmetyków wnikną w jej głąb. W składzie tego mydła jest samo dobro! Ogromne 500g opakowanie wystarczy Wam na bardzo długo. A kosmetyk zostawi włosy gładkie, oczyszczone i lśniące. Oby produkcja tego mydła trwała cały mój żywot!

Masażer
I chyba kolejny hit roku a także czasoumilacz podczas wieczornych filmowych seansów, których nie uprawiamy z M.od dłuuugiego czasu, bo albo ja zasypiam na filmie albo zwyczajnie brakuje czasu na to, aby puścić jakikolwiek urywek wytworu kinematograficznego.
Ale wracając do tematu: ten masażer to mistrz miziania i masowania skóry głowy! Robi mi tak dobrze, ale to tak dobrze, że stawiam go na równi z filiżanką pysznej aromatycznej kawy i gdyby ktoś kazał mi wybierać: to albo tamto, to miałabym ogromny dylemat. A w temacie włosów: masowanie skóry głowy to klucz do sukcesu, serio serio! Pobudza krążenie wyśmienicie.
Toteż wiecie. Ja dzień w dzień wcieram, masuję, spryskuję, miziam, sriziam i tak dalej, i widzę, że te moje włosy wyglądają coraz lepiej! Także, drogie Panie – po ciąży i nie tylko!, jest dla nas nadzieja! ;-)
Mam nadzieję, że sięgniecie po tych moich ulubieńców, bo wróżę Wam wtedy czuprynę Violetty Villas! No kto by nie chciał mieć takiej grzywy i takiego ogona ;-)







