No i masz babo placek! Pół mojego żywota byłam święcie przekonana, że jeśli kiedykolwiek będę miała dzieci, to nie zrobię im tego, co kiedyś rodzice zrobili mi i mojemu bratu, czyli umieścili dwa trudne charaktery na jednym metrażu ;-)
Na dziesięciu metrach kwadratowych usadowili Magdę – czyli cholernie wymagające i trudne dziecko, z moim bracholem – aniołem wcielonym. Aniołem, z którym tłukłam się na miecze, wałki do ciasta i szczypałam go do nieprzytomności. A później wyszukiwałam bardziej wysublimowanych udręk i a to obcięłam mu włosy z jednej strony głowy, a to przytrzasnęłam paluchy w drzwiach. No, miodzio, mówię Wam ;-)
Mały metraż naszego mieszkania w bloku nie pozwalał na rozdzielenie dwóch małych osobników. Gdy poszłam do pierwszej klasy moi rodzice wpadli na genialny pomysł i nasze małe mieszkanko zamienili na prawie stumetrowy hangar. A w tym hangarze przypadł mi jeden z większych pokoi. Zmanierowana i niedoszła księżniczka powróciła na tron ;-) Cieszyłam się tym faktem ogromnie. Jedna ze ścian była cała w lustrach i to pomagało mi w treningach tanecznych. Miałam swoje własne mebelki, biurko, prywatny szezlong. Niczym zepsuta jedynaczka pławiłam się w tym moim dobrostanie. W sumie nie wyobrażałam sobie dzielić już pokój z moim o rok młodszym bratem. To brzmiałoby wtedy jak detronizacja ;-)
Trochę ubarwiłam tamte lata w powyższym opisie, co nie zmienia faktu, że teraz jako dorosła już osoba, uważam że rozdzielenie dorastającego brata i siostry, to było bardzo dobre posunięcie. Oczywiście o ile metraż i możliwości mieszkalne na to pozwalają. Dwie odrębne jednostki, w dodatku różnej płci w tym samym pokoju, to może być bomba o spowolnionym zapłonie! A moi rodzice w porę tego uniknęli. Szacun dla nich.





Teraz jednak, już jako mama małych szkodników, stawiam moich dwóch chłopaków w podobnej sytuacji, w jakiej sama byłam kiedyś z moim bratem. Nasze mieszkanie, pomimo ponad stu metrów, ma tylko dwie sypialnie. Jedna jest naszą małżeńską [to znaczy kiedyś taką będzie, bo teraz jest miszmaszem pieluchowomajtkowym;-)], a druga jest przeznaczona dla chłopaków. I chcąc nie chcąc, lubiąc się czy czubiąc, będą oni razem. Ogień i woda znajdą się w jednym miejscu. Ciekawa to będzie kombinacja. Póki co maluchy śpią z nami, a ich pokój przypomina poligon zbieractwa. Z naszymi rowerami na czele ;-) Jednak jak tylko będę miała pomysł na jego udekorowanie, to robota będzie mi się paliła w rękach!
A jak jest u Was? Macie wspólny pokój dla dzieci czy każde z nich ma osobny pokój? Planujecie rodzeństwo zostawić razem, czy za jakiś czas chcecie ich rozdzielić? Macie chłopców, dziewczynki czy zarówno syna i córę? Mega jestem ciekawa Waszego rozwiązania, może mnie zainspirujecie :-) Korzystacie z łóżek piętrowych?




P.S. Pssst, tak na koniec – mimo wszystko jednak skrycie liczę na to, że kiedyś spełni się moje marzenie o posiadaniu parterowego domku, z ogródkiem, własnymi kamykami przy drodze, z drzewami owocowymi, które sama zasadzę, z psem, który obsika wszystkie moje grządki. Bo to, że obsika, co tylko posadzę, to pewniak. Ale co nie zabije tych drzewek i krzewów, to je wzmocni, czy jakoś tak ;-)







