Jedna z najlepszych rzeczy, jaką rodzic może zrobić dla swoich dzieci!

napisała 24/12/2018 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Jeśli mogę być z Wami bardzo szczera, to ja jestem typową pragmatyczną duszą i przemawiają do mnie zazwyczaj wyłącznie logiczne argumenty ;-) Co prawda jest tylko jedna dziedzina, w której mój pragmatyzm nie ma racji bytu (kosmetyki …), ale w każdej innej dziedzinie kieruję się najpierw rozumem, a dopiero potem sercem ;-)

Czasami robię wyjątki, ale to temat na osobny post ;-) I kiedy ktoś mnie kiedyś zapytał, co jest ważne dla mnie jako mamy i co pragnę dać moim dzieciom, bez wahania odpowiedziałam wtedy, że chciałabym im podarować ogrom matczynej miłości, chciałabym we właściwym kierunku kształtować ich charakter, i na pewno chciałabym przede wszystkim zachęcać ich do tego, aby były odważne w poznawaniu świata i by nie bały się marzyć!

 

Mamy nawet taki nasz mały rytuał cotygodniowy, że w sobotę albo w niedzielę przed pójściem spać, pytam moje brzdące, co im się najbardziej podobało w mijającym tygodniu i czy mają jakieś „życzenia specjalne”. Czasami do tych życzeń zalicza się np.:

 

– Mamo, a zrobisz dla mnie jutro rano na śniadanie frytki? :D Prawda, że banał, a to jest prośba, która właśnie kiełkowała w głowie tego małego człowieka!

 

Albo kolejna sprzed kilku dni:

 

– Mamo, a ja chcę polecieć w kosmos taką papierową rakietą! Na niby, dobla, z Tobą tylko Ty ją nożycztami powycinasz mi, dobla?

 

No pewnie, że powycinałam! Kilka miesięcy temu podczas naszych wieczornych „koncertów życzeń” z dziećmi w roli głównej, nadarzyła się okazja, w której mój Starszak zapytał mnie o coś, co niezupełnie było po mojej myśli i zapytał:

 

– Mamo, a ja nie chce jutro frytek. Ja bym chciał, żebyś mi dała ten swój biały aparat, co mi nigdy nie pozwalasz.

 

Trafił w mój bardzo czuły punkt! Od ponad roku mam białego Instaxa Mini, który najpierw był dla mnie wielką niewiadomą, a dopiero później, gdy mój Starszak pokazał mi, jak z niego korzystać (tak, to te czasy, że już małe dzieci pokazują rodzicom, jak coś działa :P), zaczęłam mu autentycznie zazdrościć, że taki mały człowieczek, a już załapał zdjęciowego bakcyla! I sama rozpoczęłam nowy etap w moim życiu, w którym oprócz telefonu, którym pstrykam foty, noszę w mojej przepastnej torbie również Instaxa Mini. Bo od razu drukuję z niego foty „on the go”, co przydaje się szczególnie wtedy, gdy są jakieś rodzinne imprezki albo wypady poza Kraków. Nie wiem, jak to się dzieje, ale te foty mają zupełnie inny klimat! Są takie retro, takie jakby prawdziwsze :D Sama nie potrafię tego opisać :D

 

– Skarbie, ale przecież masz ten swój aparat, który dostałeś rok temu od Mikołaja, i nim możesz się przecież pobawić. – odpowiedziałam.

– Ale ja już go nie lubię, bo ten Twój aparat jak zrobi zdjęcie, to ono od razu się drukuje i mogę je przykleić na ścianę a z tamtego nie dam rady drukować…

 

I miał rację!

Od ponad roku podjęliśmy jedną z najlepszych decyzji, jakie właściwie mogliśmy podjąć – zdecydowaliśmy się nie pozostawiać wszystkich zdjęć na komputerze na wieczne „nieoglądanie”, tylko po pierwsze – robimy fotoksiążki, a po drugie mamy aparat, który drukuje nam fotki od razu.

To nie są typowe zdjęcia. To są jakby meganaturalne, zatrzymane na wietrze chwile! Uwielbiam! Kiedy mój Synal po raz pierwszy dostał Instaxa do ręki, to nie chciał wypuścić go z ręki i robił przy tym zdjęcia, które cudownie oddawały klimat danych sytuacji i były takie nasze, prawdziwe, nieudawane, nielukrowane!

Po argumentacji mojego Syna, który bardzo mądrze mi wyjaśnił, dlaczego chciałby być w posiadaniu mojego aparatu, wiecie co zrobiłam? Zgodziłam się!

Ale mamy pewną umowę, której chłopczyk mój kochany się trzyma! Ivo robi jedno zdjęcie na dzień i musi się dobrze zastanowić nad tym, jakie chce wybrać ujęcie i dopiero wtedy naciska spust migawki! To uczy go tego, aby wybrać momenty, które są dla niego naprawdę wyjątkowe. A na koniec każdego miesiąca nalepiamy je na ścianę! Wiecie, jaka robi nam się cudna ściana wspominkowa! Pewnie suma sumarum zrobię im taką specjalną drewniana tablicę, do której będziemy przyklejać wszystkie zdjęcia, ale to po Nowym Roku. Grudzień nie jest dla nas łaskawy – Wszyscy jak jeden mąż poskładaliśmy się z choróbskiem i 40 stopniami gorączki :(

 

W tym roku babcie dostaną kilka instaxowych fotek do portfela, bo prosiły o nie kolejny już rok, a te będą idealne, bo są bardzo trwałe i o wiele sztywniejsze niż tradycyjne foty – do portfela jak znalazł. A ja mojego białego Instaxa zostawiam starszakowi a Mikołaja poprosiłam o różowego :D Ja nie wiem, co z tym różem mam odkąd pojawiła się Gaia. Szaleństwo jakieś ;-)

 

A ostatnio pożyczyłam na kilka dni drukarkę od Fuji, taką do telefonu, która łączy się z telefonem przez wi-fi i wydrukowałam sobie mnóstwo fotek z przeszłości, które w końcu doczekały się druku :D

Jeśli polujecie na Instaxa, to aktualnie można go wygrać w konkursie, który zorganizowali CEWE Fotojoker wspólnie z Fujifilm. Tutaj znajdziecie bezpośredni link do konkursu. Wystarczy, że opowiecie Wasze Instax story, czyli historię związaną z Instaxem, a jeśli nie posiadacie Instaxa, to po prostu wymyślcie, co byście tym Instaxem pokazywali światu, i nagroda może być Wasza :-)

Kochani, mój apel jest jeden – nie zostawiajmy naszych zdjęć tylko na komputerze czy telefonie! Materializujmy je! Jest tyle sposobów! Z dysku lub telefonu mogą łatwo zniknąć (doświadczyłam tego i powiedziałam, że nigdy więcej!).

Idąc za tytułem dzisiejszego postu – co świetnego możemy zrobić dla naszych dzieci? Pomóżmy im spełniać ich marzenia! Choćby te najmniejsze, jak zrobienie frytek na śniadanie! ;-) A wspomnienia trzeba bezwzględnie utrwalać. Nie tylko w naszych zagonionych rodzicielskich głowach ;-) Ja często ronię niejedną łzę podczas takich zdjęciowych wspominek :-)

Macierzyństwo chyba człowieka uwrażliwia ;-)

Pięknych świąt, kochani!

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie go też udostępnić swoim znajomym. Dziękuję! :*

Podobne wpisy