Mężczyzna, który nie zauważa potrzeb kobiety, kopie pod sobą dołek.

napisała 21/03/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Kilka tygodni temu dostałam wiadomość od Joasi. To był prawdopodobnie jeden z bardziej przejmujących maili, jaki kiedykolwiek otrzymałam od Czytelniczki. Był również jednym z niewielu maili kończących się kropką, a nie znakiem zapytania.

Nie prosiła o radę. O nic nie pytała. Napisała: „Magda, jak chcesz, podaj moją historię dalej. Ku przestrodze.” Ponieważ otrzymałam od niej zgodę na przytoczenie we fragmentach jej maila, doszłam do wniosku, że warto będzie się nią z Wami podzielić, choćby skrótowo na blogu. Joasia nie prosiła mnie o żadną poradę, ani o wsparcie. Chciała zwyczajnie opowiedzieć mi o tym, że zdarza się, że my kobiety popełniamy błędy. Jednak jesteśmy w stanie te błędy naprawić. Jednym cięciem.

Błędem, który popełniła, jest według niej związanie się z mężczyzną, który nie nadawał się do życia rodzinnego. Przed założeniem rodziny wesoły i towarzyski Pan Ktoś, tak go nazwijmy na potrzeby tego blogowego postu, wydawał się być cudownym materiałem na męża, ojca i pana domu. Chętny do pomocy, czuły. Kwiaty na imieniny, czekoladki na Dzień Kobiet, romantyczna kolacja na urodziny. Niemalże Pan Idealny. Nigdy nie przejawiał symptomów, które mogłyby świadczyć o tym, że kiedyś „da ciała”, kolokwialnie to ujmując.

Joasia była wniebowzięta, kiedy Pan Ktoś poprosił ją o rękę a pół roku później wzięli ślub i przeprowadzili się do nowego mieszkania. Niespełna rok później urodziło się ich maleństwo. Syn! On zawsze powtarzał, że marzył o tym, aby pierwszy urodził się syn, a jako druga – córeczka. Jeszcze gdy Asia była w ciąży, on snuł piękne wizje spacerów z dzieckiem, wycieczki za miasto, wakacje nad morzem. Nie mógł się doczekać wspólnych posiłków, gdy dziecko podrośnie, wspólnego majsterkowania, czytania bajek na dobranoc.

Pan Ktoś jawił jej się w wyobraźni jako niesamowity przyszły tata. Totalne przeciwieństwo jej ojca, który nigdy nie spędzał z nią czasu a rozmawiał z nią tylko wtedy, gdy codzienna prasa nie leżała na wyciągnięcie jego ramienia, i prosił wtedy ją podsunięcie pod nos gazety.

Rzeczywistość jednak, tuż po urodzeniu upragnionego Syna, okazała się nie być tak różowa. Pan Ktoś, gdy przychodził z biura tuż po godzinie 17.00, rozkładał nogi na sofie i wpatrzony w telewizor rozpoczynał drzemkę. Nie za bardzo interesowały go żadne kizi-mizi z dzieckiem ani pytania o to, jak im minął dzień. Joasia zagryzła zęby. Myślała, że to kryzys ojcowski albo przemęczenie w pracy. Była pewna, że to minie, dlatego nie naciskała. Próbowała z nim o tym rozmawiać, on jednak zbywał ją przemęczeniem, wypaleniem, bólem głowy. Czasami skrycie marzyła o chwili dla siebie. Albo o drobnej pomocy przy weekendowym sprzątaniu. Pan Ktoś wielce zmęczony od poniedziałku do piątku, był również zmęczony w weekendy.

Joasię macierzyństwo dociskało do parteru. Jej syn był bardzo wymagającym małym człowiekiem. Budził się w nocy na karmienie kilkanaście razy, w dzień od urodzenia był wybitnie aktywnym maluchem.

Brak pomocy ze strony rodziców i teściów oraz wiecznie nieobecny mąż zdecydowanie nie pomagały w ogarnianiu rzeczywistości. Nie dziwię jej się. Za takiego szkodnika [wybaczcie ten obrażający go kolokwializm] podziękowałabym szybko.

Aśka zagryzała zęby. Ich Syn z miesiąca na miesiąc był coraz mniej absorbujący. Zapisała Syna do żłobka a sama postanowiła zawalczyć o siebie. Zapisała się na fitness i poszła na kurs księgowości. Relacje z mężem ani odrobinę się nie poprawiały. Zamienił się w zgorzkniałego faceta, wiecznie narzekającego i siedzącego przed telewizorem. Nie pomagały prośby, rozmowy, inicjowanie rodzinnych wyjazdów. Propozycje terapii małżeńskiej zbywał szyderczym uśmiechem i kazał się opamiętać. „Wszystko jest ze mną ok. Odczep się ode mnie. „

Od narodzin dziecka ich życie seksualne przestało istnieć. Aśka szukała najpierw problemu w sobie. Zupełnie bez sensu. Zawsze filigranowa, szybko wróciła po ciąży do formy. Zresztą, nigdy nie narzekała na powodzenie u mężczyzn, wręcz przeciwnie. Tymczasem jej mąż z wysportowanego faceta, stał się nagle „kapciuchem”, o tępym wzroku i z brzuchem piwnym. Na jej wszelkie próby zorganizowania miłego wieczoru dla dwojga, wymigiwał się bólem głowy albo brakiem czasu, brakiem weny…

Gdy ich Syn skończył dwa lata Aśka ukończyła przyspieszony kurs księgowości i postawiła wszystko na jedną kartę. Pożyczyła fundusze od swojego chrzestnego i otworzyła biuro księgowe. W ciągu pół roku jej firma nabrała takiego rozpędu, że Aśka zdecydowała o przenosinach na większy metraż, gdzie byłoby miejsce dla pracowników, których zamierzała zatrudnić.

Aśka nabrała wiatru w żagle. Pomimo braku wsparcia postanowiła przeć do przodu.

„Magda, trzeba o siebie walczyć. Teraz wiem, że warto być niezależną. Tak po prostu. Miłość miłością, jednak życie bywa nieprzewidywalne.”

Z dawnej szarej myszy przeistoczyła się w kobietę twardo stąpającą po Ziemi, która wie czego chce i wie jak chce do tego dojść. W końcu nabrała odwagi, aby zawalczyć o swoje życie prywatne.

„Magda, to była decyzja, którą powinnam była podjąć już dwa lata temu.” – napisała w mailu.

„Powiedz mi, dlaczego miałam tkwić w relacji, w której nie czułam się szczęśliwa? Dlaczego miałabym dłużej przyzwalać na to, że jestem ignorowana przez kogoś, kto kiedyś ślubował mi miłość? Jaki miałoby to sens, aby tworzyć rodzinę tylko na papierze, z facetem, który nawet nie chce wziąć swojego Syna na spacer? Dla którego wychowywanie dziecka polega na tym, aby dać dziecku swój telefon i włączyć jedną z aplikacji dla świętego spokoju? Dla którego ja jestem służącą, opiekunką a moje potrzeby seksualne są dziwnym wymysłem, od którego zaczyna boleć głowa.

Próbowałam zmienić to przez dwa lata. Bezskutecznie.

Jestem kobietą. Całkiem młodą dziewczyną,  która lubi czuć się potrzebna, ale i doceniana. Mam swoje potrzeby. Bliskości, ciepła, seksualności. Mam trzydzieści lat na karku i przed sobą drugie tyle, co najmniej!

Magda, ja chcę być szczęśliwa. I o to szczęście dla mnie i dla Syna będę teraz walczyć. Od kiedy sprawa rozwodowa zmierza ku końcowi, jestem o krok od tego, aby zacząć nowy etap swojego życia. Nie ma co odkładać pewnych decyzji w czasie. Tu i teraz, to się liczy. I tylko z człowiekiem, który będzie mnie kochał i dzielił ze mną radości i smutki, który zauważa moje potrzeby. Trzymaj za mnie kciuki!”

„Mamy tylko jedno życie. Mamy jedną szansę, by życie było warte przeżycia.” – J.A. Redmerski

Aśka, powodzenia! Trzymam kciuki mocno! :*

Podobne wpisy