O motywacji, realizacji, zmianach i aktywnym działaniu – USA dzień piąty

napisała 17/01/2015 Podróżniczo, Szczesliva podróżuje
IMG_2948

Jeszcze kilkanaście lat temu nie śmiałabym myśleć o tym, że postawię kiedykolwiek swoją stopę na Florydzie i będę się dobrze bawić. Dalekie podróże zostawiałam sobie na poalkoholowe senne marzenia. Myślałam, że latanie samolotem i rozbijanie się po różnych hotelach to aktywności tylko dla bogatych i zmanierowanych życiem snobów. Tymczasem okazało się, że przy odrobinie sprytu i pomocy wujka google można wiele załatwić za przysłowiowego dolara.

Jednak tym razem nie będę rozwodzić się na temat podróży. A poznęcam się i rozbiorę na czynniki pierwsze temat, który nie daje mi ostatnio spać i sprawia, że dymi mi czacha.

Jestem w miejscu, które mnie piekielnie inspiruje. Nie swoją historią [bo jest ona dość krótka i mało ciekawa]. Nie wyszukaną kulturą i zabytkami [bo i z nimi ciężko]. Ono mnie nakręca poprzez swoją różnorodność i otwartość.

Jestem w miejscu, które powoduje u mnie wzmożoną aktywność gałek ocznych i każe zweryfikować swoje dotychczasowe życie. Napędza mnie także do zmian. To tutaj spotkacie na ulicy biednych i wyjątkowo bogatych. Tych, którzy na śniadanie zajadają się papieropodobnymi tworami jak i tych, którzy wsuwają ślimaki w sosie bątą. To tutaj miniesz chatę za $10 mln dolców jak i chatkę puchatka bez ogrodzenia. Spotkasz takich, którzy dzień zaczynają od narzekania. Ale za chwilę miniesz kogoś kto dzień rozpoczyna od wody z cytryną i dziesięciu mil truchtu po plaży.

IMG_2950

Każda z tych osób dokonała w swoim życiu wyboru. Jedni walczą o swoje szczęście i czynnie uczestniczą w tej walce. Drudzy wolą zdać się na kolej losu, która albo kopnie ich w dupę albo lekko pogłaszcze po plecach.

Zapomnijmy o tych, którym z nieba spadła manna np. spadkiem zwana, i podcierają tyłek papierem ze złotymi nićmi. Przyjrzyjmy się tym, którzy budowali swoje prywatne imperium za pomocą kilku istotnych cech, od samych podstaw. Zbierając ziarno do ziarna. Brudząc się przy tym, klnąc jak szewc ale widząc cel do którego dążą i nie rozmieniając się przy tym na drobne.

IMG_2983

IMG_2949

Oni zaczęli od POMYSŁU. Gdy on z powodzeniem zakiełkował w ich głowie zdecydowali się na jego REALIZACJĘ. Wiedzieli, że muszą zrobić wszystko, aby doprowadzić do końca coś, co zaczęli. Mieli ogromną MOTYWACJĘ – nie chcieli się poddać w przedbiegach. Zawsze mieli otwarty umysł. Słuchali uwag innych i weryfikowali je na swoim poletku. Wiedzieli jedno: tylko ciężką i regularną PRACĄ mogą zbudować coś, co będzie ich niosło przez życie. Nie przejmowali się krytyką. Wiedzieli, że krytyka może być dla nich dobrą lekcją wytrwałości. Nie bali się ZMIANY. One bywają czasami niezbędne, aby dostosować się do panujących warunków. Nie zamykali się na nowe sposobności. Mieli oczy szeroko otwarte. Starali się nie patrzeć za siebie. Rozumieli, że popełniane błędy są ich kapitałem. Walczyli ze swoimi słabościami. Nierzadko zamiast wypadu w góry decydowali się na konstruowanie swoich nowych pomysłów. […]

Gdy zwizualizowałam sobie kilka powyższych zdań doszłam do wniosku, że sama stwarzam sobie bariery. Zupełnie niepotrzebnie. Zorientowałam się, że zapominam o tym, że moje życie jest tylko i wyłącznie w moich rękach. Przypomniałam sobie, że wszystko co mam i czego nie mam a chciałabym posiadać zależy tylko ode mnie. Nie mogę winić nikogo za moje niewykorzystane szanse. To ja jestem od tego, aby działać i to ja sobie mogę wystawić ocenę za działanie lub jego brak.

IMG_2990

Przydatny był ten wizualizacyjny kopniak w tyłek i zmotywował mnie on do działania i do tego by zacząć się spełniać w tym w czym się czuję najlepiej. Nie chcę być jedną z tych osób które są mistrzami niewykorzystanych szans, zachowawczymi tchórzami i zakompleksionymi, cichymi prekursorami. Nie chcę narzekać na to, że mam ciągle pod górkę i potrzebuję odpoczynku. Bullshit. Ja potrzebuję wiary we własne możliwości i to właśnie zastrzyki z tej wiary będę sobie aplikowała codziennie rano na zmianę w prawy i lewy pośladek.

Pierś do przodu. Głowa do góry. Nadszedł mój czas, aby działać!

To co, pokażemy światu co potrafimy? :-)

P.S. M. – you know who you are! Dziękujemy za przejażdżkę genialną bryką! :*

Podobne wpisy

  • Magda, genialnie napisane. Dokładnie, to co osiągniemy w życiu zalezy tylko od nas. Motywujmy się nawzajem a osobom, które niszczą naszą motywację powiedzmy papapa….

  • Ja odjakiegoś czasu zapitalam, żeby spełniac swoje marzenia. Nikt nie doda mi tyle motywacji, tyle siły do walki ile…nie dam sobie ja sama! Tylko ode mnie zależy jak potoczy się moje życie ;)

  • Nie rozumiem za bardzo o co chodzi z tym zdjęciami samochodu do takiego tekstu…

    • Tymi zdjęciami zostawiam pełne pole do interpretacji. Nie prowadzę bloga o śrubkach lewoskrętnych, aby musieć załączać precyzyjne zdjęcia do tekstów ;)

  • Widzę, że dopadło Cie amerykańskie „Yes We Can!” I bardzo dobrze :-)
    J.

  • Są ludzie, którzy urodzili się z takim podejściem, są ludzie którzy byli wychowywani w takiej kulturze sukcesu i wiary we własne możliwości. myślę ,że kiedy brakuje takiego zaplecza warto otaczać się ludzi, którzy taką energią kipią, i bywać w miejscach , które nas inspirują :)…
    Ja z natury jestem pesymistka, wychowywana w kulcie strachu, wręcz nie wychylania się i wielu innych przekazów do rodziców.
    Obecnie wkładam dużo pracy, aby „czym skorupka za młodu przesiąkła”…nasiąkała czymś odwrotnym…chłonę jak gąbka pozytywne przekazy i strasznie Ci zazdroszczę że masz okazję nasiąkać tym amerykańskim klimatem :)
    Sama staram się obracać w takich kręgach, w miarę własnych możliwości, gdzie człowiek aż ma ochotę coś zrobić…:) pzdr

  • Maggie S-B

    A ja od zawsze marzyłam,że jak wygram w lotto to kupię sobie domek nad oceanem. Nie wygrałam w lotto, ale udało mi się zamieszkać na Florydzie.Jeszcze nie mam domku nad oceanem, ale do plaży 20 minut :)