10 rzeczy, które może zrobić rodzic, by jego DZIECKO było bezpieczniejsze.

napisała 01/10/2019 Moim zdaniem, Reklama., Szczesliva po godzinach

Żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się bardzo szybko – począwszy od tego, że rozwijamy coraz większe prędkości, kupujemy rzeczy instant czy korzystamy z maszyn lub robotów, które wykonują za nas pracę (takich jak pralka, zmywarka czy odkurzacz samojezdny), a skończywszy na tym, że nasza codzienność pędzi, a my próbujemy ze wszystkim zdążyć i przy tym zdajemy sobie sprawę z kruchości tego, co jest wokół nas.

Nie wiem, czy macie czasami podobnie, ale ja co jakiś czas łapię się na tym, że sprawdzam, czy dopilnowałam wszystkiego, co dla mnie ważne, żeby się upewnić, czy jesteśmy bezpieczni całą naszą wesołą familią. Według niektórych mogę być nadgorliwa w tych kwestiach, ja jednak uparcie stoję przy swoim i twierdzę, że to dla mnie zupełnie podstawowe sprawy, o które dbam, aby nasza rodzina była bezpieczna.

Stworzyłam w tym wpisie swego rodzaju miniporadnik – listę rzeczy dla mnie najważniejszych w kwestii bezpieczeństwa rodziny. Jestem bardzo ciekawa, które z tych punktów są dla Was równie ważne. A może dodalibyście coś jeszcze od siebie? Koniecznie podrzućcie Wasze rozwiązania w komentarzach! Niektóre z tych rzeczy uważam za naprawdę podstawowe, niezbędne wręcz, do których – według mnie – 100% rodziców powinno się zastosować, jak np. punkt pierwszy, z którym nadal bywa w Polsce pod górkę, o czym miałam okazję się przekonać podczas jednego z naszych postojów w drodze w Bieszczady…

  1. Fotelik samochodowy.

Będę to powtarzać  do znudzenia, bo czuję na sobie odpowiedzialność jako osoba pisząca blog, który czytają tysiące rodziców. Zawsze jest nadzieja, że ktoś po zobaczeniu udostępnionego tekstu zdecyduje się na zakup fotelika samochodowego zamiast sadzać dziecko w aucie na kolanach. Może ktoś – zamiast wozić dwuletnie dziecko na podstawce, tzw. „podpupniku” – zainwestuje w bezpieczny i dopasowany odpowiednio do konkretnego pojazdu fotelik samochodowy, najlepiej taki, w którym maluch podróżuje tyłem do kierunku jazdy.

Przewożenie dzieci w foteliku samochodowym to nasz rodzicielski obowiązek. A jeśli mamy opory przed wydawaniem większej kwoty na dobry fotelik, to zróbmy prezent składkowy na pierwsze czy drugie urodziny brzdąca. Życie naszych najmłodszy jest najważniejsze.

 

  1. Pasy samochodowe dla każdego z pasażerów.

Skoro już zapięliśmy dziecko w foteliku samochodowym, to zapnijmy również i nasze pasy! Nie rozumiem rodziców, którzy upierają się, że jak jadą samochodem tylko kilka ulic dalej, to pasów zapinać nie muszą – zupełnie jakby zapomnieli, że podczas zderzenia ich ciało może być zagrożeniem dla życia dziecka!

Kobiety w ciąży też mogą śmiało zapinać pasy, korzystając ze specjalnych adapterów. Zapinałam pasy w każdej z moich trzech ciąż. Stan błogosławiony nie jest żadną wymówką, aby pasów nie zapinać. Jeśli jednak mamy jakieś obawy, to warto skonsultować to z naszym lekarzem prowadzącym albo biomechanikiem zderzeń. Oni pomogą nam te nasze wątpliwości rozwiać. Potwierdzone info – że tak kolokwialnie to ujmę.

  1. Ochrona rodzicielska w Internecie.

Jestem rodzicem, który pozwala swoim dzieciom korzystać z dobrodziejstw Internetu, ale z umiarem.  Począwszy od oglądania filmów przyrodniczych czy materiałów dotyczących astronomii (która pasjonuje mojego Starszaka), a skończywszy na aktywnościach bardziej rekreacyjnych, takich jak oglądanie bajek na YouTube. Jasne, że staram się na bieżąco kontrolować to, co chłopcy oglądają i jak długo to robią, ale wiem już, że nie jestem w stanie ustrzec ich przed wszystkim na 100%.

P.S. Dacie wiarę, że nie mamy już tradycyjnej telewizji? ;-) Internet i kilka aplikacji z filmami i serialami nam wystarczają. :D

Sytuacji zagrożenia w Sieci jest wiele. Dla przykładu – podczas surfowania w Internecie dzieci mogą przypadkiem natrafić na niewłaściwe materiały czy też nieumyślnie pobrać złośliwe oprogramowanie, które może uszkodzić nasze urządzenie. Przez nieodpowiednie ruchy możemy też otrzymywać dokuczliwe wiadomości (jak np. automatycznie i wielokrotnie wysyłane SMS-y, za które pobierane są kosmiczne opłaty) po odwiedzeniu strony internetowej, która została przez kogoś celowo zainfekowana złośliwym kodem czy też wręcz zaprojektowana tak, aby zachęcić takiego młodego użytkownika do podania na niej swojego numeru telefonu.

Trudno jest mi wszystko kontrolować, nie jestem specem od technologii i niełatwo mi się odnaleźć w tych wszystkich dodatkowych ustawieniach, dlatego korzystam z dodatkowej aplikacji jaką jest Ochrona Internetu od Play. Możecie pobrać ją tutaj na iOS i na Androida. Telefony i tablet, z których korzystamy my i moi chłopcy, mamy w sieci Play i postawiliśmy na dodatkową appkę, w której korzystamy z usługi Ochrona Internetu – dzięki niej śpię spokojniej.

Jedną z najważniejszych funkcji tej aplikacji jest Ochrona Rodzicielska, która jest przeznaczona dla wszystkich, którzy chcą, żeby ich telefon, tablet czy laptop były urządzeniami przyjaznymi dziecku. Dzięki Ochronie Rodzicielskiej można, na przykład, zablokować określone typy treści – dzięki temu nie będą one wyświetlane, gdy dzieci korzystają z Sieci. Można też zezwolić na dostęp tylko do wybranych stron internetowych (i ja to ustawiłam dla moich chłopców) albo ukryć materiały dla dorosłych w wynikach wyszukiwania. Genialną i niezwykle popularną wśród rodziców funkcją jest ta, która pozwala im ograniczyć czas, w jakim urządzenie łączy się z Internetem – bez względu na to, czy taki nastolatek łączy się przez Wi-Fi swojego kolegi, czy jest np. w swoim domu. Dzięki  specjalnemu suwakowi rodzice mogą ustalić, ile godzin dziennie ich dzieci mogą spędzić w Sieci. Jest też genialny moduł „pora spać”, dzięki któremu od wyznaczonej godziny urządzenie nie łączy się z siecią, np. od 22.00. To są funkcje, z których pewnie będę intensywniej korzystała, kiedy chłopcy będą w wieku szkolnym i nauka będzie wtedy priorytetem. ;-) Są to świetne rozwiązania, które wspomagają rodziców w procesie uczenia dziecka tego, jak korzystać z urządzeń elektronicznych w sposób zapewniający im zrównoważony rozwój. Moi rodzice nie mieli tych udogodnień i mieli przez to ze mną pod górkę, gdy byłam nastolatką. Pamiętam czasy liceum, kiedy potrafiłam korzystać z Internetu do 4 czy 5 nad ranem! Mama moja była zupełnie tego nieświadoma, bo kto by pomyślał w ogóle, że tak młody człowiek da radę aż tyle wytrzymać przed ekranem! Tymczasem ja spędzałam godziny na czatach zagranicznych, gadając o mydle i powidle zamiast spać i uczyć się do matury. Jak ja ją zdałam – to do dzisiaj jest to dla mnie zagadka… ;-)

Wiem od moich znajomych, którzy mają starsze dzieci, że wcale nie jest im łatwo dogadać się w pewnych kwestiach, dlatego fajnie jest ustalić wspólne zasady, które są klarowne i ułatwiają nam, rodzicom, egzekwowanie ich przestrzegania – właśnie poprzez takie „odgórne” funkcje, których złamać się nie da.

W aplikacji Ochrona Internetu macie też Bezpieczną Przeglądarkę, o której więcej opowiem Wam w punkcie dziewiątym a także o wiele większe bezpieczeństwo danych.

Bezpieczeństwo w Sieci to jedno, a w tzw. „real life” to drugie (ale równie ważne!). Dlatego za każdym razem mam przed oczami dramatyczne sceny, kiedy widzę, że cała rodzinka jedzie sobie na rowerach, aż tu nagle… no właśnie! I tutaj przechodzimy do kolejnej kwestii, jaką jest…

  1. Kask na głowie.

Bez względu na to, czy jedziemy na rowerze, rolkach czy hulajnodze, zawsze zakładam moim dzieciom kaski. Bez nich nie wsiądą one na rower – i jest to zasada numer jeden, którą wprowadziłam w życie od razu, jak tylko po raz pierwszy usadowiły się wygodnie na siodełkach rowerowych. Z hulajnogą jest to samo! Nie za bardzo rozumiem tłumaczenia niektórych rodziców, jakie słyszałam z ich ust wielokrotnie – na przykład:

– Ale my jedziemy tylko po trawie, nie po asfalcie!

– Ale my nie potrzebujemy kasku, bo jedziemy tylko kilka kółek dookoła domu. Nie będziemy robić kilometrów.

– Na rowerze kask jest potrzebny, ale po co na hulajnodze?

– Ale ja go pilnuję. On nie upadnie!

A co zrobisz, drogi człowieku, gdy Twoje dziecko jednak upadnie i rozbije sobie głowę na tyle poważnie, że wystąpi  u niego zagrożenie życia? Stało się tak z dzieckiem jednej z Czytelniczek, która opisała mi kiedyś sytuację, gdy jej syn spadł z roweru, w wyniku czego doznał wstrząśnienia mózgu. :(

A tak poza tym – jeśli wkładamy kask na głowę naszego dziecka, to dlaczego często zapominamy o kasku dla siebie? To dla mnie jest zagadka. Niedawno spotkaliśmy się ze znajomym mojego Męża, którego kask dosłownie uratował. Mężczyzna – sprawny fizycznie, bardzo aktywny – wybrał się na przejażdżkę na rowerze i w bardzo upalny dzień zupełnie niespodziewanie stracił przytomność, po czym upadł. Jak to powiedział – gdyby nie kask, to już by go z nami pewnie nie było. Nośmy kask, jeżdżąc na rowerze, rolkach czy hulajnodze! Ja jestem jedną z niewielu osób, które poruszają się w Krakowie na hulajnodze elektrycznej i mają zawsze na głowie kask. Serio. 99% osób liczy na łut szczęścia podczas upadku. Powodzenia…

  1. Nauka wykręcania numeru alarmowego.

Myślę, że wszyscy dorośli doskonale znają numer alarmowy, pod który dzwoni się z telefonu komórkowego. 112. Czy jednak nasze dzieci znają ten numer? Mówię o tych dzieciach, które potrafią korzystać już z telefonu i robią to za naszym przyzwoleniem. Skoro uczymy dzieci obsługi różnych aplikacji (jak na przykład YouTube), to uczmy je także i wykręcania numeru alarmowego. W moim przekonaniu jest to naszym rodzicielskim obowiązkiem!

Do dzisiaj pamiętam mail, który otrzymałam od Anity. Pierwsze, co zrobiła jej sześcioletnia córka, kiedy zobaczyła nieprzytomną mamę na podłodze w kuchni, to wykręciła z mamy telefonu numer do taty i powiadomiła go o tym, że mama nie jest przytomna. Następnie mąż Anity zadzwonił na pogotowie. Całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło, ale jak napisała wtedy – kolejną rzeczą, której nauczyła córkę, było wykręcanie numeru alarmowego, które zresztą cyklicznie „trenuje” ze swoją córką.

My z moimi chłopcami też co jakiś czas przypominamy sobie, jak to się robi. To jedna z tych umiejętności, z których człowiek nigdy nie chciałby korzystać, ale jednak niewątpliwie warto się jej nauczyć, bo potrafi ocalić nam życie.

  1. Butla przeciwpożarowa w domu.

Naprawdę w niewielu domach widuję butlę przeciwpożarową – a szkoda! Zdarzają się sytuacje, gdy z ogniem nie mamy szans. Warto wówczas od razu się ewakuować zamiast próbować gasić pożar we własnym zakresie. Są jednak przypadki, w których ogień albo nie rozprzestrzenia się, albo robi to w niewielkim stopniu – wtedy taka butla przeciwpożarowa jest w stanie nam pomóc. Ja mam w domu dwie takie butle – jedną w kuchni, a drugą przy drzwiach wyjściowych. Mam nadzieję , że nigdy nie będę musiała z niej korzystać, jednak mimo to doskonale wiem, jak jej użyć.

  1. Czujnik dymu/czadu.

Jeśli macie w domu instalację gazową, to koniecznie zainteresujcie się tematem. Całkiem niedawno w jednym z moich blogowych postów pisałam Wam o tym, że jako nastolatka ledwo uszłam z życiem, gdy podtrułam się tlenkiem węgla. Gdyby nie wytrwałość mojego Taty w reanimacji mnie i szybki przyjazd karetki pogotowia, nie byłoby mnie dziś wśród żywych. Od tamtej sytuacji w moim domu rodzinnym pojawiły się czujniki dymu i czadu. To one stoją na straży, gdyby instalacja gazowa zawiodła lub niespodziewany pożar wybuchł w domu podczas naszego snu.

  1. Zamykanie drzwi na klucz/zamek.

Wiem, że w wielu domach nie ma zwyczaju zamykania drzwi na klucz czy zamek, gdy domownicy przebywają w wewnątrz. Ja też kiedyś miałam ten niechlubny zwyczaj niezamykania mieszkania, ale odkąd mam dzieci, to oduczyłam się tego. Oczami wyobraźni widziałam, jak ktoś o złych zamiarach otwiera nasze drzwi i pierwsze osoby, które widzi, to moje dzieci. Próbuje je obezwładnić, by nie było krzyków, a następnie robi, co do niego należy.

Opisywałam Wam kiedyś sytuację, w której siedziałam sobie na sofie wieczorem i oglądałam film. Nagle usłyszałam, jak ktoś delikatnie naciska na klamkę drzwi wejściowych. Zamarłam! Oszczędzę Wam szczegółów, ale wtedy zorientowałam się, że mieszkamy w miejscu, w którym sami musimy zadbać o bezpieczeństwo nasze i naszych dzieci.

Zamykacie drzwi na zamek?

  1. Rozważne korzystanie z płatności online i okresowa zmiana haseł do wszystkich kont.

Nie chciałabym tutaj nikogo wytykać palcami, ale w mojej rodzinie zdarzył się wypadek nierozważnego dokonywania płatności online, podczas którego zostały wykradzione dane bankowe owej osoby. Na całe szczęście utracone środki pieniężne nie były aż tak duże! Mądry Polak po szkodzie. :(

My z moim M. bardzo ostrożnie korzystamy z bankowości online, zawsze sprawdzając dokładnie, czy dokonujemy płatności bezpiecznych. Dbamy też np. o to, aby zasłaniać ekran telefonu czy monitora i nie dokonywać płatności w pomieszczeniach, które są monitorowane. Wiemy też jednak, że nie wszystko zależy od nas, dlatego warto zadbać o dodatkowe zabezpieczenia.

To już żadna nowość, że znacząco rośnie liczba ataków zaprojektowanych tak, aby zmylić użytkownika Internetu poprzez fałszywe strony bankowe wyglądające niemalże identycznie jak prawdziwe. Obecnie zamknięta kłódka nie jest już ŻADNĄ gwarancją. :( Sam antywirus to dziś za mało, żeby w pełni bezpiecznie korzystać z płatności online. My od niedawna korzystamy z Ochrony Internetu od Play (link?), która została wyposażona w dodatkową warstwę zabezpieczającą, czyli ochronę bankowości, która zabezpiecza wszystkie sesje i transakcje bankowe. Jak to działa? – pewnie zapytacie. Dobre pytanie, sama się nad tym zastanawiałam na początku. Otóż każda otwierana witryna internetowa jest sprawdzana w usłudze F-Secure Security Cloud, która rozpoznaje, czy dana strona znajduje się na liście zaufanych witryn bankowych. Jeśli tak, to wyświetlane jest powiadomienie, które informuje, że nastąpi przejście do bankowości online zabezpieczonej przy użyciu protokołu HTTPS. I wtedy, podczas dokonywania transakcji, wszystkie połączenia, które nie są niezbędne, zostają zablokowane, żeby nikt w tle nie wykradał naszych danych ani nie prowadził równoległych działań niewidocznych dla użytkownika. Żeby ta funkcja była aktywna, to koniecznie trzeba korzystać z Bezpiecznej Przeglądarki.

Ochrona bankowości to nie wszystko – nie zapominajmy o okresowej zmianie haseł! Nie zliczę, ile razy próbowano włamać się do mojego konta na Facebooku czy Instagramie. Gdyby nie dwuskładnikowe logowanie już dawno straciłabym wszystkie konta! Także kochani – pamiętajcie nie tylko o okresowej zmianie haseł (żadne tam daty urodzin czy 1234hasło, jak niektórzy potrafią :D), lecz także o tym, aby włączyć sobie w ustawieniach dwuskładnikowe logowanie. Wtedy okresowo będziemy proszeni o podanie kodu z wiadomości wysyłanej pod nasz numer telefonu. Taka funkcja pomaga w tym, aby nasze konta były dodatkowo zabezpieczone.

  1. Rozmowa.

Ten punkt powinien być chyba na samej górze, nie sądzicie? Bez odpowiedniej rozmowy z naszymi dziećmi czy partnerami trudno o pełną świadomość tego, że to od naszego bezpieczeństwa zależą nasze życie i szczęście całej rodziny.

Często jest tak, że jeden rodzic zapina pasy samochodowe, ale drugi nie ma na to ochoty lub jeden rodzic zakłada dziecku kask, a drugi mówi, że bez kasku można się obejść. A to przecież nie o to chodzi! Musimy mówić jednym głosem, aby bezpieczeństwo naszej rodziny miało naprawdę sens.

Uściski, kochani! Głęboko wierzę, że wiele z powyższych punktów nas łączy i podobnie patrzymy na bezpieczeństwo nasze i naszych najbliższych. :*

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post i czujecie podobnie, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Możecie go też udostępnić. Dziękuję! :*

Partnerem mojego postu jest Play, który w ramach Ochrony Rodzicielskiej

dba o bezpieczeństwo nasze i naszych najmłodszych. 

Podobne wpisy