Wyjątkowa zabawka, którą moje dzieci potrafią bawić się godzinami!

napisała 07/12/2017 Moim zdaniem

Przyznam się Wam dzisiaj do czegoś, co prawdopodobnie sprawi, że zmienicie o mnie zdanie. Wcale nie na lepsze ;-) Postanowiłam jednak zaryzykować, bo jednak nie mam najmniejszego zamiaru nikomu tutaj mydlić oczu, że jest inaczej.

Tak jak teraz siedzę i dopijam zimną już bawarkę, tak biję się w pierś i zrobię małą auto spowiedź:

Otóż czasami naprawdę nie mam siły bawić się z moimi dziećmi.

Oczywiście, że są częste momenty, że leżymy wszyscy na dywanie i gramy w jakąś planszówkę, malujemy, układamy i uskuteczniamy z chłopakami wiele innych akrobacji, które zajmują im czas i dzięki temu widzę ogromną radochę w ich oczach.

Są jednak chwile, kiedy leżenie na dywanie (w 36 tygodniu ciąży, choć nie tylko) jest naprawdę ostatnią rzeczą, na jaką mam ochotę się porwać. A jednocześnie kiedy włączam im bajkę, to mam jakieś wyrzuty sumienia, że tych bajek może oglądają odrobinę za dużo. No i kółeczko się zamyka i wracamy wtedy do punktu wyjścia.

Doszłam też do wniosku, że mam dzieci chyba jakieś mega wymagające ;-) To znaczy nie znam Waszych brzdąców i nie wiem, czy przed Wami przypadkiem nie jest jeszcze trudniejsze wyzwanie, ale uwaga, uwaga

… moje dzieci nie będą bawić się każdą zabawką.

To znaczy każdą pobawią się jakieś 5 minut, ale żeby zająć je na dłużej, to ta zabawka musi im dać jak ja to nazywam „jakąś wartość ekstra”. Czyli musi mieć w sobie jakiś element zaskoczenia i musi okazać się dla nich zagadkowa, ciekawa i absorbująca.

Jak już pewnie wiele razy Wam wspominałam ja jestem minimalistycznym typem matki, która nie kupuje zabawek na oślep. Ja muszę się zastanowić. Sprawdzić, czy to „coś” ma sens, czy może jest kolejną zapchajdziurą, którą zepsują za moment i rzucą w kąt. Mam już szczerze dosyć kupowania przedmiotów, które okazują się strzałem w stopę i wywaleniem pieniędzy w błoto. Dlatego jakiś czas temu za cel postawiłam sobie wyszukiwanie zabawek, które nie tylko zaskoczą moje dzieci, ale też zajmą je przez dłuższy czas i np. otworzą ich na nowe horyzonty.

W tym roku zaskoczyło mnie tylko kilka zabawek i były one strzałem w dziesiątkę.

Zestaw Cool Science dołączył do zaszczytnego grona.

Nie wiedziałam wcześniej, że zabawki naukowe w ogóle istnieją. Mój starszak jest za-cza-ro-wany Cool Science.

Junior przygląda się jemu i zastanawia się, co brat wyczynia, ale widzę, że załapuje bakcyla pomału i Ivo mu wiele wyjaśnia. Starsze rodzeństwo to jednak skarb!

 

Napisałam na początku tego postu, że mam dla Was zabawkę, która zrobiła z moim synem coś niesamowitego. I zamierzam Wam powiedzieć, co to było, bo ja do dzisiaj jestem pod wrażeniem.

Kiedy rozpakowaliśmy zestaw po raz pierwszy mój starszak zamarł. Ale to dosłownie zastygł w bezruchu!  I zadał mi jedno pytanie, które rozwaliło mnie na łopatki:

– Mamo, to będzie naplawdę moje?!

– Synu, kurczę, no pewnie, że będzie Twoje! A czemu pomyślałeś, że nie miałoby być Twoje?

– Bo ja widziałem takie coś w bajce, jak chłopczyk był w labolatolium, ale Ty powiedziałaś wtedy, że to tylko bajka i że nie można tak naplawdę się bawić, bo to niebezpieczne a ja tak bardzo wtedy chciałem, a Ty powiedziałaś, że dopiero jak będę duży to wtedy.

No i rozłożył mnie wtedy tym zdaniem doszczętnie! Rzeczywiście pamiętam jakąś bajkę na jednej z popularnych stacji dziecięcych, w której był kreskówkowy chłopiec, który bawił się w laboratorium. I chyba rzeczywiście palnęłam wtedy jakąś głupotę w stylu: „że te eksperymenty są niebezpieczne i że lepiej żeby dzieci się w nie nie bawiły. „

Odkręcam wszystko i przepraszam.

Dzieci jednak zdecydowanie mogą bawić się w bezpieczne eksperymenty i laboratorium, i wcale to nie jest przeznaczone tylko dla dorosłych albo dla dzieci szkolnych!

Są bezpieczne opcje dla dzieci młodszych, które sprawiają, że młodzi zastygają w bezruchu i jarają się zabawką tak jak ja jaram się np. nowym kremem do twarzy! ;-)

Kochani, odkąd mój Syn dostał do rąk te mini-mikroskopy, probówki, wagi i całą resztę od Cool Science, dziecka NIE MA! Dzisiaj rano poprosił mnie, czy mogłabym mu kupić jego własny stolik, na którym będzie robił eksperymenty :D Tata skręcił mu stolik, który leżał rozłożony w kanciapie i pewnie miał zostać wyrzucony, a Ivo w trybie natychmiastowym rozłożył się z mikroskopem, imitacją palnika Bunsena, wagą, menzurkami, probówkami, wirówką laboratoryjną, teleskopem i zapytał:

– Moziesz już już wyjść z pokoju, bo ja teraz będę „ekśpelymentolował” ?

:D Po cichaczu wyszłam z pokoju sygnalizując tylko, że jak będzie mnie potrzebował, to ma mi dać znać. Dostał ode mnie w dzbanuszku trochę wody zwykłej, w drugim trochę gazowanej, w probówkach zabarwiłam mu barwnikami spożywczymi wodę na trzy kolory i chłopak zniknął mi z pola widzenia :D Założył okulary laboratoryjne i obawiam się, że jest ryzyko, że on już nie będzie chciał zostać pilotem :D On będzie albo chemikiem albo kucharzem, ale o tym niebawem! :D

Na chwilę obecną mój Synal jest w jakimś równoległym świecie badań i doświadczeń!

Wczoraj pokazywał mi pod mikroskopem włókna bawełny i kawałek poprocha. Po kilku minutach wsadził pod mikroskop małą muszkę, która zapewne przed kilkoma tygodniami koło okna skończyła swój żywot. Pokazał mi też, jak gaz z wody gazowanej uchodzi i jak wypiera korek, który szybuje w stronę sufitu. Jest moc!

A co robi matka? A ja dopijam ciepłą kawę :D Junior patrzy na brata i próbuje mu zabierać, co tylko wpadnie w jego ręce ;-) Wczoraj znajoma szepnęła mi, że ona znała zestawy doświadczeń Cool Science, bo były zabawką roku 2017. Ja zaczynam się pod tym pomału podpisywać z niedowierzaniem. To, że „science is cool” to wiem, bo ja byłam ogromną fanką zajęć chemii szczególnie podczas eksperymentów, ale że dziecko szczerze się takimi rzeczami interesuje, to dla mnie nowość!

Więcej informacji o zestawach Cool Science znajdziecie tutaj

Pozdrawiam Was właśnie z sofy pisząc to ostatnie zdanie i dopijając ciepłą jeszcze kawę! Starszak w pokoju z juniorem i … ekśpelymentolowują ;-)

Podobne wpisy