5 zmian, które dokonałam w 2019 roku, mających potencjał pomóc KAŻDEJ kobiecie❗️

napisała 19/06/2019 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Ostatni rok jest dla mnie przełomowy. Pisząc „przełomowy” mam na myśli nie tylko wyjątkowy, ale również pełen wyzwań i trudności, nie bójmy się tego słowa. Czy był smutny? Ależ skąd! Podjęłam wtedy wiele decyzji, które uczyniły mnie szczęśliwszą, bardziej świadomą i wolną od tego, co było moimi hamulcami.

Macie czasami tak, że marzycie o czymś, nawet próbujecie zwizualizować sobie to marzenie, ogromnie chcielibyście, aby stało się ono rzeczywistością, a jednocześnie czujecie podskórnie, że Wam się to nie uda? Bo potrzeba do tego silnej woli, albo wygospodarowania czasu, którego raczej nie macie. Tudzież nie wiecie, jak macie się do tego zabrać! I ja też tkwiłam w zeszłym roku w punkcie mojego życia, z którego chciałam się wydostać, ale nie wiedziałam od czego mam zacząć.

Aż w końcu … po prostu zaczęłam! Zamiast szukać wymówek. Mówić, że się nie da. Że nie potrafię. Że jestem słaba. Że inni są silniejsi i mają łatwiej. Leżąc na łóżku wieczorem, w takiej stagnacji myślowej, więzieniu niemocy, które sama sobie stworzyłam, powiedziałam: KONIEC!

Magda, koniec z opierdzielaniem się. Koniec z paplaniem, że nie potrafię, że nie mam wsparcia, czasu i pieniędzy. Okazało się, że największa blokada była w mojej głowie i dopiero jak zwolniłam tę blokadę, to zaczęła się dziać magia! Krok po kroku zaczęłam realizować cele, które doprowadziły mnie do punktu, w którym jestem obecnie.

Ale może po kolei, abyście mieli pełny obraz tego, jakie decyzje podjęłam w ostatnim roku, które przynoszą rezultaty w postaci przenoszenia gór! Nie opuśćcie żadnego z poniższych punktów, bo wierzę, że one naprawdę mają moc sprawczą, aby pobudzić Was do zmian! :-)

No to lecimy!

 

  1. Schudłam ponad 25 kilogramów w 6 miesięcy!

Ale że jak? To niemożliwe – mówią niektórzy. Jak to zrobiłam? Dobre pytanie! Przecież odkąd urodziłam moją Gaię cały czas powtarzałam sobie pod nosem, że już dla mnie nie ma nadziei. Że nie ma najmniejszych szans, żebym kiedykolwiek ważyła tyle, ile ważyłam przed ciążami. Zbliżając się wagą do setki (oj, było blisko, oj było!) zaczęłam godzić się z tym, że już nigdy nie kupię sobie ciuchów w rozmiarze 38 czy 40, jakie nosiłam kiedyś, a rozmiar 44 i 46 będzie mi już na zawsze pisany. Wiecie, kiedy nadszedł moment przełomowy? W sumie takich momentów było kilka, ale jednym z tych kluczowych była chwila, w której razem z moim Mężem przeglądaliśmy zdjęcia z naszego ślubu, a jemu się wymsknęło zupełnie spontanicznie:

– Ale numer, jaka kiedyś byłaś szczuplutka!

I w tym momencie szlag mnie trafił! :D Nie byłam zła na niego, choć pacnięcie gazetą w sumie mogło mu się należeć :D Byłam zła na siebie, że ugrzęzłam ze swoją wagą. Fatalnie czułam się w mojej skórze, to był fakt. Wejście na trzecie piętro powodowało, że dostawałam zadyszki. Powiedziałam do siebie:

– Magda, naprawdę chcesz zostać w tym nowym, ciążącym Ci na każdym kroku ciele?!

Poszłam do dietetyczki. Następnie do diabetologa. Zrobiłam panel badań (diabetolog będzie wiedział, jakie to mają badania być – zaufajcie im), po których dostałam diagnozę: insulinooporność. To ona hamowała mnie przed tym, że pomimo bycia na diecie pudełkowej 1500 kcal, waga ani drgała w dół. Przepisano mi leki, totalnie zmieniłam nawyki żywieniowe, włączyłam ćwiczenia i … dziewczyny, oto jestem! Ponad 25 kilo lżejsza i szczęśliwsza!

Piszę dla Was książkę o mojej przemianie. Trzymajcie kciuki, aby dzieciaki pozwoliły mi ją dokończyć! :-)

.
.
.

Co jeszcze zmieniłam w 2019 roku?

 

  1. Zaczęłam pozbywać się niepotrzebnych zobowiązań, zastępując je lepszymi rozwiązaniami!

Punkt ten brzmi tajemniczo? Zaraz się okaże, że będzie Wam doskonale znany ;-) W ramach tego punktu oczyściłam wirtualną przestrzeń wokół siebie! Miałam ten problem, że każdego dnia na moją skrzynkę przychodziły dziesiątki newsletterów, do których się pozapisywałam. Krok po kroku, systematycznie usunęłam się ze wszystkich list mailowych. Jaka ulga! A skrzynka mailowa wreszcie wygląda normalnie!

Zerwałam umowę z tzw. kablówką, której w ogóle już nie oglądaliśmy! Przez cały rok płaciliśmy ichniejsze opłaty zupełnie niepotrzebnie. Już jakiś czas temu przerzuciliśmy się na dwie platformy z filmami i serialami, i jesteśmy tym rozwiązaniem zachwyceni! Zresztą, daleko szukać nie trzeba. Każdego miesiąca dostawałam tysiąc pięćset dziwnych faktur, a to na taki internet, a to na ito, tamto siamto i owamto.

W końcu, gubiąc się już w gąszczu płatności i tego, co jest nam potrzebne a co zbędne, zrobiliśmy z moim M. bilans, i ogarnęliśmy, jak to wszystko połączyć w jedno, a z czego zrezygnować. I jesteśmy na prostej!

Teraz jeszcze tylko ogarniemy PLAY HOMEBOX, o którym powiedzieli mi chłopaki z Playa, i będziemy mieli wszystko w jednym miejscu. Nareszcie! Play ma teraz ofertę grupową z telefonami, która jest idealna dla takich rodzin jak moja, chcących mieć wszystko w jednym miejscu i potrzebujących szybkiego i nielimitowanego internetu mobilnego. Decydując się na ofertę Duety, dostajecie dodatkową kartę SIM z 150gb do wykorzystania gdzie tylko chcecie. W naszym przypadku internet jest naszym narzędziem pracy, także bez niego jak bez ręki. Dzieci też słuchają nagminnie audiobooków, piosenek na Youtube’ie. Szaleństwo, jakie czasy nastały ;-)

Poza tym mój telefon i mojego M. również wymagają wymiany, także zacieram rączki, bo jak wybiorę nową ofertę PLAY HOMEBOX ze smartfonem, to odbiorę rabat 500 zł na drugi smartfon. A ja bez szybkiego telefonu i internetu jak bez ręki, także mam argument dla mojego M., abym w końcu miała nowego „fona” :D

.

Co jeszcze zmieniło się w 2019 roku i zbliżyło mnie do tej mojej „wolności” o której pisałam na początku?

 

  1. Pozbyłam się rzeczy materialnych, które naprawdę nie są mi potrzebne!

Kilka miesięcy temu zrobiłam rekonesans mojej szafy i doszło do mnie, że 2/3 rzeczy jest mi już zupełnie zbędna! Już nie jestem dwudziestką, która włoży na siebie cokolwiek. Już ostrożniej patrzę na rzeczy, które noszę. Staram się wybierać materiały naturalne. Stawiam na bawełnę i len, a nie poliester, którego moja skóra nie znosi. Kiedyś rodzaj tkaniny był dla mnie obojętny, teraz jest zupełnie inaczej. Zapakowałam do 120 litrowych worków większość moich ciuchów, zostawiając tylko te, które mają „potencjał”. I poczułam niesamowitą ulgę! Te rzeczy ucieszyły inne osoby, a dla mnie były balastem!

Pozbyłam się kilkuset rzeczy, które zbierałam przez lata i już zapomniałam o ich istnieniu.

.
.

Pozbywanie się niepotrzebnych rzeczy nie zakończyło się na ciuchach, oj nie! Na jednej z internetowych grup, gdzie można oddawać lub wymieniać rzeczy niepotrzebne, oddałam większość mebli, które tylko nam wadziły w mieszkaniu, a dla innych okazały się być uzupełnieniem ich mieszkania. Fotele, łóżeczko dziecięce, w którym Gaia odmawiała spania ;-). Sofa, która tylko wadziła w chłopców pokoju. Nareszcie mamy więcej przestrzeni. Wam też polecam rozejrzenie się za takimi facebookowymi grupami z wymianą. One tętnią życiem i ludzie dzięki nim pozbywają się wielu niepotrzebnych przedmiotów.

Bym zapomniała! Wiecie, ilu szklanek, talerzyków nie do kompletu i innych kuchennych dupereli się pozbyłam? Szaleństwo! A moje szafki kuchenne nareszcie mogą „oddychać”. Polecam Wam taką terapię ;-)

Co jeszcze dokonało się w 2019 roku, a w sumie rozpoczęło się na dobre w 2018? Powiedziałam sobie głośno i wyraźnie:

 

  1. Precz z cukrem!

Zabrzmiało groźnie, co nie? ;-) Prawda jest jednak taka, że ja zupełnie wykluczyłam już cukier trzcinowy z mojej diety. Pierwsze tygodnie były trudne, organizm dopominał się i szalał na jego widok. A teraz jest mu on już obojętny wizualnie ;-) Powiem Wam, że doszło nawet do sytuacji, w której po zjedzeniu czegoś słodkiego w dzień, w którym mam dietetyczną dyspensę, czuję się fatalnie! Mam mdłości, senność dopada mnie momentalnie i czuję się fatalnie. Kilogram cukru w mojej rodzinie starczy spokojnie na rok, i głównie będzie się zużywał w przypadku, gdy mamy gości mających ochotę posłodzić kawę czy herbatę. Nam on jest zupełnie zbędny. Czasami dodam go do wypieków dla dzieci, kiedy zabraknie mi erytrytolu albo miodu. Nawet jak tworzę przepisy kulinarne na blogu, to często podaję cukier w składnikach. Jednak w 99% zastępuję go erytrytolem, które jest jednak mało jeszcze popularny w Polsce i nie chce siać zamętu, aby Czytelnik się nie pogubił i z przepisu w ogóle nie skorzystał ;-)

.

Czy coś jeszcze? No jasne! I to będzie ostatni punkt moich przemian, które wiele zmieniły w ostatnim czasie zarówno w mojej sylwetce, jak i „życiu obiadowym” mojej rodziny ;-)

 

  1. Zupy!

Jako dziecko nienawidziłam zup. Szczerze? Miałam wręcz odruch wymiotny widząc pływającą marchewkę, seler, pietruszkę czy inne warzywa. Niewiele się w tym temacie zmieniło, nad czym ubolewa moja babcia i teściowa, które robią podobno przepyszne zupy, a ja nie raczyłam ich nawet spróbować ;-)

Jednak ostatnio odkryłam, że zupy krem to zupełnie inny wymiar! Pomidorowa spod Szrenicy, zupa krem z pora z serem owczym, krem z pieczarek z mozzarellą di bufala, krem marchewkowy z imbirem!

.
.

I wiecie co się stało? Nawet moje dzieci zaczęły je szamać ze smakiem, odkąd nic w nich nie pływa :D Ja nie wiem naprawdę, o co chodzi, ale coś w tym musi być, że pływające farfocle działają na niektórych odpychająco ;-) Poza tym – zupy krem to najlepszy sposób na przemycenie do diety warzyw, których w diecie powinno być bardzo dużo, szczególnie przy insulinooporności. Co prawda moja pani dietetyk sugeruje mi, że dla mnie lepsze są surowe warzywa a nie gotowane, z racji tego, że te po długiej obróbce termicznej zawierają więcej cukru, ale stosowałam się do tej zasady w pierwszych miesiącach mojej diety. Teraz, odkąd moja waga się ustabilizowała i włączyłam też ćwiczenia, zupy krem mi nie są straszne :-)

Także zupy rządzą!

Mam nadzieję, że udało mi się Wam choć trochę zainspirować do zmian w połowie szalonego 2019 roku ;-) Dajcie znać, co Wy ostatnio wprowadziłyście w życie i świetnie Wam służy. Jestem bardzo ciekawa! :*

PS. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu.  ❤ Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

#teamplay?

Podobne wpisy

Brak komentarzy

    Odpowiedz

    Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.