A żeby była na tym profilu równowaga, to powiem Wam, że dzisiaj wcale nie miałam dobrego dnia. Jakieś takie dziwne smutki. Zmartwienia. Może nawet lęki.
Piszę o tym dlatego, że social media to miejsce, w którym chyba najłatwiej dzielić się radościami. Szybko przychodzi chwalenie się (mi zresztą też) mniejszymi lub większymi osiągnięciami, a trudniej jest pisać o prozie życia. A proza jest u wielu z nas podobna. :) Dlatego czytając np. o moich „radościach” pamiętajcie, że to tylko część tego, co się dzieje. ❤️
Wszyscy (chyba?) wolimy naszą rzeczywistość „kolorową”. I ona taka często właśnie bywa, gdy nauczymy się doceniać to, co mamy i doświadczamy każdego dnia.
Ale przychodzą takie dni, kiedy energii jest mniej, wszystko albo prawie wszystko dookoła irytuje człowieka, szklanka jest do połowy pusta itd. I ja wtedy raczej unikam dzielenia się tym z innymi. Wychodzę z domu tak jak np. dzisiaj i idę przewietrzyć głowę. Bo inaczej moje frustracje wyładowywałabym na otoczeniu, a tego nie chcę.
I jeśli ktoś taki stan ma bardzo często, to ja się wcale nie dziwię, że brakuje energii do tego, by zadbać o siebie, o swoją głowę, o ruch, dietę… Ja w takich chwilach zmuszam się do tego, bo już znam mechanizm i ze wszystkich sił staram się nie popadać w melancholię.
Dlatego mocno przytulam te z Was, które często tak miewacie. Wiem, że nie jest Wam łatwo i zastanawiacie się, kiedy wrzucam zdjęcie po treningu na bieżni głośno myśląc sobie:
„A ta znowu jakaś walnięta i z mnóstwem energii”… 🙄
Wtedy takie radosne wrzutki irytują człowieka i działają jak płachta na byka. Doskonale to rozumiem ❤️
Dlatego też dzisiaj piszę o tym, że nie zawsze jest tak „różowo”… czasami jest kiepsko i to też biorę na klatę.
I w ramach prawdziwego życia to:
Dzisiaj nie weszłam na bieżnię.
Nie zrobiłam 10 000 kroków.
Nawet nie miałam siły / ochoty umyć głowy.
Zmusiałam się do ugotowania obiadu. Ale układam plan w głowie na jutro. To mi porządkuje myśli i łatwiej mi rano ruszyć z energią przez dzień.
Ściskam! 🥰







