Rzeczy, które warto wziąć do szpitala – moje hity

napisała 23/03/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
Moje wyprawkowe hity4

Kiedy usiadłam, aby napisać ten tekst i podzielić się z Wami moimi szpitalnymi hitami, które ułatwiły mój przed- i poporodowy żywot, doszłam do wniosku, że to byłoby zbyt banalne wymienić te klasyczne pięć „życie-ratujących” gadżetów.

Bo gdy zaczęłam powracać do tych kluczowych chwil okazało się, że to nie ten innowacyjny gadżet okazał się najbardziej przydatny, ani nie tamten! Że w rezultacie było kilka innych spraw, których obecność dodała mi sił, wskrzesiła moją wolę walki a także zgasiła zrezygnowanie!

Te kilka lub kilkanaście godzin oczekiwania na cud, cud narodzin, są jednym z większych sprawdzianów naszego życia. To od nich zależy jak potoczą się nasze kolejne tygodnie i w jakim stylu zaczniemy budować historię tego małego-wielkiego człowieka. I żeby nie przynudzać i ograniczyć te wielkie szumne wstępy, skupię się na tych kilku konkretach. Bo to one są tym meritum, do którego sprowadza się nasze porodowe być albo nie być.

WIARA WE WŁASNY SIŁY – to ona dała mi więcej energii niż cokolwiek innego! Doszłam do wniosku, że skoro miliardy kobiecych istnień przetrwały te ciężkie chwile i wydały na świat tyle cudnych istnień, to i ja dam radę! Że przecież nie stoi przede mną wykonanie syzyfowej roboty, a czeka mnie test, na którego końcu jest tak wspaniała nagroda! To właśnie wiara we własne siły i wiara w powodzenie sprawiła, że potrafiłam zmobilizować się i wytrzymać te godziny trudów. Było warto, a jakże!

SPOKÓJ WEWNĘTRZNY – wiem, łatwo mówić, gdy czeka na nas coś, nad czym nie do końca mamy kontrolę! Coś, co w sumie zależy od tylu niezależnych od siebie składowych! Teraz jednak wiem doskonale, że nie warto panikować, nie warto wyolbrzymiać ani zamartwiać się nieznanym. Trzeba wziąć głęboki oddech i podejść do sprawy zadaniowo: „Oto teraz mam robotę do wykonania. Moim zadaniem jest wydać na świat tego wspaniałego człowieka, dla którego również będzie to wielki moment. Pewnie równie bolesny i tak samo nowy jak i dla mnie. Do dzieła!”

KTOŚ BLISKI – ktoś, kto złapie nas za rękę i powie: „Stara, teraz jest Twój czas! Wierzę w Ciebie. Wiem, że wszystko będzie dobrze. Wiem to, bo znam Twoje możliwości. Znam Twoje zaangażowanie. Znam Cię i będę z Tobą myślami. Nie bój się. Czeka na Ciebie, na nas, coś pięknego!” Obecność mojego Męża przed moim pierwszym porodem była wyjątkowo pokrzepiająca. Wiedziałam, że tuż za drzwiami sali operacyjnej czeka na mnie ktoś, kto kocha. Kocha mnie i kocha to jeszcze nienarodzone maleństwo. I również jest zdenerwowany. Również udziela mu się ten stan napięcia, z którym walczy i stara się nie dać po sobie poznać, że trzęsą mu się ręce a serce łomocze jak oszalałe. Warto wspólnie dzielić ten wielki moment.

OPTYMIZM – Łatwo mówić, prawda? ;-) Pamiętam te godziny skurczów zanim zdecydowano, że będą mnie ciąć. Pamiętam, że po kolejnych 60 minutach, po których z zegarkiem w ręku wykręcało mnie na prawo i lewo, dochodziłam do wniosku, że zniosę i kolejną dobę calusieńką, bo skoro wytrzymałam tyle, to wytrzymam i dwa razy więcej! Zaczęłam mieć wrażenie, że ktoś patrzy na mnie i mnie próbuje, w stylu: „Ciekawe czy ta niunia wytrzyma jeszcze to? O, i to! Chodźcie, poobserwujemy ją jak się męczy.” Kobieta to ma myśli w takich momentach, prawda? ;-) Chwilami miałam wrażenie, że mój organizm zaczynał już przyzwyczajać się do tego bólu i stanu rzeczy. I nie zrobiło na mnie wrażenia zdanie lekarza wypowiedziane bardzo dobitnie: „Mani Magdo, czekamy jednak do popołudnia, bo jeszcze nie przyjechał XYZ.”… Optymizm. Bez niego nie dałabym rady! :-)

I kiedy mamy te cztery powyższe składowe, to gdy dodamy do nich minimalistyczny zestaw podręczny, to przeżyjemy i nawet wygramy tę piękną bitwę. Nie wymienię teraz rzeczy oczywistych, jak dokumenty, ostatnie badania o których każdy pamięta, a moje szpitalne hity, strzały w dziesiątkę. które usprawniły szpitalny pobyt przed- i poporodowy.

  • woda mineralna z tzw.”dziubkiem”. O wiele łatwiej jest sobie poradzić z trzymaniem wody jedną ręką, gdy skurcze nam doskwierają, albo gdy maluszek leży już w naszych ramionach. Dziubek to podstawa! :-)

Moje wyprawkowe hity3

  • żel antybakteryjny – przydaje się nie tylko na lotniskach, jak widać. Zapakowany w małą buteleczkę, dyżurujący w naszej kosmetyczce może uratować nas z niejednej bakteryjnej opresji. Zdarza nam się pływać olbrzymimi statkami pasażerskimi, na których żele antybakteryjne to nieodłączny element niemalże każdego statkowego pomieszczenia. Ponieważ w naszych szpitalach nie ma jeszcze takich wygód ;-) jak ogólnodostępne stanowiska ze środkiem antybakteryjnym, to musimy pomyśleć o nim we własnym zakresie. Warto!
  • chusteczki nawilżane, którymi otrzemy pot z czoła, odświeżymy siebie i maleństwo. Dadzą one nam taka namiastkę prysznica i zastąpią wodę toaletową. Warto je mieć przy sobie, po prostu. Co dość istotne: ponieważ jesteśmy świadome tego, że na rynku kosmetycznym mamy wiele bubli, warto skoncentrować się na tych chusteczkach, które mogą poszczycić się dobrym lub chociaż poprawnym składem. Unikajcie tych z parabenami (w nazwie dostrzeżecie przyrostek -paraben), glikolem (Propylen Glycol), PEG-ami, silikonem, olejem mineralnym. To tak po krótce. Poza tym im ich krótszy skład, tym lepiej dla Waszego ciała! Szukajmy a znajdziemy! :-)

Moje wyprawkowe hity6

  • rogal do karmienia – to must-have, który sprawia, że karmienie piersią jest o niebo wygodniejsze! Bez niego próby przystawiania moich synów do piersi byłyby o wiele trudniejsze!

Moje wyprawkowe hity

  • nawilżająca ochronna pomadka do ust – intensywne oddychanie, ograniczone spożywanie płynów w niektórych wypadkach sprawia, że przy każdym porodzie bez pomadki nie obyłoby się. Moje usta są bardzo wrażliwe i gdyby nie ona, to byłoby bardzo źle.

Moje wyprawkowe hity2

  • ciepłe ulubione skarpety – jestem zmarzluchem a przedporodowe dreszcze i poporodowe zmęczenie sprawiało, że wiecznie było mi zimno. Koleżanki z sali potwierdzały, że ten ciepły nabytek daje namiastkę takiego domu, do którego wszystkim wtedy tak bardzo się spieszy! :-)

Moje wyprawkowe hity5

Ten post jest impulsem, który wysyłamy razem z Lovelą w stronę wszystkich Mam. Razem z Szczeslivakilkoma innymi blogerami chcemy stworzyć pozytywnie motywujący poradnik dla przyszłych i obecnych rodziców. Chcemy im pomóc poruszać się w gąszczu nieznanych im zagadnień i nowych sytuacji, z których zdecydowanie można wyjść z tarczą :-) 

Mam dla Was piękny cytat, który pewnie i w Waszym przypadku okaże się trafny, bo poprzez ten piękny cud narodzin, któremu towarzyszyłam już dwukrotnie, i ja jakbym się narodziła na nowo:

„Nie tylko dziecko przychodzi na świat przez matkę, lecz również matka poprzez dziecko.” – Gertrud von Le Fort

Podobne wpisy

  • Majka

    Idealnie się wstrzeliłaś z tym artykułem :) idę dopakować poduszkę do karmienia :)

  • Marika

    A ta poduszka na zdjęciu to taki zagłówek z ikei? Nie pomyślałabym o nim! Jeśli to to, powiedz czy się sprawdza w roli poduszki do karmienia? Ja mam do karmienia tego wielkiego „rogala” to do szpitala bym go nie taszczyła a to maleństwo jak najbardziej!

    • Nie, to jest rogal do karmienia Motherhood :-)
      Ten rogal był dla mnie wybawieniem, rozmiar nie miał dla mnie znaczenia ;-)

  • qwerty

    Duzo zalezy tez od szpitala a takze od tego czy po porodzie ktos moze doniesc Ci dosc szybko potrzebne rzeczy :) Np. laktator moze byc przydatny jesli sie na swoj… Moje dziecko za nic w swiecie nie chcialo ssac. Mi osobiscie przydala sie poduszka cebuszka. Dostalam ja w celu uzywania do karmienia, ale w szpitalu idealnie przydala sie do lezenia – szpitalna poducha nie bula wygodna :) Mam tez przemyslenia co do majtek poporodowych… Wiadomo, ze kazda z nas je wezmie. Ja kupilam sobie jednorazowe typu figi, bo pomyslalam, ze przeciez to bardziej higieniczne. Nic bardzirj mylnego – podklad sie w nich dobrze nie trzymal i domyslacie sie czym to skutkowalo. Polecam majtki wielorazowe z takiej siateczki, najlepiej bokserki – swietnie przytrzymuja podklad na swoim miejscu.

  • Anusia K

    Strasznie wspominam ten czas?

  • pomadka ochronna – przed przeczytaniem tego tekstu chyba mało kto by na to wpadł!