4 błędy, które popełniają rodzice, kiedy zaczyna robić się ciepło.

napisała 20/05/2020 Varia

Dzisiaj postaram się rozprawić z kilkoma zagadnieniami, z jakimi spotkałam się w ostatnich kilku latach, ze wskazaniem na ubiegłe lato. ;-) Za każdym razem, gdy czytałam te teorie, to przecierałam oczy ze zdumienia. Mam wrażenie, że co roku tego rodzaju nowe, błędne „ciekawostki” ze świata się pojawiają, bo … wszyscy za wszelką cenę staramy się znaleźć drogę na skróty.

I to nic złego szukać drogi na skróty, grunt tylko nie zagalopować się w tym pędzie. ;-) Niestety, nie zawsze droga na skróty okazuje się być tą najlepszą. Sama odkąd zostałam mamą z czasem zorientowałam się, że wiele moich poglądów musiałam zweryfikować, aby zwyczajnie … nie szkodzić moim dzieciom. To nie jest żaden wstyd przyznać się do błędu – ja mam na koncie tych błędów bez liku, szczególnie w tych pierwszych lata bycia wszystko-najlepiej-wiedzącą mamą. ;-)

Dzisiaj podrzucę Wam garść błędów, z jakimi spotykam się właśnie wtedy, kiedy robi się ciepło, co możemy obserwować od kilku dobrych dni w wielu miejscach Polski. Jeszcze trochę i będzie lato. Doczekać się nie mogę! :-)

No to lecimy z tą listą błędów.  Ciekawa jestem, czy często się z nimi spotykacie.

 

1. Kupowanie okularów na bazarach.

Co roku to powtarzam i zawsze znajdzie się ktoś, kto twierdzi, że to nie ma większego znaczenia, czy dla przykładu okulary przeciwsłoneczne mają znaczek bezpieczeństwa z boku czy też nie, bo … liczy się sama obecność szkiełka. „Grunt, że jest szkiełko.” – taki komentarz pojawił się rok temu. ;-) „Jak jest ochrona w postaci szkła czy plastiku to to wystarczy, bo to chodzi przecież o to, żeby te promienie miały jakąś barierę.” – to autentyczny cytat. :D

No nie do końca, a właściwie to zupełnie tak NIE JEST!

My od maja bez odpowiednich czyli bezpiecznych dla oczu okularów przeciwsłonecznych nie wychodzimy z domu. Słońce jest już na tyle wysoko w maju i słonecznie jest już na tyle często, że okulary uważam za konieczność. Poza tym w tym roku dbam o to podwójnie, ze względu na panującego wirusa – okulary przeciwsłoneczne są kolejną barierą ograniczającą kontakt z wirusem, a jak już potwierdzono – może on się dostawać do organizmu również poprzez spojówki. :( Nie bez przyczyny medycy oprócz maseczek często noszą również osłonę na oczy.

Ponadto mój Starszak jest alergikiem i (dokładnie tak jak ja) od kwietnia do sierpnia ciężko znosi okres pylenia drzew i traw. Okulary dla mnie i dla niego to właściwie must-have nie tylko jak jest słonecznie. Okulary zwyczajnie zmniejszają przedostawanie się m.in. alergenów do spojówki i zmniejszają dzięki temu niedogodności związane z alergią. A Ci alergicy, którzy jeżdżą na rowerze czy np. rolkach to nie mam pojęcia, jak dają rade bez okularów. Odkąd mam okulary podczas jazdy moja alergia przestała być aż tak dokuczliwa wiosną i latem… Plus ochrona wzroku przed promieniowaniem ultrafioletowym (nie tylko ochrona skóry!), też jest mega istotna, stąd „oksy” ze skutecznymi filtrami są bardzo ważne.

My już trzeci rok z rzędu zaopatrujemy się w okulary przeciwsłoneczne Real Shades. Pisałam Wam o nich w zeszłym roku i cieszę się, że Wam się sprawdzają.  Mam pewność, że mają potwierdzone certyfikaty i atesty, i śpię spokojnie. Co dla mnie ważne, to przeszły nie tylko test na obecność filtra UV 400 (zarówno UVB jak i UVA), ale też na jego skuteczność. Każdy producent takie certyfikaty powinien mieć dostępne na swojej stronie internetowej. Koniecznie się temu przyjrzyjcie podczas ewentualnych zakupów. Mam dla Was kilka fotek z naszego tarasu.

Chciałam pokazać Wam, jak wyglądają moje dzieci w okularach, ale nasze zioła i truskawki wyszły na pierwszy plan. :D Rosną jak szalone. :D Chyba muszę w końcu popełni post o nich. ;-)

Przy tym realshade’sy, jak je nazywam, nie kosztują majątku i mają cenę adekwatną do swojej jakości. Moi chłopcy co roku mają model Switch, czyli ten, który zmienia kolor pod wpływem promieni słonecznych. Ale w ofercie Real Shades’ów  są też okulary, które są z tyłu na gumce, czyli nadają się dla dzieci nie tylko podczas np. uprawiania sportów, ale również sprawdzają się u dzieci, które są bardzo ruchliwe a rodzic obawia się, że te okulary zgubi przy pierwszej lepszej okazji. :-) Moja Gaia miała je w zeszłym roku i były strzałem w dyszkę.

Okulary Real Shades kupicie TUTAJ.  Do 27 maja dostaniecie 20 % rabatu, robiąc zakupy z kodem rabatowym: OKULARY2020

Jeśli rozważacie ich zakup, to nie odkładajcie go na kolejne dni, please. Bo później dostaję dziesiątki maili, czy znam sposób na przedłużenie kodu rabatowego, a ja takiego sposobu nie posiadam. :D

Mój siedmioletni Ivo ma model Switch 7+ [klik], który z zielonego zamienia się na niebieski, a mój prawie pięcioletni Teosiek też ma model Switch, tylko wersję wiekową 4+. W tym roku wybrał sobie taki sam kolor jaki ma Ivo, ale wahał się jeszcze między żółtym zmieniającym się w czerwony. ;-) Majstersztyk! Moja dwuletnia Gaia ma w tym roku też model Switch, ale wersję 2+. Jej zamieniają się z koloru jasnofioletowego na intensywny różowy. ;-) No jakby mogło by inaczej :D W zeszłym roku miała model Explorer na gumce 0+ z dodatkiem różu ;-)

Są też modele Real Shades dla nastolatków, ale zanim będę wybierała w tych modelach, to mamy jeszcze trochę lat. Choć podobno, jak Wy to piszecie – czas pędzi jak szalony i zanim się obejrzę, to oni już będą mierzyli po 180 cm wzrostu i będą na mnie patrzeć z góry. :D ;-) Podrzucam Wam kilka fotek innych modeli, ale ich jest naprawdę wiele. Dzieciaki i rodzice mają, w czym wybierać.

No dobra. To teraz kolejny mit. Kolejny szkodliwym mitem jest ten, który mówi o tym, że:

2. Olej z pestek malin ma super skuteczny filtr przeciwsłoneczny. Czy aby na pewno?

No nie do końca… Słuchajcie, ja sobie doskonale zdaję sprawę, że naturalne oleje pielęgnują skórę i potrafią mieć właściwości chroniące skórę przed promieniowaniem UV, jednak warto pamiętać, że nie mamy tylko jednego rodzaju promieni ultrafioletowych! Oprócz promieniowania UVB jest również promieniowanie UVA, które to potrafi siać o wiele większe spustoszenie dla naszej skóry niż to UVB, i dociera do głębszych warstw skóry.

Dlatego też szukając skutecznych filtrów przeciwsłonecznych w kremach dla dzieci czy olejach, nie możemy patrzeć tylko na współczynnik SPF UVB, ale ważny jest również SPF UVA! Co prawda olej z pestek malin stanowi bardzo wysoką ochronę dla promieni UVB, bo jego SPF dla promieni UVB określa się na poziomie 28-50 SPF. Jednak dla promieni UVA, które wnikają bardzo głęboko w skórę ten wskaźnik wynosi zaledwie 8 SPF! :( I to nie stanowi skutecznej ochrony przeciw promieniom UVA, o czym na stronach amerykańskich nawet producenci kosmetyków z tymi olejami w składzie wyraźnie informują. Widzę, że w Polsce jeszcze nie widać tej praktyki, a szkoda.

Sama stosuję olej z pestek malin i dodaję go w 2-3 kroplach do codziennego kremu. Nie stosuję go jednak jako ochrona przed UVA, bo nie sprawdza się przy dłuższej ekspozycji słonecznej.

Podkreślają tam również, że produkty, które mają w składzie wysoki filtr SPF UVB a niski SPF UVA często mylnie sugerują w swoim opisie, że produkt skutecznie chroni przez całym spektrum promieniowania UV. Dlatego jeśli zamierzacie spędzać dużo czasu na słońcu szczególnie w godzinach, gdy Słońce jest wysoko na niebie, to albo stosujcie filtry z wysokim filtrem przeciw promieniowaniu UVA i UVB, albo osłaniajcie się przed Słońcem w tym godzinach.

Jeśli zależy Wam na skutecznej ochronie przeciwsłonecznej a jednocześnie wolicie, aby chroniły Was filtry fizyczne to szukajcie takich, które mają w składzie tlenek cynku czyli zinx oxide lub mieszankę tlenku cynku z dwutlenkiem tytanu – titanium dioxide. Są również na rynku bezpieczne filtry chemiczne. Ja akurat jestem zwolenniczką kremów, które zawierają filtry zarówno fizyczne jak i chemiczne. Co dla mnie ważne to fakt, aby nie zawierały cząstek nano, czyli niezwykle małych cząsteczek, które mogą przedostawać się do organizmu Jak je zlokalizować na liście składników? Otóż producenci zgodnie z Rozporządzeniem Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) Nr 1223/2009 mają obowiązek umieścić taką informację w składzie produktu i znajdziecie ją zapisaną w nawiasie („nano”) zaraz po nazwie składnika.

Pamiętajcie, też o ochronie Waszego wzroku i o ochronie głowy. To ona jest narażona na ryzyko udaru słonecznego. Dlatego szczególnie dla dzieci ważna jest ochrona głowy wtedy, gdy promienie słoneczne dają czadu, kolokwialnie to ujmując. ;-)

3. Ochrona nie tylko twarzy, ale również głowy i karku, szczególnie dla dzieci!

W zeszłym roku we wrześniu napisała do mnie Czytelniczka, która ostrzegła mnie mailowo przed brakiem osłony karku u dzieci. W ten sposób jej synek dostał udaru słonecznego :( Co prawda miał na głowie czapkę z daszkiem, jednak większość czasu spędził z głową pochyloną w stronę piasku odsłaniając przy tym kark, i dopiero wieczorem okazało się, że fragment skóry na karku był cały pokryty w bąblach. Później pojawiły się wymioty i gorączka. Bez wizyty w szpitalu się nie obeszło, niestety :( Dlatego bądźmy czujni, szczególnie wtedy, gdy dzieci długie godziny spędzają na zewnątrz.

Można w sklepach dostać czapki dla dzieci z osłoną na kark. Polecam je Wam szczególnie wtedy, gdy jest skwar, a Słońce grzeje jak szalone. Chociaż w takim wypadku warto jednak rozważyć spacer w innych godzinach.

Ja wczoraj kupiłam dzieciakom online czapki na lato. Ze wszystkich z zeszłego roku mi wyrośli! :0 Ja wiem, że stopa rośnie szybko, ale że głowy tak się poszerzają, to jakbym zupełnie zapomniała! :D Oby do nas szybko te czapencje przyszły!

 

4. Pielucha tetrowa, która owinięta jest budka wózka dziecięcego.

Przysięgam, że jeszcze raz zobaczę mamę, która budkę wózka dziecięcego osłania pielucha tetrową robiąc tylko maleńki lufcik, dzięki któremu niby ma docierać tlen, to wyjdę z siebie. :D Ja chyba jednak wiem, skąd takie zasłanianie dzieci i robienie im sauny w wózku – przypomniałam sobie, że po raz pierwszy ten „patent” sprzedał mi ktoś z mojej rodziny, nie wymieniając go z imienia, ale jeśli będzie to czytał, to szybko ogarnie, że to o tej osobie. ;-) I taką saunę kilkukrotnie zaserwowałam mojemu Ivkowi, który nie miał jeszcze nawet pół roku.

W miarę szybko mój M. kazał mi się stuknąć w głowę i wyjaśnił mi, że robię dziecku saunę w środku ograniczając przewiew powietrza i zwiększam temperaturę w środku, a może ona dojść wg specjalistów nawet powyżej 40 stopni Celsjusza!

Umówmy się, że kiedy zobaczymy mamę, która zrobiła z wózka mumię, czyli owinęła wózek pieluchami tetrowymi czy kocykami w środku upalnego lata, to możemy jej grzecznie zasugerować zmianę postępowania. W bardzo wyważony sposób, jeśli mamy pewność, że nie jest to tylko przykrycie nóżek a rzeczywiste ograniczenie dostępu do powietrza w wózku, uważam że mamy wręcz obowiązek zareagować. W zeszłym roku kilkukrotnie zdarzyło mi się podejść do młodych mam z małą sugestią w tym temacie. Podziękowały i widziałam w ich oczach strach a następnie zrozumienie tematu. Bo to o to chodzi, aby zasugerować drobną zmianę, jeśli może być wskazana.

No i jeszcze jedno – dobrze dziewczyny piszą w komentarzach – starajmy się podawać dzieciom wodę, a nie słodkie napoje. To woda ugasi ich pragnienie. Słodzone soki to kiepski wybór.

Uff, to tyle błędów. Mam nadzieję, że dzięki Wam post dotrze do wielu rodziców, którym w delikatny sposób uda się zasugerować drobne zmiany w powyższych tematach. ;-)

P.S. Jeśli udało się Wam zobaczyć dzisiejszy post, zostawcie po sobie ślad na Facebooku czy w komentarzu   Możecie go też udostępnić. Dziękuję! 

Podobne wpisy