Kierowco, zwolnij! Pasażerowie to nie worki ziemniaków!

napisała 07/03/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
autobus

Od kilku dni mój starszak jest przedszkolakiem. Codziennie rano opuszczamy naszą domową jaskinię i wyruszamy na podbój świata. Tramwaje i autobusy są jedną z większych atrakcji dla mojego Syna, dlatego staram się wyjść odpowiednio wcześnie z domu, aby chłopak nacieszył się ich widokiem.

Trasa do naszego przedszkola jest dość krótka, jednak zbyt długa, aby pokonać ją pieszo w rozsądnym czasie. Autobus wydaje się być najlepszym rozwiązaniem, nawet lepszym od samochodu, biorąc pod uwagę poranne korki i osobny wydzielony pas, który zdecydowanie przyspiesza sprawę.

Co prawda przez pierwsze kilka dni bardzo cieszyłam się z tych naszych wspólnych wycieczek, jednak ostatnio, po kilku niebezpiecznych sytuacjach, doszłam do wniosku, że razem ze swoim trzylatkiem i innymi pasażerami jesteśmy w komunikacji miejskiej intruzami!

Przykład z dzisiejszego poranka.

Wsiedliśmy z Ivkiem do naszej porannej „rakiety” i rozejrzeliśmy się wkoło. No trudno. Wszystkie miejsca zajęte. Bywa. Autobus wypełniony po brzegi, jak zresztą każdy tej linii. Tym razem jednak wszyscy w środku przypominali rasowe sardynki. Drzwi ledwo się zamknęły. Zajęliśmy miejsce stojące blisko poręczy. Kazałam mojemu młodziakowi trzymać się jedną ręką mojej nogi, a drugą mocno złapać za metalowy słupek. Jeszcze przez chwilę łudziłam się, że może uda nam się doczłapać bliżej siedzeń i ubłagać kogoś o zwolnienie przynajmniej jednego miejsca. Nie udało się. Ścisk był tak wielki, że cudem udało mi się przybliżyć do szyby, o którą mogłam się oprzeć i dzięki temu stałam stabilniej.

Chwilę później, na następnym przystanku część towarzystwa wysiadła, a druga część rozproszyła się po okolicznych siedzeniach. Zauważyłam w oddali jedno wolne miejsce, ale jak tylko je dostrzegłam, to już było zajęte. No cóż. Refleks jaki mam, taki mam ;-)

„Ivo, mocno się mnie trzymaj. Jeszcze 4 przystanki.” 

Większość miejsc obok nas zajęta przez starsze osoby. Nie miałam sumienia prosić nikogo o ustąpienie nam miejsca, bo widziałam, że żaden z pasażerów w zasięgu mojego wzroku nie ustałby na własnych nogach podczas tych ostrych hamowań, które fundował nam kierowca.

A kierowca, prawdopodobnie niedoszły zawodnik rajdowy, z dziwną manierą nagłego hamowania co 10 metrów, bawił się na drodze w najlepsze! Zamknęły się drzwi a on wyczuwając ten moment startu ruszył z wątpliwą gracją tak, że mój bark ledwo utrzymał mnie i młodziaka w pionie! Po tym nagłym starcie miałam wrażenie, że moja ręka została wyrwana z korzeniami. Nie wiem co poczuł Ivo, który nagle wylądował między moimi nogami i prawie zarył głową o kolana sąsiada. Pozbieraliśmy się jednak szybko, otrzepaliśmy i … autobus ponownie zahamował tak gwałtownie, że ja poleciałam na stojącego obok nas studenta, a Ivo poleciał na mnie. Owy student, na domiar złego, zarył głową o jedno z siedzeń. Przeżył. Jego ogomna teczka, w której wiózł jakieś szkice, nie przeżyła…

Autobus stał spokojnie dłuższą chwilę. Zdążyliśmy się raz jeszcze otrzepać i przygotowaliśmy się do kolejnego ewentualnego ataku. I całe nasze szczęście, że byliśmy przygotowani, gdyż autobus wjeżdżając na swój wydzielony pas znowu szarpnął wszystkimi tak mocno, że poskładaliśmy się na podłodze niczym szachy na szachownicy! Czułam się, jakbym była bohaterem jakiegoś thrilleru a sytuacja z minuty na minutę nabierała coraz większego dramatyzmu! Co ciekawe, na drodze nie było widać żadnego zdarzenia, z powodu którego kierowca zmuszony by był tak hamować. Już z oddali widzieliśmy zapalające się żółte światło, dlatego też kierujący pojazdem miał wystarczająco dużo czasu, aby przygotować się do rozsądnego hamowania…

I doprawdy nie wiem co by było, gdybym miała do upilnowania jeszcze wózek, w którym byłoby moje sześciomiesięczne dziecię. Wyobraźnia nakreśla mi tragiczne obrazy. Z przodu widziałam matkę, którą trzymała w nosidle swoje maleństwo :/ Mam wielką nadzieję, że w autobusie żadna ze stojących kobiet, nie była w ciąży, a wszyscy wyszli bez większego uszczerbku, nie licząc kilku siniaków, które i my sobie nabiliśmy…

Teraz, jak już zdążyłam ochłonąć i emocje moje nieco ostygły, potrafię sklecić kilka zdań na prędce. Jednak wtedy nikomu nie było do śmiechu! Autobus miejski ma to do siebie, że nie jest zaopatrzony w żadne pasy bezpieczeństwa. Ba! Miejsc siedzących jest jak na lekarstwo a przestrzeni stojącej niewiele więcej. Dlatego też w godzinach szczytu taki kierowca, który omija przeszkody na drodze, powinien szczególnie uważać i nie rozwijać na drodze prędkości światła!

I pewnie nie robiłabym takiego rabanu [swoją drogą – skargę już złożyłam, może da ona jakiś efekt?], gdyby nie fakt, że to nie jest jednorazowa sytuacja! Niemalże każdy autobus na tej trasie jest prowadzony przez brawurowego kierowcę zapominającego o tym, że nie wiezie worków ziemniaków! Wg komentujących pasażerów takich kierowców jest w Krakowie cała masa!

Może warto im przypomnieć, że wiozą ludzi którzy chcieliby dojechać do domu nie tylko szybko, ale również bezpiecznie! …

Podobne wpisy

  • magda_wi

    Omg. Ja bym zrezygnowała z tych dojazdów, hehe. Ale aż dziwne, że taka „normalna” sprawa, a stresuje człowieka.

  • Ja myślę, że mimo wszystko przydałoby się również kierowcy zwrócić uwagę, ze jedzie trochę za ostro. Jechałam kiedyś z młodszą w nosidle i też nami wywracało, podeszłam do kierowcy gdy stał na światłach, poprosiłam i rzeczywiście się ogarnął. I to też w Krakowie ;) A co do braku miejsc i ustępowania, ja myślę, że każdej matce trzeba tłoczyć do głowy, że ma prawo się upomnieć o ustąpienie miejsca gdy jedzie z dzieckiem. Oczywiście może nie do staruszki ledwo stojącej na nogach. Jeżdżę sporo i chyba nigdy nie zdarzył mi się zaden uparciuch, na którego nawet zwrócenie uwagi nie zadziałało. Co więcej, zazwyczaj sami ustępują nam, gdy jedziemy ze starszą, w wieku twojego Ivo