Ciążowe mdłości.

napisała 22/12/2015 Uroda
K

Gdy byłam małą dziewczynką, i dawałam moim rodzicom wycisk, to moja Mama (jak pewnie większość Mam) miała zwyczaj mówienia w żartach:

„Czekaj, czekaj. Zobaczysz jak Ci dadzą popalić Twoje własne dzieci. Popamiętasz moje słowa!” ;-)

I wykrakała.

Zaczęło się oczywiście już w ciąży. Pamiętam, że przeczytałam chyba internety całe szukając rady na poranne mdłości. Wzdłuż i wszerz przetrzebiłam wszystkie możliwe publikacje w celu znalezienia jakiegoś panaceum. U mnie, jak w zegareczku, mdłości pojawiły się w 4. tygodniu ciąży. A najdokuczliwiej dały mi popalić modelowo między 6 a 12 tygodniem, idealnie wpasowując się w nasz urlop na Florydzie i w Kalifornii. Doszłam wtedy do wniosku , że chyba więcej „szczęścia” już nie mogło mnie spotkać ;-)

Całe moje szczęście, że nie poszłam w ślady mojej rodzicielki, która miała mdłości będąc w ciąży ze mną, czyli jej pierworodną córą. Mdłości w jej przypadku trwały całą ciążę! Calusieńkie 9 miesięcy obfitowały w wycieczki do łazienki przy najmniejszej okazji. I bez okazji również. Współczuję tym bardziej, że teraz już sama dobrze wiem, co wtedy przeżywała!

Okazuje się, że jest jednak światełko w tunelu i Matka Natura jest w stanie odrobinę poprawić to nasze złe samopoczucie. Podrzucę Wam garść moich sposobów na to, jak sobie wtedy radziłam i co na mnie działało. A Wy podrzućcie mi swoją garść. Co dwie garści to nie jedna ;-)

1. Przede wszystkim postawiłam na mniejsze a częstsze posiłki. Już ta pierwsza zmiana zadziałała u mnie odrobinę, co dało mi nadzieję. A ja wtedy kurczowo trzymałam się najmniejszych nadziei ;-)

2. Zwiększyłam podaż wody i wody z imbirem. Wyrobiłam sobie wtedy dobry nawyk trzymania w torebce butelki wody z tzw. „dziubkiem”. I popijałam małymi łykami cały czas w ciągu dnia. Gdy poczułam, że mdłości się zbliżają, to daaawaj – od razu sięgałam po wodę. O imbirze wspomniała mi moje Babcia. Zalewałam pokrojony lub starty imbir gorącą wodą na 10-15 minut, odsączałam i przelewałam do szklanki. Dodawałam odrobinę soku z cytryny, czasami odrobinę miodu, i taki napój sączyłam kilka razy dziennie. Pyyycha! P.S. Należy pamiętać, że należy zachować umiar w spożywaniu tego orientalnego korzenia. Jednak był moją deską ratunku w ciąży przy mdłościach i przeziębieniach :-)

Napoj-imbirowy-1-1024x576

Imbir-wlasciwosci-1024x576

3. Urozmaiciłam moją dietę o produkty zawierające witaminę B6, bo podobno to właśnie ona również pomaga podczas mdłości. Marchew, kalafior, fasola, drób, jajka, zielone warzywa, orzechy, ryby. To właśnie one zrobią nam dobrze.

Moją ulubioną przekąską w ciąży były prażone w piekarniku migdały. Prażenie powodowało, że były łatwiejsze do pogryzienia i dodawało im takiego fajnego posmaku. Spróbujcie, uzależnicie się od nich bez względu na to czy jesteście w ciąży czy nie ;-)

Prazone-migdaly1-1024x576

4. Ograniczyłam do minimum nabiał, smażone dania, ostre przyprawy. Wyeliminowałam zupełnie glutaminian sodu – warto się przyjrzeć składom produktów, które kupujemy.  Wzmacnia on smak produktów, a nie robi nam niczego dobrego.

5. Włączyłam do diety różnorodne kasze, otręby i ciemny ryż. To właśnie w pierwszym trymestrze mojej pierwszej ciąży przeprosiłam się z kaszą jaglaną i kocham ją po dziś dzień! I w końcu udało mi się dojść do perfekcji w gotowaniu jej na sypko. Wcześniej robiła mi się z niej klejąca breja ;-) Z dodatkiem prażonych jabłek jest genialna! Dodatkowo czarny, brązowy i czerwony ryż, i na moim talerzu nareszcie pojawiła się kolorowa różnorodność.

Kasza jaglana na sypko

6. Zwiększyłam aktywność fizyczną. Oczywiście bez przesady, ale spacery, krótkie sesje na orbitreku sprawiały, że zapominałam o mdłościach. I pewnie ruch fizyczny sam w sobie pomaga, jednak naukowych dowodów na to nie mam ;-)

7. Starałam się zająć swoją dobę maksymalnie, aby nie mieć czasu na rozmyślania i umartwianie się w tym moim mdłym stanie ;-) I tym sposobem przy pierwszym dziecku wyprawkę skompletowałam już w pierwszym trymestrze, łącznie ze wszystkimi kosmetykami dla malucha, laktatorem, sterylizatorem i całym arsenałem niekoniecznie potrzebnych rzeczy ;-)

Ba! Ja już wtedy miałam poprane i poprasowane wszystkie ciuszki, poskładane na kant i podpisane w szufladzie pod kątem rodzaju, rozmiaru, i posegregowane kolorami :-D Szaleństwo, prawda? ;-) Jednak dzięki temu, zajmując się ogarnianiem garderoby młodziaka, praniem jej nawet trzykrotnie w czasie całej ciąży [co mój Mąż cierpliwie znosił!] nie miałam czasu na myślenie o tych moich dokuczających mdłościach.

Ten post jest owocem [no, prawie imbirem ;-)] współpracy z Lovelą z którą wspólnie, razem z kilkoma innymi blogerami, tworzymy poradnik dla przyszłych i obecnych rodziców. Chcemy pomóc im poruszać się w gąszczu nieznanych dla nich zagadnień a jest ich trochę zarówno w ciąży, jak i po jej rozwiązaniu. Oj, jest ich nawet więcej niż „trochę” ;-) I idąc za myślą Andrzeja Sapkowskiego, chcemy to, co jest jeszcze nieznane, pozbawić tej aury grozy:

Szczesliva„To, co zna­ne, przes­ta­je być koszma­rem. To, z czym umie się wal­czyć, nie jest już aż tak groźne.” :-)

Podobne wpisy