Jak zadbać o czas tylko dla siebie będąc mamą.

napisała 21/01/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nie wiem jak w Waszym przypadku, jednak w moim to czas okazuje się być moim najlepszym nauczycielem. Nic innego nie daje mi do myślenia tak bardzo jak mijające dni i fakt, że z czymś stoję w miejscu albo jeszcze czegoś nie zrobiłam, a bardzo bym chciała. A ja nie lubię grzać tyłów, oj nie!

Po urodzeniu mojego pierworodnego byłam taką mega zagubioną rusałką, którą miotały emocje i wieczne zmęczenie. Przez długi czas nic nie było w stanie wyrwać mnie z tego marazmu, a ja najzwyczajniej w świecie nie wiedziałam jaka jest przyczyna tego mojego stanu. Całe dnie i noce spędzałam przy dziecku. Kilkutygodniowe wyloty mojej drugiej połówki za oceany wcale mi w tym nie pomagały. Tak naprawdę to winiłam za ten stan wszystkich dookoła, tylko nie siebie. Mojego męża winiłam za to, że pracuje. A resztę rodziny za to, że nie potrafi się domyślić, że ja taka biedna i umęczona walczę o przetrwanie ;-) W rezultacie ciągłego stresu i zmęczenia zaczęło denerwować mnie nawet moje dziecko!

Aż tu nagle pewnego razu wpadł w moje oko afrykański cytat, nad którym myślałam przez pół nocy, by w końcu w pełni dotarł do mnie jego sens:

„Potrzeba całej wioski, aby wychować jedno dziecko.”

Właśnie wtedy zrozumiałam nareszcie, że nadszedł czas, abym potrafiła poprosić o pomoc innych. Że ja wcale nie muszę się dłużej biczować i próbować na siłę poradzić sobie ze wszystkim w pojedynkę. Doszłam do wniosku, że mam koło siebie wspaniałych ludzi, którzy tylko czekają na zielone światło z mojej strony. I będą gotowi mi pomóc w tych trudach macierzyństwa.

Całe moje szczęście, że się opamiętałam i pozwoliłam innym uczestniczyć w opiece nad moim pierwszym Synem. Wiedziałam, że muszę stanąć na wysokości zadania i nie mogę pozwolić na to, aby macierzyństwo wepchnęło mnie w tę pesymistyczną i monotematyczną otchłań, i zabierało radość z bycia kobietą. Bo moje kobiece potrzeby nigdy nie zgasły. To ja sama schowałam je gdzieś głęboko i udawałam, że to nie koniec świata, że moje paznokcie wołają o pomstę do nieba. Że włosy już przestały zwyczajnie wyglądać, a fryzjer może poczekać. Że randki z mężem to jakaś fanaberia. A wyjście na damskie zakupy to szczyt marzeń, który zostanie odstawiony na kolejną dekadę.

Kiedy wreszcie zaczęłam głośno mówić o swoich potrzebach i przestałam traktować siebie jako tę uciemiężoną i zmęczoną codziennością matkę, to mój świat zaczął nagle kręcić się we właściwą stronę i w odpowiednim dla mnie tempie. Poczułam nareszcie, że nie jestem ubezwłasnowolniona przy swoim dziecku i mogę się rozwijać. Mogę realizować swoje cele i wbrew pozorom mogę czuć się wolnym człowiekiem. A poprzez „wolnym” mam na myśli decyzyjnym, szczęśliwym i spełniającym się również poza macierzyństwem.

Jak zadbac o czas dla siebie bedac mama8

Jeśli niektórym się wydaje, że my – matki, mamy obowiązek na naszych barkach same wszystko dźwigać, i że to my same zgotowałyśmy sobie ten los, to niech im się dalej tak wydaje. Ja już wiem, że mam prawo poprosić o pomoc moich najbliższych. Mam prawo mieć swoje pasje i zajęcia spoza tej jakże absorbującej „macierzyńskości”. A moje otoczenie powinno to uszanować. Mam również prawo dzielić obowiązki przy dziecku pomiędzy siebie i mojego Męża.

Mam również prawo posadzić nasze dziecko na kolanach mojego partnera, a samej wyskoczyć na spacer, aby ogarnąć swoje myśli. Ten kwadrans poza domem to taki wentyl bezpieczeństwa, aby nie zapalić się, gdy cierpliwość i siły mam na wykończeniu.

Mam także prawo poprosić moich teściów o to, aby popilnowali wnuka, podczas gdy ja udam się na lumpeksowe łowy. Wiem jednocześnie, że oni zrobią to z największą przyjemnością.

Mam też prawo do odpoczynku. Nie jest to prawo gwarantowane, jednak nie widzę przeszkód w tym, aby po ciężkiej nocy zasugerować mojemu mężowi, aby to on przejął stery nad naszymi synami, podczas gdy ja odeśpię co nieco, by móc stawić czoło codzienności.

Zrozumiałam, że nikt inny nie zadba o mnie tak, jak ja sama o siebie zadbam. Nikt nie odgadnie moich potrzeb. Nikt nie domyśli się, że mam gorszy dzień czy sił mi nie wystarcza. Zaczęłam komunikować mojemu otoczeniu, że potrzebuję czasu dla siebie. Wiem również, że macierzyństwo to piękna przygoda, jednak w moim przypadku musi być przeplatana momentami odosobnienia, odpoczynku, pozbierania myśli. Czekam na moment, w którym założę moje czarne szpile, wbiję się w sukienkę sprzed roku i zostawię moje dzieci pod opieką innych. Abym mogła razem z moim Mężem jak za dawnych czasów pójść na randkę i nie mieć z tego tytułu najmniejszych wyrzutów sumienia. Bo to, że jesteśmy rodzicami, nie znaczy, że nie jesteśmy partnerami. Nadal mamy ten jakże przyjemny obowiązek dbać również o nasze dobre relacje.

Jak zadbac o czas dla siebie bedac mama10

Moje macierzyńskie motto, którego się ostatnio twardo trzymam [w przeciwnym wypadku chyba bym zwariowała ;-)] : 

„Magda, kobieto! Nie czekaj na okazję. Po prostu ją sobie stwórz!” 

Podobne wpisy