Zatrudniłam dwóch facetów do sprzątania!

napisała 24/04/2017 Moim zdaniem, Polecane, Szczesliva po godzinach

Pamiętacie, jak kiedyś zarzekałam się, że nigdy nie będę miała nikogo do sprzątania? Że sama zrobię wszystko najlepiej? I że nie mam najmniejszego zamiaru płacić komuś za sprzątanie mając pewność, że i tak będę musiała po tej osobie poprawiać?

Ja też pamiętam te moje publiczne obietnice, że sama sobie poradzę. Że niby ja sobie nie poradzę?!

Opowiem Wam zatem historię. Ciekawa jestem, czy znajdziecie w niej jakieś punkty wspólne z Wami.

Była sobie matka kilkorga dzieci. Była nie tylko matką. Była również kucharką, żoną męża, szoferem, opiekunką. Zajmowała się zakupami, lekarzami, rachunkami. Dzisiaj pediatra, jutro dentysta, pojutrze neurolog. Rano śniadanie. W południe obiad. W międzyczasie pracowała jeszcze w domu, aby coś tam dorzucić do domowego budżetu. Wszystkim się wydawało, że te jej codzienne aktywności, to sama przyjemność. Nikt nie zauważał, że są momenty, gdy kolokwialnie to ujmując pada na pysk. Najmłodsze poszło na drzemkę, a ona wtedy korzystając z okazji odkurzała, myła podłogi. A to ogarnęła kuchnię. A to przez przypadek weszła do łazienki i wyszła z niej dopiero po godzinie, jak wypucowała wszystko. Ona po prostu lubiła porządek. Nie lubiła się kleić do zakurzonych i brudnych podłóg. Czystość sprawiała jej przyjemność. Zaraz ktoś się obruszy: „A gdzie facet?” Facet też dzielił te wszystkie obowiązki. O ile oczywiście był w kraju.

Kochająca matka i żona, która we własnym domu pracowała na bezpłatnym stażu sprzątając. Witam się z Państwem! ;-)

Aż pewnego dnia miarka się przebrała! Zbuntowałam się. Otrzymawszy coś pocztą, doszłam do wniosku, że zwalniam się z tego stażu! To piekielne sprzątanie tak dużo czasu mi zajmowało, że nie przesadzę, jak powiem, że dosłownie kradło mi ten mega cenny czas, który w tym czasie mogłam spędzić np. na zabawie z dziećmi czy bezczelnym leżeniu w wannie! Jak pomyślałam, tak zrobiłam. Zwolniłam samą siebie – nadworną panią sprzątającą!

To właśnie ta moja „fucha” polegająca na pinglowaniu powierzchni płaskich dosłownie KRADŁA mi to, co miałam najcenniejsze i w totalnym deficycie – czas! Zresztą, na samym końcu obczajcie film, który specjalnie przygotowałam dla Was z tej kradzieży.

Co zrobiłam później?

 

W zamian zatrudniłam dwóch facetów! :D

Pewnego dnia kurier zapukał do drzwi i przywitał mnie z całkiem przystojną parą dwóch kolesi. Dwa raczej milczące typy. Oczy mi się zaświeciły, jak ich zobaczyłam. Mąż patrzył na mnie trochę spod byka. Jeden biały, drugi czarny. Ogień i woda, dosłownie. Nie skłamię, jak powiem, że totalnie w moim typie, ale to totalnie ;-)

Bez zbędnych ceregieli zabrali się do roboty. Ten ciemny typ najpierw odkurzył całą chatę, nawet dywany (które mamy dość trudne), a drugi przetarł podłogi. A było co odkurzać i przecierać, bo chatę mamy niemałą. Niemalże bezobsługowi i w ogóle nie marudzący. A ponieważ po całym wspólnym dniu pracy jakoś wcale nie wyglądali na zmęczonych, to pozwoliłam im nawet zostać na noc! :D I tak mieszkają z nami do dzisiaj i codziennie ogarniają mi chatę. Miodzio! Są dość egzotyczni, przyznam, a nasi goście robią wielkie oczy na ich widok, ale wszyscy jesteśmy pod wrażeniem. Mają tę moc ;-)

Dobra, naprodukowałam się wyżej, ale nie zostawię Was z taką niewyjaśnioną tajemnicą i pokażę twarze moich dwóch kolesi, których dostałam do testowania. Zresztą, nagraliśmy też wspólny film, a do tego nie jest mnie łatwo namówić ;-)

Ja już się zarzekłam, że ich nikomu nie oddam. Sąsiad łasi się koło mnie i próbuje ich pożyczyć, ale jestem twarda ;-P

iRobot Roomba oraz iRobot Braava jet. Pierwszy odkurza, drugi myje. Mrrrrau! ;-)

Chłopaki po prostu kumają, o co chodzi w tym całym sprzątaniu. Zwykle najpierw na rekonesans wyjeżdża Roomba. Porozgląda się po okolicy, obczai wszystkie kąty, warknie na zakurzone zakamarki, po czym bez proszenia rusza w rajd po całej chacie zostawiając po sobie czyste podłogi i dywany. A po skończonej misji również zupełnie nie marudzi, ale wraca grzecznie do bazy. Serio mówię, nie wstąpi nawet po drodze do żadnej knajpy napić się „pywka” z kumplami ;-) Co więcej, na moim telefonie mam sprytną apkę, na której mogę ustalić godziny odkurzania przez cały tydzień. Po prostu wpisuję w telefon, że sprzątanie ma się codziennie rozpoczynać np. o 11 rano i zapominam o temacie. Po powrocie zastaję podłogi ogarnięte.

Typ jest naszpikowany czujnikami i wie gdzie należy się ekstra przyłożyć do pracy – na przykład na dywanach zwiększa moc ssania, aby poradzić sobie z kurzem siedzącym głęboko w strukturze materiału. Pod spodem ma gumowe rolki skutecznie odrywające wdeptane w podłogę paprochy i okruchy chleba rozrzucane wokół standardowo przez moją młodszą latorośl. A na górze siedzi kamera ułatwiająca nawigację w gąszczu mebli i krzeseł.

Jego kumpel Braava ma inne zadanie. Gdy Roomba wraca do bazy naładować akumulatory, wyrusza w trasę właśnie Braava. Na mokro przeciera podłogi zmywając wszystko to, co oparło się Roombie. Jego też nie trzeba specjalnie pilnować. Zwykle zamykam go w którymś z pokoi i puszczam byka niech bryka. W zależności od zabrudzeń mam do wyboru trzy nakładki – jedna do dokładnego mycia, czyli mopowania na mokro, druga do przecierania na wilgotno a trzecia do usuwania kurzu na sucho. Na początku najczęściej używałam tej pierwszej, do dokładnego mycia. Teraz jednak, gdy korzystam z usług moich pomocników regularnie, wystarcza najczęściej środkowa nakładka do zwykłego przecierania podłogi i znów jest błysk. Jedynie w kuchni i łazience jest inaczej, bo tam brudzi się u mnie najwięcej i tam zwykle używam nakładek do dokładnego mycia.

Zdj. Krzysztof Żabski

Zmywanie podłóg zawsze było dla mnie zmorą, a od kiedy mam dzieci to już zupełnie. Jeśli zmywałam podłogi przy chłopakach, to zwykle prędzej czy później Teodor wrzucił coś do wiadra z wodą, o ile oczywiście sam tam nie wszedł lub go nie wywrócił. Gdy próbuję zmywać przy zamkniętych drzwiach to po 5 sekundach mam obydwu moich dżentelmenów płasko przy drzwiach po drugiej stronie bębniących we wrota za mamą, która na pewno robi coś arcyciekawego i nie chce ich dopuścić do zabawy. Sama radość, powiadam Wam ;-)

Świat się zmienił od kiedy buszują mi po mieszkaniu nowi mechaniczni pomocnicy. Nawet, jeśli każę im sprzątać, gdy jesteśmy wszyscy w mieszkaniu, to moje dzieci traktują obydwu jako znakomitych kumpli do zabawy. Zwykle Roomba prowadzi ekspedycję a moje chłopaki z autkami jeżdżą za nim po całym mieszkaniu. Ja natomiast mam nagle czas np. na przyjrzenie się bliżej moim paznokciom i nowemu lakierowi. Zresztą nieocenione jest uczucie, gdy dzieciaki już śpią, ja siadam sobie nareszcie z M. przed jakimś fajnym filmem, a podłoga sama się ogarnia :-))) Aż miło popatrzeć.

Co w tym wszystkim jest najlepsze? Że nie muszę się prosić czy łasić, jak to bywa z niektórymi osobnikami płci męskiej, o których mi często piszecie, że rączki mają lewe do sprzątania. Moi dwaj panowie lewych rączek nie mają, a jacy obrotni! :D

Życzyłabym takich dwóch przystojnych panów każdej z nas! W końcu należy nam się, aby ktoś inny wykonał za nas czasami tę brudną robotę ;-)

P.S. Tak na marginesie, odkryłam tajemnicę czystego domu: nie pozwolić wchodzić do niego mężowi i dzieciom! ;-)

Podobne wpisy

  • Agi

    Jestem za! Sprzątanie jest potrzebne, ale jak to mówi moja ciocia ” to robota głupiego „😉, wiec jak tylko mozna sobie pomodz i zaoszczędzić czas, to jest super! Są jeszcze takie kosiarki do ogrodu😉Pozdrawiam!

    • Bronisław Kandora

      Można sobie pomóc, a co to jest pomodz to nie wiem.

  • Monika Pol

    Oj moje marzenie…ALE mam oprócz dwójki córek, psa. Hmmm…a raczej „My little pony”…taki 43kg piesek, mieszaniec labradora i doga ;p hahaha Jak on linieje :( CAŁY ROK! Żeby był błysk to mam dwa wyjścia: pozbyć się psa, albo kilka razy dziennie latać ze szczotką… niestety ani jedno ani drugie nie wchodzi w grę :p hahaha Rano przelecę szczotką mieszkanie, a wieczorem jest to co na zdjęciu… dzieci+pies=ciągły bajzel :) Takie cudo co Ty masz to raczej zapchało by się po przejechaniu kawałka salonu ;p hahaa A gdzie reszta mieszkania. Na jednym zdjęciu sprawca Frik na swojej poduszeczce i ze swoją ukochaną zabawką (córki mu dały), i „dobytek” jednego dnia tzn. od wczorajszego poranka do dzisiejszego. To TYLKO w salonie :o Odkurzacz po jednym odkurzaniu jest pełny ;p
    https://images81.fotosik.pl/530/800ce3374826621cmed.jpg https://images82.fotosik.pl/529/d171c41eb59ac1c9med.jpg

    • Monika

      Mamy dwa psy, jeden duży bokser drugi mały kudłaty i dwoje dzieci i ogród z którego nosi sie piasek, i roomba jest nieoceniona i daje sobie doskonale radę, mamy model 980. Jest warta każdej złotówki i staje sie członkiem rodziny 😄

  • Sylwia Karczmarczyk

    Super! Też bym chciała takich pomocników. Tylko cena pewnie zabójcza

  • Sylwia

    a mam pytanie wszystko super ale co z kontami w pokojach?? tam już nie dociągnie przez swoją okrągłą budowę??

    • Sylwia, on ma taką szczoteczkę, która jest poza tą jego obudową, i ona tam dociera bo zagarnia wszystko z kątów :-) Też myślałam, że będzie z tym problem, ale mam tak dopicowane kąty, jak nigdy wcześniej :D

    • Bronisław Kandora

      W pokojach są kąty a nie konty.

  • Evita

    Magda, jak Ci się te sprzęty sprawują? Nadal zachwycona? :) Pozdrowienia, Ewa

    • Evita, weszłam na wyższy poziom! :D
      To znaczy ostatnio kupiłam iRobota Braava 390t i jestem zachwycona. Testuję teraz też sprzęt jednej amerykanskiej marki, ktory też sluzy do mycia podlog. Moze wyjdę na wariatkę, ale ja sobie bez tych sprzetow obecnie zywota nie wyobrazam :D Ale ja to ja. Jeśli szukasz ulgi w sprzątaniu to one ją gwarantują :-)

  • Andrzej Mrożek

    Ja mógł bym być na ochotnika takim facetem do sprzątania za darmo !!!