Sędziowie naszego macierzyństwa.

napisała 13/12/2015 Moim zdaniem, Szczesliva po godzinach

To niebywałe jak niektórym wydaje się, że przeczytawszy internety całe, wikipedię, skończywszy hebeliardy fakultetów, kursów i pochłonąwszy miliony książek, to daje im to prawo do tego, aby wyrokować i innych oceniać.

To niesamowite, że za jedyną prawidłową prawidłowość biorą tylko to, co sami uważają za słuszne. I próbują dopasować te swoje teorie do każdego człowieka na tej planecie. Do każdego, tylko nie do siebie. A w szczególności do matek, które obrali sobie na celowniku. Równie niesamowite jest to, że uważają, że każdy nasz ruch w macierzyństwie jest chaotyczny, a oni wytyczając nam drogę i zapalając ciemne latarnie, sprowadzają nas na właściwy szlak. Ich zdaniem właściwy szlak…

Sędziowie. Sędziowie naszego macierzyństwa. Ich misją jest udowodnić, że racja jest tylko jedna. Że dziecko jest nie Twoje, a wspólne. No przecież, że według nich Twoje dziecko jest również ich dzieckiem. Bo skoro kroki stawia po publicznych chodnikach i ten sam wiatr muska Wasze lica, to to daje już im prawo do tego, aby wskazać brak szaliczka na szyi Twojego dziecka. Ups, nie Twojego a publicznego dziecka! jak mogłam zapomnieć… ;-)

Wydaje im się również, że są tylko jedne, właściwe i słuszne zasady pasujące do każdej małej istoty, i do jego „błądzącej” matki. Często według nich: ślepej, głuchej, nieczułej i niedouczonej. Matki, którą trzeba nawrócić. Matki, której trzeba co nieco wytknąć. Matki, która jeszcze wiele się musi nauczyć. Bo skoro nie ma czwórki dzieci, to niewiele przeszła. Tak im się również wydaje.

Na ratunek nam pędzą, gdy karmimy mieszanką nie piersią. Nie znając naszej mlecznej historii oceniają i wyrokują. Jak to mają zawsze w zwyczaju. Próbują zabrać nam prawo wyboru, bo przecież oni wiedzą lepiej, co dobre. Oni wiedzą lepiej, co naukowo udowodnione i w książkach opasłych dokładnie spisane. Wywracają oczami, gdy nie kiwamy potakująca głową. Jak to na macierzyńskich sędziów przystało.

Chcą nas od zguby ratować, gdy w domu nasze dziecko trzymamy, zamiast do przedszkola je na czas wysłać. Bo tam się zahartuje. No przecież. Tam nabędzie ogłady. Z zarazkami przywita. Więcej się nauczy i wśród ludzi pobędzie. I widząc, że Twe dziecię w domu jeszcze z Tobą przebywa, to postulaty wydają i mówią, że błądzisz. Błądzisz, matko. Rozumiesz to?

Sędziowie wytkną nam to, że nasze dziecko nie sika tam, gdzie należy. Bo przecież już dawno sikać powinno. Bo ich już sikało! Bo to nieładnie. Śmierdząco i nie przystoi. I zapominają, że nie przystoi to wtrącać się w sprawy nieswoje. Ach Ci sędziowie…

Zrobią wszystko, abyś BLW wprowadziła i słoiczki na dno szafy schowała. Albo sama zjadła. Bo one niezdrowe. A to całe kawałki trzeba małemu do buzi pakować. To nic, że dziecko  dławi się nimi niemiłosiernie. A Tobie z tym źle. I mi też by było. A słoiczki to zło. To zło jest wcielone, takie ich zdanie. Do BLW marsz, matko! A nie papki ucierasz!

Eko! Ekologicznie! A nie toksycznie! Matko! Eko warzywka, owocki i kurze skrzydełka, a nie marketowe jadło mu wciskasz! Tablicę mendelejewa cytują. Trzynastozgłoskowcem ją wykrzykują, gdy widzą, że rosół na ściółkowych udkach gotujesz. Jak mogłaś, kobieto?! Jak możesz tak grzeszyć? Marsz do koryta, gdzie inne posłuszne głowami kiwają w rytm ich dudnienia.

I mogłabym tak bez końca wymieniać. I wkurzać się na nich. Bo sędziowanie idzie im przednio. Jak zwykle – książkowo. No ba, do przewidzenia ;-) Ale ja tylko śmieję się z boku, bo to mi zostało. Koniec transmisji. Nie było meczu. Sędzia kaloszem! Bo całkiem dobrze ma się drużyna. Jedna i druga. Bez rywalizacji, że cyckiem lub butlą. Szczepić, nie szczepić. Nasza to sprawa. Czapencję wkładać, albo zdejmować. Dajcie nam spokój.

Zwalniam Was z tego arbitrowania. Mecz towarzyski. Piaskownica zamknięta. Grabki są nasze.

Znajdźcie gdzie indziej sędziowską paszę :)

Podobne wpisy