Baby blues – to jest właśnie ten moment, w którym nie możemy zostać z tym wszystkim same!

napisała 06/04/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Doskonale pamiętam te błogie przedporodowe chwile spędzone z poradnikami o ciąży i macierzyństwie. Na każdej niemalże stronicy autor próbował pokazać, że rodzicielstwo można sobie poukładać, niczym książki na półce. 

Tutaj wyprawka, tam szkoła rodzenia. Procedury cesarskiego cięcia, a to kąpiel malucha krok po kroku. Pach, pach, pach. Bez zawiłości, zero komplikacji. Nikt nie pokusił się o to, aby napisać, że pierwsze miesiące z małym dzieckiem to może być roller coaster, zarówno fizyczny jak i emocjonalny. Nikt nie spróbował wyjaśnić, że pierwsze tygodnie mogą okazać się walką o matczyny sen albo o oczy niezapuchnięte od płaczu. Nikomu nie przyszło do głowy, aby w takim poradniku stworzyć osobny rozdział skierowany do partnera kobiety, albo do najbliższej rodziny.


Ten post jest impulsem, który wysyłamy razem z Lovelą w stronę wszystkich Mam. Razem z kilkoma innymi blogerami chcemy stworzyć pozytySzczesliva--620x165 (1)wnie motywujący poradnik dla przyszłych i obecnych rodziców. Chcemy im pomóc poruszać się w gąszczu nieznanych im zagadnień i nowych sytuacji, z których zdecydowanie można wyjść z tarczą.


Wyjmowalny rozdział, który przyszła mama mogłaby wręczyć tym, którym ufa i których kocha, na wypadek gdyby potrzebowała od nich pomocy a nie była w stanie o nią poprosić. Wsparcia nie w zmienianiu pieluch, albo przy wieczornej kąpieli, choć i te mogą okazać się bezcenne! Takiego realnego wsparcia, na zawołanie, gdy hormony wycisną z nas wszystko co dobre i zaczną siać spustoszenie w naszej głowie. Odbiorą radość z macierzyństwa i sprawią, że zaczniemy wątpić – co będzie od nas niezależne.

Wiem, że teraz mogłyby odezwać się głosy tych, dla których to jest niemożliwe do ogarnięcia. Dla tej grupy macierzyństwo to wielki ocean samych radości i pozytywów. Taki festiwal wyłącznie dobrych emocji. Bez upadków, bez bezsilności i chwil zwątpienia. Zazdroszczę! Zazdroszczę takiego podejścia i zazdroszczę samych wspaniałych doświadczeń!

baby blues po porodzie 1

Zazdroszczę skrycie, gdyż mnie baby blues przy pierwszej ciąży nie ominął! W moim przypadku te pierwsze doby po urodzeniu mojego pierworodnego Syna okazały się moimi największymi wyciskaczami łez! Były pewnego rodzaju zasłoną, która ograniczała moją widoczność, zabierała radość. Huśtałam się wbrew sobie na jednej z największych huśtawek świata, a przy tym nikt nie próbował mnie z tej otchłani wyswobodzić. Nikt nie zauważał mojego problemu, mimo że na wiele sposobów próbowałam to przekazać mojemu otoczeniu. Moje smutki były spychane. Tłumaczono mi je jako poporodowy zafiks, albo wręcz kazano mi się wreszcie „ogarnąć”…

Pamiętam, gdy jeszcze w szpitalu próbowałam zakomunikować mojemu Mężowi, że nie wiem, co się ze mną dzieje. Że czuję, że hormony mają nade mną władzę a ja jestem wrzucona do kotła, z którego nie ma drogi odwrotu. Próbowałam porównywać się do matek, które były ze mną w szpitalnych salach i miałam wrażenie, że jestem od nich gorsza i we wszystkim daję ciała.

Patrzyłam na ich szybką rekonwalescencję po porodzie siłami natury i konfrontowałam to ze sobą, która ledwo wstawała ze szpitalnej leżanki po cesarskim cięciu. Czułam też na sobie dziwny wzrok pielęgniarek, które miały do mnie pretensje o to, że nie siedzę godzinami z laktatorem w ręku i nie pobudzam moich piersi. Mając klapki na oczach widziałam na korytarzach same szczupłe dziewczyny, które mknęły niczym rusałki i spacerowały z jednego piętra na drugie opowiadając sobie, kiedy to pójdą na spacer, na obiad ze znajomymi i będę szczerzyć się do swych dzieci w niekończącej się karuzeli szczęścia. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność.

baby blues po porodzie 5

Nie wiedziałam, jak mam sobie pomóc.

Mój Mąż równie szybko wrzucony na głęboką wodę patrzył na mnie jak na przybysza z obcej planety, który zmienił się o 180 stopni. W ciągu jednego dnia stał diametralnie różną kobietą. Pewnie sam miał nie lada problem, jak ugryźć temat, i zorientować się o co w tym wszystkim chodzi. Nie mogę go winić za te nasze pierwsze nieudolne próby bycia szczęśliwymi rodzicami, gdyż sami sobie ten los zgotowaliśmy. Trudno nam było wyjść z siebie i stanąć z boku, jeśli wiecie co mam na myśli.

Całe nasze szczęście, a moje szczególnie, że po dwóch tygodniach totalnej emocjonalnej bonanzy, moje hormony ustabilizowały się. Już nie łkałam w poduszkę z bezsilności i nie biczowałam się za to, że nie domagam na wielu polach, i nie jestem idealną, książkową matką. Zaczęły cieszyć mnie drobiazgi, te ulotne macierzyńskie momenty. Nareszcie!

Gdyby ktoś zapytał mnie o poradę, jak sobie poradzić z tym trudnym i wymagającym czasem, jakim jest poporodowy baby blues, to powiedziałabym jedno: macierzyństwo nigdy nie powinno być samotną drogą matki w towarzystwie swojego dziecka. Miejmy oczy i uszy otwarte, gdy w naszym otoczeniu widzimy kobietę, na której twarzy nie widać radości po zakończonej ciąży. Odciążmy ją. Porozmawiajmy. Nie zostawiajmy jej samej z tym bagażem, który chwilowo może nie być na jej siły. Reagujmy. Jeśli widzimy, że sami nie jesteśmy w stanie jej pomóc, skonsultujmy się z psychologiem. To co jest niewidoczne dla naszych oczu, może być rozdzierające dla początkującej matki!

Baby blues, to co prawda nie choroba, ale karuzela negatywnych emocji, którą w pojedynkę trudno zatrzymać kobiecie, jednak wśród kochających ludzi zdecydowanie łatwiej przetrwać!

Podobne wpisy