10 intymnych faktów o mnie, o które pytaliście.

napisała 27/04/2016 Varia
Wy pytacie szczesliva odpowiada

Już od jakiegoś czasu spisuję sobie listę pytań, które padają w wiadomościach od Was. To są takie przypadkowe pytania, które zadajecie często mimochodem większych trosk, problemów, irytacji dnia codziennego, o których piszecie w mailach.

Mam tych pytań już grubo ponad setkę w moim kajeciku, i bywa że powtarzają się, dlatego o ile mój najmłodszy chorowitek dzisiaj mi pozwoli, przedstawię Wam pierwszą dziesiątkę. To nie będą tematy z cyklu: „O! Eureka!”, „Olśnienie roku!”. To będą takie babskie pogaduchy. Wyobraziłam sobie właśnie, że siedzę w fotelu, na co swoją drogą nie mam w ogóle czasu [więc czy logicznym nie byłoby się go pozbyć? ;-)], mam w ręku kawę i wymieniamy się błahostkami.

1. Czy nie brakuje Ci bliskiej osoby? Takiej przyjaciółki? Kiedyś pisałaś, że z kobietami Ci nie po drodze. Naprawdę tak jest?

To jest sprawa, nad którą się ostatnio nawet zastanawiałam. Rzeczywiście, czuję pewnego rodzaju kobiecy niedosyt w swoim otoczeniu. Wszyscy gdzieś biegną, biegnę i ja. I brakuje mi czasu na spontaniczne spotkania z ludźmi. Brakuje mi czasu na wszystko. Tak kiedyś sobie marzyłam leżąc w łóżku, że pojechałabym do SPA [skrzętnie zbieram na nie do skarpety. Może do 2018 się uwinę ;-)] Z jakąś fajną dziewczyną, przyjaciółką [której notabene nie mam]. Bez męża, bez dzieci. Bez większych trosk. Bez spiny. Spędzałabym wieczory z winem w ręku, na rozmowach o pierdołach i jedzeniu samych pysznych rzeczy. Bez mycia naczyń, bez ścierania po raz n-ty kuchennego blatu, wstawiania prania i zastanawiania się kiedy znajdę 15 minut na zrobienie sobie pazurów. Żyję w ciągłym niedoczasie. I w kobiecym niedosycie.

2. Twoja ulubiona część garderoby to…

To pytanie pojawiło się po jednym z postów modowych, który miał być cyklem a nie wiem dlaczego zaniechałam jego kontynuacji. Pewnie dlatego, że musiałam się wkurzać na mojego M. o to, że on nie lubi być instruowany jak ma mi robić zdjęcia i strzelił fochem. A ja tych fochów miałam już powyżej uszu ;-) Jak znajdę osobistego fotografia, niemęża, to pewnie wrócę do cyklu ;-)

No więc nie mam ulubionej części garderoby, chociaż zdecydowanie buty są moim głównym konikiem :-) Ostatnio choruję na poncho, które zasłania moje pociążowe kształty a jednocześnie robi dobrą robotę i nadaje ubiorowi fajnego stylu. Lubię też fajne płaszcze wiosenne, zamszowe, skórzane. Niestety te, które mi się podobają, kosztują fortunę. Mam w ogóle wrażenie, że urodziłam się z jakimś dziwnym burżuazyjnym gustem. Dalibyście mi pod nos dziesięć płaszczów z Zalando, to na bank spodoba mi się ten za 3000. Nic tylko się załamać :-D W chwili obecnej trenuję na siłowni i zapewne będę lecieć z rozmiarami w dół, dlatego nawet nie mam co zaczynać kompletowania garderoby. I chodzę non stop w tym samym. Ocipieję. Jegginsy + biały top. Biały top + jegginsy. Istne szaleństwo ;-)

3. Gdy piszesz, to wygląda to, jakbyś nie miała zmartwień. Bezproblemowa i optymistyczna dziewczyna mi się jawi. Czy Ty w ogóle bywasz zmartwiona?

Wg mojego M. to jestem typem, którego: „w każdym kłopocie kłopocze jakiś kłopot” :-D Co prawda raczej nie przejmuję się na zapas, ale jestem strasznym analizatorem rzeczywistości. Z tym muszę walczyć. Poza tym martwię się chyba tak jak każdy, tym czym martwi się każdy śmiertelnik. Mam takie proste marzenia. Chciałabym dla nas wszystkich zdrowia i miłości. Nie znoszę cichych dni, nie cierpię kwasu wiszącego w powietrzu. Chciałabym wszystko rozwiązać tu i teraz. Mamy jednak z M. bardzo silne charaktery i ścieramy się na porządku dziennym ;-)

4. Co robisz oprócz blogowania? Prowadzisz firmę czy pracujesz gdzieś?

W chwili obecnej blogowanie jest nie tylko przyjemnością, ale także w pewnym sensie moją pracą, i nie pracuję nigdzie indziej. „Nigdzie indziej” – czy to w ogóle jest prawidłowo napisane? ;-) Przyszedł w pewnym momencie taki czas, że postanowiłam zmierzyć się z rzeczywistością i nie chować dłużej głowy w piasek. Założyłam działalność gospodarczą i zdecydowałam się sprawdzić, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Planuję cykl związany z założeniem działalności gospodarczej i byciem „na swoim”.  Taki aktywizujący do działania i pokazujący dlaczego i kiedy warto pomyśleć o tym, by iść w tym kierunku. Czytalibyście?

5. Ile wydajesz na kosmetyki do pielęgnacji skóry i do makijażu?

Dobre pytanie. Podobno bardzo kontrowersyjne dla niektórych, bo kwoty powyżej 100 rozpędzą hejt ;-) Co prawda jestem zwolenniczką używania kosmetyków dobrych, to nie znaczy jednak, że idę ślepo za reklamami. Tym samym nie wydam na krem do twarzy 300 PLN, bo jestem w stanie albo sama skomponować całkiem przyzwoity krem do twarzy, albo znam marki, które takie kremy mają w swojej ofercie za co najmniej 30% tej kwoty. Znam się na składach i nie dam sobie wcisnąć kitu. Natomiast jestem maniaczką szukania nowych kosmetyków z całego świata, o wspaniałych składach i dobrym działaniu. I to one pojawiają się zazwyczaj w cyklu kosmetycznym, który prezentuję od czasu do czasu na blogu.

Z kolorówką też nie szaleję. Nie dlatego, że się nie znam, ale uważam, że jestem w stanie posilać się średnią półką, a nie ekskluzywną. Polecam polskie Catrice, Inglot. Miewałam i miewam czasami drożyzny. Niebawem na blogu pokażę całą moją kolorówkę i wyjdzie szydło, tfu. prawda z mojej kosmetyczki ;-)

6. Planujesz trzecie dziecko?

Tak. Chciałabym mieć trzeciego malucha. Jednocześnie mając w głowie obraz ostatnich burzliwych miesięcy z Teośkiem ta ochota odrobinę maleje. Było ciężko ;-) Jeśli tym razem mój M. mi obieca, że doleci na poród, to byłoby mnie to w stanie przekonać. Najprawdopodobniej ;-)

7. Książka, która ostatnio Cię oczarowała i którą możesz polecić?

Od kiedy jestem mamą nie czytam książek dla przyjemności. Serio. Nie mam na czytanie czasu i nie przekona mnie nikt kto powie, że to moja wina i że nie ma szans tego czasu nie znaleźć. Bo jeśli się tylko chce, to można. Ja naprawdę NIE-mam-czasu-na-czytanie-powieści. Inaczej musiałabym albo zamknąć bloga, albo przestać sprzątać kuchnię [o czym za chwilę ;-)] P

Czytam natomiast książki użytkowe. Vademecum aromaterapii ostatnio. Świetna pozycja z genialnymi kompozycjami. „Co? Jak? narysować” – dla tych, którzy nie potrafią nauczyć swojego dziecka jak narysować np. konia ;-) Pewnie jeszcze niebawem polecę jakieś inne książki użytkowe. No na poezję czasu jeszcze „nimom” ;-)

8. Czy Ty masz w domu panią sprzątającą, że Twoje kafelki w kuchni zawsze są takie czyste na zdjęciach??? ..???

Tak, mam panią sprzątającą. Nazywa się Magda. Ukrywa się pod pseudonimem Szczęśliva :D Nie mam nic do posiadania pań sprzątających. Wiele osób z mojego otoczenia pracujących od świtu do nocy posiłkuje się taką osobą. Ja natomiast należę do osób, które jeśli same nie sprzątną, to w ich oczach będzie zwyczajnie brudno. Ja muszę sama doczyścić, sama zetrzeć, poukładać. Przeklęta samosia ze mnie, dlatego moją jasną gresową podłogę w kuchni zdarza mi się przecierać kilka razy w ciągu dnia. Szaleństwo, co nie? Dla mnie nie :-) Już się do tego przyzwyczaiłam ;-)

9. Co sądzisz o innych blogerkach parentingowych? Nie wydaje Ci się, że są trochę zadufane w sobie? Ja nie znoszę tego wiecznego uśmiechu u XYZ. Ty też?

Ja nie :P

I nie, nie wydaje mi się, że są zadufane w sobie. To zazwyczaj jest tak, że blogerka, która wydaje Wam się osobą zadufaną, snobką i tak dalej, pewnie w rzeczywistości okazałaby się równiachą, z fajnym nastawieniem do świata i ludzi. Obraz, który kreujemy w naszej głowie jest tylko pewnego rodzaju projekcją, zapewne nie do końca potrzebną. Dopóki nie poznamy kogoś w realu, nie powinniśmy wyrokować. Ja miałam okazję poznać osobiście kilka naprawdę ciekawych osób. Natalię vel Nishkę, Basię Szmydt, Grażkę z parentingowy.com, Hanię Szalonooką i kilka innych cudnych osób. Myślę, że gdybyśmy miały okazję na więcej spotkań przy winie czy śpiewie,  gdyby nie odległość, zaiskrzyłoby oj zaiskrzyło ;-)

10. Jak Ty to robisz, że ogarniasz chatę, dzieci, bloga i siebie, a Twojego męża nie ma przez kilka tygodni? Ja załamuję ręce. Samotność mnie dopada. Dzieci zaczynają wkurzać. Wieczorami nie mam w co rąk włożyć.

To paradoks o czym zaraz napiszę i pewnie nie podbuduje to osoby, która zadała mi to pytanie. Ale odpiszę, bo weszło w pierwszą dziesiątkę. Otóż rzeczywistość ogarniam 100 razy lepiej, gdy nie ma mojego M. Jest tak cholernie wiele spraw do zrobienia podczas jego nieobecności [chciałam napisać z rozbiegu „fpizzzdu spraw”…, ale się opamiętałam ;-)], że wchodzę na jakiś wyższy bieg. I chyba zamieniam się w faceta wtedy. Jestem zadaniowa. A jak jest dzień, że mam ochotę się uaktrupić, bo nie wyrabiam na zakrętach, to zaczynam wyluzowywać i … :

Zupa? No to myk, robię zupę z hortexowych mrożonek.

Drugie danie? No to pyk pyk: gnocchi z pesto, które gotują się 2-3 minuty – polecam!

Trzeba dzieci wykąpać? No to pyyyk. Razem z nimi wchodzę do wanny i nie mam wyrzutów sumienia, że za mało się z nimi bawiłam. Stop samobiczowaniu się!

Lodówka pusta? No to kurdemol przepraszam się z tesco24 i robię zakupy online w nocy i przyjeżdżają mi z samego rana, o ile termin wolny, i od razu chce mi się żyć, bo mam z czego zrobić naleśniki, jedne z wykwintniejszych dań w naszym domu :P

Patrzę do lustra i widzę ciemność? To kurde, zamiast w nocy sprzątać i pędzlować łazienkę, robię sobie pedicure albo manicure, zarzucam czerwień albo jakiś french i świat jest jakby piękniejszy. I już nie boję się otworzyć drzwi, gdyby jakaś kobieta zapukała do mych drzwi :D No mówię Wam, taka czerwień rozwala system.

Mam ochotę wyrzucić mojego trzylatka przez okno, bo robi ze mnie kogel-megel psychiczny? Dobra, robię to rzadko, ale już w akcie desperacji: daję mu salaterkę z jedną łyżeczką rozsypanego brązowego cukru i nagle z diabła robi mi się dziecko-anioł :D Polecam! ;-)

Jeszcze a propos cukru! Stephen King wiedział, co pisał! ;-) U mnie cukier też jakby ratował sytuację i zdrowie psychiczne:

Cukier rozwiązuje wiele problemów, tak przynajmniej uważam. – Stephen King

Twoich też? ;-)

Podobne wpisy

  • Jesteś mistrzynią! Moje ulubioną!

  • Mega fajna babka z Ciebie :)

  • Brawo Ty! Większość matek powinna Cię czytać, bo my (Polki) mamy jakieś samobiczowanie dziedziczone od pokoleń. A czy nie lepiej po prostu przestać się zadręczać wyimaginowanymi czasem obowiązkami (obiady z dwóch dań plus deser – no ja chrzanię, po co?) i inne tego typu bzdury i zwyczajnie czasem poluzować sobie te nasze gorseciki!? Tak trzymać! Uwielbiam Cię czytać! :)

  • Parentingowy_Com

    Magda! Pamiętasz Księżyc? Tak sobie myślę, że SPA też mogłoby być. Bo taki luksus bez trosk i to jeszcze z winem to prawie jak miejscówa na Księżycu. Przesyłam uściski!

  • Świetnie się to czytało;-)! Z chęcią poczytamy twój cykl związany z założeniem działalności gospodarczej.

  • Super napisane :) z tym ogarnianiem czasu mam podobnie – dwójką dzieci, mąż od pół roku w delegacjach. Ale da się, da się :)

  • O matko, ja tak samo mam z tym sprzątaniem. Nikt nie zrobi tak dobrze, jak ja, i nawet jeśli pewnego dnia mówię do siebie „bunt!, dziś nie sprzątam”, to i tak ostatecznie robię choć minimum… taki nawyk jakiś. Porządek w domu= porządek w głowie. Szczerze mówiac myślałam o kimś do pomocy, ale … przecież z dzieckiem cały czas jest coś do sprzątania, więc taka pani musiałaby chyba być z nami od rana do wieczora, także sensu nie widzę póki co.

  • No mam nadzieję, że wkrótce znów uda nam się spotkać!! :)
    PS U mnie też sprząta pani. Pani Natalia. Ukrywa się pod pseudonimem Nishka :)))

  • Miło się czyta, bo fajnie napisane :D

  • Anna

    Fajnie napisane. Będę wracać :)

  • margo

    Mi ostatnio mąż zaproponował, że może weźmiemy panią do sprzątania. Wiele kobiet by było przeszczesliwych, natomiast dla mnie to było jak policzek. Że niby ja nie daje rady! NEVER!!

  • Barbara Zając

    Ja też potwierdzam że o wiele lepiej ogarniam gdy nie ma faceta w domu, ani mamą nie wpada, ani teściowa…bo jak przychodzą to mają swój tryb działania, często inny od mojego oczywiście, i robią coś tam w innej kolejności. Co mnie wkurza!! Wolę wyjść do sklepu wtedy, albo się zdrzemnąć, i widzieć tylko efekt końcowy, bo inaczej nieprzyjemności gotowe!

  • Barbara Zając

    Ja też potwierdzam że o wiele lepiej ogarniam gdy nie ma faceta w domu, ani mamą nie wpada, ani teściowa…bo jak przychodzą to mają swój tryb działania, często inny od mojego oczywiście, i robią coś tam w innej kolejności. Co mnie wkurza!! Wolę wyjść do sklepu wtedy, albo się zdrzemnąć, i widzieć tylko efekt końcowy, bo inaczej nieprzyjemności gotowe!