5 rzeczy, o których już NIE ZAPOMINAM jako mama❗👩 ❌ Dzięki nim jestem zdrowsza❗💪🏼

napisała 30/09/2021 Post powstały przy współpracy

Zawsze, gdy piszę posty dotyczące zdrowia kobiet (a w szczególności kobiet, które są mamami), ciekawość nie daje mi spokoju, jakie z kolei Wy priorytety macie na Waszej zdrowotnej liście. Potraktujmy zatem dzisiejszy post jako takie rozpoczęcie dyskusji o tym, co jest dla nas Ważne i o co warto dbać, aby być zdrowszą i by czuć się lepiej każdego dnia. Nie tylko od święta. ;-)

Muszę podkreślić jeszcze jedną rzecz – doskonale zdaję sobie sprawę, że są momenty w życiu każdej z nas, kiedy naszym jedynym celem danego dnia jest po prostu próbować wyspać się, bo ledwo wystarcza czasu na to, aby zjeść śniadanie (i to na raty…), a co tu dopiero mówić o tym, aby pamiętać jeszcze o innych kwestiach. I ja byłam całkiem niedawno w tym punkcie życia, że centrum mojego wszechświata były moje dzieci, a ja byłam zawieruszonym w przestrzeni mało istotnym księżycem.

Od pewnego jednak czasu dbam o to, abym była dla samej siebie równie ważnym elementem rodzicielskiej układanki. Dlaczego? Bo moje zdrowie i samopoczucie jest niezwykle ważne. Uczyńmy je zatem punktem startowym i zadbajmy o nie. Powiedziałabym nawet: wydrapujmy ten czas dla siebie. Musimy o niego walczyć jak lwice, na co i ja sobie pozwalam od pewnego czasu bez najmniejszych wyrzutów sumienia. :-) I słusznie!

Podzielę się z Wami dzisiaj pięcioma niezwykle dla mnie istotnymi aspektami „codziennego funkcjonowania”. Takimi moimi 5 obowiązkami, a że słowo „obowiązek” niekoniecznie dobrze się może niektórym kojarzyć, to możemy się umówić, że każda z nas nazwie sobie tę listę po swojemu.

No to zaczynamy!

1. Cytologia, USG piersi i ogólne badania krwi oraz moczu.

Wiem, wiem. Doskonale wiem, jak trudno jest znaleźć czas na te badania. Mam ten komfort, że mieszkam w dużym mieście i już na starcie mam odrobinę łatwiej. Dla wielu kobiet zrobienie tych badań wiąże się z koniecznością wzięcia wolnego w pracy na cały dzień, a jeśli mieszkają w małej miejscowość, to często jest to dla nich całodniowa wyprawa.

Jak to jednak nazwała i opisała kiedyś trafnie jedna z moich Czytelniczek mieszkająca w górach:

„Dla mnie to może i wyprawa, bo nie mam prawa jazdy i wszędzie muszę tarabanić się autobusami. Ale to wyprawa po zdrowie i pewność, że będę dla nich zdrowa i po prostu będę.”

Kasia pięknie to podsumowała. Jeśli mamy problem z tym, aby poświęcić ten czas tylko dla siebie warto, abyśmy miały świadomość, że nasze zdrowie to sprawa całej naszej rodziny, nie tylko nasza. Ja nie wyobrażam sobie, aby miało mnie zabraknąć, dlatego robię co w mojej mocy, aby co roku zrobić cytologię, USG piersi i podstawowe badania z krwi i moczu. Dodatkowo robię również badania tarczycowe, bo mam niedoczynność tarczycy.

Co roku robię to na moje urodziny. To taki prezent dla samej siebie. :-) Wtedy też łatwiej jest postawić samą siebie wyżej na szali „rzeczy do zrobienia”. :-)

2. Dbam nie tylko o higienę zębów, ale bardzo dbam również o zdrowe dziąsła!

Jeszcze całkiem niedawno, bo 8 lat temu, kiedy byłam w pierwszej ciąży, nie miałam świadomości, że zdrowie moich dziąseł ma aż tak duży wpływ nie tylko na moje samopoczucie i codzienny komfort, ale również na zdrowie moich zębów. Często zapominamy, że higiena zębów powinna iść w parze z higieną dziąseł.

Dopiero moja pani ginekolog prowadząca moją pierwszą ciążę uświadomiła mnie w tym względzie. Nie tylko zachęciła mnie do zrobienia zabiegu higienizacji zębów w ciąży (myślałam, że jest to niedozwolone w tym okresie, ale byłam w błędzie), ale też poleciła mi umówienie się na wizytę do periodontologa. Na początku pierwszej ciąży miałam duże problemy z dziąsłami. Nie tylko były „rozpulchnione”, ale też były bardzo podrażnione, bolały i lekko krwawiły. Bywały dni, że zjedzenie kanapki było dla mnie dużym wyzwaniem. Nie wiem, dlaczego ja z początku te problemy ignorowałam. Jednak to podobno tak jest, że mamy tendencję do bagatelizowania problemu i działamy dopiero wtedy, gdy jest już poważny, a to często jest już za późno. :(

Periodontolog uspokoił mnie. Wytłumaczył, że moje problemy wiążą się ze zmianami hormonalnymi jakie zachodzą w ciele kobiet w ciąży. Zalecił mi wykonywanie higienizacji zębów minimum dwa razy w roku, w ciąży również, a dodatkowo jako pierwszy uświadomił mnie, że są na polskim rynku produkty, które dbają o zdrowe zęby i jednocześnie dziąsła, bo mają w swoim składzie m.in. składniki antybakteryjne. Ja błędnie zakładałam, że te produkty są tylko dla osób noszących protezy, a już na pewno nie są dla kobiet w ciąży. Tymczasem to totalnie nie tak. :-)

Uświadomił mnie również, że te błahe z pozoru problemy jak podrażnienie czy bolesność dziąseł oraz krwawienie dziąseł mogą prowadzić do parodontozy, a ona dla wielu osób w późniejszym etapie wiąże się z koniecznością usunięcia zębów, nawet w wieku 40 czy 50 lat… :( Znam jedną osobę, która przeszła tę drogę i wspominała to jako koszmar. :( Po tych słowach już wiedziałam, że kolejnym krokiem dla mnie jest zaopatrzenie się w produkty, które pomogą moim dziąsłom na co dzień, aby te scenariusze się nigdy nie ziściły…

Także dziewczyny – jeśli mamy się jak najdłużej uśmiechać bez skrępowania, to musimy dbać o regularną higienizację zębów min. 2 razy w roku. Dodatkowo jeśli zauważacie, że macie problem z dziąsłami, bo są bolesne, nadwrażliwe, pojawiają się drobne krwawienia, to nie wahajcie się ani chwili aby skonsultować ten temat z odpowiednim specjalistą i zaopatrzyć się w produkty, które nie tylko walczą z objawami, ale przede wszystkim skupiają się na przyczynie problemu.

Ja w tej materii mam sprawdzone dwa produkty. Używam codziennie: meridol – pastę do zębów i meridol płukankę. Widzę ogromną różnicę odkąd włączyłam te produkty do codziennej higieny jamy ustnej i dziąseł. Już sama pasta, jak przeczytałam, 7x skuteczniej usuwa płytkę nazębną, z kolei pasta z płukanką zmniejszają krwawienie o 45% oraz płytkę nazębną o 44% po 3 miesiącach stosowania.

Dbając o „uśmiech”, jak to się kolokwialnie ujmuje, i o dziąsła, dbam jednocześnie o zdrowie i codzienny komfort. Dla mnie to bardzo ważne. Przeszłam bardzo długą drogę, zanim zaczęłam się uśmiechać bez skrępowania. Aparat ortodontyczny wyleczył mnie z moich kompleksów związanych z krzywymi zębami. Dlatego teraz tym bardziej dbam o zęby i dziąsła. Bardzo doceniam ten fakt, że zawalczyłam o nie, choć droga wcale nie była usłana różami.

3. Codzienny demakijaż.

Nie dalej jak wczoraj mój M. pokazał mi zdjęcie jeszcze z czasów, kiedy nie mieliśmy dzieci. :-) To była fotka z tzw. codzienności. Ja w łóżku, pod kołdrą, z laptopem na kolanach, obok mnie filiżanka kawy. Za mną zegar, który wskazywał godzinę 10.00. Nie do pomyślenia w obecnych czasach przy trójce dzieci. :D Jednak mój wzrok, gdy tak patrzyłam na tę fotkę, przykuła wczoraj jeszcze inna kwestia. Aż się wzdrygnęłam! :D Moje oczy wołały o pomoc. :D Cienie pod oczami wywołane niezmytym makijażem. Dramat. :D Tak, ja dokładnie pamiętam te czasy, gdy zmycie makijażu wieczorem nie było w ogóle na mojej liście priorytetów. Całe szczęście to już za mną! :D

Nie polecam. I mocno zachęcam do tego, aby nie tylko dbać o codzienny demakijaż, ale również pamiętać o nawilżeniu skóry twarzy. Ona nam to wynagrodzi. :-) Nie tylko teraz, gdy jesteśmy jeszcze piękne i młode :P, ale też za 20 lat, gdy dość łatwo zorientujemy się, która z nas dbała o skórę w czasach naszej młodości. ;-) Ja oprócz codziennego demakijażu i nawilżania dodałabym również codzienne stosowanie kremów z filtrem UVA i UVB na skórę twarzy. Bez względu na porę roku. Wiem jednak, że to dla wielu już za dużo. ;-) Jednak serio – nie tylko upływający czas, ale również promienie UV negatywnie wpływają na naszą skórę przyspieszając procesy starzeniowe. :( Smutna prawda. Ale prawda…

4. Regularne wypijanie wody w odpowiedniej ilości.

Odkąd regularnie piję wodę w ilości min. 2 litrów dziennie moje samopoczucie poszybowało w górę! Już po tygodniu regularnego wypijania 2 litrów wody dziennie zauważyłam, że mam więcej energii. Przy okazji zauważyłam również to, że lepiej wygląda moja skóra.

A jeszcze 5 lat temu, jeśli wypiłam szklankę wody na dzień to był cud. Wolałam od wody kawę i herbatę, a one jak wiadomo w większej ilości mają efekt odwadniający. :( Także 2-3 kawy dziennie są całkiem ok, ale tylko jeśli wypijamy również wodę.

5. Regularne szczotkowanie ciała

Oprócz regularnego szczotkowania skóry głowy (tak, m.in. dzięki szczotkowaniu/masowaniu skóry głowy zauważyłam poprawę wyglądu włosów…) również regularnie szczotkuję ciało. Ze względu na to, że mam tendencję do pękających naczynek nie tylko na twarzy, ale również na ciele, to dermatolog zalecił mi szczotkowanie ciała nie na sucho, a na mokro. I tak też robię.

Jednak Ci z mniej wrażliwą skórą mogą śmiało szczotkować się na sucho. Szczotki z naturalnym włosiem do szczotkowania ciała znajdziecie teraz już niemalże we wszystkich drogeriach.

Lepszy wygląd skóry, większa jej jędrność, mniejszy cellulit. Lepszy koloryt. Ja z każdym szczotkowaniem ciała (szczotkujemy kulistymi ruchami od dołu do góry) czuję też niesamowity przypływ energii, dlatego preferuję szczotkowanie ciała rano, kiedy tej energii potrzebuję baaaaardzo dużo. :D Dzisiaj specjalnie wcześniej się obudziłam, żeby przed szykowaniem towarzystwa do szkoły i przedszkola, jeszcze mieć chwilę dla siebie. Było i szczotkowanie ciała, był peeling enzymatyczny na twarz. Nawet i maseczka kojąca „wjechała” na buzię, zanim towarzystwo się obudziło. ;-)

Mam nadzieję, że udało mi się Wam choć trochę zainspirować do dobrych zmian ku zdrowiu. Wychodzę z założenia, że szczęśliwa ja to i szczęśliwa cała moja rodzina. :-)

P.S. Jeśli Facebook pokazał Wam dzisiejszy post, zostawcie kciuk pod facebookowym postem. :* I dajcie mi znać, o czym Wy staracie się pamiętać każdego roku bądź codziennie, co bardzo wpływa pozytywnie na Wasze zdrowie i samopoczucie. :-)

Partnerem postu jest marka merdiol.

Podobne wpisy