5 błędów, jakie popełniają rodzice, kiedy ich dzieci (i oni sami) chorują!

napisała 04/01/2022 Post sponsorowany

Umówmy się, że najbliższe kilka zdań, które przeczytacie, wypowiadam szeptem i zostawiacie je tylko dla siebie. :P Wiecie, żeby nie zapeszyć, nie wywołać wilka z lasu, itd. :D ;-) Jakiś czas temu na moim Fanpage’u pisałam o tym, że czasami mam wrażenie, że wystarczy, że napiszę o tym, że moje dzieci są zdrowe, a następnego dnia któreś z dzieci zaczyna walczyć z katarem. Jak się okazało – Wy też doskonale znacie tę zależność. :D

Zatem nie chwalę się, ale tylko nadmieniam szeptem, że u nas od grudnia jest super. :-)Dwa razy widziałam na horyzoncie jakieś podejrzane kichanie, jakieś początki kataru, które tak jak szybko przyszły tak następnego dnia nie było po nich śladu.

Od paru miesięcy mam swój autorski „protokół”, i jak tylko coś się zaczyna dziać, to ja działam wg mojego „protokołu”, czyli kilku najważniejszych wg mnie rzeczy, które robię jak tylko widzę pierwiastki potencjalnego przeziębienia na horyzoncie u siebie i dzieci. O nim piszę słów parę na samym końcu.

O tym, że całą rodziną bierzemy wit. D nie muszę Wam chyba pisać. To jest totalna podstawa!

No to nie przedłużając. Podrzucam garść błędów, jakie popełniają rodzice podczas infekcji swoich dzieci i swojej (ja też je popełniałam, biję się w pierś!) o których wspominali mi pediatrzy i inne osoby, którym ufam w kwestiach zdrowia.

Przy okazji zdradzę Wam kilka moich patentów na to, jak działam, aby te początki kataru czy kichania „nie poszły” dalej. :-)

1. Faszerowanie siebie i dzieci paracetamolem i ibuprofenum z byle powodu.

Do dzisiaj pamiętam dyskusję, jaka rozwinęła się w zeszłym roku pod jednym z moich facebookowych postów. Ja wtedy jasno podkreśliłam moje stanowisko dotyczące tego, że substancji typu: paracetamol i ibuprofenum szczególnie u dzieci nie traktuję jak soczku malinowego, który można podawać zawsze i wszędzie, i na wszystko. Kiedyś bardzo uczulała mnie w tej kwestii pediatra moich dzieci. Te substancje służą głównie do walki z gorączką i/lub gdy lekarz zaleci – gdyż mają działanie przeciwzapalane. Jednak kiedy jedna z mam napisała pod tamtym postem, że ona podaje na zmianę paracetamol z ibuprofene, gdy tylko zaczyna się u jej dziecka wodnisty katar, to napisałam jej wtedy, co w tym temacie poradził mi nasz pediatra. Rozpętała się wtedy spora burza, bo jak się okazało, tamta mama nie była odosobniona w swoim poglądzie…

Sprawa na szczęście szybko się rozwiązała po komentarzu jednej z Czytelniczek, która jest lekarzem pediatrą, i podlinkowała do właściwych źródeł, które wyraźnie wskazały, kiedy podawanie tych substancji ma sens.

Gdy jedynym problemem jest katar – podawanie tych substancji sensu nie miało. :-)

2. Nadużywanie kropli lub spray’ów do nosa zawierających składniki silnie obkurczające śluzówkę (np. ksylometalozinę).

Podczas dokuczliwego kataru takie spray’e do nosa są bardzo pomocne zarówno dla dorosłych jak i dzieci. Ja jednak staram się stosować je jak najrzadziej i tylko w tej „ostrej” fazie kataru. Znam osoby, które stosują takie spray’e cały rok i można śmiało powiedzieć, że są już od nich w pewien sposób uzależnione, do czego same się przyznają. :( Bo to tak naprawdę jest koło zamknięte w przypadku długiego ich stosowania (o czym wyraźnie przestrzega ulotka…)

Po dłuższym ich stosowaniu dochodzi do sytuacji, w której bez kilku psików przed snem osoby je stosujące mają wrażenie, że nie mogą oddychać przez nos, i kończy się na ponownym zaaplikowaniu produktu. Ja mam wrażenie, że po kilku dniach stosowania kropli obkurczających śluzówkę mam nie tylko wysuszoną śluzówkę nosa, ale gardło również.

Do nosa i do gardła stosuję od jakiegoś czasu dwa produkty, które mi zostały polecone, i działają bez pudła. Nie tylko nawilżają, ale też działają przeciwwirusowo, włącznie z wirusem grypy typu A i B, jak i koronawirusem. O nich opowiem Wam za moment. W ciągu dnia sprawdzają nam się również ziołowe inhalacje. Ja inhaluję się naparem ziołowym nawet wtedy, gdy jestem zdrowo – to dobrze mi robi przy napięciowym bólu głowy.

Kolejnym często popełnianym błędem jest…

3. Zapominanie o tym, że picie dużej ilości płynów w trakcie trwającej infekcji to niezwykle ważna kwestia.

Zresztą, picie dużej ilości płynów na co dzień (nie tylko w trakcie infekcji) to kluczowa sprawa, aby nasz organizm dobrze funkcjonował. Ja (szczególnie zimą) piję ciepłą wodę, unikam napojów słodzonych, wybieram najchętniej herbaty ziołowe i owocowe.

Moje dzieci ostatnio przyzwyczaiły się do picia ciepłej herbaty lipowej. Dla przełamania jej ziołowego smaku dodaję pół łyżeczki soku z malin domowej roboty. A jak tylko pojawiają się pierwsze oznaki przeziębienia jak np. kichanie czy wodnisty katar, do robię mocną herbatę lipową, dodaję do niej łyżkę soku z imbiru (własnoręcznie wyciskany sok z korzenia imbiru) i łyżeczkę soku z malin. Cudownie rozgrzewa!

Kolejnym błędem jest…

4. Podawanie antybiotyków na oślep i niechęć do naturalnego wspierania organizmu.

Myślałam, że czasy podawania antybiotyków „na wszystko” się skończyły, tymczasem jak mi niedawno zwierzyła się jedna z lekarek, nadal są osoby, którym się wydaje, że antybiotyk to najlepsza i najkrótsza droga do wyzdrowienia i wręcz już na początku wizyty proszą o antybiotyk. Są podobno nawet rodzice, którzy potrafią podać dziecku resztkę antybiotyku, który im został z poprzedniej infekcji, myśląc, że 1-2 dni podawania antybiotyku to właściwa droga. Tymczasem to totalne nieporozumienie. Antybiotyk podajemy wyłącznie na polecenie lekarza i podajemy go tak długo, jak sugeruje lekarz, a nie jak podpowiada nam nasze „widzimisię”. :(

Ja staram się unikać antybiotyków i na palcach jednej ręki mogę podać sytuacje, w których moje dzieci musiały przyjąć antybiotyk. Mam też szczęście do pediatrów, którzy przepisują antybiotyk tylko wtedy, gdy jest to absolutnie konieczne.

U nas bez pudła z naturalnych produktów wspierających organizm sprawdza się: czosnek, kurkuma, imbir, sok z malin, lipa, ziele miodunki płucnej (do inhalacji), olejek z oregano, tymianku i majeranku (do aromaterapii), czarnuszka, czystek kreteński (do picia i jako składnik spray’u do gardła i do nosa), szałwia (do aromaterapii, do inhalacji i jako składnik spray’u do gardła i nosa), jeżówka purpurowa (jako dodatek do herbaty, do ssania i jako składnik spray’u do gardła i do nosa), acerola.

Ja wiem, że u mnie infekcje zaczynają się głównie wtedy, gdy nie zadbam odpowiednio o stan błon śluzowych (gardła i nosa). Także nawilżanie powietrza w pomieszczeniach i nawilżanie od wewnątrz jest niezwykle ważne. Mi pomagają w tym dwa oparte na naturalnych ziołowych składnikach spray’e do ust i nosa VIROSTOP, które stosujemy całą rodziną.

Jeśli szukacie przebadanego, bezpiecznego i naturalnego produktu, który nie tylko zapobiega infekcjom, ale też skraca czas trwających infekcji, to mogę polecić Wam VIROSTOP. Zawiera on m.in. czystek kreteński, który jak niedawno zapoznałam się z badaniami naukowymi, wykazuje działanie neutralizujące i przeciwinfekcyjne, nie tylko w przypadku grypy ale też koronawirusa. Jak wskazują badania naukowe czystek kreteński to wyjątkowa roślina.

Żałuję, że przekonałam się do niego tak późno… :(

Czystek charakteryzuje się wysoką zawartością polifenoli a polifenole zapewniają ochronę chemiczno-fizykalną, która zapobiega przenikaniu bakterii i wirusów do komórek. Szczególnie ważna jest ich zdolność do blokowania działania wirusowego enzymu neuraminidazy. Oprócz działania przeciwwirusowego i przeciwbakteryjnego polifenoli, czystek wykazuje także pozytywny wpływ na nasz układ odpornościowy – ma silne właściwości antyoksydacyjne, usuwa z organizmu substancje toksyczne, działa przeciw pleśniom, ma właściwości przeciwzapalne i dezynfekcyjne, a nawet łagodzi ból i stany zapalne. Szczególnie nadaje się do leczenia kaszlu, grypy i przeziębienia. Co niezwykle ważne szczególnie w sezonie zimowym – czystek ma korzystny wpływ na zapobieganie chorobom zakaźnym i wirusowym, takim jak grypa, przeziębienie, choroby górnych dróg oddechowych. Czyli jego podawanie jesienią i zimą może się okazać dobrym ruchem nie tylko w przypadku infekcji, ale też tym infekcjom przeciwdziałając. Co ciekawe w preparacie VIROSTOP wykorzystano synergiczne działanie kilku składników bogatych w polifenole co daje unikalny efekt.

Więcej o polifenolach zawartych m.in. w czystku przeczytacie na pubmedzie, np. tutaj i tutaj.

VIROSTOP do ust i VIROSTOP do nosa stosuję razem z moim M. Stosuje go też mój Starszak. Można go stosować już od 3 roku życia. To opatentowana naturalna formuła kilku substancji aktywnych, aby wzmocnić działanie czystka. Jeśli mierzycie się z częstymi infekcjami bądź zależy Wam na skracaniu istniejących infekcji, czy też chcecie im przeciwdziałać, to może to być w Waszym przypadku strzał w dziesiątkę. Oba spray’e mają w składzie czystek kreteński, bioflawonoidy cytrusowe, jeżówkę purpurową (echinacea purpurea). Spray do ust zawiera dodatkowo: szałwię lekarską i acerolę, a spray do nosa zawiera dodatkowo ekstrakt z aloesu, który silnie nawilża. Spray do ust ma przyjemny smak i chroni organizm przed wirusami i bakteriami, w tym przed grypą A i B i koronawirusem, i dodatkowo tworzy taki filtr ochronny na błonie śluzowej jamy ustnej + ma silne działanie przeciwzapalne, antyoksydacyjne oraz dezynfekcyjne. Dodatkowo hamuje enzymy neuraminidazy na powierzchni wirusów czyli wirus nie może dostać się do komórki i namnażać się.

Spray do nosa VIROSTOP również chroni organizm przed wirusami i bakteriami, w tym wirusem grypy A i B i koronawirusem. Tworzy barierę ochroną na śluzówce nosa i zapobiega infekcjom wirusowym, a przy trwającej infekcji daje ulgę podczas nieżytu nosa, zapalenia błony śluzowej nosa i zatok przynosowych, z którymi ja mam problemy od kilku lat… Ten spray znacznie poprawia oddychanie przez nos, co od razu zauważycie, i mocno nawilża błonę śluzową nosa zapobiegając jej wysychaniu. To szczególnie ważne w sezonie grzewczym, jeśli macie problem z tym, aby utrzymać optymalną wilgotność w pomieszczeniach. W celu zapobiegania infekcjom warto stosować oba jednocześnie, gdyż śluzówki ust i nosa to główne miejsca przenikania wirusów i bakterii do naszego organizmu. Spray’e do ust i nosa różnią się nie tylko składem, mają również specjalne aplikatory dostosowane do miejsca aplikacji. Tutaj zostawiam Wam link do strony producenta, to możecie sobie więcej poczytać między innymi o tych dwóch produktach. Tutaj znajdziecie link do badań klinicznych, w których wykazano ich działanie względem koronawirusa SARS-CoV-2, oraz innych infekcji wirusowych górnych dróg oddechowych np. grypy typu A i B. Wiem, że zarówno jeden jak i drugi produkt można już kupić w wielu aptekach online. Tutaj albo tutaj znajdziecie przykładowe apteki, które mają te spray’e w swoim asortymencie.

Wiecie co jeszcze ostatnio zauważyłam nagminnie w internecie, z czym totalnie się nie zgadzam? To…

5. Próby dyskredytowania naturalnych metod wspierania organizmu.

Niedawno spotkałam się z twierdzeniem, że na infekcję nic nie pomaga. Że niby wystarczy żyć jak do tej pory a po siedmiu dniach wszystko samo minie. Bo niby wystarczy pozytywne nastawienie do życia. Ekhm…

Powiem tak – ja naprawdę gratuluję tego życiowego optymizmu. :-) Ale znam jedną osobę, która próbowała wszystko „wyleżeć” w pracy udając przed całym światem, że jest nie do zdarcia i że można pracować będąc chorym (i zarażając przy tym pół biura…). A skończyło się to zapaleniem płuc i miesięcznym pobytem w szpitalu na oddziale pulmonologicznym.

Jak tylko widzę pierwsze oznaki choroby u dzieci, siebie czy męża, to stawiam bańki, podaję ciepłe płyny (z lipą na czele), dorzucam „złote mleko” na paście z kurkumy, rozgrzewam stopy maścią i zakładam grube skarpety, włączam dyfuzor aromaterapeutyczny, od razu nastawiam inhalacje z szałwii, miodunki płucnej, babki lancetowatej i majeranku. I działam!

Uważam, że warto korzystać z tego, co podaje nam natura, bo na moim przykładzie mogę powiedzieć, że to po prostu działa. :-)

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie kciuk pod facebookowym postem. :* Podzielcie się ze mną, co u Was sprawdza się przy wspieraniu zdrowia i odporności w Wasze rodzinie. Sprawdzonych sposobów nigdy za wiele! :-)

#reklama

Podobne wpisy