2 WAŻNE rzeczy, jakie podaję moim dzieciom CODZIENNIE, aby były ZDROWE❗💪

napisała 16/09/2021 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Całkiem niedawno w jednym z komentarzy pod facebookowym postem spotkałam się z twierdzeniem , że (i teraz cytuję): „właściwie to dzieciom nic nie trzeba podawać, bo one same sobie wszystko produkują.” Jeszcze dziesięć lat temu, kiedy moja wiedza dot. zdrowia balansowała na granicy niewiedzy, może i mogłabym się podpisać pod tym ryzykownym twierdzeniem, które i tak traktowałabym raczej z przymrużeniem oka.

Prawdą jest to, że nasz organizm jest niezwykłą „maszynerią”, jak to stwierdził niedawno mój Starszak. W większości sytuacji ta maszyneria sama jest w stanie się naprawić i nie musimy w ten proces nawet ingerować. Grunt tylko, abyśmy temu procesowi nie przeszkadzali.

Jakieś zadrapanie nabyte w trakcie przedzierania się przez krzaki w poszukiwaniu jagód? Nie ma sprawy! Kilka dni i nie będzie śladów po tym zadrapaniu.

Kilkanaście siniaków nabytych podczas nauki jazdy na rowerze? Nie ma problemu! 7 dni i tyle widzieliśmy te siniaki. (Warto jednak pamiętać, że dojdą nowe :P).

Nawet naprawienie złamanej kości dla naszego organizmu jest wykonalną sprawą. Już po kilku tygodniach pęknięta kość potrafi się zregenerować.

Są jednak procesy, którym my musimy pomóc i co do tego nie ma najmniejszych wątpliwości.

Ja rozumiem, że dość łatwo w dzisiejszych czasach wygłaszać teorie, w których niektórzy twierdzą, że nic naszemu organizmowi nie potrzeba, bo on wszystko potrafi samodzielnie stworzyć czy naprawić. I tutaj dość szybko zderzymy się ze ścianą i okaże się, że naszemu organizmowi potrzeba wsparcia, co zresztą dość szybko znajdziemy w zaleceniach np. WHO – czyli Światowej Organizacji Zdrowia, która publikuje regularnie pewne zalecenia oparte na dowodach naukowych, których warto się trzymać, aby cieszyć się pełnią zdrowia.

Jedną z rzeczy, które bezwzględnie należy podawać nie tylko dzieciom, ale i dorosłym, to woda.

I to nie szklanka wody na dzień, ale w zależności od wieku i potrzeb często między 2 a 3 litry wody na dzień! Ja jestem doskonałym przykładem osoby, która nie zdawała sobie sprawy z tego, jak ważne jest regularne nawadnianie organizmu i potrafiłam przez cały dzień napić się tylko jednej kawy i jednej herbaty, dopóki nie nabawiłam się bólów nerek. Kto przeżył, ten wie, o czym piszę. W tej regularności nawadniania organizmu nie pomaga mi niestety brak silnego pragnienia, dlatego muszę się wspomagać na co dzień stawianiem na wierzch dzbanka z wodą i np. noszeniem w torebce bidonu, który ma licznik wypijanej wody. Często też ustawiam sobie w telefonie przypomnienia co kilka godzin, abym wypijała szklankę wody. Niestety, ze mną czasami jak z dzieckiem, ale już swoje dzieci bardzo mocno pilnuję w temacie wypijanej codziennie wody. Taki paradoks. ;-) Matka o sobie najszybciej zapomni, ale o dzieciach nigdy. Znacie to? ;-)

Drugą rzeczą, o której podawaniu moim dzieciom pamiętam bez pudła, jest witamina D3.

To, że witamina D3 jest wytwarzana w naszej skórze dzięki promieniom UVB, to raczej wszyscy wiemy. Mało kto jednak wie o tym, że witaminę D3 należy przyjmować przez cały rok i od pierwszych dni życia. Co więcej –  problem jej niedoboru wśród dzieci i młodzieży w Polsce jest powszechny. :(

A jeszcze mniej osób jest w stanie z pamięci wymienić w jak wielu procesach naszego organizmu ta witamina jest potrzebna już od pierwszych dni życia. Kiedy kilka lat temu zapoznałam się z pełną listą procesów i funkcji, przy których witamina D3 jest niezbędna, w tym tej dot. odporności, otworzyły mi się oczy. Witamina D3 pomaga w utrzymaniu zdrowych zębów, w prawidłowym funkcjonowaniu układu odpornościowego, pomaga także w prawidłowym wchłanianiu wapnia i fosforu i poprawia wykorzystanie wapnia i fosforu w organizmie, co przyczynia się do prawidłowego tworzenia kości.

Jest to niezwykle ważna witamina szczególnie dla dzieci (ale nie można zapomnieć o dorosłych, dla nich również jest kluczowa!). Nawet w moim bliskim otoczeniu jest dorosły, który nie przyjmował w dzieciństwie witaminy D3, czego skutkiem są zmiany krzywicze i nieprawidłowa budowa kośćca. I tutaj dodatkowa informacja – niestety, z pożywieniem jesteśmy w stanie zapewnić organizmowi jedynie ok. 20% zapotrzebowania na witaminę D3. Pozostałą ilość musimy zapewnić sobie dzięki ekspozycji słonecznej i odpowiedniej suplementacji.

Moje dzieci odkąd się urodziły dostają ode mnie witaminę D3 i tylko dzięki temu co roku, kiedy badam im jej poziom, to jest on w normie.

Kiedy ja 5 lat temu zbadałam samej sobie poziom witaminy D3, to byłam załamana. Mimo jedzenia ryb morskich i przebywania na słońcu w okresie letnim byłam zdecydowanie poniżej normy. Tylko suplementacja mnie uratowała. Dzięki temu nie tylko rzadziej choruję, ale też lepiej się czuję.

Pamiętam, jak 5 lat temu moja pani internistka powiedziała mi, że jak tylko podniosę sobie kalcydiol (czyli wit. D3), to zaobserwuję wzrost sił witalnych. Miała 100% rację!

Moim dzieciom podaję Juvit Baby D3. Można go stosować już od pierwszych dni życia. Juvit Baby D3 jest bardzo przyjazny w dozowaniu. Producent bardzo mądrze pomyślał o pompce dozującej, która bardzo dobrze nabiera produkt i od razu możemy podać go dziecku. Nic nam nie wyślizgnie się z rąk, nie kapnie niewłaściwie na jeansy. To była kiedyś moja zmora :P Przy pompce też niczego nie marnujemy – to co wyciśniemy z buteleczki od razu „ląduje” w buzi. No i Juvit Baby D3 ma neutralny smak. To ważne w przypadku moich dzieci. ;-)

Lubię to rozwiązanie z pompką – jedno naciśnięcie aplikatora odmierza 200 j.m. witaminy D3. Z każdym kolejnym naciśnięciem pompki można zwiększać podawaną ilość witaminy D3 o 200 j.m. Moje dzieci przyjmują witaminę D3 w dawce 600–1000 IU/dobę, zależnie od masy ciała i podaży witaminy D w diecie, przez cały rok. Warto skonsultować się z Waszym pediatrą, jaką dawkę zaleca Waszemu dziecku, bo jest ona uzależniona nie tylko od wieku i wagi dziecka, ale także od tego, czy stosujecie kremy z filtrem (my tak), czy Wasze dzieci jedzą produkty zawierające te witaminę (u nas bywa z tym różnie) itd. Jest kilka zmiennych, które warto wziąć pod uwagę.

Konkludując już, aby nie zatrzymywać Was tutaj zbyt długo (wiadomo – wrzesień mamy piękny i niech taki zostanie – my korzystamy z tej ładnej pogody „ile wlezie”, jak to się mówi! Bieszczady nawet zaliczyliśmy!) oprócz naszej rodzicielskiej miłości, pamiętajmy o podawaniu dzieciom płynów bez względu na to, czy na zewnątrz lato czy zima, a także nie zapominajmy o witaminie D3.

Nie ma co słuchać wszystko-wiedzącego otoczenia, które twierdzi, że „dzieci napędza się tylko miłością”, a z reszty jakoś same się „wyliżą”. To bzdury. Aby rozwijały się jak najlepiej musimy im w tym pomóc.

Pięknej jesieni nam wszystkim życzę. Bez chorowania! Takie mam marzenie. Wy też? ;-)

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie kciuk pod facebookowym postem. :* I dajcie mi znać, czy Wy też szczególnie dbacie u Waszych smyków o podaż płynów i witaminy D3.

Juvit Baby D3 to suplement diety. Produkt nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety. 

Podobne wpisy