10 TEKSTÓW, których nie wypada wypowiadać do ŻADNEJ MAMY❗👎🏼🤬

napisała 05/09/2019 Moim zdaniem, Reklama., Szczesliva po godzinach

Kiedy usiadłam do napisania dla Was dzisiejszego postu, to zaczęłam się na początku „gotować w sobie”! Wiecie dlaczego? Bo dokładnie przypomniałam sobie teksty pewnych osób, którymi byłam raczona, kiedy zostałam mamą. :D Ba, niektórym tekstom musiałam stawić czoło, będąc jeszcze w ciąży!

Nie wiem, z czego to wynika, że niektórzy nie potrafią się powstrzymać przed pewnymi uwagami i muszą je rzucić w świat. No, muszą, bo inaczej się uduszą! ;-) A może wynika to nie tylko z braku taktu, ale może również zwyczajnie tacy ludzie nigdy nie uświadomili sobie tego faktu, że warto coś przemyśleć zanim wypowie się swoje myśli na głos. Nie wnikajmy. ;-)

Mam dla Was 10 niezwykle irytujących i nietaktownych tekstów, których NIGDY nie powinna usłyszeć kobieta, która spodziewa się dziecka bądź jest mamą!

Partneruje mojemu postowi marka Bepanthen, której maść Bepanthen Baby pewnie doskonale znacie. Towarzyszy ona moim brzdącom od 6 lat. To dzięki niej uniknęliśmy odparzeń pieluszkowych. Marka Bepanthen obchodzi w tym roku swoje 75. urodziny i mam wielką nadzieję, że posłuży jeszcze wielu pokoleniom. :-)

No, to czas teraz na „kultowe” i wybitnie nietaktowne teksty! A co! Kawa na ławę, dziewczyny! Nie zapomnijcie dorzucić od siebie swoich „perełek”, które miałyście okazję słyszeć, odkąd jesteście mamami. :D

1. „Długo się musieliście starać czy od razu poszło?”

To autentyczny cytat z pewnej krótkiej wymiany zdań. Właśnie takie pytanie usłyszałam od prawie obcej dla mnie osoby, która na uczelnianych korytarzach zawsze widziała mnie z płaskim brzuchem, a nagle zorientowała się, że mam ciążowy brzuszek.

Szczerze? Co to jest w ogóle za pytanie, czy długo się musieliśmy starać?! Serio, zupełnie tego nie rozumiem, jak można pytać kogoś o tak intymne kwestie. Mam zrelacjonować, do ilu zbliżeń musiało dojść, zanim zaszłam w ciążę, czy może opisać pozycje, które preferowaliśmy? A może sprzedać jakiś patent, w którego posiadaniu nigdy nie byłam? Opisać, ile cykli musiało minąć? I co jeszcze?

To jest pytanie z gatunku wybitnie nietaktownych. A co, jeśli musielibyśmy starać się latami? Okupionymi łzami? A co, jeśli moja pierwsza wyczekana ciąża wcale nie była efektem jednej próby, a miesięcy nerwów, łez i bezsilności? Okay, w naszym przypadku obyło się bez trudności, jednak co by było, gdyby trafiło na osobę, która rzeczywiście swoje macierzyństwo musiała wręcz wywalczyć?! Trzymanie języka za zębami nie boli, naprawdę. A za takie pytanie powinien on być ucinany, ot co. ;-) Aż się ponownie zagotowałam!

2. „A co byś zrobiła, gdyby Twoje dziecko urodziło się chore?”

To kolejne pytanie z gatunku wybitnie nietaktownych. Takie hipotetycznie pytanie zadał mi ktoś, komu oszczędzę publicznego wystąpienia w tym poście. Ta osoba w momencie, w którym zadawała mi to pytanie, dostała w zamian taki wyraz mojej twarzy i mój zabójczy wzrok, że podkuliła ogon pod siebie i diametralnie zmieniła temat. Ale stało się. Pytanie padło, a ja wiedziałam już w tamtym momencie, że ciekawość ludzka naprawdę nie zna granic. Co więcej – to pytanie padło od osoby, która wcale nie była tak blisko mnie, jak mogłoby jej się wydawać. Ot, wyskoczyła z pytaniem, które przyszło jej do głowy, nie licząc się z tym, że to całkowicie nietaktowne sugerować chorobę kobiecie, która jest w ciąży (przyszła mama przecież już i tak ma wystarczająco stresu i ciążowych przygód). A poza tym – co ją to w ogóle obchodziło? Jaki jest cel takiego pytania? Ankieta społeczna? A może potrzeba oceniania i szufladkowania, a następnie przekazywania informacji dalej? Ehhh!

3. „Rodziła Pani przez cesarskie cięcie? Ojeju. Współczuję, naprawdę. Ja rodziłam naturalnie, bo w mojej rodzinie babki silne od pokoleń i my zawsze tylko naturalnie”

Czyli że niby jak? Że z racji tego, że każde z moich dzieci musiałam rodzić przez cesarskie cięcie, to społecznie otrzymuję minus trzy punkty dla Gryffindoru i nie jestem „silna”? :D A w życiu! To tak, jakby sposób urodzenia dziecka miał jakiekolwiek znaczenie w kontekście bycia silną kobietą! :D Przepraszam. Pisząc to, niemalże oplułam monitor. ;-) To, jak rodzimy nasze dzieci, jest naszą sprawą! Nie matki naszej, nie teściowej ani bratowej czy sąsiadki. Naszą i tylko naszą! Nikomu nic do tego. Ja cieszę się, że mogłam moje dzieci urodzić w sposób, który był w tamtym momencie dla mnie i moich dzieci najlepszy, czyli najbezpieczniejszy.

4. „Przy takich dużych piersiach to nic, tylko naturalnie karmić. Niech Pani tę butlę wyrzuci, bo pani krzywdę dziecku tylko robi”

Zanim nauczyłam moich synów poprawnie pić mleko z mojej piersi, to musiały minąć miesiące. Co się nacierpiałam przy rozhulaniu laktacji po pierwszym i drugim porodzie – to moje! Tylko ja wiem, ile to mnie kosztowało nerwów, łez i nieprzespanych nocy. I cóż z tego, że nie miałam małych piersi, skoro moi synowie odruch ssania mieli na początku zaburzony? Doradczynie laktacyjne rozkładały ręce, jedna po drugiej.

Znalazła się osoba, która stwierdziła, że przy takich piersiach to ja marnuję moje mleczne zasoby i idę na łatwiznę! Na jaką łatwiznę? Litości, kobieto! Każda z nas podejmuje wybory za siebie. Niektórym matkom karmienie piersią idzie od początku łatwo i przyjemnie. Inne muszą się nacierpieć. Jeszcze inne dziewczyny podejmują decyzję, że to nie dla nich, bo chcą cieszyć się macierzyństwem, a nie wylewać morze łez podczas nieudanych prób karmienia (jak to było ze mną na samym początku). Ja to rozumiem! „A kysz” od naszych piersi! Miłości matczynej nie mierzy się w mililitrach kobiecego mleka! Koniec. Kropka.

5. „A co Ty wydziwiasz? Chlast tetra na pupę, jak za starych dobrych czasów. I kremów żadnych nie dawaj. Idziesz na łatwiznę z tymi jednorazowymi pieluchami”

Serio…? Czy dzieciństwo naszych dzieci naprawdę według niektórych musi polegać na tym, aby przyzwyczajać dziecko do niewygody? Mam niby testować, co sprawia mojemu dziecku cierpienie i mam próbować na dziecku, gdzie jest ten jego moment graniczny, że jeszcze nie płacze? Albo starać się przekonać, w którym momencie ten płacz się jednak pojawi? To przypomina mi zimny chów, który kiedyś był tak popularny, ale nie miał nic wspólnego z pielęgnowaniem bliskości.

Ja jestem matką, która przy każdym z dzieci korzystała z pieluch jednorazowych. Z tymi wielorazowymi nigdy mi nie było po drodze, a próbowałam – kupując zestaw startowy. U nas to był niewypał.

Pupa moich dzieci od początku była smarowana maścią Bepanthen Baby. Nie zawiera ona niepotrzebnego według mnie cynku, który wysusza skórę, za to ma w składzie dekspantenol i lanolinę – substancje, które pielęgnują. Ja jestem z tej szkoły, która woli zapobiegać odparzeniom pieluszkowym niż je leczyć. Czy naprawdę trzeba coś jeszcze dodawać?

6. „Nie bujaj, bo się przyzwyczai! Zostaw w łóżeczku. Samo w końcu zaśnie i zrozumie, że nie ma Twojej zgody na wymuszanie”

Dramatyczny tok myślenia! Tego rodzaju przytyki, czyli sugerowanie, że powinnam wyrzec się moich matczynych instynktów i zamiast tulić to trenować dziecko, pochodzą zwykle od osób, którym wydaje się, że wiedzą „lepiej” i lepiej znają moje dzieci. Mój Junior, Teodoro-Pomidoro, jak czasami na niego wołamy, miał straszne kolki. Przyczyn szukaliśmy miesiącami, wykluczając alergie i inne kwestie. Aż w końcu jeden z pediatrów powiedział coś w stylu:

„To wrażliwe dziecko. Proszę oszczędzić mu niepotrzebnych bodźców, ile tylko się da. Niech Pani koi, kołysze, tuli, całuje! Niech Pani da się wyręczać otoczeniu, bo dziecko chłonie też Pani emocje i zmęczenie. To minie”.

W ósmym miesiącu jego życia kolki minęły jak ręką odjął. Do tego czasu chuchaliśmy, dmuchaliśmy na niego, ile tylko mogliśmy. Tuliliśmy, całowaliśmy, byliśmy zawsze blisko. Dzięki temu wie, że może liczyć na mnie i moją bliskość, a nie będę mu jej dozować wedle sytuacji i moich potrzeb…

7. „A Ty w kolejnej ciąży?! Wow!”

Taki komentarz dostała moja kumpela od swojej znajomej, która zobaczyła ją z dzieckiem w gondoli na spacerze. Urodziła 2 miesiące temu dziecko, a tu jej „psiapsiółeczka” wyskoczyła z tekstem stulecia. I w ten oto właśnie sposób budowane jest przekonanie, że jak kobieta nie będzie miała na miesiąc po porodzie płaskiego brzucha, to znaczy, że jest leniem do potęgi i robi nocne naloty na lodówkę. A kto powiedział, że płaski brzuch to wyznacznik szczęścia? Że płaski brzuch to obowiązek każdej matki, która powinna dążyć do niego po każdej ciąży? Dlaczego za czasów naszych mam kobiety śmiało wyskakiwały w strojach kąpielowych na plaży, a teraz mało która chce się pokazać światu bez pareo czy jakiejś prześwitującej spódniczki, która maskuje to czy tamto?

Mam wrażenie, że kiedyś kobiety same siebie aż tak krytycznie nie oceniały. Nie próbowały spełniać tysiąca społecznych ról jednocześnie, które teraz próbują sugerować np. media społecznościowe, często z Instagramem na czele. Niech Wam się nie wydaje, gdy obserwujecie mnie na Facebooku czy na Instagramie, że u mnie jest idealnie. Jak zobaczycie wypucowaną chatę na Instastories, to wiedzcie, że dzieciaki pewnie siedziały wtedy samopas, a ja leciałam na ścierce. Jak zobaczycie, że schudłam, to nie myślcie, że to łatwo przyszło, bo były tygodnie, że chciałam wsunąć całą zawartość lodówki. Kiedy zobaczycie, że mam ładny make-up, to nie sądźcie w żadnym wypadku, że mam tak codziennie i każdego dnia jestem wypindrzona. A w życiu! Głównie chodzę w dresie i za make-up robią moje kolorowe oprawki okularów korekcyjnych, które zasłaniają mi pół twarzy. ;-) Nie wierzcie temu złudzeniu optycznemu, jakie często rzuca Wam Internet.

Wracając do tego komentarza dotyczącego bycia niby w ciąży – totalnie na nie miejscu. Pilnujmy swoich brzuchów i swojej wagi. Niech nas ciała innych nie interesują. ;-)

8. „Bliźniaki? Współczuję!”

Taki komentarz dostała moja Czytelniczka Magda od swojej koleżanki z pracy, kiedy pochwaliła się, że jest już po porodzie i urodziła bliźniaki. Całkowita bezczelność!

Dlaczego komuś przychodzi w ogóle do głowy, żeby współczuć w takich sytuacjach? Toż to trzeba gratulować podwójnego szczęścia! Jasne – będzie o wiele więcej „pracy” przy bliźniakach niż przy jednym dziecku, ale narodziny są radością, a nie powodem dla otoczenia, aby litować się nad losem matki, która urodziła maleństwa.

9. „Znowu w ciąży? Nie za szybko?”

To usłyszałam od kogoś, kto dowiedział się, że noszę pod serduchem moją Gaię. A przepraszam bardzo – to są jakieś wytyczne co do częstotliwości zachodzenia w ciążę? Za szybko? A co Ciebie to obchodzi, czy szybko, czy wolno. Dramat w czterech aktach! Za szybko to padło to pytanie z ust osoby, która je zadała. Trzeba było najpierw pójść na kurs savoir-vivre’u, a następnie próbować odnaleźć się w świecie ludzi. ;-)

10. „Naprawdę chcesz zostać kurą domową? Zakopiesz się w pieluchach, później mąż Cię rzuci dla młodszej, a Ty zostaniesz z ręką w nocniku”

Tekst stulecia! Dlaczego niektóre kobiety bawią się w tanie wróżki? Dlaczego tak trudno jest przyjąć do wiadomości fakt, że każda z nas podejmuje decyzje za siebie i dla siebie, a także dla swojej rodziny? Każda sytuacja jest inna. Potrzeby każdej kobiety są inne. Jedne chcą poświęcić się macierzyństwu, inne muszą wrócić do pracy, aby utrzymać rodzinę, a jeszcze inne nie muszą wracać do pracy, ale chcą, bo macierzyństwo 24/7 nie jest dla nich. Ja to rozumiem! Bądźmy dla siebie dobre. Akceptujmy to, że żadna z nas nie jest taka sama. Dopingujmy się, a nie straszmy, podcinając przy tym skrzydła.

Niech to macierzyństwo będzie dla nas wszystkich pozytywną przygodą, podczas której kobieta kobiecie nie będzie wilkiem, a wsparciem.

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu  ❤ Jeśli zgadzasz się z jego przesłaniem – możesz go podać dalej udostępniając go. Dziękuję!

Partnerem mojego postu,

a także szczęśliwego dzieciństwa i pozytywnego macierzyństwa, jest marka Bepanthen. #ad

Podobne wpisy