Podstępna choroba, która atakuje dziecko po cichu i znienacka.

napisała 08/03/2017 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

Nigdy nie sądziłam, że będę rodzicem, którego dziecko już w tak wczesnym wieku będzie zmagać się z tą chorobą. Wydawało mi się, że regularnie sprawdzam stan zdrowia moich maluchów i nic takiego nas nie spotka. Przeliczyłam się.

Oczywiście, zdawałam sobie sprawę, że wraz z wiekiem dziecka ryzyko występowania tej choroby zwiększa się. Sama zresztą przechodziłam kiedyś swoje przeboje z tym związane. Tymczasem życie napisało inny scenariusz, a ja teraz biję się w pierś i przyznaję do błędu wiedząc już na co powinnam zwracać uwagę przy kolejnym maluchu.

Wiem też, że niektórzy nie zdają sobie sprawy, że ta powszechna przypadłość dzieci i dorosłych jest chorobą. Otóż muszę to podkreślić z całą stanowczością – jest to podstępna choroba, która może mieć wpływ na cały nasz organizm, a nie tylko na kwestie estetyczne.

Dlaczego pisząc o tym nadałam dość poważny ton mojej wypowiedzi? Po zapoznaniu się z ogromem publikacji merytorycznych przygotowanych m.in. przez polskie uniwersytety medyczne, powstałych pod patronatem Ministerstwa Zdrowia wiem już, że sprawa jest niebagatelna a ja czuję się wyróżniona mogąc podzielić się z Wami wiedzą, która może mieć wpływ na zdrowie Waszych najmłodszych. Przy okazji zapraszam Was na cykl spotkań, odbywających się w najbliższych tygodniach w całej Polsce, na które warto zabrać dzieci. Poprzez zabawę otrzymają na nich porcję bardzo przydatnej wiedzy. Ja też wybieram się z moimi szkodnikami ;-) na jedno z nich w Krakowie, także do zobaczenia! Będą tam przygotowane specjalne strefy dla dzieci i angażujące atrakcje a nawet upominki. See ya! ;-)

 

Jaką chorobę mam na myśli, która dotknęła mojego półtorarocznego Juniora?

Próchnica, a dokładniej próchnica butelkowa, która postępowała w wyjątkowo szybkim tempie, a mnie (pukam się teraz w czoło!) się wydawało, że są to zwykle przebarwienia zębów. Od momentu dostrzeżenia przeze mnie pierwszych przebarwień do rozwinięcia próchnicy minęło niewiele ponad miesiąc! Jak to się stało, że pomimo dbania o higienę zębów mojego Juniora, moje chłopczysko jest w tej chwili po bezbarwnym lapisowaniu, które zatrzymuje próchnicę u najmniejszych dzieci?

Mój najmłodszy przez pierwsze pół roku był w nocy karmiony mieszanką. Ja, matka dziecka kolkującego, chronicznie niewyspana i przypominająca zombie po nocnych karmieniach nie myłam mu zębów, aby go nie wybudzać. Sen był dla mnie wtedy bezcenny! I właśnie w ten oto sposób przyczyniłam się do powstania próchnicy u mojego Syna. Mea culpa, to se ne vrati i tyle mogę teraz tylko powiedzieć. Teraz jestem uważna i dbam podwójnie!

Podzielę się teraz z Wami dziesięcioma punktami, które warto mieć na względzie i nie wyolbrzymię, jak napiszę, że musimy je wykuć na blachę! Możliwe, że o niektórych z nich nie będziecie mieli pojęcia, jak i ja nie miałam.

.

1. Dieta kobiety ciężarnej ma ogromny wpływ na skład i „siłę” zębów naszych najmłodszych! 

Czyli to, jak odżywiałyśmy się w ciąży może mieć odzwierciedlenie w tym, czy zęby naszego dziecka będą bardziej lub mniej podatne na próchnicę. Mineralizacja zawiązków zębów rozpoczyna się już w życiu płodowym, ok. 4-6 tygodnia ciąży. Przebyte infekcje bakteryjne czy wirusowe też mogą wpłynąć na stan zębów naszych dzieci. Przyznaję bez bicia, że o tym nie wiedziałam!

Warto dodać, że nieleczona próchnica może znacznie przyczynić się do przedwczesnego porodu, dlatego nasza w tym głowa, aby mieć pewność, że mamy wyleczone zęby zanim rozpoczniemy starania o dziecko.

I sprawa, o której już kiedyś pisałam – wysokie ryzyko próchnicy wczesnej występuje u dzieci matek nie dbających o swoje zęby. Zła higiena i nieleczone ubytki próchnicowe mogą spowodować wczesne zakażenie dziecka bakteriami próchnicotwórczymi. Lizanie smoczka, łyżeczek itp. może się też do tego przyczynić.

 2. Mycie zębów rozpoczynamy wraz pojawieniem się pierwszego ząbka!

Spotkałam się z teorią pewnej mamy, oczywiście błędną [!], że mycie zębów rozpoczynamy dopiero jak będą w jamie ustnej wszystkie ząbki. Dodała ona wtedy [również błędnie!], że mleczaki są silniejsze od zębów stałych i nie trzeba ich tak dokładnie czyścić. To bzdura! Czy nam się to podoba czy nie, czy dziecko jest współpracujące czy też jest z nim w tej kwestii pod górkę, nie można sobie odpuszczać mycia. Nawet po posiłku nocnym warto zęby chociaż przetrzeć wilgotną gazą. Ja jestem doskonałym przykładem matki, która odpuściła sobie mycie zębów mojego juniora w nocy a teraz czeka nas druga tura lapisowania bezbarwnego, czyli zatrzymania próchnicy bez konieczności borowania, którego mój Junior bez narkozy by nie ogarnął. Dodam tylko, że ta cała procedura kosztuje majątek…

Przed wyrznięciem pierwszego zęba również trzeba dbać o dziąsła przecierając je gazikiem zamoczonym w przegotowanej wodzie bądź naparze z rumianku.

3. Mycie zębów u najmłodszych dzieci powinni wykonywać rodzice aż do wieku, w którym mają pewność, że ich dziecko robi to prawidłowo.

My nadal myjemy zęby naszemu niespełna czterolatkowi. Sam jeszcze nie jest w stanie tak dokładnie ich doczyścić. Pierwsze półtorej minuty myję ja albo mąż, a w drugiej części mycia pozwalam mu samemu operować szczoteczką. Jeśli chcemy dowiedzieć się, jak bardzo większości dzieci nie udaje się dobrze domyć zębów wystarczy kupić płyn lub pastylki wybarwiające płytkę nazębną. I wtedy mamy rezultat jak na dłoni…

4. Zęby mleczne nie powinny być traktowane jako „przejściowe”, czy jak to mówią niektórzy „mniej ważne”! 

Że jak się zepsują to nic straconego, albo jak się zepsują, to nie trzeba ich leczyć. Nieprawda! Rola mlecznych zębów jest szczególna. Umożliwiają one prawidłowe odżywianie dziecka, zapewniają estetyczny wygląd jego twarzy i dobre samopoczucie, wpływają na prawidłowy rozwój mowy a przede wszystkim utrzymują przestrzeń dla zębów stałych, które będą wyrzynać się na ich miejscu. Czyli jeśli zbyt szybko nasze dziecko straci ząb np. z powodu próchnicy, to jest ryzyko np. wady zgryzu w momencie pojawienia się zębów stałych. Leczenie ortodontyczne jest nie tylko żmudne, ale jest również drogie. Już ja coś o tym wiem!

5. Pierwsza wizyta u stomatologa powinna odbyć się wraz z pojawieniem się pierwszych zębów, a nie jak to mówią niektórzy: dopiero jak coś zaboli…

Aby dzieci nie bały się dentysty i nie kojarzyły go stricte z borowaniem warto najpierw udać się na wizytę adaptacyjną, która przekona malucha do tego, że dentysta nie gryzie ;-) Poza tym zęby z próchnicą i ból nią spowodowany może być przyczyną nieprzespanych nocy. Moje maluchy co prawda nie przepadają za myciem zębów, ale nie ma zmiłuj. Ja staram się ich na codzień przekonywać do tego, że zdrowe zęby to duma. W międzyczasie rysujemy, pomagamy sobie przy tym darmową aplikacją Pampiś (super angażuje i zachęca do mycia zębów!).

6. Kontrolujemy zęby nie raz na pięć lat, jak to mawiał mój dziadek ;-), a u dzieci raz na 3-6 miesięcy. 

Dlaczego tak często? Ponieważ u nich bardzo szybko rozwija się próchnica i jeśli tego nie zauważymy w dobrym momencie, może się to skończyć poważniejszym leczeniem.

To zaprocentuje! Nie tylko brakiem strachu przed ewentualnym leczeniem ale i większą świadomością u dzieci, że o zęby trzeba dbać.

7. Ok. 6 roku życia musimy się mieć na baczności jako rodzice! ;-) Pojawi się wtedy pierwszy ząb trzonowy stały, czyli szóstka, i nie poprzedza go wypadanie zębu mlecznego.

Dlaczego powinniśmy być w pogotowiu? Łatwo przeoczyć jego pojawienie się z tyłu, bo te dalsze zęby są mniej widoczne, a zapominając o jego istnieniu możemy mu zafundować próchnicę na dzień dobry. Dlatego w wieku ok. pięciu lat warto rozpoczynać mycie od zębów tych z tyłu, aby biednej „szóstki” nie ominąć ;-)

8. Nie tylko czyszczenie, ale również dieta dziecka ma olbrzymi wpływ na stan jego zębów.

Wybierając produkty zdrowe, pełnowartościowe trzeba też pamiętać o zachowaniu przerw między głównymi posiłkami, po których bezwzględnie należy myć zęby. Jako przekąskę warto wybrać warzywo albo np. jogurt naturalny. Ograniczenie słodkich napojów jest bardzo pożądane. Warto też uważać na ukryte cukry, których jest wiele w napojach i sokach (nawet naturalnych).

Najlepiej też, aby dziecko między posiłkami i w nocy piło wodę, a nie dosładzane soki czy napoje.

A co ze słodyczami? Totalnie wykluczyć je z diety? – zapytacie. Wbrew pozorom, to jednak nie ilość, a częstość spożywania słodyczy bardziej wpływa na jamę ustną. Jeżeli pomiędzy posiłkami zachowuje się odpowiednio długie przerwy, składniki śliny mogą zneutralizować działanie kwasów, a nawet naprawić uszkodzenia szkliwa. Natomiast częste podjadanie lub popijanie słodkich napojów prowadzi do odwapnienia szkliwa i wystąpienia próchnicy. Dlatego zaleca się podawanie dziecku słodyczy bezpośrednio po głównym posiłku, a najlepiej tak jak w tzw. modelu szwedzkim – raz w tygodniu.

9. Jeśli zauważymy białe, matowe plamy na szkliwie, to w tę pędy lecimy do dentysty!

Na tym etapie zmiany próchnicowe są jeszcze odwracalne. Ja ten etap przegapiłam, bo myślałam, że to jakieś zwykłe przebarwienia. Później to już poszło z górki w ciągu kilku tygodni.

10. Po myciu zębów pastą do zębów wypluwamy resztki pasty i nie płuczemy jamy ustnej ani wodą ani płynem do płukania.

Ja już więcej tego błędu nie będę popełniać. To ważne, aby pozwolić składnikom pasty swobodnie działać, a nie narzucać na szkliwo kolejnej porcji substancji. Ważne jest też, aby pasty dla dzieci zawierały fluor.

Ilość fluoru w paście powinna być dostosowana do wieku dziecka (tabelka dostępna tutaj) przy czym fluor o stężeniu 500 ppm w paście jest raczej nieskuteczny (musi to być co najmniej 1000 ppm). Bardzo ważne, aby samą ilość nakładanej pasty dostosowywać do wieku. Nie dajmy się reklamom, w którym nawet małe dzieci mają na szczoteczkach „falkę” z pasty. Do 6 roku życiu ilość nie powinna przekraczać „ziarnka grochu”.

To dla mnie mega przydatne informacje, o których nie miałam pojęcia!

11. Nie jemy z tej samej łyżeczki, nie całujemy dzieci w usta, nie oblizujemy smoczków. 

I mogłabym tak wymieniać bez końca. Dla niektórych ten punkt może wydawać się kontrowersyjny, ale odkąd wróciliśmy z moim Juniorem ze szpitala, to mam dość szeroki pogląd na sprawę i wiem, że tego typu akcje ze strony rodziców niestety mogą skończyć się dla nich dość ryzykownie. Tego typu zachowania (wiem, że podyktowane miłością ale i brakiem świadomości, niestety) są groźne – nie tylko ze względu na próchnicę, ale również możliwość zarażenia np. wirusem HSV, groźnym szczególnie dla niemowlaków.

Ale … przytulać możemy do woli! ;-)

12. Szczoteczkę wymieniamy co trzy miesiące (a nie raz na rok) oraz po każdej przebytej chorobie. 

Ja właśnie wyrzuciłam do śmieci nasze stare szczoteczki, które miały zdrowo ponad pół roku. Trzeba pamiętać, że włosie się zużywa i im dalej w las tym taka szczoteczka jest mniej skuteczna w czyszczeniu. Tutaj nie ma co przedłużać jej żywotności w nieskończoność. To tak samo jak z jazdą samochodem na łysych oponach. Można? No niby można, ale czy to jest bezpieczne? Nie bardzo.

Po więcej bardzo wartościowych informacji zapraszam Was na www.zebymalegodziecka.pl projektu edukacyjnego „Dzieciństwo bez próchnicy” finansowanego przez Ministerstwo Zdrowia. 

I tak na koniec na rozluźnienie Woody Allen i jego maksyma, która zawsze mnie bawi :D Bo ja też jestem dzisiaj podekscytowana, że mogłam zafundować na blogu dawkę ważnej merytoryki :-)

„Jestem tak podekscytowany, że chyba umyję dzisiaj wszystkie zęby.” ;-)

– Woody Allen

Podobne wpisy