Kolejne 10 intymnych faktów o mnie, o które pytaliście.

napisała 14/05/2016 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach
10 intymnych faktow

Obiecałam sobie zmierzyć się z tymi wszystkimi niewygodnymi pytaniami, na które zawsze brakowało mi czasu, a powędrowały od Was do mojej skrzynki mailowej. I biję się w pierś i wiem, że część z Was czekała długie miesiące na odpowiedź [część pierwszą znajdziecie tutaj.]

Nie lubię się tłumaczyć, jednak czuję dość sporą potrzebę skonfrontowania się z tymi tezami, często wymierzonymi we mnie. Czasami prawdziwymi [czyli złapaliście mnie wtedy na gorącym uczynku, albo na popełnianiu jakiegoś błędu], a czasami nieprawdziwymi. Dlatego „here we go!”.

Nie lubię, gdy pisze się o mnie, że chowam głowę w piasek, olewam ludzi. Ponieważ pytania te pojawiają się dość często w wiadomościach w takim czy podobnym brzmieniu, czasami są odrobinę zbyt śmiałe, frywolne i daleko idące, ale umówmy się, że szczerości nigdy za wiele. Wierzę jednak, że to nie są złośliwe przytyki, a próby dojścia do prawdy za tym wirtualnym ekranem.

1. […] Szczęśliva, jakiś czas temu pisałaś, że się odchudzasz. W sumie widzę spadek wagi u Ciebie po ciąży, ale jak to teraz z tym spadkiem jest? Dbasz w ogóle o dietę? Ćwiczysz? Ile ważysz?

Bardzo dobre pytanie. Nie znoszę go. Nie znoszę odpowiadać na pytanie, na które odpowiedź w ogóle mnie nie satysfakcjonuje. Po drugiej ciąży znowu walczę z kilogramami. I idzie mi to trochę lepiej niż za pierwszym razem. Jednak mam wrażenie, że niedoczynność tarczycy i karmienie piersią, a tak naprawdę wysoka prolaktyna, wcale mi w tym spadku nie pomagają.

Niektóre z Was w trymiga doszły po ciąży do fajnej wagi. Zazdroszczę. W sumie miałabym czasami Was ochotę udusić za to :D Ja nie należę do tych szczęśliwców. Wręcz przeciwnie. Wkurzam się cholernie na matkę naturę, że zmagam się z kilogramami od kiedy pamiętam. Tak naprawdę to od okresu nastoletniego.

Idealna waga dla mnie to 62-64kg. Nie pamiętam kiedy tyle ważyłam. Pewnie jakoś w międzyczasie ciąż. Teraz ważę przeklęte 70 kg. To niemało. Podczas ostatniej ciąży ważyłam spokojnie 80kg. Pisząc „spokojnie” mam na myśli to, że od 36 tygodnia ciąży przestałam się ważyć, bo nie wierzyłam oczom jak wskazówka przesuwała się w prawo z tygodnia na tydzień. Przy końcówce ważyłam zapewne dodatkowe 5kg więcej… Massakra. Niektórzy mówią, że tej wagi po mnie nie widać, tych cholernych 70 kilogramów, bo jestem dość wysoka. 175cm. Grubokościstam bardzo. No cóż. Ważę stanowczo za dużo. Muszę się z prawdą zmierzyć. Widać czy nie widać. Może na fotach odrobinę mniej. Na golasa widać wszystko. F.uck.

Żeby nie było: waga cały czas spada, ale powoli. Ćwiczę. Tak, od ponad miesiąca wypruwam z siebie flaki na siłowni. 2 razy w tygodniu. Nie ma to-tamto. Kupiłam hulajnogę, na której śmigam. Kupiłam rolki, tylko czekam aż w tym Krakowie padać przestanie, żeby się nie połamać. I dbam o zbilansowaną dietę. Tyle mogę i tyle robię. Waga poleci w dół dopiero jak skończę karmić, taka moja specyfika. Tak samo było przy moim pierworodnym.

Będzie na blogu cykl fitnessowo-dietetyczny. Podejdę do tematu profesjonalnie. Szkolę się. Czytalibyście?

2. „Co jakiś czas widać na Twoim blogu współprace reklamowe. Przyznam, że nie rażą mnie one, w przeciwieństwie do reklam na wielu innych blogach. Wplatasz je w bloga jakoś naturalnie. Widzę, że nie ściemniasz polecając coś. Ale korci mnie, aby Cię zapytać, ile zarabiasz. Czy możesz zdradzić to?”

Dzięki, że ufasz moim wyborom. Faktycznie, reklama pojawia się na moim blogu co jakiś czas. Stanowi ona nie więcej jak 20% treści bloga. Cholernie dbam o to, abym sama lubiła czytać moje wypociny.

Niestety nie mogę zdradzić więcej szczegółów ze względu na umowy, które mnie obowiązują. Jednak mogę powiedzieć jedno: jak prawie każdy człowiek zastanawiam się co włożyć do koszyka zakupowego.

Blogerzy to nie milionerzy, serio :-)

3. Mail z października. Jeden z tych, które czekały tutaj najdłużej! :-D

„Magda, serio Twojego M. nie było przy porodzie? Naprawdę nie mógł przyjechać? Nie wyobrażam sobie, aby mój J. nie pojawił się na na narodzinach naszej A. Dla mnie to jest nie do ogarnięcia. Wybacz szczerość.”

Tak, naprawdę go nie było przy porodzie. Przyleciał dopiero po dwóch dniach. Miałam go ochotę udusić, ukatrupić. Wiedziałam jednak, że sytuacja jest nie do przeskoczenia. Loty z Australii trwają ponad 24 godziny. Miał chłopak związane ręce. Jednak w tamtej chwili ja liczyłam chociaż na to, że wsiądzie we wcześniejszy samolot. Nie udało się. Co wypłakałam wtedy, to moje. Wiem jednak teraz, że mam tę moc, po prostu :-) Ale zadzior w serduchu zostaje. Takich sytuacji jak moja są tysiące. Żony marynarzy, chociażby.

Czapki z głów, dla nich i im podobnych!

4. „Szczęśliva, czytałam jeden z Twoich archiwalnych wpisów. Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale czy Ty nie jesteś przypadkiem po rozwodzie? Jak sobie z tym radziłaś?”

Nie, nie jestem po rozwodzie. I rozwodu nie planuję :-) Ciekawi mnie tylko, po którym wpisie to wywnioskowałaś, bo to by oznaczało, że moja składnia i fleksja wołają o pomstę do nieba! :D Powtarzam jednak mojemu M. cały czas, że widziały gały co brały i ma przestać narzekać na moje bałaganiarstwo, pracoholizm i humory. Kropka :D

5. Jak karmisz Teodora kiedy jesteś poza domem? Pamiętam jak jeszcze niedawno karmiłaś go piersią. Widziałam, że często podróżujesz pociągiem, samolotem. Jak to organizujesz z karmieniami? 

Teodoro jest karmiony mieszanie od początku. Najpierw walczyłam 2 tygodnie o pokarm. Udało się. Później próbowałam nauczyć Teośka ssania piersi. Mieliśmy problem. Odrobinę pomogło podcięcie wędzidełka. Później chłopina zaskoczył. Cały czas był dokarmiany butelką. W chwili obecnej Teo ma w ciągu dnia mniej więcej 3 butelki, w międzyczasie karmię go piersią. Wieczorami, nocami i rankami jest na piersi. Kiedy wyjeżdżam bez niego, to jest karmiony mieszanką. A ja odciągam pokarm laktatorem. Nie bawię się w zamrażanie swojego pokarmu, odciąganie większej ilości na zapas.

I nie biczuję się z tego powodu, że nie jest w 100% na piersi. Miłości nie mierzę w mililitrach :-)

6. ” Magda, ile masz lat? Mam wrażenie, że dobrze się konserwujesz. Gratuluję dobrych genów :-)”

Mam na karku równo 3 dychy i uważam, że wyglądam na swój wiek. Ani mniej, ani specjalnie więcej. Dbam o skórę, to fakt. Jednak pierwsze zmarszczki mimiczne już mam i wcale nie są one płytkie. Czekam jeszcze na pierwszy siwy włos. Pewnie wykraczę sobie tym postem te siwe włosy i jutro je zobaczę przy suszeniu i czesaniu. Damn! :D Taki lajf :D

7. „Dobra. Wiem, że to pytanie jest nie na miejscu. Jestem po porodzie naturalnym. Ty też? jak długo czekałaś na pierwsze zbliżenia? Ja czekam już pół roku i chyba mam w sobie jakiś lęk.”

Problem już rozwiązany. Życie seksualne Kasi kwitnie. Autorka zgodziła się na opublikowanie fragmentu tego maila :-)

Kochana, walisz prosto z mostu :-) Odpowiem wymijająco. Pół roku to sporo. Twój facet pewnie dostaje kociokwiku. Co powiesz na to, aby wybrać się najpierw do gina, aby sprawdzić, że wsio okay? A później może zaufaj terapeucie? Każdy jest inny. Zbliżenia to nie obowiązek. To ma być przyjemność.

8. „Czy można w ogóle mieć fajnego faceta? Takiego, który pomaga w domu? Który lubi zajmować się dziećmi? Już tracę nadzieję. Mój narzeczony wszystko robi z wielką łaską i non stop jest zmęczony. A ja to niby fruwam 10 metrów nad ziemią zajmując się domem, ogrodem i domem naszych teściów.”

Można mieć normalnego faceta. Sama mam naprawdę fajnego męża, który pomaga przy dzieciach, w domu, przy sprzątaniu. Oczywiście, że mi zawsze jest mało. Chciałabym, aby mi przynosił śniadania z samego rana, masował stopy, kąpał dzieci. I żeby zawsze był na moje zawołanie ;-)

Taka księżniczka jestem, trochę. Czasami nawet bywam leniem śmierdzącym. Bywam również perfidną laską, która inspiruje się zachowaniem mojego wybranka i czynię go bohaterem moich postów ;-)

Ale teraz już zupełnie serio. Aśka, przecież to my same dokonujemy wyborów. Do małżeństwa nikt nas nie zmusza. Do narzeczeństwa również. Nie żyjemy w ciemnogrodzie. Możemy samodecydować o sobie. Żyjemy zazwyczaj z takim mężczyzną, jakiego wzięłyśmy pod swój dach. Czasami wydaje nam się, że oni nie są modyfikowalni i nic nie wskóramy dialogiem.

Tymczasem wiem po nas i naszych wieczornych dialogach z moim M., że można dojść do fajnych kompromisów. Jednak tylko poprzez rozmowę. Spokojną, bez nerwów, z poszanowaniem drugiej osoby. Bez krzyków, bez wyrzucania błota, mięsa i innego ustrojstwa.

Usiąść naprzeciwko siebie na sobie, schować się pod kocem i pogadać. Tak zwyczajnie, po ludzku.

9. „Madzia,  czytasz bloga XYZ, którego autorom urodziło się dziecko? Nie uważasz, że to lekkie przegięcie tak się afiszować z tymi narodzinami? Odlubiłam bloga, bo to wszystko pod biznes, nie uważasz?” – ten mail wpadł na moją skrzynkę dzisiejszego ranka. 

Tutaj podzielę się z Wami czymś bardzo mi bliskim. Niedawno, 8 miesięcy temu, urodził mi się Syn. Byłam tak zaślepiona w tym moim szczęściu, że jeszcze podczas skurczów napisałam nawet post na blogu. Nie znajdziecie już go w moim blogowym Archiwum. Usunęłam go – uważam, że poszłam odrobinę za daleko w tym moim szczęściu. Jednak na tamtą chwilę, przeplataną skurczami, brakiem mojego męża przy mnie, pewnego rodzaju osamotnieniem, traktowałam blog jak najprawdziwszy pamiętnik.

Teraz kiedy patrzę na to wstecz, wiem jedno: niezbadane są hormony kobiety i stany, w których się ona znajduje. Niezbadane są również ścieżki, którymi będzie kroczyć. Wszystko jest cholernie zmienne. Niech każdy robi, jak uważa, i uważa jak robi. Każdy ma w innym miejscu przesuniętą swoją granicę prywatności. Ja jestem bardzo liberalna i nie uważam, aby dani blogerzy robili coś źle. Oni po prostu zrobili to po swojemu. Ich blog, ich grabki. Tyle z mojej strony.

Czy zrobili to dla biznesu? Nie sądzę. Tutaj ogromna dawka endorfin daje o sobie znać :-) Szczęścia dla nich! :-)

10. Ponieważ zrobiłam małe szachrajstwo z liczeniem tych punktów, a miało być ich 10, ale przeliczyłam się, a zorientowałam się o tym dopiero przed chwilą przed korektą mojej składni ;-) doszłam do wniosku, że daruję sobie ten 10-ty punkt.

Zamiast tego powiem Wam coś, pod czego jestem wielkim wrażeniem ostatnio i długo na to czekałam. :-) Co prawda moje najmłodsze dziecko nie odpuszcza z byciem absorbującym szkodnikiem, mimo że podręczniki mówiły co innego, i nie odpuszcza nam rodzicom, dając wycisk każdego dnia, a mi w szczególności, to nareszcie hormony pociążowe mi opadają, stabilizują się skubańce, i chyba wreszcie zaczynam być dla mojego kochanego małżonka normalną kobietą! :-D

Już daję mu żyć, nie schizuję tak często jak w pierwszych miesiącach po rozwiązaniu. Zaczynam poznawać dawną siebie. Nie wiem czy w Waszym przypadku było podobnie, jednak ja byłam straszną zołzą w ostatnich miesiącach. Takim chodzącym granatem, który wybuchał na raty każdego dnia.

Jestem już po tej spokojniejszej stronie mocy! Uff ;-) Pięknego wieczoru i dnia! ;-)

Podobne wpisy

  • m0gart

    Najbardziej podoba mi się przedostatni akapit. Świadczy o dużej samoświadomości :-)

  • qwerty

    Z moich obecnie 60% to by nawet na rachunki nie starczylo hehe :) Ale nie ma co narzekac, luksusow nie ma, ale sa ludzie co maja gorzej. My z mezem mielismy ciezkie dni jak nasze dziecko chorowalo a my nie wiedzielismy co mu jest – czyli dokladnie od 9 doby do ok. 5 miesiaca. Nie do konca sie zgodze, ze wszystko da sie wypracowa kompromisem – ale mowie tu na podstawie obserwacji swojego zwiazku i zwiazkow kolezanek. Ludzie sie docieraja, owszem, ale pewnych rzeczy nie da sie zmienic, trzeba je zaakceptowac. Moj maz np. nie sprzata w domu. I pewnie, ze sa takie dni, ze sie o to klocimy, ale generalnie sie z tym pogodzilam i nie probuje tego juz zmienic. Nie jestem z tego powodu nieszczesliwa. Mysle, ze kazdy z nas ma w sobie cechy, ktore drugiej polowce moga nie pasowac, ale takie jest zycie. Grunt to, zeby dopasowac sie tak by te cechy nie czynily nas nieszczesliwymi :) 70 kg -_mysle, ze nie jest tak zle przy Twoim wzroscie, ale rozumiem, ze dazysz do nizszej wagi. Sama bym chciala wazyc tyle ile przed ciaza mimo, ze teraz teoretycznie zle nie wygladam, ale jednak czuje, ze to nie to. Ale nie bede ukrywac, ze ja sie zdrowo nie odzywiam, czesto jem cos na miescie. Do wagi przedciazowej doszlam w trzy dni po porodzie i utrzymywala sie poki karmilam, czyli niedlugo ;) Pozniej mozna sobie bylo pozwolic na niedobre jedzenie to i waga poszla w gore.

  • Magda, lubię te Twoje wpisy, w których wykładasz karty na stół. Zero ściemy, a same fakty!