Coś, czego żaden rodzic nie powinien robić, jeśli chce wychować szczęśliwe dziecko!

napisała 28/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Opowiem Wam dzisiaj jedną anegdotkę napisaną na podstawie listu, jaki kilka miesięcy temu otrzymałam od Matyldy (imię zmienione). Dzięki Matylda, że wyraziłaś zgodę na jego opublikowanie! :*

W sierpniu zadała mi Matylda mailowo bardzo ciekawe pytanie:

„Cześć Szczęsliva. Tylko mnie nie zabij, ale uznałam że Ciebie mogę się akurat o to zapytać, bo co dwie głowy to nie jedna, a co więcej głów, jeśli będzie Ci się zachciało zapytać o to Twoje Czytelniczki to już w ogóle super. […]

Moja niespełna półtoraroczna Marcelina dostała od mojej mamy czyli swojej babci prezent na pierwsze urodziny. Nie było okazji wcześniej tego prezentu wykorzystać, ale w maju moja mama zaczęła się niepokojąco o ten prezent wypytywać i trochę suszyć mi głowę. Mianowicie Marcysia dostała od swojej babci lekcje grania na pianinie i kurs pływania dla dzieci z rodzicami. Podobno na te muzyczne lekcje chodzą już półtoraroczne dzieci bo to zajęcia takie jakby umuzykalniające i mają być podobno super doświadczeniem dla dzieci. W końcu poszłam z Marcysia na pierwsze zajęcia i co się okazało, że ona wręcz nienawidzi tych zajęć. Najpierw myślałam, że to strach przed nowym miejscem i w ogóle ale na drugich zajęciach już jak tylko przekroczyliśmy próg tego budynku zaczął się płacz, którego nie dało się powstrzymać. […]

Wyszłam z tych zajęć z nią całą rozdygotaną i opowiadam mojej mamie o całym zajściu a ona na to, że ja przesadzam, bo Marcysia na pewno ma po niej zdolności muzyczne i tego nie można zmarnować. […]

Podobna historia była z nauką pływania. Nie widzę żadnego entuzjazmu u córeczki, gdy wchodzimy na pływalnię. Trzyma się mnie kurczowo i nie chce puścić. Marcysia jest w ogóle bardzo wrażliwym dzieckiem i ja staram się to szanować, a nie iść z tym pod prąd, a moja mama na siłę chce przekonać nas, że to nasza wina, że dziecko nie będzie zdolniejsze od innych, bo my mu w ogóle nie dajemy na to szansy. Ja Ci powiem, że ja z Marceliną o wiele lepiej bawię się na dywanie, robiąc dziwne odgłosy zwierząt, turlając się i widzę radość w jej oczach wtedy i nie widzę sensu, żeby na siłę jak ma dopiero półtora roku gdzieś ją pchać skoro ona tego nie lubi. W rezultacie nie chodzimy na żadne z tych zajęć, bo nie przynoszą niczego dobrego tylko łzy, strach i moją bezradność […]

Co ja mam robić w takiej sytuacji? Każda rozmowa z moją mamą kończy się kłótnią i później nie odzywamy się przez tydzień. Poradzisz?”

Ja to w ogóle chciałam pogratulować Matyldzie trzeźwego umysłu! Moim zdaniem, to jasne, że skoro dziecko nie czerpie z zajęć radości, to nie ma ŻADNEGO SENSU tego rozwoju na siłę przyspieszać! Przyjdzie jeszcze czas (a może i nie przyjdzie…), że maluch poczuje blues’a ucząc się angielskich słówek, czytając książeczki przyrodnicze, robiąc eksperymenty chemiczne czy chociażby chodząc na pływanie albo naukę grę na pianinie.

A jeśli ten moment jeszcze nie nadszedł, to warto to uszanować!

Przecież przepaść dzieli dzieci półtoraroczne i sześcioletnie! A nie sztuka brzdąca przebodźcować samemu zacharowując się wożąc dziecko na osiem zajęć dodatkowych w tygodniu i obserwując jego nieustanny płacz…  [słyszałam o takich przypadkach …] …

Może wyjdę na matkę, która jest totalnie do tyłu i będzie zbierać żniwo moich kiepskich decyzji [chociaż w sumie nie sądzę :-)] Ja mojej rocznej Gai nie zamierzam na razie zapisywać na zajęcia gry ma pianinie. Nie wykluczam zajęć grupowych, gdzie dzieciaczki sobie stoją w kółeczku i po swojemu tańczą, gdy pani im przygrywa na pianinie, ale litości – poznawanie nut, podczas gdy moja Gaia najlepiej bawi się ze mną w pościeli, na kocyku, na dywanie, tarmosząc mnie za policzki, tuląc się do mnie, robiąc fikołki, których stopień trudności sama sobie ustala :D

Przecież to chyba na tym polega to wczesne dzieciństwo? Zgodzicie się ze mną, czy może jestem furiatką? :D Każdy robi, jak mu podpowiada rozum. Mi podpowiada właśnie tak ;-)

Kiedy marka Pampers zadała mi pytanie, co jest dla mnie ważne jako mamy i co oferuję mojemu dziecku nie miałam wątpliwości, jaka będzie moja odpowiedź. Ja oferuję moim dzieciom tonę miłości, staram się je rozumieć, wchodzić w ich buty niejako, dawać im swobodę i dbać o to, aby się dobrze bawili na dywanie, w pościeli poznając ten świat od pozytywnej strony. Na negatywne emocje zostanie im pewnie okres nastoletni i dorosłość… Takie są realia ;-)

Co pomaga moim dzieciom w tym, aby czuły się swobodnie? Moi chłopy już „kibelkowo-nocnikowi” i im pomaga w tej swobodzie zielone światło do działania od mamy i taty, ale Gaiutek to typowo pieluchowy egzemplarz. Jej pomaga tona śmiechu, gilgotki jej mamy i tańce-hulańce na łóżkowym materacu, który już wiele przeszedł! ;-) Żeby obyło się bez materacowych awarii, to my obecnie używamy Pants Pampers Premium Care! I Teosiek też ich używał w późniejszym jego okresie pieluszkowym. Ale nie obyło się wtedy bez pewnej mojej irytacji! :D Otóż kiedy dostałam do testowania Pantsy, pomyślałam sobie, że kto to wymyślił takie rozwiązanie, że jak w pieluszce jest duży ładunek, to ja mam ściągać ten ładunek z pupy jak się ściąga majteczki! Dopiero mój Mąż mnie oświecił, że Pantsy trzeba delikatnie rozerwać po bokach i po kłopocie! :D

Gaiutek od niespełna miesiąca nosi właśnie Pantsy i przy dreptającym już dziecku to genialne rozwiązanie. Duża swoboda ruchów, przy tym duża chłonność i doczepiony paseczek, dzięki któremu można ładnie ten „ładunek” zabezpieczyć ;-)

Reasumując kochane mateczki!

Ja jestem za wsłuchiwaniem się w potrzeby naszego dziecka, za czytaniem ich emocji, które widać na ich twarzach, za daniem im swobody i niezmuszaniem do czegoś, czego nie lubią!

Przyjdzie jeszcze czas, aby stymulować dziecko. Dla każdego dziecka ten czas jest na szczęście różny, bo inaczej to mielibyśmy na ulicach chodzące klony ;-)

Duża piąteczka! :-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy