Jest jedna kontrowersyjna rzecz, którą powinien robić każdy mężczyzna dla swojej kobiety.

napisała 18/10/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Czasami, gdy obserwuję niektóre małżeństwa, szczególnie te dużo starsze ode mnie, to otwieram oczy ze zdumienia.

Szanuję ich wybory, choć myślę, że w niektórych przypadkach są one pokoleniowo narzucone i nikt nigdy nie próbował niczego zmieniać pomimo faktu, że wielu kobietom nie do końca owa sytuacja pasowała. Cieszę się jednak, że ta kwestia zaczyna się zmieniać. To wybitnie krzepiące, bo widzę, że zarówno kobiety jak i mężczyźni widzą potrzebę zmian w tym temacie i rozumieją, że nic już nie jest czarno-biało.

Że obecnie warto wypracować kompromis, przyjemny kompromis!

Sytuacja miała miejsce kilka lat temu. Razem z moim mężem i starszakiem odwiedziliśmy pewną rodzinę. Cudowne małżeństwo, które przeżyło ze sobą ponad 40 lat. Kobieta była ciepłą i serdeczną panią domu. Jej mąż należał raczej do niewiele mówiących mężczyzn, i był oszczędny w słowach i gestach. On większość zimowego dnia spędzał siedząc w fotelu czytając gazetę, a kobieta w tym czasie niemalże od rana do wieczora zajmowała się gotowaniem dla siebie i męża, i sprzątaniem domu oraz ogrodu.

Po naszej wizycie okazało się, że kobieta na drugi dzień zasłabła. Winą były prawdopodobnie problemy z sercem. Miała co prawda zalecenie oszczędzania się i nieforsowania organizmu, jednak nie odpuszczała gotowania dwudaniowego obiadu, codziennego odkurzania i doglądania ogrodu. Widać, w tym wieku było to ponad jej siły. Raczej nie mogła liczyć na pomoc męża, który nie miał w zwyczaju udzielać się w kuchni czy sprzątaniu.

Kiedy kobieta wylądowała w szpitalu na obserwacji i spędziła w nim ponad dwa tygodnie, w domu, w którym został mąż, nastąpił PARALIŻ!

Totalny paraliż nie tylko domu, ale również i owego mężczyzny. Okazało się, że mąż nie tylko zapomniał, jak się własnoręcznie przygotowuje śniadanie, obiad czy kolację, ale przez pierwsze dni nie przygotował dla siebie do jedzenia nic ponad to, co było w puszkach czy słoikach. Z opowiadań małżeństwa, które z tej sytuacji teraz się trochę śmieje i pozwolili mi na przytoczenie tej historii, wiem że pan domu nie wiedział nawet, jak włączyć kuchenkę gazową i nie miał zielonego pojęcia, gdzie żona trzyma w domu herbatę!

Podobno podczas trwania ich małżeństwa nie było sytuacji, w której żona kiedykolwiek dostała od męża herbatę czy śniadanie „do łóżka” i nawet w czasie choroby nadal zasuwała koło siebie i męża ledwo trzymając się na nogach…

Jednak nie byłabym sobą, gdybym nie przytoczyła Wam szczęśliwego finału tej historii!

Otóż kiedy wnuczka, którą znam osobiście, przyjechała do dziadka mu pomagać, zrobiła mu szkolenie pierwszego kalibru i … po tygodniu postawiła dziadka na nogi! Nie tylko nauczyła go obsługiwać czajnik i kuchenkę, ale również zrobiła mu instrukcje gotowania rosołu i na przyjazd babci ze szpitala jej mąż przygotował dla niej … rosół!

Da się? Ano się da! Tylko czasami nie warto chować faceta pod kloszem, by zrobić z niego życiowego melepetę! ;-)

Mega jestem ciekawa, jak sytuacja wygląda u Was. Jest ścisły podział ról i tylko Wy gotujecie, czy facet w kuchni chętnie czasami przejmuje stery?

Do opowiedzenia Wam tej historii i podzielenia się tym, jak u nas wygląda podział kuchennych obowiązków, zaprosiła mnie marka Gerlach. Zaproszono mnie do akcji #ZróbSobieŚwięto pytając mnie o to jak ja, robię sobie święto.

Jak ja robię sobie święto? Szczerze?

Ja czuję, że mam święto wtedy, kiedy nie muszę wchodzić do kuchni i wszystko samo się robi za mnie! :D Dlatego ja mam święto zawsze, gdy mój kochany małżonek, zdecydowanie bardziej utalentowany ode mnie kulinarnie, ogarnia wszystkie posiłki dla całej rodziny. Ba! I on zupełnie wtedy nie narzeka w przeciwieństwie do mnie, co ciekawe. On czuje się w tym jak ryba w wodzie!

Dlatego ja korzystam bezczelnie z okazji, włączam dzieciakom bajkę i udaję, że mnie nie ma :D Jedni powiedzą – Wyrodna Matka Polka, na szubienicę z nią! Ja jednak dochodzę do wniosku, że nikomu się krzywda nie stanie, kiedy matka na chwilę rozprostuje nogi i przestanie udawać, że jest niezastąpiona!

Ostatnie popisy mojego małżonka w kuchni postanowiliśmy uwiecznić na zdjęciach, i możecie obczaić, co facet przygotował. Zapytał mnie rano, na co mam ochotę. Ja odparłam, że na wszystko i na czekoladę, dlatego miał pełne pole do popisu :D

Kiedy ja leżałam do góry brzuchem (dosłownie i w przenośni), mój M. posługiwał się garnkami, nożami i akcesoriami marki Gerlach.

Jeśli szukacie czegoś nowoczesnego i na lata (a wystarczy obczaić ich wykonanie i łączenia elementów, to wszystko będzie jasne) to nie musicie szukać dalej. On tego dnia korzystał z zestawu garnków z serii Superior ze stali nierdzewnej ( nadają się do mycia w zmywarce, do używania w piekarniku, nie rysują się, mają wewnętrzną miarkę, a pokrywki mają odpowietrzniki!) i zestawu noży Ambiente ze stali nierdzewnej z dodatkiem chromu (jeśli szukacie czegoś, co ukroi Wam wędlinę albo pomidora wchodząc w nie jak w masło, to to będzie strzał w dychę).

Chłopcy szamali jajecznicę ich pierwszymi, nie plastykowymi, prawie dorosłymi sztućcami z pieskami i kotkami Gerlach z serii Pychotki :D W tym roku to będą ich pierwsze święta ze sztućcami na wypasie ze stali nierdzewnej. Cieszę się mega, że możemy nasze obgryzione plastykowe sztućce odstawić dla ich siostry, która je już doszczętnie zmęczy ;-)

Na śniadanie dla mnie i chłopców wyczarował jajecznicę z kurkami. Pierwszy raz jadłam taką jajecznicę na świeżych kurkach i się rozpłynęłam! O dziwo chłopcy też jedli, chociaż stawiałam na to, że nie tkną tego palcem. A tu i kurki im posmakowały, i szczypiorek. Zaskoczenie.

Z kolei na obiad zaserwował sałatkę z łososia w przyprawach. Na maluteńkim ogniu, bardzo długo smażony na patelni i pod przykryciem, rozpływał się w ustach. My zawsze marynujemy łososia przez 2-3 godziny w przyprawach z olejem. On nie traci wtedy na sprężystości.

Ogarnął nawet kompot z jabłek i śliwek, a myślałam, że temat odpuści. Ciekawe, że śliwki i jabłka były same w sobie tak słodkie, że nie trzeba było ani grama cukru, aby kompot był wybitnie słodki.

I ja się czasami nauczę czegoś od faceta, bo do tej pory nie byłabym sobą, gdybym nie dodała do kompotu 2-3 łyżek cukru…

Czyli da się zmobilizować faceta do gotowania?

No pewnie, że się da! Warunek jednak konieczny – on musi poczuć, że ma z tego frajdę, wychodzi mu to, nie jest to czynność wstydliwa, zarezerwowana dla kobiet, a on ma pole do popisu i zebrania pochwał. Co więcej – przy okazji pokaże też swoim dzieciom, że facet w kuchni to nie melepeta, który nie wie, jak ugotować jajko. To często zdolny kucharz, który może odciążyć swoją kobietę i dać jej na chwilę zapomnieć o walce z tłuczkiem i patelnią! ;-)

P.S. Panowie, wszystko się da, tylko trzeba chcieć! Niech kobieta #ZrobiSobieŚwięto i odpocznie brzuchem do góry, a Wy w tym czasie zrobicie, co maestro kuchni potrafi najlepiej!

Pssst! Razem z marką Gerlach mam dla Was 5 zestawów sztućców ze stali nierdzewnej dla najmłodszych! Wystarczy, że odpowiecie kreatywnie na pytanie:

„Jakie jest ulubione danie Waszej pociechy?”

a my wybierzemy najciekawsze wypowiedzi. Bawimy się do 25.10.2017. Regulamin tutaj. Powodzenia!

Partnerem postu jest marka Gerlach

Podobne wpisy