3 rzeczy, na które POZWALAM dzieciom❗💪👦🏻👧 (ku zdziwieniu niektórych rodziców❗😲)

napisała 29/11/2021 BLOGOSPHERE, Post powstały przy współpracy

Mój dzisiejszy post i zawarte w nim przemyślenia nie powstały pod wpływem chwili. Inspiracją do ich napisania były niektóre atakujące komentarze, z jakimi spotykam się odkąd moi synowie nie mają już trzech czy czterech lat (a mają tych lat 6 i 8) i zmieniły im się zainteresowania z grzechotek i maskotek na rzeczy bardziej adekwatne do ich wieku. ;-)

Zacznę dzisiejszy post dosyć mocną deklaracją, w której nie mam zamiaru owijać w bawełnę.

Jestem bardzo trzeźwo myślącym rodzicem. Ba! Nieskromnie powiem, że uważam siebie za inteligentną kobietę, dobrego rodzica i „ogarniętego” człowieka. Nie wszystkim pasuje ta moja pewność siebie, ale to już nie jest mój problem, prawda? Mam świadomość tego, w jakich czasach żyję ja i moje dzieci. Widzę, w jakim kierunku ten świat się rozwija. Potrafię dostrzegać plusy i minusy różnych rozwiązań. Kwestie dot. rozwoju moich dzieci i zdrowia konsultuję z lekarzami, specjalistami w swojej dziedzinie i z moim mężem, którego uważam za jednego z mądrzejszych ludzi, jakich miałam okazję poznać. :-) Mam nadzieję, że to moje poprzednie zdanie sprawi mu przyjemność, ale takie są fakty i niczego tutaj nie koloryzuję – mój mąż to mądry facet i cieszę się, że wiele decyzji możemy podejmować wspólnie. Poniższe decyzje, o których za moment były podejmowane wspólnie z nim. :-)

To tyle z deklaracji. A teraz dwa słowa, tzw. słowa-klucze, którymi kieruję się odkąd przyszły na świat moje dzieci. Wcześniej, gdy dzieci nie posiadałam, te słowa były mi raczej obce ;-)

UMIAR oraz BALANS

Za każdym razem, gdy słyszę od innych rodziców, że robię coś nie tak, jak powinnam, bo na przykład pozwalam moim dzieciom na jedzenie słodyczy (mamy tzw. Słodkie Soboty – w pozostałe dni tygodnia moje dzieci nie jedzą słodyczy), na bieganie boso po trawie (bo się przeziębią albo nadepną na osę), na nienoszenie jesienią czapki (zapalenie uszu gwarantowane…), na korzystanie z komputera itd., to mam ochotę mieć w zanadrzu taki ogromny transparent, który wystrzeliwuję w powietrze, na którym to transparencie wyryte jest zdanie:

„Wyluzuj! Umiar to słowo klucz!” :D

Dlatego też chciałam podzielić się dzisiaj z Wami 3 rzeczami, na które pozwalam moim dzieciom i dzięki temu, że pilnuję, aby korzystały z tych rzeczy z umiarem, to możemy cieszyć się z korzyści płynących z tych rozwiązań.

Na co zatem pozwalam moim dzieciom z pełną odpowiedzialnością, co niekoniecznie spotyka się z aprobatą niektórych rodziców?

1. Pozwalam im na oglądanie bajek.

Staram się bardzo mocno selekcjonować bajki, które oglądają moje dzieci, i ograniczam czas, przez jaki oglądają te bajki. Wiem, że są rodzice, których dzieci w ogóle nie oglądają bajek lub tacy, których dzieci oglądają więcej od moich dzieci. Nie wnikam. Jestem zdania, że każdy zna swoje dziecko najlepiej i nie mam prawa wtrącać się w decyzje innych ludzi. Wiem jednak, że moja decyzja dotycząca tego, że moje dzieci oglądają bajki, nie była podjęta pod wpływem chwili. Ja chcę, aby moje dzieci mogły oglądać wartościowe produkcje i sama dokonuję sich selekcji. Teraz w dobie dostępności serwisów streamingowych, możemy wybierać wśród wybitnych produkcji dla dzieci, w których przekazywane są konkretne wartości. Bez agresji, bez nadmiernie szybkiej i męczącej wzrok animacji, ze stonowaną muzyką, spokojną narracją i wyważonymi dialogami. I oglądają nie dłużej jak 30 minut dziennie i nie później jak 1 godzinę przed snem.

2. Pozwalam moim synom na korzystanie z komputera i granie w wyselekcjonowane gry.

Moi dwaj synowie, 6-letni Teoś i 8-letni Ivo, zdecydowanie odziedziczyli niektóre umiejętności po swoim tacie. Widzę, że technologia jest dla nich obszarem, w którym czują się dobrze. Programowanie to ich konik. Jakiś czas temu dostałam ciekawy komentarz, do którego postaram się odnieść. :D Zapisałam go sobie na pamiątkę.

Zrobiłam kopiuj-wklej. Oto on:

„A może zamiast pozwalać im na programowanie na komputerze, to najpierw naucz ich programowania na patyczkach czy klockach. Po co mieszać w to technologię od razu.”

No więc naukę podstaw programowania mamy już dawno za sobą. :-) Rzeczywiście, zaczynaliśmy od podstaw programowania, które można śmiało wspierać właśnie przy pomocy klocków czy np. kolorowych patyczków. Tylko, że … w pewnym momencie te klocki nie są już wystarczające i przychodzi upragniony moment, w którym możemy programować na komputerze poznając różne języki programowania chociażby. Chłopcy uczą się też programować roboty. Oczywiście wszystko na podstawowym poziomie, ale sprawia im to ogromną frajdę, kiedy wprawiają w ruch robota własnoręcznie stworzonego i poruszają nim tak, jak sobie to zaplanowali. :-)

Komputer to narzędzie, które naprawdę może efektywnie wspierać naukę dziecka w wielu obszarach. Moi synowie w ostatnich tygodniach korzystają z komputera ASUS TUF Dash F15 z procesorem Intel Core i5, z Windows 11. Testujemy go na wszystkie strony. Szukaliśmy komputera, który udźwignąłby dwie niezwykle wartościowe gry, które lubią moi chłopcy, i by moje dzieci mogły bez przeszkód być na zajęciach online z j. angielskiego, bo jak Wam kiedyś pisałam – uczą się j. angielskiego też online. O tych dwóch grach napiszę za moment, bo są naprawdę godne uwagi. Już widzę, że świetnie sprawdzi się podczas nauki zdalnej, bo usługuje się go intuicyjnie i mój Starszak potrafi go obsługiwać bez problemów.

Nasz nowy komputer spisuje się na medal. Ma bardzo mocny procesor i kartę graficzną, i może pracować do 14h na baterii (w trybie oglądania video). To ogromna zaleta i chyba próżno szukać takiego komputera w tym segmencie. Świetnie nadaje się też do mojej pracy i dzięki temu, że bateria bardzo długo wytrzymuje, to korzystam z niego nawet w podróży. Teraz przy zakupie tego komputera od marki ASUS (i jeszcze dwóch innych modeli) dostajecie Game Pass na PC na 3 miesiące gratis. Super promka. W tym Game Pass’ie czyli tak naprawdę takim jakby abonamencie macie dostęp do ponad 100 gier na komputer z systemem Windows, w tym do tych dwóch gier, które chcę Wam polecić.

Przy okazji – ten komputer jest teraz do wygrania w konkursie na stronie marki ASUS. :-)

Pytanie nie jest trudne – odpowiedź na nie zajmie Wam chwilę, wystarczy tak naprawdę puścić wodze matczynej wyobraźni, a to to my akurat potrafimy, prawda? ;-) Aby wygrać, trzeba w ciekawy sposób odpowiedzieć na pytanie, jak byście wykorzystali grę Minecraft na Waszym nowym komputerze ASUS TUF Dash z procesorem Intel Core i7.

Jedną z gier jest Minecraft – gra, w którą moi chłopcy grają z moim Mężem. Na pewno ją znacie.

Pamiętam, jak kiedyś byłam uprzedzona do Minecrafta. Zupełnie nie znałam zasad tej gry i dopowiadałam sobie scenariusze przez tę moją niewiedzę… Tymczasem teraz uważam ją za jedną z bardziej wartościowych gier, w której istotą jest proces tworzenia. Przy okazji dzieci lizną nieco geologii, pracy zespołowej, programowania, itp. I jak dowiedli naukowcy – wśród dzieci wczesnoszkolnych gra ta ma potencjał zwiększyć matematyczne kompetencje dziecka.

Moi chłopcy bardzo szybko zaczęli bawić się w Minecrafta w tak zwanym trybie kreatywnym. Gra zmienia się wtedy w program do projektowania i budowania fantazyjnych konstrukcji w trybie 3D, niezauważalnie łącząc elementy edukacyjne ze znakomitą zabawą. Odwiedzałam ich od czasu do czasu w czasie takiej zabawy w ich pokoju, z obawą, że biegają tam po ekranie z mieczami za jakimiś dziwnymi stworami, gdy tymczasem oni z dumą prezentowali mi zbudowane przez siebie nowe automatycznie działające mechanizmy czy też replikę hotelu z basenem, w którym byliśmy kiedyś z nimi na wakacjach. Po tym hotelu można było sobie wszędzie chodzić, wejść do każdego z pokoi, była tam jadalnia z naszym dawnym stolikiem przy oknie, można nawet było wykąpać się w basenie i skorzystać z sauny. Chłopcy mieli świetny ubaw obserwując, jak zbieram szczękę z podłogi ;)

Zabawa w Minecrafta była też pierwszym impulsem dla Iva, by zająć się na poważnie programowaniem. W pewnym momencie po prostu przestało mu wystarczać to, co miał dostępne w grze i postanowił wprowadzić do niej swoje własne modyfikacje. Zaczął od tworzenia prostych poleceń, typu zmiana dnia w noc lub na odwrót. Teraz już pisze dosyć zaawansowane algorytmy, a niektórzy z moich znajomych patrzą na niego jak na guru z innego świata. ;)

Teodor też przyspieszył, ucząc się od niego czego tylko może. Widzę też, że zamiast poświęcić 15-30 minut na oglądanie bajek, to preferuje obecnie zabawę w programowanie prostych rzeczy w Minecrafcie, podskakując przy tym z radości, gdy któreś z jego poleceń nagle zadziała w spektakularny sposób. :)

A ponieważ programowanie w Minecrafcie odbywa się po angielsku, to chłopcy nabyli niezauważenie biegłości w posługiwaniu się językiem angielskim, w tym dosyć hermetycznym językiem technicznym. Ja sama, choć płynnie mówię po angielsku, to czasami muszę przy moich chłopcach nadrabiać zaległości w tym zakresie. Do czego to doszło. ;)

Drugą grą, a tak naprawdę symulatorem, nad którym chciałam się pochylić to Symulator Lotu, czyli Microsoft Flight Simulator. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji spotkać się z tym symulatorem, to powiem jedno – koniecznie nadróbcie te zaległości. On też jest dostępny w tej 3-miesięcznej darmowej subskrypcji Game Pass, którą dostajecie przy zakupie np. naszego modelu komputera.

Jak działa Flight Simulator? Przede wszystkim to nie jest gra. To bardzo realistyczny program zbliżający się możliwościami do prawdziwych symulatorów lotu używanych w szkoleniach pilotażu :) Tutaj krok po kroku dziecko czy dorosły nauczą się latać wybranymi maszynami. Ale to nie jest takie tam sobie latanie. ;-) To naprawdę wyjątkowe DOŚWIADCZENIE i myślę, że jest w stanie zaszczepić u dziecka ten wyjątkowy zmysł odkrywania przestworzy. Dorośli absolutnie przepadną. :-) Tutaj wszystko wygląda jak prawdziwe, począwszy od maszyny, którą będziemy lecieć, lotniska z którego odlecimy i miast, nad którymi będziemy się wzbijać czy lądować, skończywszy nad warunkami pogodowymi i widokiem przestworzy, który daje poczucie, jakbyśmy naprawdę lecieli. Widoki z kokpitu są tak realistyczne, że można je pomylić z widokiem z prawdziwej maszyny. Mój M. był na ogromnej ilości lotnisk i miast na świecie i jak zobaczył te wizualizacje, to szczękę zbierał z podłogi. :D

We Flight Simulator dostępny jest program treningowy, gdzie po krok po kroku można nauczyć się sztuki pilotażu – poczynając od małej Cessny a na wielkich pasażerskich samolotach skończywszy. Kokpit samolotu będzie właściwie jak prawdziwy. Mój 8-letni Ivo świetnie to wszystko ogarnia. Teraz przeszedł już na etap wykonywania różnych misji. Świetne jest to, że w tym symulatorze obraz jest stonowany, nie ma nadmiaru bodźców a wiedza zdobyta kto wie, czy nie będzie wykorzystana kiedyś w przyszłości? ;-) Nie tylko podczas bycia pasażerem samolotu, ale może… też bycia pilotem? ;-) Nic nie chcę mówić, ale mam takie przeczucie, że kto wie, czy mój Ivo nie obierze w przyszłości ścieżki pilota. ;-) Już w tej chwili opowiadając mi o tym, gdzie leciał, posługuje się coraz mniej dla mnie zrozumiałym żargonem pilotów – otwiera klapy, trymuje kierunek, ustawia kąty podejścia, pilnuje wariometru…

Mój znajomy, który jest pilotem samolotu pasażerskiego, powiedział, że ten symulator to arcydzieło. :-)

Także nasze deszczowe weekendowe wieczory wyglądają tak, że najpierw M. obserwuje jak chłopcy grają na Minecraft, raz po raz im podpowiadając. Chłopcy uwielbiają, gdy M. jest razem z nimi i mogą liczyć na jego wsparcie. :-) A później Ivo ma 15-30 minut na to, by razem z Teosiem pozdobywać przestworza.

Teraz ten komputer, który mamy ASUS TUFF Dash F15 z procesorem Intel Core i5, z Windows 11 możecie wygrać w konkursie razem z Game Pass’em na PC. Tutaj szukajcie szczegółów. :-)

Tymczasem teraz czas na moją deklarację nr 3. Oj, może się ona nie spotkać z aprobatą niektórych rodziców. ;-)

3. Pozwalam moim dzieciom na słuchanie audiobooków.

Ostatnio przeczytałam w internecie opinię, którą podesłała mi na mój temat jedna z Czytelniczek. Pośmiałyśmy się trochę. :D Naprawdę dziękuję za Wasz dystans do wielu rzeczy, które mnie dotyczą! Otóż na jednym z internetowych forów zostałam obsmarowana i podana za przykład matki, której nie chce się dzieciom czytać książek. Co zresztą nie jest prawdą. I zamiast dzieciom czytać bajki to z tego mojego lenistwa podobno puszczam im audiobooki. :-) Widzicie, ktoś miał ciekawą fantazję i równie ciekawe wnioski. :-)

Nieprawdą jest, że nie czytam dzieciom bajek. Prawdą jest natomiast, że puszczam moim dzieciom audiobooki często słuchając ich razem z nimi. Uważam, że czytanie dzieciom bajek bardzo dzieci wewnętrznie ubogaca. I mnie jako czytającego rodzica również. :-) Uwielbiam bawić się moim głosem, zmieniając go na potrzeby różnych postaci.

Jednocześnie uwielbiam również położyć się razem z dziećmi do łóżka wsłuchując się w opowieści czytane przez innych. Czasami puszczam dzieciom audiobooki, bo padam ze zmęczenia i brakuje mi sił, by czytać im bajki. Nie uważam, że jest to coś, przed czym muszę się nikomu tłumaczyć. Kto nigdy nie był zmęczony, niech pierwszy rzuci kamieniem. :-) A tutaj na deser mój Teoś I Ivo, którzy byli o kilka lat młodsi i zasłuchiwali się w audiobooki. :-)

Tymczasem ciekawa jestem, na co Wy pozwalacie swoim dzieciom, co niekoniecznie spotyka się z aprobatą otoczenia! :-) Czy też pozwalacie dzieciom na gry na komputerze? I na oglądanie bajek? ;-) I tak jak ja uważacie, że nasza w tym rola, aby dzieciom nie zabraniać a wskazywać kierunek? Czy może macie odmienne zdanie?

Czekam na Wasze historie i doświadczenia. Uwielbiam je czytać. :-)

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie kciuk pod facebookowym postem. :* I podzielcie się ze mną, na co Wy pozwalacie swoim dzieciom, co niekoniecznie spotyka się z aprobatą innych osób. ;-)

Post powstał przy współpracy i wsparciu marek: Intel, Microsoft oraz ASUS.

Podobne wpisy